Sezon 2025/2026
Relacje meczowe: Ekstraklasa
Jako pierwsi z ekstraklasy na boisku zameldowały się ekipy Contry i Tura. Obecny mistrz na spotkanie z teamem Michała Raciborskiego nie przyszedł w optymalnym składzie i to rodziło nadzieje dla rywali, że da się na inaugurację urwać punkty faworytom. Już na początku spotkania gospodarze pokazali, że są zdeterminowani by pokazać się z jak najlepszej strony. Goście jakby jeszcze nie do końca byli skoncentrowani, bo popełniali proste błędy. Po stracie piłki przez Roberta Hankiewicza, Maciej Kurpias dał prowadzenie. Po chwili ten sam zawodnik kapitalnie zagrał z rzutu rożnego i Dawid Biela podwyższył na 2:0. Tur po tych dwóch ciosach zaczął wreszcie grać, ale brakowało wykończenia akcji. Sygnał do odrabiania strat dał kapitan Konrad Kowalski. To on był niezwykle aktywny w ofensywie i kwestią czasu były bramki dla teamu z Ochoty. Contra miała świetne okazje do podwyższenia wyniku, ale nie potrafiła ich wykorzystać. To się zemściło i goście jeszcze przed przerwą wyrównali . Po 25 minutach było 2:2. Po zmianie stron to Tur zaczął dominować. Duża ruchliwość i częsta zmiana pozycji powodowała, że defensywa Contry coraz częściej zaczęła się gubić. Kolejne trafienia zmusiły team Michała Raciborskiego do zmiany taktyki i przy stanie 2:5 zdecydowali się na zdjęcie etatowego bramkarza. To jednak nie przyniosło efektów. Każda strata piłki powodowała groźne kontry i gdyby Tur był bardziej skuteczniejszy to wynik mógłby być bardziej okazały. Goście zasłużenie wygrywają 4:9 i mimo, że gra jeszcze nie była na najwyższym poziomie, to na Contrę to w zupełności wystarczyło. Gospodarze jeżeli chcą powalczyć o punkty, to muszą całe spotkanie zagrać tak jak pierwsze dziesięć minut tego spotkania.
Szalenie emocjonujące spotkanie rozegrały między sobą ekipy East Windu oraz FC Kebavity. Obie drużyny to absolutna czołówka Ligi Fanów i mieliśmy pewność, że będzie to spotkanie na najwyższym poziomie. Początek zdecydowanie należał do ekipy Buraka Cana, która wyprowadziła kilka groźnych ataków i tylko kapitalna dyspozycja Damiana Karczmarczyka uchroniła jego zespół od utraty gola. Już w 7 minucie wyśmienitą okazję miał Azamat Qutpiddinov, który wyszedł sam na sam z bramkarzem East Windu, ale golkiper nie dał się pokonać. Wprawdzie supersnajper Kebavity Baris Kazkondu nie wystąpił w tym meczu, ale koledzy pod jego nieobecność spisywali się bardzo dobrze i obrona gospodarzy miała nie lada kłopot z bardzo ofensywnie poukładanym zespołem gości. W 16 minucie Kamil Majorek otworzył wynik meczu, ale Kebavita straciła na chwilę czujność w obronie i bramkę wyrównującą zdobył Kamil Jurga. Pierwsza połowa zdecydowanie należała do drużyny przyjezdnej, a napastnicy East Windu wykazywali się koszmarną celnością, rzadko trafiając w światło bramki. Tuż przed przerwą Kebavita wyszła na prowadzenie po golu Christiana Amaniego. W przerwie Sebastian Dąbrowski poukładał grę swojego zespołu i East Wind wyszedł na drugą część spotkania ze zdecydowaniem bardziej bojowym nastawieniem. Kebavita broniła bardzo wysoko, przez co Damian Patoka nie miał miejsca na rozpędzenie się pod bramkę Jacka Żołnierskiego, ale w 33 minucie Sebastian Dąbrowski przełamał w końcu niemoc strzelecką swojego zespołu, a już 2 minuty później było 3:2 dla East Windu po bramce Kamila Modzelewskiego. Od tego momentu mecz zmienił się w nie lada widowisko o zawrotnym tempie. Na boisku aż wrzało od emocji, ale sędzia nie pokazał w tym spotkaniu ani jednego kartonika. Inicjatywa przeszła już zdecydowanie na stronę drużyny gospodarzy, ale zabrakło trochę szczęścia i skuteczności. O ostatecznym wyniku meczu zadecydował fatalny błąd East Windu – rozegranie do bramkarza przechwycił Ade Adesanya Ola i strzelił gola wyrównującego. Choć obie ekipy miały jeszcze sporo okazji strzeleckich wynik nie zmienił się, ale remis 3:3 i podział punktów wydaje się tutaj zdecydowanie sprawiedliwy.
Zdecydowanym faworytem spotkania In Plus Pojemna Halina z AnonyMMous była ekipa Patryka Galla. Pierwsza połowa jednak ku zaskoczeniu widzów, którzy oglądali to starcie nie była jednostronnym widowiskiem, a to za sprawą dobrze grających gości. Team Maćka Miękiny był świetnie zorganizowany w defensywie i mimo, że optyczną przewagę mieli gospodarze, to tak naprawdę nic z tego nie wynikało. Oczywiście mieli kilka okazji, ale brakowało wykończenia. W bramce również wysoką formę pokazał golkiper Anonimowych. Do przerwy mieliśmy remis 0:0 i tak naprawdę sprawa wyniku była otwarta, bo goście też kilka razy kontrowali i gdyby mieli więcej szczęścia to mogli nawet prowadzić. Po zmianie stron długo czekaliśmy na pierwsze trafienie. Dopiero w czterdziestej minucie spotkania Igor Zieliński pokonał Macka Miękinę, a było to pokłosie braku asekuracji w obronie AnonyMMous, która chyba pierwszy raz w tym pojedynku popełniła błąd w kryciu. IN Plus Pojemna Halina poszła za ciosem i po chwili było już 3:0. Trochę chyba za szybko goście starali się wyrównać i odpuścili defensywę co skrzętnie wykorzystali gospodarze. W końcówce rozmiary porażki zmniejszył Damian Borowski, który rozegrał kapitalny mecz ale miał swój współudział przy straconej pierwszej bramce, która była decydująca dla losów tego pojedynku. Team Patryka Galla nie zachwycił, ale wygrał i to pewnie najbardziej interesowało menedżera tej ekipy. Anonimowi zagrali bardzo dobre zawody i gdyby mieli więcej dyscypliny w końcówce tego meczu to mogli pokusić się o punkty w tym spotkaniu. Widać, że będą walczyć i kolejne kolejki będą niezwykle ważne dla tego zespołu.
W ostatnim meczu na arenie Grenady starły się ekipy FC Impuls UA z Narodowym Śródmieściem. Od początku obie ekipy mocno wzięły się do gry chcąc narzucić swój styl przeciwnikowi. Goście na początku jednak nie mogli sobie poradzić z agresywnym pressingiem rywali i w pierwszej odsłonie rzadko dochodzili do sytuacji strzeleckich. Narodowe Śródmieście grało cierpliwie w obronie i starało się kontratakować. Po jednej z takich akcji Aleksander Kibler zagrał do Adama Biegaja, a ten nie dał szans golkiperowi przeciwników. Później Narodowe Śródmieście cofnęło się starając się przede wszystkim zabezpieczyć defensywę. Kapitalnie też między słupkami spisywał się Stefan Necula, co pozwoliło do przerwy dowieźć skromne prowadzenie. Po 25 minutach mieliśmy wynik 0:1. Po zmianie stron ekipa z Ukrainy zaczęła grać dokładniej i widać było, że powoli zaczynają zawodnicy Impulsu dominować na boisku. Efektem tego były trzy trafienia Vadyma Tymonika, który wykańczał akcje stwarzane przez swoich kolegów. Narodowe Śródmieście starało się powrócić do gry i zawalczyć o choćby remis, ale team Marka Szklennika gubił się w rozegraniu, a do tego obrona nie była już tak szczelna jak w pierwszej połowie. Bramki na 4:1 i 5:1 rozwiały wątpliwości i nawet bramka Tomka Terpiłowskiego nie pomogła w odniesieniu korzystnego rezultatu. Ostatecznie FC Impuls UA zasłużenie zgarnia trzy punkty pokazując, że mają spory potencjał który dopiero będzie zweryfikowany w kolejnych kolejkach.
Ekstraklasa na Arenie Picassa rozgrywa swoje mecze dość rzadko, lecz tym razem przyszło jej gościć naprawdę solidny duet. FC Gorlicka to ekipa, której nie trzeba przedstawiać. Bardzo utytułowani, znani w całej Polsce zawodnicy tej drużyny byli zdecydowanym faworytem spotkania z Mixamatorem. Co prawda Michał Fijołek po awansie do Ekstraklasy nieco wzmocnił skład, jednak dalej był to beniaminek najwyższego szczebla. Ku zaskoczeniu wszystkich zgromadzonych, mecz miał niesamowicie wyrównany przebieg. Inicjatywa była co prawda zdecydowanie po stronie gospodarzy, jednak świetnie w bramce spisywał się Grzegorz Augustyniak. Musiał on jednak skapitulować, po potężnym strzale Maxa Kota, zwłaszcza, że piłka jeszcze spotkała się ze słupkiem, zanim wpadła do bramki. Równie ładnym uderzeniem, dającym stan 1:1 popisał się Mikołaj Prybiński. Sytuacja wykreowana przez Jakuba Sosnowskiego była świetną okazją na ponowne wyjście na prowadzenie gospodarzy, a sytuacji nie zmarnował Max Himel, strzelając tuż pod ręką golkipera rywali. Zaciętej walki ciąg dalszy, a sygnał do pogoni za wynikiem dał Damian Starosta, którego trafienie z półwoleja dało stan 2:2. Gorlicka wciąż naciskała i w końcu przyniosło to efekt w postaci kolejnego trafienia, kiedy po podaniu Maxa Kota do piłki dopadł Kuba Sosnowski z zimną krwią wykańczając akcję na 3:2. Kiedy tuż przed przerwą do remisu doprowadził Yurii Suliatytskyi wszyscy obecni na meczu byli już pewni, że jest to widowisko dnia. Wynik na 4:3 do przerwy ustalił jednak zawodnik gospodarzy - Max Himel, którego dobrze dostrzegł bramkarz Gorlickiej, Mateusz Kot. Po zmianie stron obraz nie uległ zmianie w pierwszych kilkunastu minutach. Gospodarze odskakiwali na dwubramkowe prowadzenie, ale Mixamator dzielnie gonił wynik. Przełom nastąpił przy stanie 6:5, kiedy świetne dwie akcje skutecznie wykończył Marcel Gorczyca, podwyższając na 8:5. Kropkę nad "i" bramką na 9:5 postawił Łukasz Malczewski, którego dobrym podaniem obsłużył rozgrywający świetne spotkanie Kuba Sosnowski. Zwycięstwo zasłużone, ale walka Mixów do końca zrobiła wrażenie.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)