Sezon 2018/2019
Relacje meczowe: 7 Liga
Mocny skład i duża motywacja do walki o mistrzostwo. Tak najkrócej można opisać ekipę Więcej Sprzętu niż Talentu, którzy podejmowali walczącą o utrzymanie KS Iglicę Warszawa. Mimo nieobecności kilku graczy byliśmy pewni o jakość składu gospodarzy, tak więc przed zawodnikami w czarnych koszulach było bardzo trudne zadanie. Już początek meczu pokazał, kto w tym starciu będzie dyktował warunki. Marcin Szewczyk, Szymon Małyszyn i Dominik Banasiewicz i już po piętnastu minutach było aż 3-0. Po takim ciosie byłoby trudno pozbierać się każdej ekipie, jednak Iglica pokazała naprawdę kawał charakteru. Zaczęła atakować coraz groźniej a swoją przewagę w tej części meczu udokumentowała bramką Antka Suchenka. Niestety, coś jednak pękło i WSnT zupełnie przejęli kontrolę nad przebiegiem spotkania. Jeszcze w pierwszej połowie zaaplikowali gościom jedną bramkę. Po błędzie obrony piłkę do siatki skierował Jan Wojtyczek. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 4-1 i trzeba było być skrajnym optymistą, aby wierzyć, że losy tego meczu się odwrócą. W drugiej odsłonie zawodnikom Iglicy nie udało się pokonać bramkarza gospodarzy Pawła Prycińskiego, natomiast gospodarze jeszcze sześciokrotnie zmuszali do kapitulacji bezradnego Dawida Sówkę i ostatecznie spotkanie zakończyło się wysoką wygraną zawodników Więcej Sprzętu niż Talentu 10:1. Wygrana gospodarzy sprawiła, że wskakują na drugą pozycję w tabeli 7 ligi i na dwie kolejki przed końcem są niemal pewni awansu i drugiego miejsca. Goście natomiast będą zmuszeni walczyć do ostatniej kolejki o utrzymanie w lidze.
To miał być mecz na szczycie w siódmej lidze ale dość szybko gospodarze pokazali rywalom kto będzie dyktował warunki na boisku. Od początku Gruzini kontrolowali spotkanie i dość szybko wyszli na prowadzenie. Znakomite zawody zagrał Giorgi Gabrichidze, który tego dnia strzelał, asystował i był niezwykle aktywny na boisku. Goście starali się nawiązać walkę, ale nie za wiele mogli zrobić wobec dobrze dysponowanego przeciwnika. Gruzini do przerwy prowadzili 3:0 i nic nie zwiastowało, że ekipa Michała Czarnowskiego może tutaj odwrócić losy meczu. Po zmianie stron gospodarze nie zatrzymywali się i strzelali kolejne bramki. MiToTito mimo swoich szans nie potrafiło pokonać świetnie dysponowanego Tonike Zhgentiego. Bramkarz Georgian Team bronił kapitalnie i kilka razy wręcz instynktownie w ostatniej chwili parował piłkę poza boisko. W zasadzie przy stanie 8:0 gospodarze nie podkręcali już tempa i czekali na końcowy gwizdek sędziego. Goście w samej końcówce mieli wręcz stuprocentową sytuację na bramkę honorową, lecz niestety piłka minimalnie przeszła obok słupka bramki Gruzinów. Gospodarze zasłużenie wygrywają, pokazując że ich dominacja na tym poziomie rozgrywek nie podlega dyskusji. Goście muszą wziąć na klatę porażkę i postarać się w kolejnym meczu zapewnić co najmniej brązowe medale, choć nadal mają szansę, by skończyć rozgrywki na drugim miejscu.
Tornado Warszawa i Elitarni Gocław chcąc zachować jakiekolwiek szanse na awans do wyższej klasy rozgrywkowej potrzebowały w tym meczu 3 punktów, co zapowiadało nam sporo emocji. Tornado Warszawa od początku nie kalkulowało, ruszyli z atakami na bramkę Elitarnych i już w 7 minucie wyszli na prowadzenie po trafieniu Sebastiana Króla, który zamienił na bramkę dokładne podanie Kamila Kutyły. Elitarni Gocław zaczęli atakować, ale na przeszkodzie stawał dobrze dysponowany bramkarz rywali. W 15 minucie Tornado podwyższyło prowadzenie za sprawą tego samego duetu co przy pierwszej bramce. Do przerwy wynik już się nie zmienił, choć obie ekipy spokojnie mogły coś dołożyć do swojego dorobku. Początek drugiej połowy wyglądał tak, jak większość pierwszej odsłony meczu, czyli gra skupiona głównie w środku pola i pojedyncze ataki jednych i drugich. Dopiero w 36 minucie Kamil Kutyła podwyższył prowadzenie swojego zespołu a po kilku minutach Michał Bednarek dołożył kolejne trafienie. Na 4 minuty przed zakończeniem spotkania swoją drugą bramkę zdobył Kamil Kutyła i było jasne, że Elitarni Gocław w tym meczu punktów nie zdobędą. Udało się gościom natomiast zdobyć dwie bramki, pierwszą zanotował Marcin Brzozowski, a w ostatniej akcji meczu Hou Jiuyang. W międzyczasie najlepszy na boisku Sebastian Król zdążył jeszcze skompletować hat-tricka i mecz zakończył się wynikiem 6-2 dla Tornado Warszawa.
Kubany i Na Wariackich Papierach to ekipy, które od dłuższego czasu zamieszane są w walkę o uniknięcie spadku. Dlatego tak ważne w perspektywie ich szans na pozostanie na poziomie 7.ligi było bezpośrednie spotkanie, jakie o godzinie 17:00 odbyło się na Arenie Grenady. Kto był faworytem? Trudno powiedzieć, jakkolwiek jesienią to zawodnicy Wariackich Papierów byli lepsi, a dokładając do tego fakt, że kilka tygodni temu potrafili pokonać FC MiToTito sugerował, że być to oni zejdą z boiska jako triumfatorzy. Ten mecz długo się jednak tej drużynie nie układał. Co prawda porównując grę obydwu zespołów, to była ona na zbliżonym poziomie, jednak to co odróżniało te ekipy, to poziom skuteczności. Kubany były tutaj zdecydowanie lepsze i grając solidnie w obronie i ponadprzeciętnie w ataku, prowadziły po 25 minutach gry aż 3:0. Wiedzieliśmy jednak, że to nie koniec emocji. Że oponenci w końcu przełamią swój impas, a gdy to się stanie, to wówczas wszystko będzie jeszcze możliwe. I faktycznie! Drużyna Adriana Pagasa wreszcie wstrzeliła się w bramkę i rozpoczęła poszukiwania kolejnych trafień. To o mało nie skończyło się tragicznie, bo po jednej z kontr Kubany miały wyborną okazję by zamknąć mecz, lecz Piotr Kucharski nie potrafił z najbliższej odległości wpakować piłki do siatki po podaniu Mateusza Micha. A skoro rywale dla Papierom „drugie życie”, to ci postanowili skorzystać z okazji. Za chwilę zrobiła się już tylko jedna bramka różnicy, a potem goniący mieli jeszcze cztery dogodne sytuacje, z której przynajmniej jedną mieli obowiązek zamienić na bramkę wyrównującą. Niestety to nie był dzień ani Krystiana Plichty ani Macieja Karczewskiego. Zwłaszcza ten drugi powinien mieć do siebie pretensje, bo okazje którymi dysponował pewnie dręczyły go jeszcze dobrych kilka chwil po ostatnim gwizdku. Papierom na własne życzenie nie udało się więc doprowadzić do remisu, co jak łatwo się domyśleć skończyło się golem dla drugiej strony. Przegrywający mimo wszystko nie zwiesili głów, zdobyli bramkę na 3:4, lecz na więcej czasu nie starczyło. Szkoda takiego meczu, bo tutaj spokojnie można było pokusić się o przynajmniej jeden punkt. No ale pretensje można mieć tylko do siebie. Kubany miały z kolei trochę szczęścia, natomiast nie zapomnijmy o sytuacji przy stanie 3:1, gdzie mogli zapewnić sobie spokój na resztę meczu, a zamiast tego zafundowali sobie nerwową końcówkę. Najważniejsze były jednak trzy punkty, które dały im bardzo potrzebny oddech i przybliżyły do pozostania na siódmym poziomie rozgrywkowym.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)