Sezon 2018/2019
Relacje meczowe: 11 Liga
Niedziela, 8:00 Arena AWF, na przeciw siebie stają zawodnicy Red Lebels, którzy w 1 kolejce pewnie pokonują swoich rywali i KS Lipinki Łużyckie, którzy delikatnie mówiąc nie zaprezentowali się najlepiej na inaugurację, wysoko przegrywając swój mecz. Lipinki w początkowej fazie meczu starali się pokazać, że klęska sprzed tygodnia była jedynie wypadkiem przy pracy. Pierwszą bramkę obejrzeliśmy po upływie zaledwie trzech minut. A jaka to była bramka? Najchętniej jakby każdy obejrzał sobie nagranie na Veo. W skrócie KS Lipinki Łużyckie wykonują rzut z autu na wysokości pola karnego, który jest na tyle dokładny i z właściwą parabolą lotu, że Mateusz Malimon postanowił uderzyć piłkę z przewrotki zaskakując tym obrońców i bramkarza rywali. Bramka stadiony świata! Jak odpowiedzieć na coś takiego? No najlepiej w ten sam sposób. Bramkarz Red Rebels wybija piłkę dokładnie na połowę boiska, gdzie na klatkę piersiową przyjmuje ją Azamat Bazarov i bez zastanowienia uderza w kierunku bramki. Piłka wleciała idealnie w okienko bezradnie interweniującego golkipera gości. Kolejna bramka z gatunku: trzeba obejrzeć. Do końca pierwszej połowy już więcej takich spektakularnych trafień nie oglądaliśmy. Obie ekipy grały dobrze w destrukcji, czasem trochę brakowało pewności w uderzeniach, ale jednym i drugim udało się jeszcze coś strzelić - Red Rebels jedną bramkę, KS Lipinki dwie i tym samym do przerwy wynik brzmiał 3:2. Pierwsze skrzypce w tym meczu wiódł Filip Senski, który aż trzykrotnie znajdował piłką kolegów, a ci zamieniali jego podania na bramki. Drugie 25 minut to już większa przewaga gości, którzy właśnie za sprawą wyżej wspomnianego Filipa odnaleźli spokój w środku pola i mogli konstruować coraz groźniejsze akcje. Gra zespołowa Lipinek była kluczowa w odniesieniu zwycięstwa, na 6 bramek aż 5 zawodników wpisywało się na listę strzelców. Red Rebels udało się łącznie trzykrotnie pokonać bramkarza rywali, więc chyba możemy mówić o małej niespodziance, bo mało kto się spodziewał, że Lipinki w tym meczu będą w stanie wygrać, a nie dość, że tego dokonali, to jeszcze w naprawdę bardzo dobrym stylu!
Rywalizacja Wombatów z Joga Bonito zaczęła się świetnie dla gospodarzy. Już w pierwszej swojej akcji wysłali sygnał ostrzegawczy rywalowi, obijając słupek ich bramki. Minutę później byli już bardziej precyzyjni – Robert Śmigielski wychodząc ze strefy obrony minął rywala w środku pola i strzałem z dystansu pokonał bramkarza oponentów, który nawet nie zdążył zainterweniować. Tak szybko zdobyta bramka zwiastowała grad goli, a tymczasem musieliśmy obejść się smakiem, bo była to jedyna zdobycz w pierwszej połowie. Choć tempo spotkania utrzymywało się na całkiem niezłym poziomie, był to mecz walki, gdzie sędzia pozwalał grać, o co z resztą obie drużyny miały zastrzeżenia do arbitra. Konsekwencją tego wszystkiego była sytuacja z 30 minuty. Jeden z zawodników Jogi domagał się podyktowania rzutu karnego (niesłusznie zresztą), po czym w kolejnej akcji wpadł w plecy przeciwnika, nie mając żadnych szans na zagranie piłki. Zrobiło się spore zamieszanie, doszło do przepychanek między zespołami, w wyniku których żółtymi kartkami zostali ukarani najbardziej aktywni: Robert Śmigielski i Mateusz Bubrzyk. Od tego momentu sytuacja na boisku względnie się uspokoiła, widocznie obu ekipom potrzebne było takie otrzeźwienie. Więcej miejsca na boisku lepiej wykorzystali zawodnicy Wombatów, którzy po rzucie rożnym rywala wyszli z szybką kontrą wykończoną przez Michała Kwiatkowskiego. Wynik meczu ustalił na 10 minut przed końcem Robert Śmigielski – świetnie poradził sobie z obroną rywali i precyzyjnym strzałem umieścił piłkę tuż przy słupku. Choć Joga miała swoje sytuacje, gościom nie udało się zdobyć przynajmniej bramki honorowej. Wombaty zasłużenie wygrały, bo miały jednak nieco więcej jakości po swojej stronie.
Według naszych zapowiedzi faworytem tego spotkania była ekipa Borowików, ale boisko bardzo szybko zweryfikowało te przewidywania, bo praktycznie od pierwszego gwizdka to FC Melange był zespołem przeważającym, a już w 2 minucie meczu gola z dobitki zdobył Łukasz Słowik. Mimo pewnych braków kadrowych gospodarze zagrali dobry, drużynowy futbol i dzięki świetnej komunikacji między sobą, szczególnie w obronie, nie dawali Borowikom zbyt wielu okazji strzeleckich. Dodatkowo czujny między słupkami melanżowników był Bartek Jakubiel i goście mieli spore problemy, żeby realnie zagrozić bramce gospodarzy. Za to napad Melangu nie próżnował – w 10 minucie po podaniu Bartka Podobasa podwyższył Łukasz Słowik, a w 18 minucie sędzia podyktował rzut wolny i tym razem to Bartek Podobas uderzył nie czekając na gwizdek i bramkarz gości musiał wyciągać piłkę z siatki. Wprawdzie Borowiki błyskawicznie zripostowały golem Piotra Ułasiuka, ale jak się później okazało, było to jedyne trafienie teamu Macieja Otrockiego w tym meczu. W drugiej połowie FC Melange kontynuował plan taktyczny z pierwszej części spotkania. W 28 minucie doszło do ciekawej sytuacji, bo Kamil Marciniak uderzył z dystansu głową, a piłka spadająca „za kołnierz” Adama Kolanowskiego odbiła się od poprzeczki. W 30 minucie już bez większych przebojów gola zdobył Arkadiusz Zegar i Melange podwyższył prowadzenie do 4:1. Gospodarze bardzo mądrze grali w obronie i choć popełniali drobne błędy, to blok defensywny okazał się dla Borowików murem nie do skruszenia. Melange miał tego dnia patent na oponentów i mimo wszelkich starań gości był po prostu skuteczniejszy we wszystkich aspektach gry. W końcówce gospodarze dołożyli jeszcze dwa trafienia autorstwa Kamila Pietrzykowskiego i Kamila Marciniaka i FC Melange zgarnął swoje pierwsze trzy punkty w tym sezonie, wygrywając gładko 6:1.
O godzinie 11 na Arenie AWF na sektorze C ostatni w tabeli 11 ligi Broke Boys podejmowali wicelidera FC Torpedo. Początek tego spotkania to szybko zdobyta bramka przez ekipę gospodarzy. Anton Liashuk trafił do świątyni rywala sprytnym strzałem po krótkim rogu po ładnej asyście Cantukaya Katkata i Broke Boys prowadzili 1-0. Minutę później mieliśmy już remis 1-1. Kyrylo Kud otrzymał sprytne podanie od Mykyty Chepurko i trafił krótkim rogu. Torpedo nie zamierzało próżnować i bardzo chciało udowodnić, dlaczego zajmują tak wysokie miejsce w tabeli ligowej. Na 2-1 ponownie trafił Kyrylo Kud. Tym razem wykorzystał on zamieszanie w polu karnym rywala i dziugnął piłkę z "Karola", która wtoczyła się powoli do bramki rywala. Broke Boys co prawda próbowali stwarzać sobie okazje, ale przewaga Torpedo była coraz bardziej zauważalna. Bramka na 3-1 to bramka z rzutu karnego. Faulowany w polu karnym zawodnik gości przewrócił się i sędziemu nie pozostało nic innego jak wskazać na "wapno". Do piłki podszedł sam faulowany Oleksandr Tovchyha i bez problemu wykorzystał okazję. Pierwsza połowa miała za chwile się zakończyć, lecz zawodnicy gości jeszcze raz trafili w tej części spotkania. Oleh Ilnytskyi ładnie kiwnął dwóch zawodników przed polem karnym i mocnym strzałem umieścił piłkę w siatce rywala. Do przerwy mamy więc 4:1. Druga polowa to istna kanonada ekipy przyjezdnych. Faktem jest, że gospodarze zdobyli jedną bramkę w tej części spotkania za sprawą aktywnego Cankutaya Katkata, który trafił na 2-5, ale było to wszystko na co ekipa gości pozwoliła oponentom. FC Torpedo natomiast bardzo mocno rozpędzone nie brało jeńców. Na 5-1 trafił Illia Shemaniev. 6-2 to zasługa duetu Illia Shemaniev/Oleksandr Tovchyha z czego bramkę zdobył ten pierwszy. Broke Boys przy tym wyniku naprawdę byli mocno podłamani a Torpedo liczyło na zdobycie jeszcze większej ilości bramek. Tak też się stało. Gol na 7-2 to ładny strzał Oleha Ilnytskyia przy wydatnym udziale asystenta Oleksandra Tovchyhy. Kanonada Torpedo trwała w najlepsze, Broke Boys nie podnieśli się już niestety do końca meczu. Niezwodny tego dnia Oleksandr Tovchyha trafił na 8-2 po akcji sam na sam z golkiperem gospodarzy. Na 9-2 swoje trafienie zapisał w protokole Maksym Marchenko po sprytnej asyście Siarheia Zdanovicha. Ostatnia bramka to gol na 10-2 zdobyty przez Kyrylo Kuda i ładnej asyście Maksyma Marchenko. FC Torpedo dopisuje sobie po tym meczu 3 punkty i pozostaje wiceliderem 11 ligi, natomiast Broke Boys są czerwoną latarnią tego szczebla rozgrywek.
W niedzielne popołudnie do rywalizacji stanęli między sobą zawodnicy, którzy już poznali smak zwycięstwa w 1 kolejce. KS Centrum wygrał swój mecz 7:3, natomiast Złączeni urządzili sobie festiwal strzelecki demolując rywali aż 16:0. W tym meczu nikt już raczej nie zakładał, że taki wynik może się powtórzyć. KS Centrum dobrze wyglądał od początku meczu, co jakiś czas stwarzał zagrożenie pod bramką Złączonych, lecz brakowało przysłowiowej kropki nad I. Złączeni w końcu przypomnieli sobie, że strzelanie bramek w tym sezonie wychodzi im bardzo dobrze, a jak zaczęli, to strzelili od razu dwie praktycznie w ciągu jednej minuty. W pierwszej połowie show skradł jednak napastnik KS Centrum Wiktor Ciołek. Wiktor skompletował hat-tricka w 25 minut, tym samym jego bramki pozwoliły na objęcie prowadzenie po premierowych 25 minutach. Druga połowa to już dominacja i pokaz skuteczności Złączonych a głównie Mateusza Laskowskiego. Ten zawodnik w całym meczu wpisał się na listę strzelców aż czterokrotnie, do tego dwa trafienia dorzucił Piotr Gipsiak i jedno Adrian Siara, co w sumie daje siedem strzelonych bramek. Na uwagę zasługuje również fakt, że bramkarz Złączonych w drugiej połowie nie skapitulował ani razu, więc wynik całego spotkania to 7:3 dla Mariusza Niedźwiadka i spółki, którzy są liderem w tabeli z imponującym bilansem bramkowym, który wynosi 23:3. KS Centrum na pewno musi zapomnieć o drugiej połowie tego meczu, bo grając tak jak w pierwszej, są w stanie walczyć o punkty z każdym rywalem w tej klasie rozgrywkowej.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)