Sezon 2017/2018
Relacje meczowe: 6 Liga
Drużyna z Pragi Północ kontynuuje pościg za strefą medalową! W meczu z liderem z fantastycznej strony pokazali się wszyscy zawodnicy Szmulek – świetnie bronił Karol Dębowski, Borys Sułek był nieomylny w pierwszej połowie, natomiast Jakub Kaczmarek i Krystian Rzeszotek starannie rozgrywali piłkę. Wynik otworzył potężnym uderzeniem Kacper Pacholczak.
Z drugiej strony Mikstura długo nie mogła znaleźć swojego rytmu – Filip Junowicz ciągnął swoją drużynę za uszy i nawet zdobył w pierwszej połowie bramkę na 1:1, jednak brakowało mu odrobiny szczęścia, by zdominować cały mecz. Gdyby miał lepszy dzień, na koniec spotkania mógłby zanotować 6 lub 7 oczek do klasyfikacji kanadyjskiej. A jak wiadomo, niewykorzystane sytuacje lubią się mścić. Zamiast zejść na przerwę z remisem 2:2, goście schodzili, przegrywając 3:1, co zapowiadało ciężką przeprawę w drugiej odsłonie. Gospodarze natomiast mogli odetchnąć z ulgą, ponieważ w swoich szeregach mieli Wiktora Januszewskiego. Młody zawodnik w kluczowych momentach wziął ciężar zdobywania goli na siebie. Wiktor strzelił bramki na 4:2 oraz 5:2, co okazało się wystarczające do odniesienia zwycięstwa, nawet gdy Mikstura w końcu zaczęła gonić rywala. Trafienie z wolnego Patryka Zycha na 5:3 oraz późniejszy gol Filipa Junowicza to było wszystko, na co było stać rywali tego dnia. Tym samym zwycięstwo Szmulek stało się faktem!
Mikstura natomiast w majówkę powinna przeprowadzić kilka dodatkowych treningów – nad drugim miejscem zostały już „tylko” 4 oczka przewagi, a w ostatnich pięciu kolejkach do rozegrania pozostaje mecz z wiceliderem. Tym samym zapas punktowy zaczyna niebezpiecznie topnieć. Oczywiście nie ma (jeszcze) powodów do paniki, ale po niedzielnej porażce drużyny Darka Jochemskiego liga będzie jeszcze ciekawsza.
Absolutna demolka! Chociaż miejsca w tabeli zajmowane przez mierzące się ekipy na to nie wskazywały, to po weryfikacji, w jakich zestawieniach personalnych się zjawiły, dało się wyczuć widmo pogromu. Green Lantern zaczęło naprawdę z wysokiego C – już po pięciu minutach prowadzili 2:0 po dublecie niezwykle aktywnego i równie roześmianego Kamila Bielińskiego. Mimo braku jakichkolwiek zmienników goście wykorzystali moment nieuwagi w szeregach rywali i doprowadzili do wyrównania za sprawą dwóch goli Giorgiego Lemonjavy. Szczególnie przy drugim z nich Zielone Latarnie mogły pluć sobie w brodę, że nie upilnowały strzelca przy rzucie rożnym wykonywanym przez Shuquriego Lomię. Odzyskanie prowadzenia nastąpiło na skutek akcji młodości z doświadczeniem, czyli nowego nabytku Latarni – Damiana Michalczyka – oraz weterana, Mikołaja Wysockiego.
Po serii przetasowań na bramce Gruzinów ostatecznie padło na rozwiązanie, w którym Lemonjava pełnił rolę lotnego golkipera, a Beka Meskhi – z uwagi na swoją zwinność i kondycję – dokończył spotkanie, grając w polu. Wystawienie wspomnianego Wysockiego w polu zamiast w bramce okazało się strzałem w dziesiątkę, bowiem jego współpraca z Michalczykiem i Podgórskim układała się tak wspaniale, że pozostałe zdobycze bramkowe rozłożyli niemal wyłącznie między siebie.
Wynik 6:3 do przerwy i tak był dla Georgian Teamu najniższym wymiarem kary, bo Green Lantern – jak to mają w zwyczaju – często pudłowali w najprostszych sytuacjach. W drugiej odsłonie zmagań nie pozostawili jednak złudzeń co do tego, „kto tu rządzi” – dołożyli aż jedenaście trafień (a właściwie dwanaście, bo niefortunnego samobója zaliczył broniący dostępu do bramki Zajączkowski), popisując się niejednokrotnie rajdami przez całą długość boiska, sprytnymi rozegraniami rzutów rożnych oraz kontrami z tradycyjnym, szóstkowym wyłożeniem na „pustaka”. Michalczyk – siedem goli i asysta, Wysocki – trzy trafienia i dwa ostatnie podania, Podgórski – dwa gole i aż osiem asyst. Przed meczem nikt nawet nie pomyślałby, że potyczka ta dostarczy tym graczom takiego doładowania w klasyfikacji kanadyjskiej.
Klamra meczu została domknięta przez zawodnika, który to wszystko rozpoczął, a więc Bielińskiego, który ustalił wynik na zatrważające 17:5. Choć trzecia wygrana z rzędu wciąż nie umożliwiła Latarniom opuszczenia strefy spadkowej, to zgromadzenie większej liczby punktów w czterech kolejkach wiosny niż przez całą rundę jesienną może napawać optymizmem na przyszłość i zwiastować oficjalne przełamanie w tabeli.
W bardzo intensywnym i obfitującym w piękne gole spotkaniu wicelider tabeli, FC Zaborów, pokonał zajmującą piąte miejsce ekipę Old Eagles Koło 9:4. Goście od pierwszych minut udowodnili swoje wysokie aspiracje, prezentując szybki, precyzyjny i niezwykle skuteczny futbol.
Zaborów zaczął spokojnie, pewnie operując piłką. Wynik otworzyli już w 6. minucie po składnej, dwójkowej akcji. Chwilę później fantastycznym uderzeniem zza pola karnego popisał się Bartek Pietrzak. Dobra passa gości trwała i niedługo później błyskawicznie odskoczyli na 0:4. Gospodarze zdołali odpowiedzieć przed przerwą jednym trafieniem, ale wicelider natychmiast skarcił ich kolejnym golem, ustalając wynik do szatni na 1:5.
Po zmianie stron Old Eagles spróbowali jeszcze podjąć rękawicę. Szybko przeprowadzili skuteczną akcję, w której Piotr Parol wyłożył piłkę do pustej bramki Mariuszowi Żywkowi. To trafienie jednak tylko podrażniło przyjezdnych, którzy od razu wrzucili wyższy bieg, dorzucili kolejne bramki i do samego końca w pełni kontrolowali boiskowe wydarzenia. W świetnie dysponowanej ekipie z Zaborowa bardzo trudno wskazać jednego, indywidualnego bohatera meczu. Cała drużyna zagrała na niesamowicie wysokim poziomie, za co ogromne słowa uznania należą się trenerowi FC Zaborów – zbudowanie tak spójnego i groźnego kolektywu przynosi teraz na murawie znakomite efekty.
Teraz, dzięki potknięciu Mikstury, Zaborów traci do lidera tylko 4 oczka, więc walka o mistrzostwo zapowiada się imponująco. Inaczej ma się sytuacja drużyny Old Eagles Koło, dla której porażka praktycznie wykluczyła ją z walki o podium.
Spotkanie pomiędzy Sante a Bartolini Pasta zakończyło się zdecydowanym zwycięstwem Bartolini Pasta 8:2. Już od pierwszych minut goście pokazali, że są świetnie przygotowani do tego meczu i szybko narzucili swoje warunki gry.
Dwie szybkie bramki na początku spotkania otworzyły wynik na korzyść Bartolini Pasta, dając drużynie dużą pewność siebie i kontrolę nad przebiegiem rywalizacji. Pierwsza połowa była bardzo jednostronna - "Makaroniarze" dominowali w każdym aspekcie gry, skutecznie wykorzystywali swoje sytuacje i nie pozwalali rywalom na rozwinięcie skrzydeł. Efektem tej przewagi był wynik 5:0 do przerwy, który doskonale oddawał przebieg pierwszej części spotkania.
Druga połowa również rozpoczęła się po myśli Bartolini Pasta, którzy nie zamierzali zwalniać tempa. Nadal utrzymywali wysoką intensywność, kontrolowali tempo gry i konsekwentnie powiększali swoją przewagę.
Bohaterami tego meczu bez wątpienia byli Mateusz Brożek oraz Tomasz Rusinek, którzy świetnie się zgrywali, doskonale odnajdywali się na boisku i napędzali kolejne akcje ofensywne swojej drużyny. Ich współpraca była kluczowa dla końcowego sukcesu i miała ogromny wpływ na końcowy rezultat.
Sante zdołało odpowiedzieć dwoma trafieniami, jednak tego dnia konkurenci byli zespołem zdecydowanie lepszym. Ostatecznie spotkanie zakończyło się pewnym i zasłużonym zwycięstwem 8:2.
Mecz pomiędzy Shot DJ a Saską Kępą na pewno nas zaskoczył… wynikiem do przerwy – 0:0. Nawet Arsenal z Atlético Madryt potrafili strzelić gola w pierwszej połowie swojego spotkania, a tutaj nic. Ale żarty na bok – sytuacje były po obu stronach i obie drużyny naprawdę chciały zdobyć bramkę, jednak piłka z różnych powodów nie chciała wpaść do siatki. Do tego dochodził wysoki poziom fizycznej walki, co jeszcze bardziej utrudniało grę ofensywną.
Druga połowa nie różniła się diametralnie od pierwszej, ale tym razem zobaczyliśmy już gole. Saska Kępa przyjechała na mecz bez zmian i w drugiej części było to wyraźnie widoczne – świeżość ławki była po stronie Shot DJ. Franek Rutkowski oraz Jan Jabłoński dali swojej drużynie dwubramkowe prowadzenie. Korneliusz Troczyński zdołał jeszcze zmniejszyć stratę, ale Shot DJ odpowiedział kolejnymi trafieniami i praktycznie zamknął mecz. W samej końcówce sędzia podyktował rzut karny dla Saskiej Kępy, który skutecznie wykorzystał Marcin Nowak. Nie miało to jednak wpływu na losy spotkania – jedynie ustaliło wynik na 4:2 dla Shot DJ.
To nie był najbardziej efektowny występ w wykonaniu triumfatorów, ale bardzo ważne trzy punkty, zwłaszcza w kontekście walki o medale. Saska Kępa natomiast walczy o utrzymanie – warto jak najszybciej zapomnieć o tym meczu, zebrać pełniejszy skład i wrócić do walki w kolejnym spotkaniu.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)