Sezon 2015/2016
Relacje meczowe: 9 Liga
W niedzielny poranek o godzinie 8:00 na sektorze B zagrały ze sobą drużyny Force Fusion FC oraz Nagel. Ekipa gości zajmuje jedno ze środkowych lokat w tabeli, a drużyna gospodarzy obecnie jest w strefie spadkowej na przedostatnim miejscu. Faworytem był więc Nagel, jednak wiemy że piłka nożna lubi bardzo zaskakiwać. Tuż po gwizdku rozpoczynającym spotkanie napastnik z numerem 7 zespołu w niebieskich barwach Maksimo Stesiuk pokonuje bramkarza rywali Volodymyra Antoshka strzałem z ostrego kąta w długi róg. Mimo wielu dobrych prób, ekipa grająca w pomarańczowych znacznikach nie mogła pokonać bramkarza przeciwników. W końcu po indywidualnej akcji Ruslan Yakubiv daje bramkę wyrównującą Force Fusion. Parę minut później ponownie zdobywa gola. co pozwala ekipie gości zejść z jednobramowym prowadzeniem na przerwę. Po krótkim odpoczynku obie strony wychodzą bardzo zmotywowane na boisko. Po bramce na 3:1 wydaje się, iż mecz zaczyna się rozstrzygać, ale to dopiero początek. W ciągu kilku minut Maksimo Stesiuk zdobywa dwie bramki dając nadzieję Nagel nawet na wygranie tego spotkania. Zdecydowanie to był jego mecz. Tyle że w drużynie przeciwnej był Ruslan Yakubiv, który w ostatnich minutach kompletuje hat-tricka, i tym samym prowadzi swój zespół do cennego zwycięstwa w stosunku 4:3!
Zajmująca drugie miejsce w tabeli Rodzina Soprano podejmowała mającą nadzieję na walkę o medale Varsovię. Goście nie mogli skorzystać z jednego z liderów swojej ekipy Karola Mroczkowskiego, który oglądał kolegów zza linii końcowej boiska. O tym ile znaczy Karol dla swojego zespołu nie musimy nikogo przekonywać, dlatego już na starcie gospodarze mieli pewną przewagę a dysponując w składzie na tę rundę świeżą krew, liczyli na komplet punktów. Wszystko zaczęło się zgodnie z planem i faworyci wyszli na prowadzenie. Varsovia starała się grać nisko i szczelnie w obronie, czym chciała niwelować atuty rywali. Ci mając na skrzydłach szybkich graczy starali się rozciągać defensywę przeciwników, licząc że z każdą upływającą minutą rywale będą mieli coraz mniej sił. Varsovia przeczekała napór i nieoczekiwanie wyrównała. Bartosz Krajewski huknął z dystansu i bramkarz Rodziny Soprano kompletnie zaskoczony musiał wyjmować piłkę z siatki. Do przerwy wynik remisowy utrzymał się, więc goście mogli być w miarę zadowoleni z rozwoju wydarzeń na boisku. Po zmianie stron gospodarze ruszyli do ataku a szczególnie aktywny był Girm Ramos, który swoimi akcjami siał sporo zamieszania pod bramką Varsovii. Gospodarze w końcu dopięli swego i po bramkach Ramosa wyszli na prowadzenie. Ekipa gości mimo ambicji i walki do samego końca nie zdołała zdobyć punktów. Mecz zakończył się wynikiem 5:2 i jedyne pocieszenie dla ekipy Karola Mroczkowskiego to ładna bramka Bartosza Krajewskiego z rzutu wolnego w drugiej połowie.
Bardzo dobrze rozpoczęły granie w tym roku zespoły Hetmana FC oraz Mistrzów Chaosu, wygrywając swoje mecze. Jednak obydwie drużyny mają inne cele na ten sezon – gospodarze celują w miejsce na podium, goście starają się wyjść ze strefy spadkowej. Niespodziewanie lepiej spotkanie rozpoczęli ci drudzy, którzy po dwóch ciosach w pierwszych minutach meczu wyszli na dwubramkowe prowadzenie. Po stracie goli do roboty wzięli się faworyci, którzy bardzo szybko doprowadzili do wyrównania. Ostatnie fragmenty pierwszej części meczu to bardzo duża dominacja zespołu Hetmana, który aż trzykrotnie pokonał golkipera gości, doprowadzając do wyniku 5:2. Drugą połowę ponownie lepiej rozpoczęli Mistrzowie Chaosu, dzięki czemu udało im się delikatnie zmniejszyć straty. Kluczowe dla losów spotkania były kolejne minuty, kiedy to strzelając trzy bramki zawodnicy Hetmana odskoczyli na bezpieczną przewagę. W końcowych fragmentach meczu rywalom udało się strzelić jeszcze jedną bramkę, jednak w tym meczu to było wszystko na co było ich stać i mecz zakończył się zwycięstwem faworytów 8:4. Na uwagę zasługuje świetna forma strzelecka Oskara Kalickiego, który zdobył aż sześć bramek. Zespół Mistrzów Chaosu długimi fragmentami grał jak równy z równym, ale zanotował dwa słabsze momenty, co skrzętnie wykorzystali rywale i trzeba się było obejść smakiem.
Minionej niedzieli ADP Wolska Ferajna rozegrała spotkanie przeciwko drużynie FC Łazarski. Jesienią Łazarski wygrał z zawodnikami z Woli 4-1, ale miał wtedy wzmocnienia prosto z Hiszpanii. Byliśmy niezmiernie ciekawi czy znalezione przez nich antidotum również zda egzamin na wiosnę. Gospodarze przyłożyli się do odrobienia pracy domowej i na rewanż przygotowali się perfekcyjnie. Już od początku spotkania widać było ich przewagę i goście momentami nie mieli nic do powiedzenia. Świetnie tego dnia współpracował duet Oskar Nieskórski i Mateusz Nejman, który łącznie brał udział przy aż 16 bramkach zdobytych na rzecz swojej ekipy! Dominacja Kamila Jagiełło i spółki była niepodważalna, a wygrana była tylko kwestią czasu. Obserwując ten mecz można było zadawać sobie jedynie pytanie, jak wysoki będzie wynik końcowy. Ostatecznie mecz zakończył się rezultatem 18:3 dla drużyny ADP! Dobra forma gospodarzy umocniła ich w czołówce ligi, gdzie ambitnie walczą o awans do wyższej klasy rozgrywkowej. Z kolei FC Łazarski nie był w stanie stawić realnego oporu w tym meczu i kolejna porażka sprawiła, że nadal pozostaje w trudnej sytuacji, zamykając tabelę 9.ligi. Z taką grą będzie mu jednak ciężko, by uciec z ostatniej lokaty.
Czy Elitarni mogli zagrozić GLK? To pytanie wydawało się na czasie przed 10. kolejką spotkań 9.ligi. Co prawda ci drudzy są wyraźnym liderem tabeli, ale Elitarni na pewno mieli potencjał, by troszkę uprzykrzyć życie murowanemu faworytowi. A przynajmniej tak się wydawało, lecz nasze nadzieje – podobnie jak zawodników tej ekipy – okazały się płonne. Dość powiedzieć, że ten mecz ledwo się zaczął, a tak naprawdę już się skończył. Pierwsza akcja – 1:0. Druga akcja – 2:0. Za chwilę trzecia sytuacja dla GLK i były już trzy bramki różnicy. Zespół braci Głębockich wyglądał na kompletnie nieprzygotowany do rywalizacji, zostawiając przeciwnikom zdecydowanie za dużo miejsca, z czego ci skrzętnie korzystali. Dopiero po tych trzech golach gra zespołu z Gocławia trochę się zazębiła. Defensywa była bardziej szczelna, coś ruszyło się w ataku i udało się zdobyć bramkę otwierającą dorobek. Były też inne okazje, natomiast okazało się, że był to jedynie przebłysk dobrej gry tego zespołu. Za chwilę wszystko wróciło do normy, podopieczni Mateusza Rozkresa dorzucili do swojego dorobku jeszcze dwa gole w pierwszej części spotkania i prowadzili 5:1. Było jasne, że krzywda im się nie stanie. Tej opinii nie zmienił gol Grzegorza Bednorza na starcie drugiej połowy. Nie dość, że nie poszły za nim kolejne, to zaczęło brakować konsekwencji w obronie. To spotkało się z drakońską karą wymierzoną przez liderów rozgrywek. Zespół GLK zamierzał wykorzystać każdą nadarzającą się okazję, byle tylko podreperować swój dorobek bramkowy. I chociaż nie udało się zamienić na gole wszystkich sytuacji, to końcowy wynik 12:2 i tak był okazały. Niestety było to spotkanie bez większej historii. Faworyci mieli wszystko pod kontrolą i dla swoich niedzielnych oponentów byli za szybcy i za sprytni. Elitarni starali się, natomiast przy tak dużym dysonansie w potencjale, nie da się wszystkiego nadrobić chęciami. Zwłaszcza że tych pod sam koniec również zaczęło brakować.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)