Sezon 2018/2019
Relacje meczowe: 3 Liga
Wilki, które okazały się niepokonane jesienią na samym początku wiosennych zmagań o trofea trzeciej ligi, oraz awans do wyższej klasy rozgrywkowej grały przeciwko East Team, który chcąc pozostać w pierwszej piątce chciał sprawić niespodziankę na starcie drugiej części sezonu. Pierwsza odsłona spotkania była bardzo wyrównana z minimalną przewagą ofensywną gości. Gospodarze skutecznie utrudniali spokojne rozgrywanie piłki swoim rywalom, dążąc do szybkiego otwarcia meczu, który z każdą upływającą minutą nabierał prędkości i atrakcyjności. Dzięki dobrej grze defensywnej, oraz doskonałej grze bramkarza chłopców z Zachodu Denizowi Suiemezowi żaden Wilk nie był w stanie umieścić piłki w siatce. Niewykorzystane szanse po obu stronach zakończyły pierwszą połowę bezbramkowym remisem i sensacja wisiała w powietrzu. Zamiana stron odmieniła przebieg spotkania. Lepsze przygotowanie kondycyjne gości zaowocowało pierwszym golem na ich konto już w siódmej minucie. Coraz bardziej zmęczeni gospodarze powoli oddawali pole gry, lecz nie poddali serca w grze. Zapał niestety nie wystarczał, rozkręcona ofensywa Wilków nabierała na sile, a wynik robił się coraz bardziej nie do odrobienia. Końcowa zasłużona wysoka wygrana Wilków bez straty gola nie do końca odzwierciedla przebieg spotkania, gdyż serce pozostawione na murawie przez East Team zrobiło na Nas i kibicach duże wrażenie. Dziękujemy obu zespołom za wspaniałe emocje, oraz życzymy powodzenia w osiągnięciu swoich celów w nadchodzących spotkaniach.
Będąca po jesiennej rundzie na ostatnim miejscu drużyna FC Freedom grała z pierwszą Awanturą Warszawa, która zajmowała najniższy stopień podium. Gospodarze od pierwszych minut spotkania preferowali twardszy futbol, lecz nie potrafili efektywnie zagrozić bramce swojego rywala. Goście natomiast po zimowej przerwie lepiej weszli w to spotkanie i już w siódmej minucie prowadzili jedną bramką. Freedom zdołał doprowadzić do remisu, lecz ów stan trwał zaledwie dwie minuty i Awanturnicy znów byli na prowadzeniu. Niestety chwilę później po faulu na zawodniku z Warszawy doszło do zbędnej awantury pomiędzy obiema drużynami, a dwie czerwone kartki bardzo zepsuły oglądanie tego meczu. Kiedy emocje trochę już opadły i mecz można było kontynuować, bramki zdobywała już tylko drużyna gości. Gospodarze chcąc odrobić straty i grając bez nominalnego bramkarza jeszcze trzykrotnie zmieniali zawodników między słupkami, a jeden z nich po krótkiej chwili dostał drugą żółtą kartkę i musiał na stałe opuścić boisko. Wysoka wygrana Awantury Warszawa pozwoliła na pozostanie na trzecim stopniu „pudła”, a Freedom zamyka ligową tabelę. Mamy nadzieję, że nadchodzące mecze będą dostarczały zawodnikom i Nam wyłącznie pozytywnych emocji związanych z grą w piłkę nożną, a nie zachowań powszechnie uważanych - delikatnie rzecz ujmując - za niestosowne. Obydwu zespołom życzymy sukcesów w kolejnych spotkaniach oraz trzymania nerwów na wodzy.
Starcie Kanonierów z Old Eagles Koło zapowiadało się na wyrównane. Różnica miejsc w tabeli była niewielka, a dodatkowo Kanonierzy wzmocnili się na tę rundę dwoma dobrymi zawodnikami – Adamem Domidowiczem oraz Łukaszem Racisem. Wydawało się, że to może wystarczyć do udowodnienia swojej wyższości nad Orzełkami i początkowo tak to wyglądało. W premierowych minutach lepiej wyglądali Kanonierzy, tyle że to rywale zdobywali gole. Role się jednak odwróciły. Jeszcze przed przerwą zespół Artura Baradzieja-Szczęśniaka zaliczył trafienie kontaktowe, a na początku drugiej połowy zdobył kolejne dwa gole i prowadził 3:2. Wszystko było na dobrej drodze do zgarnięcia kompletu punktów. Orzełki nie dawały jednak za wygraną. Obudził się Piotrek Parol, defensywę dobrze trzymał Mariusz Żywek i wynik zaczął się przechylać na drugą stronę. Ekipa Janka Drabika wyszła na prowadzenie 4:3 i od razu cofnęła się głęboko na swoją połowę, co utrudniło grę Kanonierom. Ta ekipa nie potrafiła sforsować muru obronnego rywala, Łukasz Racis nie mógł wykorzystać swoich atutów, a na dodatek chłopaki dali sobie wbić gola na 3:5 i musieli pożegnać się z marzeniami o punktach. Według nas ta ekipa potrzebuje trochę czasu, by dobrze wykorzystać możliwości nowych graczy i jak to wszystko się zazębi, to wyniki przyjdą. Warto też pochwalić ich bramkarza, Oliwiera Dołęgowskiego, nie tylko za kilka dobrych interwencji, ale też dwie asysty. Co do Orzełków, to można powiedzieć, że wygrali ten mecz na doświadczeniu. Nie byli dużo lepsi, natomiast do oporu wykorzystali momenty, w których rywale trochę się pogubili. I spodziewamy się, że w ten sposób pewnie jeszcze nie raz zapiszą na swoje konto trzy punkty w trwającej kampanii.
Hitem 10 kolejki w III-ciej Lidze Fanów okazało się starcie FC Ballers ze Smoczą Furiozą. Oba zespoły w tabeli dzieliła przepaść, jednak z pewnych źródeł wiemy, że gracze Furiozy bardzo dobrze przepracowali okres zimowy i na wiosnę zamierzają sporo namieszać na swoim szczeblu rozgrywkowym. Od samego początku tempo meczu było bardzo szybkie, a zawodnicy obu ekip nie stronili od fizycznej gry i bardzo kontaktowego traktowania rywali. Presja na rywali szybko przyniosła efekty, gdyż po stracie jednego z defensorów gospodarzy piłkę przejął Alek Janiszewski i pewnym strzałem pokonał Maksima Linnika. Warto wspomnieć, że w pierwszych minutach bramkarz Ballersów spisywał się naprawdę solidnie, więc pokonanie go było niemałym wyczynem. Bramka strzelona przez kapitana wyraźnie dodała "Smokom" skrzydeł, a efektem było podwyższenie na 0:2 autorstwa Maćka Plewińskiego, który nie zmarnował podania od swojego imiennika, Maćka Murawskiego. Ekipa FC Ballers zdołała jeszcze przed przerwą strzelić gola kontaktowego, a miało to miejsce po stracie, po której piłkę przejął Paweł Moczydłowski, a następnie nie dał szans Michałowi Baranowskiemu i mieliśmy wynik 1:2. Po zmianie stron gospodarze zaatakowali zdecydowanie i byli bardzo blisko zdobycia gola, jednak piłkę z linii bramkowej głową wybił Janek Sądej. Na boisku zrobiło się dość agresywnie, jednakże wszystko odbywało się na granicy przepisów. Szczęścia nie zabrakło tym razem gospodarzom, gdy skutecznym strzałem popisał się Mikita Varvashenia, doprowadzając do stanu 2:2. Ballersi byli bardzo blisko wyjścia na prowadzenie, jednak po raz kolejny, tym razem piętą, piłkę z bramki wybił Janek Sądej! Gdy wydawało się, że w tym meczu dojdzie do podziału punktów, w ostatniej akcji meczu, po zamieszaniu w polu karnym, piłkę z półobrotu uderzył Filip Jankowski, dając swojemu zespołowi wymarzone zwycięstwo w wymiarze 3:2. Świetny spektakl i komplet punktów wyrwany w samej końcówce - kwintesencja futbolu!
W niedzielne popołudnie ekipa Wierny Służewiec podejmowała na arenie AWFu młodą drużynę AFC Goodfellas. Spotkanie zapowiadało się bardzo ciekawie, gospodarze znajdują się zaraz nad strefą spadkową i muszą zdobywać punkty w każdym meczu, aby myśleć o utrzymaniu w lidze. Goście natomiast walczą o awans i zrobią wszystko, aby zwyciężyć i zgarnąć komplet punktów, który z meczu na mecz przybliża ich do strefy medalowej. Mecz rozpoczął się od huraganowych ataków zawodników z Ukrainy, goście stosowali pressing na całym boisku nie dając wyjść gospodarzom z własnej połowy. Taka taktyka szybko przyniosła pozytywne efekty, bo już w 4 minucie meczu jeden z obrońców gospodarzy tak niefortunnie interweniował we własnym polu karnym, że skierował piłkę do swojej bramki. W kolejnych minutach zawodnicy AFC Goodfellas kontynuowali to co przynosiło wymierne korzyści od początku meczu i naciskali rywali niemal w każdym miejscu na boisku. Wraz z upływem minut gra zawodników "Wiernego" była coraz odważniejsza, a goście zaczęli popełniać błędy. W 6 minucie meczu taki błąd przytrafił się bramkarzowi gości, który to po rzucie wolnym wpuścił bramkę z bardzo ostrego konta. Kolejne dwa gole w tym meczu również padają po stałych fragmentach gry. Najpierw po perfekcyjnie rozegranym rzucie różnym na prowadzenie wyszli goście i mieliśmy 1:2. Przy bramce dla gospodarzy ponownie błąd popełnił bramkarz gości, który to faulował w polu karnym jednego z napastników gospodarzy, a sędzia bez wahania wskazał na wapno. Do piłki podszedł Marcin Kowalski i z zegarmistrzowską precyzją umieścił piłkę w siatce rywali. Jeszcze przed przerwą obie ekipy zdobyły po jednym trafieniu i na pauzę schodziliśmy przy wyniku 3:3. Po zmianie stron byliśmy świadkami całkowitej dominacji młodych zawodników z Ukrainy. Ich ataki z minuty na minutę stawały się coraz groźniejsze, a taktyka z lotnym bramkarzem bardzo uprzykrzała życie obronie gospodarzy. W 32 minucie goście kolejny raz obejmują prowadzenie i mamy 3:4, dwie minuty później mamy już 3:5, a po upływie następnych dwóch minut wynik na tablicy pokazywał już 3:6. Autorem tych trzech bramek był jeden z najlepiej dysponowanych zawodników tego dnia Yaraslau Sycheuski. Mimo dzielnej postawy w pierwszej połowie ekipę braci Kowalskich stać było już tylko na jedno trafienie w tym meczu, co ciekawe po trzecim rzucie karnym. W końcowych minutach gościom udaje się strzelić jeszcze dwie bramki, a mecz ostatecznie kończy się wynikiem 4:8 i trzeba przyznać, że w zupełności oddaje to przebieg spotkania. Wierny Służewiec dzielnie walczył w pierwszej połowie, w drugiej zabrakło już sił co wykorzystała ekipa AFC Goodfellas. Gospodarze muszą powoli oglądać się na rywali ze strefy spadkowej, a goście cały czas dotrzymują kroku pierwszej trójce i będą się liczyć do samego końca w walce o najwyższe cele.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)