Sezon 2015/2016
Relacje meczowe: 1 Liga
Starcie dryfującego nad strefą spadkową Narodowego Śródmieścia z głównym kandydatem do mistrzostwa I-szej Ligi Fanów, czyli ukraińskiego FC Otamany, zapowiadało się na zwycięstwo gości, jednak jako pierwsi do głosu doszli gracze Marka Szklennika. Po rzucie rożnym wykonanym przez Pawła Rolka, piłkę z bliskiej odległości do bramki wbił Adam Biegaj. Odpowiedź była niemal natychmiastowa, gdy po kontrze przeprowadzonej przez Vitaliia Yakovenko piłkę pewnie koło bramkarza rywali posłał Kostia Didenko. Goście poszli za ciosem i, co najciekawsze, zrobili to w stylu "stadiony świata", gdyż tak trzeba nazwać bramkę, którą po podaniu od Olega Botnyka zdobył Yukhym Lavrynenko. Potężny strzał Yukhyma był nie do obrony i na pewno znajdzie się wśród kandydatów na bramkę 13-tej kolejki. Kiedy do wyrównania, po podaniu Pawła Rolki, golem na 2:2 doprowadził Patryk Nowicki wszystko wskazywało na to, że będzie to pełen emocji mecz typu "cios za cios". Niestety dla widowiska, do końca pierwszej połowy grali już tylko gracze Otamanów. Trzy bramki, w tym gol samobójczy Marcina Banasiaka oraz trafienia Vitaliia Yakovenko i Kostii Didenko sprawiły, że pierwsza odsłona zakończyła się stanem 2:5. Po zmianie stron ekipa z Ukrainy totalnie zdominowała spotkanie, a niesamowitą skutecznością popisał się Vitalii Yakovenko, którego pięć trafień w drugiej połowie było niesamowitym wyczynem. Do stanu 2:10 Narodowe Śródmieście w zasadzie tylko patrzyło, jak rywale robią co chcą. W ostatnich kilka minutach pokazali, że jednak potrafią grać w piłkę, przeprowadzając dwie ładne akcje na 3:10 i 4:10. Jednak ostatnie dwa słowa należały do Otamanów, a konkretnie do Kostii Didenko i w końcu Matveya Marushki, którego bramka ustaliła wynik meczu na 4:12. Zdecydowane i zasłużone zwycięstwo lidera, a Narodowe Śródmieście musi przeprowadzić poważną, wewnętrzną rozmowę, gdyż grają zdecydowanie poniżej potencjału.
Pojedynek sąsiadujących ze sobą w tabeli drużyn. Po 12 kolejkach gospodarze zajmowali 6 miejsce z 16 punktami, natomiast goście byli o pozycję wyżej z 6 oczkami więcej. Pierwsze co rzuciło się w oczy to na pewno braki personalne i nowe twarze w zespole FC Almaz. Spotkanie rozpoczęło się od groźnego strzału Widelskiego. Goście szybko odpowiedzieli, w słupek uderzył Eduard Vakhidov. Bramkarz gości bardzo często był przy piłce w pierwszych minutach spotkania rozrzucając futbolówkę od lewej do prawej strony. W 6 minucie świetnie prawą stroną boiska przedarł się Vasyl Kurtyniuk, wygrał pojedynek biegowy z obrońcą i umieścił piłkę w siatce. Przez następne kilka minut mieliśmy wymianę ciosów pomiędzy Morem a Widelskim. Pierwszego zastopował najpierw bramkarz a później poprzeczka i słupek a drugi przegrał dwukrotnie pojedynek z Vakhidovem a raz golkipera rywali wyręczyli obrońcy wybijając piłkę z linii bramkowej. Przed przerwą Almaz zdobył kolejnego gola a uczynił to Volodymyr Kylnyk. Drugie 25 minut od początku zwiastowało wiele emocji, bo widzieliśmy dużo sytuacji podbramkowych z jednej i drugiej strony. W 37 minucie podanie od Suliatytskiego wykorzystuje bardzo aktywny tego dnia Widelski. Szybko odpowiedzieli rywale a konkretnie Mysko. Chwilę później mieliśmy kolejne trafienie, tym razem gola zdobył Starosta. W 43 minucie do wyrównania doprowadza Fijołek i mecz rozpoczyna się na nowo. Mimo wielu szans jednych i drugich rezultat końcowy się nie zmienił. Mixamator remisuje z Almazem 3:3.
Postawa ekipy Zjednoczonej Ochoty w tej rundzie jest naznaczona pewnymi paradoksami. Zaczęło się od tego, że ta drużyna zastanawiała się, czy w ogóle przystąpić do rundy rewanżowej, ale ostatecznie podjęła się tematu i spisuje się naprawdę dobrze. Podobnie było z meczem przeciwko Explo Team. Tutaj istniało nawet ryzyko walkowera, jednak Daniel Gałązka i spółka ostatecznie zebrali skład i… zremisowali z dużo wyżej notowanym konkurentem. Jak do tego doszło? Zaczęło się sensacyjnie, bo Zjednoczeni grali skutecznie w obronie a z przodu groźnie kontrowali i szybko wyszli na prowadzenie 2:0. Jasnym jednak było, że rywale wejdą wreszcie na właściwe dla siebie obroty i tak też się stało. Ekipa Łukasza Dziewickego podkręciła tempo, objęła nawet prowadzenie, lecz finalnie pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 3:3. Wydawało się, że w drugiej części gry moment w którym Explo odziera z nadziei Zjednoczonych nadejdzie bardzo szybko. Tymczasem zespół z Ochoty, mimo że widać było coraz większe zmęczenie, nie dawał się złamać. Na gola na 3:4 odpowiedział swoim trafieniem, z kolei przy stanie 4:5 miał trochę szczęścia, bo wówczas rywale mogli zabić to spotkanie, lecz nie wbili gwoździa do trumny, co spotkało się z ripostą Zjednoczonej Ochoty, która wyrównała na 5:5 i nie pozwoliła wyrwać sobie jednego punktu. Podsumowując to spotkanie, trzeba powiedzieć że mogło się ono przechylić na każdą ze stron. Gracze Explo byli po ostatnim gwizdku bardzo zawiedzeni, natomiast niewykluczone że zwłaszcza w pierwszej połowie trochę zlekceważyli rywala, choć może mieli do tego pewne prawo, bo przecież z tym samym przeciwnikiem wygrali jesienią aż 10:0. Być może myśleli, że i tutaj wszystko przyjdzie im tak łatwo, ale nic z tego. Bez wątpienia Explo nie wykorzystało w tym starciu swojego potencjału, z kolei Zjednoczona zagrała zdyscyplinowanie i konsekwentnie, za co los wynagrodził ich jednym, ale jakże cennym punktem. Dzięki temu do strefy gwarantującej utrzymanie mają już tylko dwa oczka straty.
Zespół Green Lantern nie tak wyobrażał sobie na pewno grę na drugim poziomie rozgrywkowym i mimo bardzo ciekawego składu zajmuje miejsce oznaczające spadek. Warsaw Bandziors pomimo zeszłotygodniowej porażki utrzymał z kolei pierwszą lokatę w ligowej tabeli. Mecz rozpoczął się od zdecydowanych ataków zespołu gospodarzy, którzy już w trzeciej minucie po zespołowej akcji otworzyli wynik spotkania. W kolejnych minutach pomimo wysokiego tempa i kilku bardzo dobrych sytuacjach bramkowych wynik nie ulegał zmianie. Po upływie pierwszego kwadransa kolejną groźną akcję przeprowadzili zawodnicy gospodarzy, ale wychodzącego na dobrą sytuację bramkową napastnika faulował jeden z obrońców rywali. Żółta kartka oraz rzut wolny z bardzo dobrej pozycji nie przyniosły jednak zmiany rezultatu i na przerwę drużyny schodziły z wynikiem 1:0 dla Green Lantern. W drugiej połowie działo się zdecydowanie więcej. Najpierw żółtą kartkę za faul otrzymał zawodnik gospodarzy, ale mimo gry w osłabieniu drużyna ta podwyższyła swoje prowadzenie. Kolejne minuty należały do grającego w przewadze lidera tabeli. Najpierw strzał w poprzeczkę i chwilę później zmniejszenie strat do jednej bramki. Tuż po zakończeniu trzyminutowej kary kolejna skuteczna akcja zespołu gości doprowadziła do wyrównania. Kolejne minuty to dwie bramki - po jednej dla każdej z drużyn i na dziesięć minut przed końcowym gwizdkiem sędziego był remis 3:3. Ostatnie fragmenty tego spotkania to koncertowa gra gości, którzy nie dość że nie dali już się pokonać, to jeszcze strzelił dwie bramki na wagę trzech punktów. Po bardzo zaciętym i ciekawym meczu kolejne trzy punkty zawędrowały na konto Warsaw Bandziors i drużyna ta utrzymała fotel lidera. Green Lantern bardzo dobrze wyglądał przez większość spotkania, jednak w końcówce zabrakło im sił i kolejny raz kończą mecz bez zdobyczy punktowej.
Walcząca o utrzymanie w 1 lidze Warszawska Ferajna w niedzielny wieczór podejmowała Contrę, która cały czas walczy o jak najwyższy stopień podium. Pierwsze minuty meczu to wzajemne badanie się rywali, dopiero w 8 minucie Patryk Brzozowski wykorzystał moment dekoncentracji defensorów Contry i wyprowadził Warszawską Ferajnę na prowadzenie. Utrata bramki podziałała mobilizująco na gospodarzy i do końca pierwszej połowy tylko zawodnikom Michała Raciborskiego udawało się zdobywać gole. Najpierw Dawid Biela doprowadził do wyrównania, po chwili Adrian Bucki wyprowadził swój zespół na prowadzenie a już w następnej akcji Maciej Kurpias podwyższył wynik spotkania. W pierwszej odsłonie Contra zdobyła jeszcze dwie bramki i przy wyniku 5-1 obie ekipy schodziły na przerwę. Drugie 25 minut to znów bramki Contry, która w pewnym momencie prowadziła już 7-1, mając mecz pod pełną kontrolą. Kacper Domański wraz z kolegami walczyli ile sił, determinacji na pewno nie można im odmówić, ale to było za mało na tak dysponowanego przeciwnika. Bramki Łukasza Niedźwiedzia z rzutu wolnego, czy Kacpra Domańskiego w ostatniej minucie nie pozwoliły na odwrócenie losów tego spotkania. Contra po zdobyciu kolejnych 3 oczek na swoim koncie odskoczyła lekko goniących ich rywali, natomiast sytuacja Warszawskiej Ferajny staje się coraz gorsza, ale znamy dobrze tą drużynę i wiemy, że do końca sezonu zrobi wszystko, żeby pozostać na szczeblu 1 ligi.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)