Sezon 2019/2020
Relacje meczowe: 4 Liga
Rewanżowe spotkanie BJM Development z Lagą Warszawa zwiastował wiele emocji. Szczególnie dlatego, że poprzedni mecz zakończył się wynikiem 3:3. Od tamtej pory sporo się wydarzyło, goście toczą bój o awans klasę wyżej i mimo że byli faworytem, to coś nam się wydawało, że BJM nie przejdzie obok meczu obojętnie. Od początku spotkania dużo energii w szeregach obu ekip, dwukrotnie dobra szansa BJM potwierdzała nasze przedmeczowe przypuszczenia. Nie było specjalnej taktyki i szachowania na boisku, tylko duże zaangażowane i praca całego zespołu. Fragmentami to Laga utrzymywała się dłużej przy piłce, kreowała sytuacje ze spokojem i rozwagą, kiedy w rewanżu BJM czaił się na krótkie akcje i egzekucję. Wynik meczu rzutem z wolnego korzystając z błędu ustawienia rozpoczął Zawistowski, by jeszcze przed przerwą skuteczny rzut rożny i strzał z pola karnego Szalskiego doprowadził do remisu 1:1. Po zmianie szybki przebieg wydarzeń, bramka gospodarzy i niestety z perspektywy dla gości spudłowany karny. Lagę to podrażniło, ale też pokazało, że mimo kreowanych sytuacji, naporu i presji na rywalach nie potrafili skutecznie postawić kropki nad i. Czego nie można było powiedzieć o Deweloperach, którzy nie byli dłużni i testowali bramkarza rywali. Koniec końców wynik był niższy niż pokazywała to gra obu zespołów. Ostatecznie to gospodarze byli w tym meczu górą, wygrywając 4:1. Z ciekawostek - Mikołaj Zawistowski ustrzelił hattricka.
W spotkaniu pomiędzy drużyną Compatibl a OldBoys Derby faworytem byli goście, którzy po rewelacyjnej serii zwycięstw awansowali na trzecie miejsce w tabeli. Compatibl z dziewięcioma punktami zajmuje miejsce w strefie spadkowej, dlatego dla nich każde punkty są na wagę złota. Do rywalizacji z dużo bardziej doświadczoną drużyną gospodarze podeszli bez żadnych kompleksów i to oni od początku narzucili bardzo wysokie tempo gry. Chłopaki dobrze prezentowali się w pojedynkach jeden na jeden, dzięki swojej szybkości i dynamice potrafili przejść rywala, ale ich problemem była finalizacja. Duża w tym zasługa Michała Piątkowskiego, który już na samym początku musiał wykazać się swoimi umiejętnościami. Pierwsza połowa to głównie walka w środku pola i nieliczne ataki po obu stronach, z których górą zawsze wychodzili bramkarze. W tej części meczu lepiej zaprezentowali się gospodarze, jednak po pierwszych 25 minutach mamy bezbramkowy remis 0-0. W drugiej części OldBoysi zagrali lepiej, to oni zaczęli coraz bardziej zagrażać bramce Oleksandra Fedosiuka. Minuty upływały a na tablicy wyników cały czas mieliśmy bezbramkowy remis, który tak naprawdę nie zadawalał żadnej ze stron. W końcowych minutach meczu doświadczona ekipa z osiedla Derby wyprowadziła zabójczą akcję, którą zakończyła się bramką. Miłosz Suchta pięknym podaniem obsłużył Rafała Bujalskiego, a ten drugi pewnie pokonał świetnie do tej pory spisującego się bramkarza oponentów. Mimo rozpaczliwych ataków zespołu Compatibl wynik do konać nie uległ już zmianie. OldBoys Derby dowieźli zwycięstwo do końcowego gwizdka. Gospodarze nie zagrali źle, to była wymagająca rywalizacja dla obu ekip i spokojnie można określić tę potyczkę mianem meczu bramkarzy, z których tylko jeden wyszedł obronną ręką. OldBoysi wygrywają i dopisują na swoje konto kolejne trzy punkty, a sytuację Compatibl można określić stwierdzeniem, że widmo spadku zagląda im w oczy coraz głębiej. Matematyczne szanse utrzymania jeszcze są, a dopóki piłka w grze wszystko jest możliwe.
Zespół Husarii Mokotów II po dwóch porażkach z rzędu znacznie skomplikował sobie walkę o medale. Drużyna FC Popalone Styki ostatniego okresu nie może uznać za udany, ponieważ cztery ostatnie spotkania zakończył bez zdobyczy punktowej. Początek spotkania w wykonaniu obydwu drużyn był spokojny i sytuacji bramkowych w tej części meczu mieliśmy jak na lekarstwo. Dopiero pod koniec pierwszego kwadransa zawodnicy gospodarzy dwukrotnie pokonali golkipera rywali i wyszli na dwubramkowe prowadzenie. W następnych minutach drużyna ta stwarzała sobie kolejne sytuacje, które zaowocowały kolejnymi trafieniami. Zespół gości w pierwszej połowie nie był w stanie poważniej zagrozić bramce rywali i na przerwę drużyny schodziły z wynikiem 4:0 dla gospodarzy. Początek drugiej połowy to dominacja zawodników z Mokotowa, którzy systematycznie powiększali swoją przewagę. Drużyna Popalonych Styków pierwszy raz znalazła drogę piłki do bramki dopiero przy wyniku 0:8. Chwilę później zrobiła to ponownie, jednak ostatnie słowo należało do zawodników gospodarzy, którzy strzelając bramkę ustalili wynik spotkania na 9:2. Po jednostronnym widowisku Husaria Mokotów II przerwała serię porażek. Zdobyte punkty utrzymują ten zespół w walce o podium na zakończenie rozgrywek. Ekipa FC Popalone Styki ponosi natomiast kolejną porażkę i szansy na poprawienie dorobku punktowego musi szukać w następnej kolejce.
Chociaż los Pantery w 4.lidze jest praktycznie przesądzony, to Łukasz Kulesza i spółka niczego nie oddają rywalom za darmo. I jesteśmy przekonani, że właśnie z takim nastawieniem wyszli na kolejną potyczkę, gdzie ich konkurentem byli FC Shadows. Nominalni gospodarze ostatnio doznali zawstydzającej porażki z Oldboys Derby, gdzie prowadzili 7:1, a mimo to i tak przegrali. I był tylko jeden sposób, by jak najszybciej o tym zapomnieć – wygrać z Panterą. Ten mecz tak naprawdę można podzielić na dwie części – pierwsza to ta, gdy nominalni goście mieli jeszcze siły. Wtedy prezentowali się naprawdę solidnie, ale gdy zaczęło się pojawiać zmęczenie (co z racji tylko jednego rezerwowego było oczywiste), wówczas rozpoczęły się problemy. Zanim jednak do nich przejdziemy, to kilka słów o pierwszej połowie. Wystartowała ona od dość niespodziewanego prowadzenia Pantery, po trafieniu Mariusza Felickiego. Potem jednak inicjatywa przeszła na drugą stronę boiska, gdzie najwięcej zamieszania robił dobrze zbudowany Nikita Ivanov. Jego gra przyczyniła się do tego, że po 25 minutach Shadows prowadzili 2:1. W drugiej połowie scenariusz był podobny jak w pierwszej. Znów lepszy początek zanotowali gracze Pantery, którzy po trafieniu Dominika Kaczmarczyka mogli się łudzić, że jeszcze nie wszystko jest tutaj stracone. Tyle, że jak się później okazało, to był ich ostatni gol w tym spotkaniu. Kolejne strzelali już tylko przeciwnicy, głównie Nikita Ivanov, ale też Marat Gus oraz Oleksandr Targomin. Widać było przede wszystkim różnicę w kondycji, co zaowocowało tym, że Shadows dość spokojnie mogli wyczekiwać końcówki meczu i po 50 minutach gry wynik brzmiał 6:2. Tego należało się spodziewać i Pantera może jedynie żałować, że na mecz, gdzie rywal wydawał się być w zasięgu, nie udało się zebrać optymalnej kadry. Co oczywiście nie oznacza, że zwycięzca byłby inny, natomiast nie mamy wątpliwości, że wówczas Pantera postawiłaby znacznie trudniejsze warunki.
Na zamknięcie 15. kolejki starły się zespoły z dwóch skrajnych biegunów 4. ligi. Ostatnie miejsce Kryształu Targówek II jest nieco złudne, ponieważ drużyna ta dołączyła do naszych rozgrywek dopiero na wiosnę, przejmując skromny dorobek zespołu Big Balls. Dziki pewnie kroczą po pierwszy w historii tytuł mistrzowski Ligi Fanów, śrubując jedną z najdłuższych serii wygranych meczów z rzędu. Faworyt przed pierwszym gwizdkiem mógł być zatem tylko jeden. Nominalni goście od razu zaczęli szturm na bramkę rywali. Zawodnicy Kryształu natomiast bardzo mądrze się bronili i starali się kontratakować lidera. Pierwsza bramka padła dopiero po 10 minutach gry, kiedy to Karol Bienias trafił bezpośrednio z rzutu wolnego. Radość Dzików nie trwała jednak długo, bo podanie „Łysego” na bramkę zamienił Nikodem Łęczycki, który przed przerwą zdobył jeszcze drugie trafienie - tym razem po strzale z dystansu. Dziki przed przerwą trafiały jeszcze dwa razy za sprawą Bieniasa oraz Tymoteusza Kuroczko. Po przerwie dominować zaczęli gracze Dzików i po szybkiej serii wyszli na prowadzenie 2:7. Po tych bramkach lider jakby zapomniał, że mecz trwa 50 minut i zupełnie obniżył loty. Kryształ za to nie podłamał się mimo pięciobramkowej straty i do końca wierzył, że może odwrócić losy spotkania. Dla zawodników w niebieskich trykotach trafiali kolejno: Michał Niczyporuk, Mateusz Jasztal, Kacper Romanowski oraz świetny tego dnia - Nikodem Łęczycki, tym samym kompletując hat-tricka. Wynik w 43. minucie był zatem ciągle otwarty, a Kryształ wrócił do gry w niesamowitym stylu z 2:7 na 6:7. W Dzikach było widać irytację. Na szczęście dla nich, trener Makowski miał wszystko pod kontrolą i do końca meczu strzelał już tylko lider. Bramkę z główki zdobył Piotr Jamroż, a wraz z ostatnim gwizdkiem ostatniego gola zdobył Konrad Adamczyk. Na trzy kolejki przed końcem Dziki mają sześć punktów przewagi nad Lagą Warszawa, z którą zmierzą się już w najbliższą niedzielę. Jeśli wygrają, to na dwie kolejki przed końcem będą świętować mistrzostwo czwartej ligi. Rezerwy Kryształu natomiast pokazały w tym meczu, że gdyby grały w 4. lidze od początku sezonu, mogłyby stawać do walki jak równy z równym nawet z rywalami z topowych miejsc w tabeli.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)