Sezon 2018/2019
Relacje meczowe: 2 Liga
Orzeły Stolicy chcąc zachować swoje szanse na ligowe podium II ligi muszą takie spotkania jak to wygrywać. I trzeba przyznać, że - choć wynik na to nie do końca wskazuje - uczynili to bez większych kłopotów, od początku do końca będąc drużyną znacznie lepszą. Szczególnie Maciej Kiełpisz bezpośrednio zaangażowany w pięć z ośmiu trafień (3 gole oraz 2 asysty) widać było, że robi diametralną różnicę oraz że ten poziom, najzwyczajniej w świecie, po prostu przerasta. Nic dziwnego - w końcu na co dzień jest zawodnikiem Bandziorsów z Ekstraklasy. Orzeły mieli po tym spotkaniu dopisać trzy punkty i swoje zadanie wykonali, tym samym wciąż będą liczyli się o medale drugiej ligi. Z kolei Tylko Zwycięstwo co prawda nadal ma bufor bezpieczeństwa pomiędzy miejscem gwarantującym utrzymanie a spadek, wynoszący cztery punkty, ale trzeba zachować wzmożoną czujność, gdyż przewaga ta może błyskawicznie stopnieć do zera.
Bez wątpienia hit 10. kolejki drugiej ligi. Dwie silne, bardzo jakościowe ekipy, które spokojnie mogłyby grać na wyższym poziomie. Trudno było przed meczem jednoznacznie stwierdzić, kto jest faworytem. Z jednej strony Dziki zajmowały wyższą pozycję w tabeli - drugą, zaś UEFA - czwartą, ale to ci pierwsi sprawiali wrażenie, że po kapitalnym początku lekko zaczęli w ostatnich kolejkach puchnąć. W przeciwieństwie do drużyny z Ursynowa, która w fatalnym stylu przywitała się z Ligą Fanów od trzech porażek z rzędu, w tym m.in. właśnie z Dzikami 3:8. Po tamtej ekipie nie ma już jednak śladu, bo od tego momentu UEFA wygrała aż pięć meczów z rzędu! Przechodząc do samego spotkania to trzeba przyznać, iż zakończyło się ono zanim na dobre rozpoczęło. Czerwona kartka jednego z najlepszych (jak nie najlepszego) zawodnika z Młochów już w trzeciej minucie sprawiła, że emocje ostygły. Na tym poziomie taki błąd kosztuje zbyt wiele. Ponadto ewidentnie było widać, że Dziki mentalnie totalnie się rozpadły, bo spuszczone głowy już po kilkuset sekundach od startu spotkania niczego dobrego zwiastować nie mogły. UEFA widząc to oraz dokładając do tego swoją jakość bez kłopotów uporała się z wyżej notowanym rywalem, który czekał już jedynie "na ścięcie". Wynik mógł być zresztą wyższy, gdyby nie dobre interwencje bramkarza Młochowa oraz zbyt duże rozluźnienie młodych graczy z Ursynowa. Mimo wszystko rezultat 13:5 i tak robi ogromne wrażenie.
W niedzielne popołudnie o godzinie 17:00 na sektorze A doszło do starcia 2 ligi pomiędzy KSB Warszawa, a FC Niko UA. Drużyna gospodarzy zajmuje obecnie 3 miejsce w tabeli ze zgromadzonymi 18 oczkami, przeciwna drużyna weszła do ligi za AFC Goodfellas przejmując jej punkty. Ekipa gości wystąpiła w bardzo szerokiej kadrze w przeciwieństwie do drużyny KSB, która tego dnia nie miała zmian. Przez długi czas w meczu nie padła żadna bramka, a sytuacji dogodnych do jej zdobycia z obu stron było niewiele. Po dłuższym czasie zostaje podyktowany rzut wolny dla zielonych koszulek, który znakomicie wykorzystuje Paweł Szafoni wyprowadzając swoją drużynę na prowadzenie. Na koniec połowy dochodzi do wymiany ,,ciosów” po ładnych akcjach kombinacyjnych. Wynik do przerwy to 2:1. Na drugą odsłonę dojeżdża dodatkowy zawodnik do KSB Aleksander Giżyński. W drugiej części spotkania ekipa Michała Tarczyńskiego wraca z dalekiej podróży na właściwe tory. Zdominowali totalnie grę doprowadzając aż do wyniku 6:2. Na szczególne uznanie zasługują Mikołaj Sitarek oraz Maciej Grabicki, bo to główne oni konstruowali ataki KSB. Ostatnie 10 minut meczu rozgrzewa do czerwoności, bo drużyna Niko UA zaczyna gonić. Zabrakło jednak czasu na dobicie śpiącego KSB w ostatnich minutach, które wygrywa ten równy mecz 7:6 i wskakuje na pozycję vicelidera tabeli.
W pierwszym spotkaniu pomiędzy ekipami Green Lantern oraz Husarii Mokotów w ramach rozgrywek drugiej ligi, to goście okazali się wyraźnie lepsi. Teraz przyszło im się zmierzyć ponownie. Nas interesowało głównie to, czy gracze gospodarzy poprawili swoją skuteczność, której brakiem wykazali się w pierwszym starciu. Niestety dla nich drużyna Tomasza Hubnera od początku narzuciła bardzo wymagające warunki. Wysokie tempo rywalizacji szybko doprowadziło reprezentantów zielonej latarni do pierwszych oznak zmęczenia. Krótka - jednoosobowa ławka rezerwowych - zdecydowanie nie pomagała im w tamtym momencie. Efektem tego były szybko zdobyte trzy bramki, które zasadniczo zabezpieczyły wynik do przerwy. Mimo tego Mikołaj Wysocki i spółka nie poddali się, zdobywając przed przerwą jedno trafienie. Finalny akt tego spektaklu nie odbiegał znacząco od poprzedniego. Gra Green Lantern pomimo usilnych prób i starań nie odbiegała od tej z poprzedniej połowy, a ograniczony wachlarz możliwości spowodowany brakami kadrowymi sprawił, że szósta drużyna tabeli musiała ponownie uznać wyższość rywali z warszawskiego Mokotowa, tym razem w stosunku 3:8.
Niemałych emocji dostarczyły nam zespoły Korsarzy oraz Warszawskiej Ferajny. A co ciekawe, początek spotkania tego zupełnie nie zwiastował. Gospodarze prędko przejęli inicjatywę i zupełnie zaskoczyli zespół Kacpra Domańskiego, szybko strzelając bramki. Bardzo dobrze w pierwszych minutach starcia spisywał się Bartek Kowalewski, który był autorem dwóch trafień. Gościom nie pomogła także żółta kartka dla jednego z ich zawodników, a fakt gry w przewadze wykorzystali Korsarze, którzy za sprawą podania Adama Woźniaka i celnego strzału Loïca Bonneta podwyższyli prowadzenie na 3:0. Kiedy wydawało się, że Ferajna zaczyna się podnosić z kolan, gospodarze zadali dwa kolejne ciosy, a na listę strzelców wpisywali się Damian Zalewski oraz Loïc Bonnet i mieliśmy aż 5:0. Przełamanie strzeleckiego impasu po stronie graczy w czerwonych trykotach nastąpiło, gdy po podaniu Patryka Gregorczuka piłkę w końcu do bramki rywali skierował Łukasz Niedźwiedź. W odpowiedzi golem na 6:1 popisał się Jakub Łojek, a wynik pierwszej połowy na 6:2 ustalił Kuba Żmijewski. Zmiana stron przyniosła nam nieco zmieniony obraz gry, zatem należy przyjąć, że kapitan Warszawskiej Ferajny, Kacper Domański, wygłosił mobilizujące przemówienie. Goście zaczęli strzelanie od fantastycznego wykonania rzutu wolnego, po którym piłkę w okno bramki skierował Patryk Gregorczuk. Kiedy po sprytnym wykonaniu rzutu rożnego po raz drugi do meczowego protokołu wpisał się Łukasz Niedźwiedź, na boisku zrobiło się naprawdę ciekawie. Obejrzeliśmy kilkunastominutową wymianę ciosów, a przebieg wyników kształtował się następująco: 7:4, 7:5, 8:5, 8:6. Gole w tym czasie zdobywali Bartek Kowalewski, Patryk Gregorczuk, Damian Zalewski oraz Franciszek Pogłód. Bardzo liczyliśmy na to, że do końca spotkania wynik będzie na styku, jednak mobilizacja w szeregach Korsarzy była skuteczna, i to oni byli autorami ostatnich trzech trafień. A szczególnej urodzie była bramka Mateusza Marcinkiewicza z połowy boiska oraz gol Bartka Kowalewskiego, zdobyty po efektownym dryblingu Damiana Zalewskiego. Końcowy wynik to 11:6, dzięki czemu piracka ekipa włączyła się do walki o utrzymanie w lidze.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)