Sezon 2015/2016
Relacje meczowe: 9 Liga
Rywalizację w 9 lidze otwierało spotkanie ekipy Nagel z ADP Wolską Ferajną. Jesienią w starciu pomiędzy tymi zespołami padł remis, teraz patrząc na ich dyspozycję w rundzie rewanżowej zdecydowanym faworytem wydawał się team Kamila Jagiełły, który w dwóch pierwszych meczach wręcz zdemolował swoich rywali. Jednak goście zaczęli dość niemrawo, co mogło być spowodowane m.in. wczesną porą rozgrywania tego meczu. Pierwszy obudził się Oskar Nieskórski, który w 5 minucie otworzył wynik. Gospodarze zaczęli od środka, ale w mgnieniu oka stracili piłkę na rzecz wcześniej wspomnianego Oskara, który z zimną krwią ponownie umieścił futbolówkę w siatce. Gdy wydawało się, że Ferajna znów pewnie kroczy po wygraną, czerwoną kartką został ukarany Kamil Jagiełło. Bramkarz ADP wyszedł poza pole karne i odruchowo zatrzymał ręką piłkę zmierzającą do bramki. Goście musieli więc przez 10 minut grać w osłabieniu, co wydawało się wręcz wymarzonym scenariuszem dla rywali. Niestety dla gospodarzy, nie potrafili oni wykorzystać takiego prezentu, a w dodatku zupełnie nie poradzili sobie z organizacją gry w przewadze. Brakowało jednego, konsekwentnie realizowanego zamysłu, a brak spójności w ich szeregach wykorzystali oponenci, którzy dodatkowo podwyższyli na 0:3 za sprawą Mateusza Nejmana. Nagel w końcu się przełamał i zdobył swojego premierowego gola. Okres dziesięciominutowej gry w przewadze zakończył się remisem 1:1, a cała połowa prowadzeniem ADP 1:3. Po zmianie stron stosunkowo szybko goście podwyższyli na 1:4 i to po strzale… piętą, a w protokole meczowym wpisał się Damian Nieskórski. To już chyba totalnie podcięło skrzydła Nagelowi, za to ADP czuło się coraz swobodniej na boisku. Kolejne dwie bramki dołożył Mateusz Nejman, na co jeszcze odpowiedział trafieniem Radosław Przybylski, ale był to jedynie chwilowy przebłysk. Kolejne zdobycze po stronie ADP sprawiały, że wśród gospodarzy zaczęło dochodzić do coraz większych wzajemnych pretensji, a trzeci gol Nagela tylko ustalił wynik tego meczu na 3:10. ADP zalicza kolejny świetny mecz i jeżeli utrzyma formę, może w niedługim czasie przeskoczyć w tabeli Rodzinę Soprano. Nagel natomiast ma o czym myśleć. W rundzie jesiennej był to bardzo poukładany zespół, teraz niestety gra zbyt chaotycznie, brakuje wypracowanych automatyzmów, a wzajemne pretensje na pewno tego nie naprawią.
Minionej niedzieli, na obiektach warszawskiego AWF-u mieliśmy przyjemność obserwować niezwykle obiecująco zapowiadające się spotkanie. Drużynami, po których najwięcej spodziewano się w tej kolejce były: Hetman FC oraz Force Fusion FC. Zarówno goście, jak i gospodarze należą do grona ekip, które fantastycznie weszły w rozgrywki. Było to podyktowane dwiema ostatnimi kolejkami, w których jedni i drudzy wygrywali swoje mecze. Pierwsi do głosu doszli nominalni goście, znajdujący się w strefie spadkowej. Wszystko z powodu trafień Yakubiva oraz Paradowskiego. Po mniej więcej kwadransie gry, wyraźną przewagę zyskali natomiast gospodarze. Grający w czarnych strojach zawodnicy nie tylko odrobili straty, ale również zyskali na tyle pewności siebie, że na przerwę schodzili z podniesioną głową, przy stanie rywalizacji 2:4. Pomimo relatywnej przewagi, Hetman zbagatelizował na wstępie drugiej części zawodów rywali. Efektem była kolejna bramka napastnika drużyny przeciwnej. Na całe szczęście dla reprezentantów czwartej siły dziewiątej ligi po chwili udało się ponownie zyskać przewagę. Najpierw kapitalnym podaniem swojego kolegę obsłużył Oskar Kalicki, by później powtórzyć tę sztukę, zagrywając futbolówkę pod nogi Piotra Jankowskiego. Przy tak optymalnej przewadze, uwarunkowanej wysokim prowadzeniem (jak na tę część spotkania), margines błędu się zwiększył. Poskutkowało to chwilowym rozprężeniem tuż przed końcem meczu. Niestety dla zawodników z Ukrainy, jedynym pozytywnym efektem, była zaledwie jedna bramka, która zadecydowała, że ten mecz skończył się wynikiem 6:4.
Siódma w tabeli Varsovia podejmowała Elitarnych Gocław znajdujących się tuż pod podium. Gospodarze mimo trzech bramkarzy w kadrze, stawili się na mecz bez żadnego z nich. Chwilę przed rozpoczęciem meczu wspomógł ich Kartik Dutt i okazał się bardzo istotnym wzmocnieniem. Początkowo goście dyktowali warunki, zmuszając Varsovię do gry na własnej połowie i wyprowadzania kontrataków, oraz szukania szans do zdobycia gola ze stałych fragmentów. Mimo narzuconych warunków to gospodarze w 16 minucie wyszli na prowadzenie, po bezpośrednim strzale Cezarego Andrzejczuka z rzutu wolnego. Elitarni chwilę później mieli szansę wyrównać, lecz rzut karny po wślizgu w polu karnym obronił Kartik Dutt. Mecz z każdą upływającą minutą robił się coraz bardziej wyrównany, mimo lekkiego wskazania na chłopaków z Gocławia. Kiedy wydawało się, że pierwsza połowa zakończy się skromnym prowadzeniem Varsovii Grzegorz Bednorz zdobył gola wyrównującego. Drużyny na przerwę schodziły przy stanie 1:1, a druga odsłona tego spotkania zapowiadała się bardzo emocjonująco. Taka też była. Oba zespoły starały się przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę, za bardzo się przy tym nie otwierając. Podobnie jak w pierwszej połowie, tak i w drugiej to gospodarze zdobyli pierwszego gola, zmuszając wyżej notowanego rywala do odrabiania strat. Kluczowym momentem była 35 minuta, kiedy to faulowany bramkarz Elitarnych Marcin Głębocki musiał opuścić boisko. Jego miejsce zajął zdobywca gola wyrównującego Grzegorz Bednorz. Trzy minuty po tej zmianie goście znów doprowadzili do remisu, lecz długo taki wynik nie utrzymał się na tablicy wyników i gospodarze ponownie objęli prowadzili. Remisowy wynik spotkania ustalił Karol Mroczkowski, którego trafienie samobójcze śmiało mogło by brać udział w konkursie na gola kolejki. Podział punktów nie specjalnie wpłynął na układ tabeli, lecz Elitarni spadli o jedną pozycję.
Zdecydowanym faworytem starcia Rodziny Soprano z FC Łazarskim byli oczywiście gospodarze, którzy mimo dość znaczącej straty do lidera nadal liczą się w walce o mistrzostwo. Natomiast goście desperacko szukają punktów w każdym meczu, gdyż grozi im spadek. Zgodnie z przewidywaniami, od początku meczu przewagę zdobyli zawodnicy Rodziny Soprano, a swoją dominację na boisku udokumentowali w postaci bramki strzelonej przez Krzysztofa Mikulskiego, przy której asystował Wiktor Stańczak. Sporadyczne akcje ofensywne gości były skutecznie zatrzymywane przez blok defensywny przeciwników, a strzelecką niemoc ekipy Łazarskiego szczególnie bezlitośnie wykorzystywał świetnie dysponowany tego dnia Krzysiek Mikulski. To właśnie jego trafienia, a także dublet Girmy Ramosa, sprawiły, że już do przerwy Rodzina Soprano prowadziła 6:0. Po zmianie stron gospodarze postawili na wesoły futbol, nieco odpuszczając szykany defensywne, przez co goście otworzyli worek z bramkami. O ile pod kątem zaciętości mecz raczej nie był najatrakcyjniejszy, o tyle zawodnicy obu ekip postarali się o naprawdę efektowne bramki. Najpierw gola na 7:0 z połowy boiska tuż po rozpoczęciu strzelił Krzysiek Mikulski. Ten sam zawodnik był autorem niesamowitego trafienia nożycami na 8:1. Efektywnych bramek pozazdrościli inni zawodnicy tego spotkania, w tym między innymi Girma Ramos, który bezpośrednio z rzutu rożnego strzelił gola, dodatkowo odbijając futbolówkę od słupka! Ozdobą meczu był chyba jednak gol Ertugula Gaziego, który wyrzuconą z autu piłkę skierował do bramki przewrotką. Bramek mogących kandydować na gola kolejki zobaczyliśmy w tym meczu naprawdę sporo, a ostatecznie Rodzina Soprano wygrała spotkanie aż 12:4.
W tym spotkaniu niespodzianki nie było, choć faworyzowane GLK musiało się ostro napracować nad wynikiem. Pierwsza połowa meczu była wyrównana, choć boiskowa dominacja gospodarzy z każdą minutą robiła się coraz bardziej wyraźna. W 7 minucie Mateusz Rozkres był bliski otworzenia wyniku – uderzył piłkę szczupakiem i obrońca Mistrzów Chaosu wybił ją dosłownie w ostatniej chwili z linii bramkowej. GLK tworzyło dużo groźnych sytuacji, jednak zawodziła skuteczność i mimo wielu okazji rzadko udawało się uderzyć w światło bramki. Goście, momentami zupełnie zepchnięci do defensywy, oddawali wyraźnie mniej strzałów i próbowali kąsać kontratakami, ale były one zbyt czytelne, aby realnie zagrozić bramce Łukasza Trzpioły. Wynik bezbramkowy utrzymywał się praktycznie do gwizdka kończącego pierwszą część gry. Chwilę przed przerwą rzutem z autu asystował Jakub Zieliński, a Mateusz Rozkres w końcu znalazł drogę do siatki Alana Bednarczyka. Natomiast w drugiej połowie w końcu odblokował się Sebastian Dominiak. W pierwszej części miał wiele okazji, ale nie udało się pokonać bramkarza Mistrzów Chaosu. Za to w 28 minucie Sebastian podwyższył prowadzenie swojego zespołu, a trafienie to było jego 200 (sic!) golem w rozgrywkach Ligi Fanów. Gol ten był też kamyczkiem, który poruszył lawinę, bo od tego momentu GLK złapało wiatr w żagle i rozpoczęło koncert celnych strzałów i błyskotliwych podań. Już w następnej akcji drugie trafienie zaliczył Mateusz Rozkres, a w 40 minucie zarówno Sebastian jak i Mateusz mieli już na koncie hat-tricka. Co ciekawe Mistrzowie Chaosu mimo wyniku 6:0, nie odpuszczali, ale gospodarze byli tego dnia po prostu lepsi w każdym aspekcie gry. Ich dominacja była bezdyskusyjna do tego stopnia, że nawet grając w osłabieniu po żółtej kartce dla Damiana Sawickiego zdołali dwukrotnie znaleźć drogę do siatki gości. Ostatecznie honor Mistrzów obronił w ostatniej minucie Kacper Owczarek i mecz zakończył się wyraźnym zwycięstwem GLK 9:1.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)