Sezon 2018/2019
Relacje meczowe: Ekstraklasa
Narodowe Śródmieście jeszcze do niedawna było ekipą, której frekwencja budziła podziw, a Marek Szklennik mógł co mecz wystawiać dwa pełne składy. Tym bardziej smutnym widokiem jest obecna kondycja tej drużyny. W minioną niedzielę kapitanowi Śródmieścia ledwo udało się zebrać sześć osób i mimo zaangażowania obecnych na placu gry, było to zdecydowanie za mało, żeby postawić realny opór świetnie dysponowanej drużynie East Windu. Egzekucja, bo tak można podsumować to spotkanie, rozpoczęła się już od 8 minuty, kiedy wynik otworzył Paweł Rybak. Po chwili Paweł dołożył drugie trafienie, a na 0:3 podwyższył Adrian Gomoła. Goście rozluźnili się nieco w obronie i w efekcie Łukasz Wiśniewski dośrodkował do Arkadiusza Kiblera, a ten strzałem z pierwszej piłki nie dał szans golkiperowi East Windu. Był to jedyny wyraźny przebłysk ze strony drużyny ze Śródmieścia, bo goście szybko wrócili do pełnej kontroli boiska. Mimo pełnego skupienia w drużynie Sebastiana Dąbrowskiego humory zdecydowanie dopisywały i luźna atmosfera udzielała się zarówno piłkarzom jak i kibicom. Strzelecki festiwal w pierwszej połowie urządził sobie Paweł Rybak, druga połowa należała do Damiana Patoki. Obaj panowie zaliczyli po cztery trafienia, a mecz zakończył się wynikiem 2:11. Dla East Windu były to łatwe trzy punkty, ale niezwykle cenne, bo warte wskoczenia na trzecie miejsce w tabeli. Chłopakom z Narodowego Śródmieścia, którzy stawili się do tak nierównej walki należą się wyrazy szacunku, ale na ekstraklasę Ligi Fanów to zdecydowanie zbyt mało, a Marek Szklennik stoi teraz przed ciężkim zadaniem przebudowy swojego zespołu.
Zacięty i niezwykle wyrównany pojedynek stoczyły ze sobą ekipy Contry i FC Impuls UA. Drużyna Michała Raciborskiego liczyła na podtrzymanie passy sprzed tygodnia, kiedy po raz pierwszy w tym sezonie zdobyła punkty, ale to goście złapali inicjatywę na początku spotkania. Dwie szybkie bramki Konstiantyna Didenko i Romana Pigarieva postawiły gospodarzy w niezbyt komfortowej sytuacji, ale dość prędko udało się zdobyć bramkę kontaktową autorstwa Macieja Kurpiasa, a po kilku minutach był remis po golu Michała Raciborskiego. W 17 minucie Bohdan Ivaniuk posłał podanie przez całe boisko do Vladyslava Budza, a ten pewnym strzałem pokonał bramkarza Contry. Kiedy wydawało się, że goście dowiozą prowadzenie do przerwy, bramkę na 3:3 ustrzelił Rafał Osiński. Druga część spotkania rozpoczęła się szczęśliwie dla gospodarzy. Najpierw prezent w postaci rzutu wolnego wykorzystał Maciej Kurpias, a już akcję później było 5:3 po golu Michała Zagórskiego. Ukraińcy szukali okazji do zdobycia bramki, ale szczelna obrona Contry nie dawała rozpędzić się napastnikom Impulsu. Okazja pojawiła się dopiero w 38 minucie, kiedy żółtą kartkę obejrzał obrońca Contry, a Impuls praktycznie zamknął gospodarzy na ich połowie i zaczęło się oblężenie bramki Dominika Podlewskiego. Dało ono błyskawiczny efekt w postaci gola autorstwa...golkipera Impulsu, czyli Artema Solonikova, który wykorzystywał przewagę liczebną i podłączał się do akcji ofensywnych. Kiedy składy wyrównały się Impuls wciąż napierał w ataku, ale Contra mądrze broniła dostępu do swojej bramki i goście nie mieli zbyt dużo okazji strzeleckich. Mecz nabrał kolorów, a wojnę nerwów w końcówce lepiej znieśli gospodarze – w 48 minucie na 6:4 trafił Michał Raciborski. Impuls momentalnie odpowiedział trafieniem Konstiantyna Didenki, ale na bramkę wyrównującą zwyczajnie zabrakło czasu i gospodarzom udało się utrzymać prowadzenie do ostatniego gwizdka. Warto tutaj zwrócić uwagę na świetny występ Dawida Bieli, który choć tym razem nie strzelił ani jednej bramki, to zanotował aż pięć asyst i walnie przyczynił się do triumfu swojej drużyny.
W tym sezonie co tydzień mamy kilka szlagierów w lidze, a w tej kolejce sporo emocji i piłki na najwyższym poziomie spodziewaliśmy się w spotkaniu Tura z In Plus Pojemną Haliną. Od początku spotkania rysował się scenariusz jakiego się spodziewaliśmy. Gospodarze cofnęli się na swoją połowę, a goście długo operowali piłką starając się wykorzystywać grę ze swoim bramkarzem. Team Konrada Kowalskiego miał problemy z wyprowadzaniem piłki bo podopieczni Patryka Galla starali się cały czas pressingiem odbierać piłkę. Jedna z takich prób zakończyła się golem. Przemek Kępiński dograł do Igora Zielińskiego i ten pokonał Pawła Wysockiego. Od tego momentu mecz zaostrzył się, a gracze gospodarzy dostali dwie żółte kartki i dodatkowo musieli grać w osłabieniu. To nie pomagało i gracze z Ochoty musieli biegać w defensywie by nie stracić kolejnych bramek. Do przerwy mieliśmy wynik 0:1. Po zmianie stron Tur zaczął lepiej operować piłką był cierpliwy i dopiął swego. Po akcji kapitana Konrada Kowalskiego Przemek Kępiński dostał żółtą kartkę i In Plus Pojemna Halina grała w osłabieniu. Adrian Bartkiewicz po kapitalnym podaniu Kamila Kudelskiego strzelił gola na remis. Od tego momentu obie ekipy miały swoje okazje. Jednak bramkarze tego dnia byli w bardzo dobrej dyspozycji . Kilka słupków poprzeczek i znakomite akcje to wszystko działo się w drugiej połowie tego widowiska. Gdy wydawało się że mecz zakończy się podziałem punktów to na niespełna minutę przed końcem po strzale Bartosza Przyborka i rykoszecie piłka wpadła do bramki Tura. Na odrobienie strat nie było już czasu i po końcowym gwizdku to goście cieszyli się z kompletu punktów. Jak mawiał klasyk liga będzie ciekawsza i jedno już teraz wiemy, że rewanż na pewno będzie pasjonujący.
Sporo emocji mieliśmy w spotkaniu Mixamatora z AnonyMMous. Gospodarze w tym sezonie nie raz zaskoczyli w swoich meczach i tak naprawdę z biegiem czasu coraz lepiej sobie radzą i w starciu z ekipą Maćka Miękiny nie stali wcale na straconej pozycji. Goście, też mają udany okres i chociażby pokonanie Tura nie było przypadkowe. Gospodarze do spotkania przystępowali bez nominalnego golkipera i między słupkami z konieczności stanął Victor Yaremii. Jak się okazało świetnie sobie radził i koledzy z drużyny dobrą defensywą pomagali mu długo zachowywać czyste konto. W ofensywie tego dnia podopieczni Michała Fijołka również realizowali wszystkie założenia i nic dziwnego, że team Maćka Miękiny miał sporo problemów by grać swój futbol, jaki prezentował w poprzednich kolejkach. Ciężko wyróżnić kogokolwiek z pola w ekipie Miksów, bo każdy grał na wysokim poziomie i to przełożyło się na bramki. AnonyMMous tylko za sprawą Michała Głębockiego potrafił pokonać bramkarza rywali i do przerwy nieoczekiwanie mieliśmy wynik 4:1. Podczas pięciominutowego odpoczynku w sztabie gości widać było mobilizację i wiarę w odrobienie strat. Po zmianie stron jednak nic się nie zmieniło. Mixamator funkcjonował jak dobrze naoliwiona maszyna i czekając na ataki przeciwników skutecznie kontrował. Kolejne bramki odebrały resztki złudzeń na punkty Anonimowym. Ci próbowali wszystkiego. Pierwszy raz w tym sezonie ściągnęli Maćka Miękinę z bramki próbując grę z przewagą lotnego bramkarza, ale dopiero w końcówce spotkania przy stanie 2:8 udało się zmniejszyć rozmiary porażki. Ostatecznie Miksy wygrywają 8:4 i pokazują, że w tym sezonie jeszcze nie raz zaskoczą rywali w ekstraklasie swoją grą i nikt nie może lekceważyć tej drużyny.
Niewiele zabrakło abyśmy mieli niespodziankę w spotkaniu FC Kebavity z FC Gorlicką. Goście byli tu niewątpliwie typowani w roli faworyta, ale team Daniela Gello musiał się solidnie napracować nad zdobyciem trzech punktów. Od pierwszego gwizdka gra w zawrotnym tempie przenosiła się od bramki do bramki i w efekcie dostaliśmy wyjątkowo emocjonujące widowisko. Pierwszy gol padł dopiero po 12 minutach gry, a podanie Kacpra Pyrka wykorzystał Moatasem Aziz i trochę niespodziewanie Kebavita objęła prowadzenie. Dla Gorlickiej był to sygnał, że trzeba przejąć inicjatywę i goście bardzo szybko zaczęli budować przewagę w środkowej części boiska. W efekcie gola wyrównującego strzelił Marcel Gorczyca, a po chwili dwa trafienia dołożył Eryk Murawski i na przerwę Gorlicka schodziła z bezpieczną przewagą 1:3. W drugiej połowie zarówno Jacek Żołnierski jak i Mateusz Kot mieli ręce pełne roboty i głównie dzięki świetnej dyspozycji obu golkiperów wynik długo utrzymywał się bez zmian. Dopiero na 5 minut przed końcem meczu Moatasem Aziz zdobył swojego drugiego gola dla Kebavity i goście otworzyli sobie drogę do pogoni za remisem, ale dosłownie minutę później fatalny błąd zaowocował rzutem karnym. Marcel Gorczyca nie zmarnował takiej okazji i pewnym strzałem pokonał bramkarza gospodarzy. Gol ten nieco zgasił szanse Kebavity na choćby wyrównanie, bo choć nie brakło determinacji, to zwyczajnie zabrakło czasu i mecz zakończył się wynikiem 2:4. Wykorzystując potknięcie TURa Gorlicka objęła samodzielne prowadzenie w ekstraklasie, a Kebavita choć plasuje się w dolnej połowie tabeli, po raz kolejny udowodniła, że stać ją na nawiązanie walki z najlepszymi.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)