Sezon 2018/2019
Relacje meczowe: 3 Liga
Kolejka remisów. Poziom ligowych zmagań jest na tyle wyrównany, że podziały punktów widujemy coraz częściej. Dzięki temu mecze trzymają w napięciu do ostatnich minut, a jakość piłkarska wskakuje na jeszcze wyższy poziom. Na rozwoju z pewnością zależy zawodnikom FC Ballers i AFC Goodfellas, którzy na Arenie AWF stawili się w licznych składach. Goście oprócz wielu piłkarzy zgłoszonych do rozgrywek, zameldowali się również z… trenerem zespołu. Szkoleniowiec miał przy sobie tablicę magnetyczną, dzięki której regularnie przekazywał swoim podopiecznym wskazówki dotyczące taktyki, którą AFC Goodfellas mają stosować. Nie dziwi nas duże zaangażowanie menedżera AFC, bo mecz mimo niewielu bramek, trzymał w napięciu. Prawdopodobnie to właśnie taktyczne wyrachowanie obu zespołów sprawiło, że tak trudno przedrzeć się było przez linie defensywne drużyn. Nie można tego spotkania opisać inaczej niż: mecz walki. Walki bowiem oglądaliśmy niezwykle dużo (intensywność i agresja w pressingu), ale wszystko przebiegało w ramach sportowej rywalizacji i duchu fair play. Mimo licznych starć nie oglądaliśmy wielu fauli, ale też nie było gradu bramek. Pierwsze trafienie zaliczył zawodnik FC Ballers. Artiom Pastushyk - w ramach tego o czym pisaliśmy wcześniej - powalczył w środku pola, przejął piłkę i strzelił gola. Dość szybko bramkę kontaktową zdobył jednak Sycheuski z AFC Goodfellas i do przerwy remis wynikał nie tylko z przebiegu gry, ale także z wyniku zapisanego w protokole. Niewiele zmieniło się w drugiej części meczu. Goście uderzyli w słupek, ale okazje miały obie drużyny. Ostatecznie nie zanotowaliśmy kolejnych trafień, a mecz zakończył się wynikiem 1:1.
Zarówno Kanonierzy jak i Fc Freedom jak na razie w tym sezonie nie zachwycają i tym bardziej istotny był dla nich pojedynek bezpośredni, bo przed tą kolejką oba zespoły okupowały miejsce w strefie spadkowej. Gospodarze borykają się z problemami kadrowymi i nie ma co ukrywać, że Artur Baradziej- Szczęśniak musi już myśleć o tym jak wzmocnić swój team na wiosnę, by powalczyć o utrzymanie. W zespole z Ukrainy ze składem jest o wiele lepiej, ale nie przekłada się to na spektakularne wyniki. Od początku na boisku mieliśmy sporo walki i obie ekipy skoncentrowane były na defensywie. Ciężko było w pierwszym fragmencie spotkania wykreować jakąś stuprocentową okazję. Raczej zawodnicy próbowali strzałów z dystansu, lecz w obu przypadkach zarówno po jednej jak i drugiej stronie piłka lądowała daleko od światła bramki. Stąd na pierwsze trafienie czekaliśmy niemal 25 minut. Tuż przed gwizdkiem oznajmiającym przerwę Oleg Veselow po dograniu kolegi płaskim strzałem pokonał golkipera rywali. Skromne 0:1 po pierwszej odsłonie. Po zmianie stron goście starali się podwyższyć wynik, ale długo Kanonierzy stawiali opór. Dopiero po 35 minutach gry worek z bramkami się rozwiązał. Gospodarze, którzy dotrzymywali kroku rywalom opadali z sił i w końcówce to Freedom, który miał szerszy skład podkręcił tempo i odjechał z wynikiem. Kanonierów stać było tylko na trafienia honorowe i ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 2:8. Dla gości to oddech i nadzieja na to, że niedługo dobiją do drużyn, które obecnie są na miejscach poza strefą spadkową. Dla gospodarzy stracona szansa na pierwsze punkty w tym sezonie, ale widać, że coś drgnęło w grze tej drużyny i jest nadzieja, że w kolejnych meczach uda się wreszcie zapunktować.
Niewiele zabrakło, aby w meczu Wiernego Służewca z Wilanowskimi Wilkami doszło do małej niespodzianki. Goście byli tutaj typowani w roli murowanego faworyta i w pierwszej połowie w pełni spełnili te oczekiwania, jednak w drugiej części Wierny odrabiał straty i szczególnie końcówka dostarczyła sporej dawki emocji. Jak wspomnieliśmy początek meczu należał do Wilków. Bardzo szybko dało się zauważyć zgranie tego zespołu i świetne ustawienie taktyczne. Dwie pierwsze bramki to popis dwójkowej gry z podaniem na jeden kontakt. Najpierw Borys Ostapenko wyłożył piłkę Maksymowi Marchence, a ten tylko dołożył nogę, a po chwili podanie Borysa na bramkę zamienił Volodymyr Humeniuk. Mogło być i 0:3, ale zamieszania pod bramką gospodarzy nie wykorzystał Stanisław Oseledchenko. Gospodarze mieli ogromne problemy z podejściem pod bramkę Oleksandra Petrovskiego. Wilanowskie Wilki dokonując zmian ściągały praktycznie cały skład, co powodowało, że ich grę ciężko było odczytać. Dodatkowo obrońcy całkiem skutecznie wyłączyli z gry Marcina Kowalskiego i dopiero w 12 minucie udało się Wiernemu przełamać defensywę gości, a gola kontaktowego po przejęciu piłki w środku boiska zdobył Adrian Krzyżański. Wilki błyskawicznie zripostowały golem Oleha Vasylenko, a jeszcze przed przerwą kolejne oczko dołożył Yegor Boiko i pierwsza połowa skończyła się solidnym prowadzeniem Wilanowskich Wilków 1:4. W drugiej części mecz nabrał kolorów. Goście kontynuowali plan taktyczny z pierwszej połowy, ale Wierny cierpliwie szukał okazji do dogonienia wyniku. W 33 minucie Marcin Kowalski dostał trochę miejsca przed polem karnym i strzałem obok słupka zdobył gola na 2:4. Wilki dość szybko odpowiedziały trafieniem Yegora Boiko, ale boiskowa przewaga z pierwszej połowy wyraźnie stopniała i gospodarze atakowali coraz częściej. W 42 minucie na 3:5 sprytnym strzałem popisał się Piotr Gratkowski, a gospodarze czując, że remis jest w zasięgu ręki dokonali dość ryzykownej zmiany wprowadzając bramkarza lotnego. Z początku obróciło się to przeciwko nim, bo Borys Ostapenko strzelił na 3:6, ale ataki całym zespołem robiły się coraz groźniejsze. W 45 minucie sędzia podyktował rzut karny. Do piłki podszedł Marcin Kowalski, ale górą był tym razem golkiper Wilków. Gospodarze nie podłamali się i kontynuowali oblężenie bramki Oleksandra Pertrovskiego, a dwa szybkie gole Adriana Krzyżańskiego zbliżyły ich do remisu. Goście zamurowali dostęp do swojego pola karnego i mimo pogoni nie udało się Wiernemu dogonić wyniku, dzięki czemu to Wilanowskie Wilki wyszły z tego starcia zwycięsko.
W niedzielne południe czekał nas mecz, który zapowiadał się jako jeden z ciekawszych pojedynków w 3 lidze. Old Eagles Koło po dobrym początku sezonu na pewno chciał wrócić na zwycięską ścieżkę. Ich rywalem był East Team, który do tej pory grał w kratkę. Początek nie wskazywał, że któraś z ekip będzie w stanie wyrobić sobie jakąś większą przewagę. Po pewnym czasie jednak napastnik East Teamu udowodnił, że nie bez przyczyny jest najskuteczniejszym zawodnikiem swojej drużyny. Adliet Akkigarov w krótkim odstępie czasu ustrzelił hat-tricka i pozwolił złapać trochę oddechu gościom. Po wyjściu na trzybramkowe prowadzenie East Team oddał częściowo pole gospodarzom i Orzełki ruszyły do odrabiania strat. W pierwszej połowie niezawodny Piotr Parol zdobył bramkę, która pozwalała mieć nadzieję na korzystniejszy wynik w drugiej części meczu. Golem Pawła Lewandowskiego rozpoczęło się drugie 25 minut meczu, więc zrobiło się 2-3, ale następne trzy bramki zdobył East Team. W takich okolicznościach chyba wszyscy się spodziewali, że zawodnicy z Koła już się poddadzą i nie będą w stanie zbliżyć się do swoich rywali. Wszyscy, poza samymi zawodnikami Orzełków. Najpierw zmiana bramkarza, w którego rolę wcielił się Piotr Parol i szóstką zawodników w polu gospodarze rzucili się do odrabiania strat. Sił i czasu wystarczyło, żeby tylko zniwelować rozmiary porażki, która ostatecznie wyniosła 5-6, przy czym warto podkreślić, że kilka dobrych interwencji w bramce zaliczył Parol, który co i raz podawał tlen swoim zawodnikom. Zwycięstwo w tym meczu pozwoliło East Team wyprzedzić swojego rywala i chyba mogą na poważnie myśleć o zajęciu miejsca na podium na koniec tej rundy.
Zawodnicy Smoczej Furiozy po słabym początku sezonu, przed tygodniem pierwszy raz zdołali zdobyć komplet punktów. Ich rywal, Awantura Warszawa I ponosząc tylko jedną porażkę w obecnym sezonie plasuje się w górnych rejonach ligowej tabeli. Lepiej w mecz weszła niżej notowana drużyna, która już w pierwszej minucie otworzyła wynik spotkania. W kolejnych minutach straty próbowali odrobić goście, jednak ich ataki nie były skuteczne. Dopiero w jedenastej minucie dopięli swego i doprowadzili do wyrównania. Riposta gospodarzy była niemal natychmiastowa i za sprawą Rafała Grunwalda ponownie wyszli na prowadzenie. Doskonałą sytuację do wyrównania mieli goście, ale piłka po ich strzale wylądowała na słupku. W tej części spotkania więcej goli już nie padło i gospodarze schodzili na przerwę z prowadzeniem 2:1. Druga część spotkania rozpoczęła się od ataków zespołu Awantury, jednak bardzo mądrze ustawieni w defensywie zawodnicy gospodarzy nie dali się zaskoczyć. Po upływie dziesięciu minut spotkania zespół gości w końcu wykorzystał błąd rywali i doprowadził do wyniku remisowego. Chwilę później pierwszy raz wyszli na prowadzenie a po przechwycie Patryka Królaka udało im się odskoczyć na dwie bramki. Rozmiary porażki mógł jeszcze zmniejszyć Aleksander Janiszewski wykonujący w ostatniej minucie rzut karny, ale był on nieskuteczny i spotkania zakończyło się wynikiem 4:2 dla gości. Drużyna Awantury Warszawa I po bardzo zaciętym spotkaniu dopisuje do swojego dorobku kolejne trzy punkty. Zespół Smoczej Furiozy pierwszą połowę zagrał bardzo dobrze, jednak w drugiej został wypunktowany i po tej kolejce nie powiększył swojego dorobku punktowego.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)