Sezon 2018/2019
Relacje meczowe: 3 Liga
Dzień na Arenie AWF rozpoczęliśmy od zaciętego spotkania pomiędzy Kanonierami i Wiernym Służewcem. Dla obu drużyn było to arcyważne spotkanie, ponieważ w przypadku wygranej, Kanonierzy uciekliby ze strefy spadkowej, a Wierny Służewiec zapewniłby sobie utrzymanie. Początek był bardzo wyrównany, ale to doświadczenie Wiernego Służewca sprawiło, że ekipa gości wyszła na prowadzenie. Marcin Kowalski, który ten dzień może zaliczyć do wybitnie udanych, pokonał bramkarza gospodarzy i wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie. Kilka chwil później było już 0:2. Tym razem popularny Kowal podawał, a Tomasz Krzyżański odnalazł drogę futbolówką między słupki bramki i wyprowadził drużynę na dwubramkowe prowadzenie. Przed przerwą Kanonierzy zerwali się jednak do ataku i po kilku nieudanych próbach, w końcu trafili do siatki. Kacper Urban wykorzystał podanie Mateusza Nejmana i zmniejszył stratę, a po chwili mieliśmy remis, bo Adam Domidowicz strzelił obok bramkarza gości. Do przerwy 2:2 i wydawało nam się, że to gospodarze będą mieli inicjatywę w drugiej połowie. Okazało się jednak, że Wierny miał w zanadrzu jeszcze kilka sztuczek. Na 2:3 bramkę wypracowali bracia Kowalscy, a na 2:4 trafił Jagodziński i Wierny mógł już uspokoić grę. Kanonierzy w drugiej połowie mieli swoje okazje, ale nieskuteczność spowodowała, że nic nie chciało wpaść. Wierny jest już pewien utrzymania, a Kanonierzy znaleźli się na 9 miejscu w tabeli.
Niezwykle istotne w kontekście utrzymania w lidze było starcie Smoczej Furiozy z FC Freedom. Od początku to gospodarze znakomicie weszli w to spotkanie. Po kilku minutach gry było 3:0 a autorem wszystkich trafień był Daniel Grzegory. Świetnie uzupełniał się z Aleksandrem Janiszewskim, który asystował napastnikowi gospodarzy. Ekipa z Ukrainy po okresie dominacji rywali starała się strzelić bramkę kontaktową, ale mając nawet dobre sytuacje nie potrafiła ich wykończyć. Dobrze spisywał się Michała Baranowski, który wyprawiał cuda w bramce. Tuż przed przerwą Smocza Furioza podwyższyła wynik. Tym razem na listę strzelców wpisał się Alek Janiszewski i do przerwy mieliśmy wynik 5:0. W drugiej połowie goście mieli kilka dobrych szans na początku, lecz ponownie golkiper przeciwników znakomicie interweniował. W ofensywie jedynym zawodnikiem, który starał się strzelać na bramkę i stwarzał realne zagrożenie był Maksim Abramau. Gospodarze mając korzystny wynik z pierwszej połowy starali się utrzymać ten rezultat. Dysponowali wieloma okazjami, ale skuteczność była o wiele gorsza niż w pierwszych 25 minutach. Goście mimo że próbowali to nie mieli pomysłu na sforsowanie szczelnej obrony i stać ich było wyłącznie na honorowe trafienie. Gospodarze po indywidualnej akcji Mateusza Kopera ustalili wynik meczu na 6:1. Smocza Furioza dzięki temu zwycięstwu opuściła strefę spadkową, a Freedom ostatni mecz zagra na luzie, bo stracił definitywnie szansę na pozostanie w trzeciej lidze.
Dla Old Eagles Koło nastały bardzo trudne czasy. Jeszcze kilka tygodni temu wydawało się, że spadek ekipie Janka Drabika absolutnie nie grozi, jednak seria porażek połączona z sytuacją, gdzie najgroźniejsi rywale zaczęli kompletować punkty, spowodowała że Orzełki musiały w niedzielę zapunktować przeciwko East Team. Tak też zapowiadał w wywiadzie Mariusz Żywek, miał w tym również pomóc Piotrek Parol, który wrócił do zespołu po rekonwalescencji. Niestety – to wszystko okazało się dalece niewystarczające, bo rywale okazali się drużyną poza zasięgiem. To stwierdzenie nie dotyczy tylko premierowych minut, gdzie Old Eagles mieli kilka okazji, lecz albo zawodziła skuteczność albo decyzyjność. Rywal takich kłopotów nie miał, szybko wyrobił sobie bardzo dużą przewagę i po 25 minutach prowadził aż 6:0. Tutaj nie było już czego zbierać. Na szczęście druga odsłona okazała się bardziej wyrównana, przegrywający wreszcie otworzyli swój dorobek strzelecki, lecz wystarczyło to tylko do honorowej porażki w stosunku 4:10. Jeśli chodzi o plusy w ekipie Eagles, to warto pochwalić nowego w ich drużynie Krzysztofa Józefiaka, który zapisał na swoje konto trzy gole i może być wartością dodaną zespołu, jeśli miałby przyjeżdżać regularnie. Z minusów to przede wszystkim konsekwencje porażki, bo przegrani zostali wyprzedzeni przez Smoczą Furiozę i w ostatniej kolejce potrzebują nie tylko punktów z FC Ballers, ale również tego, by swojego spotkania nie wygrała Furioza. Widzimy to jednak dość krytycznie. Co do East Team, to oni ugruntowali swoją pozycję w środku tabeli i w ostatniej kolejce powalczą o to, by skończyć zmagania na czwartej lokacie. A widząc układ par, wydaje się to całkiem prawdopodobne.
Z drużyn, które w niedzielę widzieliśmy na Arenie Grenady, zdecydowanie najbardziej szkoda nam Awantury Warszawa I. Ten zespół stoczył bowiem niezwykle zacięty bój z wyżej notowanym AFC Goodfellas i nie zasłużył na los, jaki go spotkał. Sebastian Dydecki i spółka grali od pierwszej minuty bardzo mądrze, nie dawali się rozwinąć rywalowi, a na szczególne pochwały zasługiwał Sebastian Dominiak, świetnie spisujący się jako „ostatni”. To zresztą ten zawodnik zdobył bramkę na 2:1, która zamknęła zmagania w pierwszej połowie i która potęgowała emocje przed finałowymi minutami. Tutaj długimi fragmentami oglądaliśmy bardzo podobny obrazek, czyli walących głową w mur zawodników Goodfellas, którzy nie dość że nie potrafili złapać swojego rytmu, to często nadziewali się na kontry. Po jednej z nich powinno być 3:1, lecz zawodnicy z Ukrainy się wyratowali, a za chwilę sami zdobyli gola, zmieniającego rezultat na 2:2. Remis nikogo tutaj nie zadowalał i widząc co dzieje się na boisku, nie zapowiadało się że skończy się podziałem punktów. Awantura znów dysponowała bowiem wieloma kontrami, gdzie wystarczyło chociaż jedną zamienić na bramkę, a wówczas przynajmniej jeden punkt udałoby się tutaj zgarnąć. Tyle że skuteczność Awanturników była dramatyczna, aczkolwiek trzeba oddać bramkarzowi Goodfellas Dmytro Zaiachukowi, że w wielu sytuacjach zachował się świetnie i to głównie dzięki niemy faworyci tutaj nie przegrywali. No i jak to często bywa w takich okolicznościach, to co nie udało się Awanturze, zrobili zawodnicy z Ukrainy. Oleksandr Targomin podał do Yaraslaua Sycheuskiego, a ten pokonał Marcina Kabańskiego i w obozie przegranych zapanowało ogromna rozczarowanie. Chłopaki włożyli w tę rywalizację mnóstwo wysiłku i z przebiegu spotkania nie zasłużyli na scenariusz, który stał się ich udziałem. Niestety sami są sobie winni. Najbardziej żal chyba sytuacji z końcówki, gdzie Sebastian Dominiak trafił w słupek, a akurat ten zawodnik zasłużył, by pomóc drużynie w zgarnięciu remisu. Stało się inaczej i domyślamy się, że okoliczności tej porażki siedziały w zawodnikach jeszcze długo. Goodfellas mogą z kolei mówić o dużym szczęściu, bo jak na siebie, to grali bardzo przeciętnie. No ale to też jest sztuka, by wygrać nawet wtedy, gdy niewiele na to wskazuje.
Pewny awansu do 2 ligi lider 3 poziomu rozgrywek ekipa Wilków podejmowała FC Ballers. Od początku mecz układał się pod dyktando drużyny gospodarzy. Nieszablonowe zagrania, ładnie taktycznie rozgrywane akcje, atomowe strzały i sprytne podania, to właśnie charakteryzowało w tym meczu drużynę lidera. Wilki zaczęli z wysokiego "C" i szybko zdobyli bramkę na 1-0. Oleh Vasylenko trafił po ładnym zagraniu z klepki Volodymyra Humeniuka. Ballersi oczywiście nie pozostawali dłużni, kreowali swoje sytuacje i oddawali strzały na bramkę rywala, ale było to jednak za mało na dobrze dysponowanego golkipera ekipy Wilków. Na 2-0 podwyższył niezawodny Borys Ostapenko i przewaga gospodarzy rosła. Minuty nieubłaganie dla gości uciekały, gospodarze nacierali raz środkiem, by za chwilę zaatakować skrzydłem i coraz mocniej cisnęli broniących gości. Pod koniec pierwszej połowy ładną klepkę zagrał duet Sergei Pankiv - Borys Ostapenko i Wilki trafiły na 3-0. Chwile później arbiter gwizdnął koniec pierwszej połowy. Zebrani kibice oczekiwali walki po obu stronach boiska, jednak lider nie zamierzał się do tego dostosować. Wilki atakowały, lecz Ballers nie pozostawali dłużni i też próbowali zaskakiwać bramkarza. Jeden z ich strzałów zdołał zaskoczyć golkipera gospodarzy i mieliśmy bramkę na 1-3. Widać było że to trafienie podrażniło drużynę Wilków, którzy jeszcze mocniej nacisnęli w tej części spotkania. Efektem tego była bramka samobójcza jednego z zawodników Ballers i gospodarze prowadzili już 4-1. Taki wynik utrzymał się już do końca i lider pokazał dlaczego należy mu się pierwsze miejsce w tabeli. Mając 47 punktów na koncie Panowie Piłkarze są pewni awansu do 2 ligi i widać że tworzą monolit i bardzo zgraną ekipę. FC Ballers będący na 3 miejscu też spokojnie awansują do wyższej ligi. Lider po prostu pokazał lepszą formę w tym meczu, jak i całym sezonie. Wielkie gratulacje!







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)