Sezon Lato 2020
Relacje meczowe: 9 Liga
4 miesiące, 17 tygodni, 119 dni, 2 856 godzin, 171 360 minut. Przerwa od rywalizacji na boiskach Ligi Fanów wszystkim dłużyła się niemiłosiernie. Ileż radości na twarzach zawodników, koordynatorów i kibiców można było dostrzec, gdy o godzinie 9:00 na Arenie AWF zabrzmiał pierwszy gwizdek sędziego i rozpoczęliśmy starcie Awantury Warszawa II z zespołem Bad Boys. Autorem pierwszego gola w rundzie wiosennej sezonu 2022/23 został Bartłomiej Podobas, który wykorzystał zgranie piłki głową przez jednego z kolegów. Następnie to on wystawił futbolówkę partnerowi z drużyny, a dubletem popisał się Lewandowski. Gospodarze odzyskali nadzieję na korzystny rezultat, gdy Dydecki trafił do siatki płaskim strzałem, a Radzikowski zdobył bramkę kontaktową po dośrodkowaniu. Nie spodobało się to Bad Boysom, którzy znów wzięli się za powiększanie przewagi. Michał Buczek podwyższył prowadzenie Zielonych, dobijając od poprzeczki po wcześniejszym uderzeniu z woleja. Następnie obie ekipy strzelały na przemian - na 3:4 trafił Dydecki, na 3:5 Podobas (po wcześniejszym zgraniu głową do Lewandowskiego), a na 4:5 przed przerwą ponownie trafił Dydecki w wyniku udanej klepki po rzucie wolnym. Rundę wiosenną zaczęliśmy z przytupem i nie inaczej było w drugiej połowie. Dla podgrzania atmosfery wyrównanie zdobyli piłkarze Awantury. Jak łatwo się domyślać, odpowiedzieli na to zawodnicy w zielonych koszulkach. Lewandowski zdobył w drugiej połowie klasycznego hat-tricka, popisując się lobem tyłem głowy po aucie, a także wykorzystując niesamowite podanie Podobasa, który z pierwszej piłki zagrał piętą na uwolnienie. Gospodarze próbowali wrócić do gry, ale nie starczyło na to czasu. W końcówce duet Lewandowski (gol z dystansu w okienko) + Podobas (asysta zewnętrzną częścią stopy) znów zachwycił obserwatorów, sprawiając, że ostateczny wynik spotkania wyniósł 7:9.
Mecz trzeciej z piątą drużyną w tabeli, który był bardzo ważny w kontekście walki o najwyższe cele w tym sezonie. FC Vikersonn przystępowało do tego meczu z pozycji faworyta, bo po rundzie jesiennej byli na miejscu premiowanym awansem. Ich rywale jednak dobrze pamiętali mecz z jesieni, w którym pokonali przeciwników aż 7:0. I tak też podeszli do tego pojedynku. Z dużym animuszem i bez kompleksów. Szybko objęli prowadzenie po trafieniu aktywnego tego dnia Piotra Zielińskiego. Chwilę później na 2:0 podwyższył Damian Kucharczyk. Gospodarze starali się odgryzać, swoich sił próbowali między innymi Slawik Tuymkiw oraz Dmytro Lavai. I to właśnie ten drugi skompletował szybki dublet. Najpierw zaskoczył Wiktora Stankowskiego strzałem z rzutu wolnego a później dorzucił trafienie po zamieszaniu w polu karnym rywala. Więcej bramek w pierwszej połowie nie było, a więc wynik brzmiał 2:2. Druga odsłona była równie emocjonująca co poprzednia. Najpierw trafienie zanotował Yevhenii Kyrii, później odpowiedzieli mu Piotr Zieliński oraz Damian Kucharczyk i w 33 minucie Crimson Boys prowadzili 4:3. Przez następny okres jedni i drudzy mieli swoje szanse. Kilka minut przed końcem do wyrównania doprowadził Lavai i kiedy wydawało się, że spotkanie zakończy się podziałem punktów to w fatalny sposób piłkę do swojej bramki skierował Mykola Lebediuk zapewniając rywalom arcyważne 3 punkty.
Ciekawą rywalizację oglądaliśmy w starciu Torpedo z Hiszpańskim Galeonem. Obie ekipy solidnie przygotowywały się przez zimę do startu rundy wiosennej, tym bardziej można było oczekiwać, że mecz będzie stał na wysokim poziomie. To co rzuciło nam się w oczy w grze gospodarzy to próby rozgrywania akcji szybkimi, krótkimi podaniami. Niestety czasem brakowało zawodnikom dokładności, niemniej jednak sam pomysł na budowanie akcji był interesujący. W piłce nożnej liczą się jednak przede wszystkim gole, a w tym elemencie skuteczniejszy był Hiszpański Galeon. W pierwszej części bramki padały jedynie po stałych fragmentach gry. Około 5 minuty goście skutecznie rozegrali rzut wolny i Norbert Skrzecz wyprowadził zespół na prowadzenie. 10 minut później arbiter tego spotkania wskazał na wapno dyktując rzut karny za faul w polu karnym Torpedo. Do piłki podszedł Mateusz Górski, jednak przegrał on pojedynek z bramkarzem rywala, natomiast przy dobitce Aleksandra Chylińskiego Andrii Baran nie miał już nic do powiedzenia. Pomimo prób z obu stron wynik nie zmienił się już do końca pierwszej połowy. W drugiej odsłonie za odrabianie strat wzięli się zawodnicy Torpedo. Luka Danylenko świetnym, mocnym strzałem doprowadził do stanu 1:2, jednak chwilę później Galeon ponownie wyszedł na dwubramkowe prowadzenie. Nie minęła minuta, a już mieliśmy 2:3, kiedy to Yevhenii Vasylchenko wykorzystał błąd obrońcy i na raty pokonał bramkarza Galeonu. Ta bramka dała nadzieję na korzystny rezultat, ale do siatki trafiali już tylko rywale. Najpierw odskoczyli na 2:5, a wynik spotkania ustalił Michał Kaczyński kierując piłkę… do własnej bramki i mecz zakończył się wynikiem 3:5 dla Galeonu. Torpedo nie zagrało złego meczu, brakowało im jednak trochę szczęścia i lepszego zachowania przy stałych fragmentach gry, bo po nich stracili aż 3 gole. Galeon dopisał sobie 3 punkty i dzięki porażce Vikersonna wskoczył na podium.
W niedzielne popołudnie na inaugurację rundy rewanżowej na Arenie AWFu odbył się emocjonujący mecz między TRCH i Joga Bonito. Zdecydowanym faworytem wydawała się być ekipa gospodarzy, która po rundzie jesiennej zajmowała drugie miejsce w ligowej tabeli. Od samego początku obie ekipy nie forsowały tempa gry i starały się wyczekać rywala. Po kilku minutach wzajemnego badania się do ataku przystąpili gospodarze, którzy zaczęli stwarzać wiele sytuacji pod bramką przeciwnika. Liczne ataki przyniosły zamierzony skutek i po składnej akcji całego zespołu, Kamil Pasik otworzył wynik spotkania. Joga Bonito próbowało się odgryzać, ale defensywa TRCH świetnie radziła sobie z atakiem rywali. Jeszcze przed przerwą gospodarzom udaje się strzelić drugą bramkę, a jej autorem ponownie został Pasik. Na przerwę schodziliśmy przy wyniku 2:0 dla gospodarzy. W przerwie musiały paść mocne słowa, bo w drugiej połowie widzieliśmy zupełnie inne oblicze Jogi Bonito. Po zmianie stron to goście zagrali zdecydowanie lepiej, ich akcje były składne i prowadzone w szybkim tempie. Sygnał do odrabiania strat dał Mateusz Hnatio, który to po akcji z Sebastianem Kluczkiem strzelił gola kontaktowego i mieliśmy 2:1. Po strzelonej bramce Joga Bonito dostała, jak to się mówi „wiatru w żagle” i poszła za ciosem. Swoją drugą bramkę strzelił Hnatio, tym razem wykorzystał gapiostwo w szykach obronnych gospodarzy i po asyście z rzutu z autu zdobywa bramkę wyrównującą. Kiedy wszyscy na boisku myśleli, że spotkanie zakończy się remisem, to sprawy w swoje ręce wziął niezawodny Corneille Malonga. Napastnik gospodarzy wykorzystał błąd obrońcy, zabrał mu piłkę i podał do lepiej ustawionego Kamila Pasika a ten kompletując hat-tricka z zimną krwią ustalił wynik meczu na 3:2. Warto również wspomnieć o dwóch niewykorzystanych rzutach karnych jakie mieli gospodarze. Jak wiadomo, skuteczne wykonywanie stałych fragmentów gry może mieć istotny wpływ na losy meczu, dlatego radzimy popracować nad ich wykonywaniem. Same spotkanie było bardzo emocjonujące i trzymało w napięciu do ostatniej minuty. Obie ekipy pokazały swoją determinację oraz wysokie umiejętności jakimi dysponują. Mecz zdecydowanie mógł się podobać się także postronnym widzom a obydwie drużyny z całą pewnością jeszcze mocno namieszają w ligowej tabeli.
Chociaż było to spotkanie dwóch drużyn, które znajdowały się w dolnej części tabeli to byliśmy świadkami naprawdę dobrego meczu. Widać było niesamowitą chęć zwycięstwa w obu obozach i nikt nogi tutaj nie odstawiał. Emocje udzielały się jednej i drugiej ekipie i od samego początku drużyny narzuciły sobie wysokie tempo. Jako pierwsi na prowadzenie wyszli zawodnicy Dynama, kiedy to Michał Matyja wykorzystał wrzutkę w pole karne Kacpra Urbana. Ogólnie odnieśliśmy wrażenie, że w pojedynkach powietrznych górowali gospodarze, choć to fani angielskiej drużyny w tym elemencie teoretycznie powinni radzić sobie lepiej. Dynamo dobrze zaczęło, ale Gunnersi mieli w składzie Michała Koniecznego, który w pierwszej części walnie przyczynił się do odwrócenia losów meczu. Najpierw asystował przy golu na 1:1, by następnie samemu dwukrotnie wpisać się na listę strzelców. Ważnym trafieniem była bramka do szatni na 1:3, która dawała spory komfort jego drużynie przed przystąpieniem do dalszej części meczu. W drugiej odsłonie Warsaw Gunners podwyższyło jeszcze prowadzenie, ale to nie załamało ich rywali, którzy wciąż szukali swoich okazji. Niekorzystny wynik nie do końca odzwierciedlał rywalizację na boisku, która wciąż była zacięta, zawodnikom Dynamo brakowało po prostu nieco szczęścia i większej skuteczności pod bramką rywala. Mieli swoje okazje, trafili raz w słupek i raz w poprzeczkę i gdyby wtedy znaleźli drogę do bramki, mecz mógłby się potoczyć w zupełnie inną stronę. Dopiero wykorzystany przez Kacpra Urbana rzut karny przełamał strzelecki impas, ale to tylko zmotywowało przeciwnika do wzmożonego wysiłku. Goście byli bardziej skuteczni i znów szybko odskoczyli na parę bramek. Wynik ustalił Tomasz Dzięcioł, zmniejszając porażkę swojej drużyny do stanu 3:6. Dynamo nie zagrało źle, byli równorzędnym rywalem dla Gunnersów, ale 3 punkty zasłużenie powędrowały do teamu Arkadiusza Trwogi.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)