reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
15:00

Rewanżowe spotkanie pomiędzy BRD Young Warriors a BS Zadymiarze pokazało, że nawet przy różnicy aż 16 punktów w tabeli można rozegrać niezwykle wyrównany i emocjonujący mecz. W pierwszym starciu tych drużyn zdecydowanie lepsi byli zawodnicy BRD Young Warriors, którzy wygrali 6:2. Tym razem jednak rywale wyszli na boisko z ogromną motywacją do rewanżu.

Zadymiarze od początku pokazali, że nie będzie to dla nich zwykłe spotkanie. Już w 10. minucie zdobyli bramkę kontaktową, wchodząc w mecz z dużą determinacją i chęcią udowodnienia swoich umiejętności. Gospodarze nie pozostali jednak dłużni – zaledwie dziewięć minut później odzyskali prowadzenie, pokazując swoją skuteczność i doświadczenie. Końcówka pierwszej połowy należała do duetu Nesterowicz–Preibisz, który ponownie zaznaczył swoją obecność na boisku, doprowadzając do wyrównania. Do przerwy mieliśmy remis 2:2, a przebieg gry jasno wskazywał, że druga połowa przyniesie jeszcze więcej emocji.

Po zmianie stron to BS Zadymiarze przejęli inicjatywę. Skuteczna gra w ofensywie pozwoliła im odskoczyć rywalom na dwie bramki, co znacząco przybliżyło ich do upragnionego rewanżu. W międzyczasie na boisku zrobiło się bardzo gorąco – napięcie między zawodnikami przerodziło się w spięcia, na które sędzia zareagował zdecydowanie, pokazując dwie czerwone kartki oraz jedną żółtą. Po uspokojeniu sytuacji obie drużyny wróciły do gry, wymieniając się kolejnymi trafieniami. Mimo ambitnej postawy BRD Young Warriors, to BS Zadymiarze utrzymali przewagę do końca spotkania.

Ostatecznie mecz zakończył się zwycięstwem gości 5:4, którzy tym samym zrewanżowali się za wysoką porażkę z pierwszego spotkania. Było to starcie które udowodniło, że tabela nie zawsze oddaje prawdziwy potencjał drużyn.

2
17:00

W niedzielne popołudnie na Arenie Grenady mogliśmy obejrzeć starcie między zajmującą 3. miejsce drugą drużyną OldBoys Derby a będącym trzy punkty nad strefą spadkową Olimpikiem.

Spotkanie zaczęło się dość zaskakująco – od pięknej akcji Olimpiku, w której Zhukov obsłużył świetną piłką Hordichuka, a ten umieścił ją w siatce po widowiskowym uderzeniu piętką. OldBoysi jednak zamierzali udowodnić, że nie znajdują się na podium przypadkiem, i zaczęli dominować na boisku spokojem oraz doświadczeniem, co przełożyło się na trzy szybkie bramki, w tym kapitalnego gola z rzutu wolnego w wykonaniu Łukasiewicza. Wtedy jednak nastąpił widoczny kryzys. Bramkarz Olimpiku zaczął bronić niemal wszystkie strzały, co frustrowało gospodarzy, którzy przez dekoncentrację i błędy w obronie stracili dwa gole. Do przerwy było 3:3.

Druga część spotkania zaczęła się szybką wymianą ciosów – po jednej bramce z każdej strony. Potem jednak inicjatywa spoczywała już prawie wyłącznie po stronie OldBoysów. Nacierali raz za razem i po chwili Łukasiewicz pięknym wolejem kolejny raz zameldował się w protokole meczowym. Olimpik, mający jedną bramkę straty, musiał postawić wszystko na jedną kartę, lecz nadmierna agresja sprawiła, że za faul przed własnym polem karnym ich bramkarz obejrzał kartkę. Gra w osłabieniu przyniosła kolejne trafienie dla gospodarzy – ponownie autorstwa Łukasiewicza – a mecz zakończył się wynikiem 6:4 dla OldBoys Derby.

3
19:00

Spotkanie pomiędzy Klikersami a Heavyweight Heroes dostarczyło kibicom wielu emocji, zwrotów akcji oraz dramatycznych momentów, które miały wpływ na przebieg całego meczu. Lepiej w mecz weszli Klikersi. Już na początku spotkania Stanisław Leszczyński świetnie obsłużył Julka Torbicza, a ten pewnym strzałem otworzył wynik rywalizacji. Radość gospodarzy nie trwała jednak długo – Heavyweight Heroes szybko odpowiedzieli, coraz śmielej atakując i doprowadzając do wyrównania.

Niestety, przy tym wyniku doszło do groźnie wyglądającego zderzenia, w wyniku którego kontuzji nabawił się Artur Macek. Zawodnik nie był w stanie kontynuować gry i musiał opuścić boisko. W jego miejsce pojawił się Krzysztof Wiśniewski, który dzielnie dograł spotkanie do końca. Po wznowieniu gry Heavyweight Heroes utrzymali wysoką skuteczność. Wykorzystując swoje okazje, zdołali wypracować przewagę i schodzili na przerwę z wynikiem 1:3, mając wyraźną kontrolę nad spotkaniem.

Druga połowa przyniosła jednak zupełnie inną historię. Klikersi wyszli na boisko z ogromną determinacją i szybko zaczęli odrabiać straty. Ich ofensywna gra przyniosła efekt – najpierw doprowadzili do wyrównania, a następnie nieustannie naciskali na defensywę rywali. Choć Heavyweight Heroes zdołali jeszcze objąć prowadzenie 4:3, końcówka należała już do Klikersów. Gospodarze zachowali więcej zimnej krwi i odwrócili losy meczu, zdobywając dwie decydujące bramki i ustalając wynik spotkania na 5:4.

To zwycięstwo pokazuje, że Klikersi to drużyna z charakterem, która potrafi podnieść się w trudnym momencie i odwrócić losy spotkania. Jeśli utrzymają taką formę i determinację, mogą jeszcze sporo namieszać w dalszej części rozgrywek.

4
20:00

W ramach 11. kolejki 14. ligi doszło do ciekawego starcia pomiędzy Elekcyjną FC a Kanarkami. Spotkanie od pierwszych minut miało bardzo wyrównany i fizyczny charakter - obie drużyny nie odstawiały nogi, a walka o każdy fragment boiska była widoczna w każdym pojedynku.

Lepiej w mecz weszli gospodarze, którzy do przerwy wypracowali sobie solidną przewagę i schodzili do szatni z wynikiem 3:1. Elekcyjna FC potrafiła wykorzystać swoje sytuacje i wykazała się większą skutecznością pod bramką rywala, choć Kanarki również miały swoje momenty i nie pozwalały przeciwnikom na pełną kontrolę gry.

Druga połowa przyniosła jeszcze więcej emocji. Goście ruszyli do odrabiania strat i w pewnym momencie zbliżyli się na dystans jednej bramki - było już 4:3, co zwiastowało nerwową końcówkę. W tym momencie Kanarki rzuciły wszystko na jedną szalę, starając się doprowadzić do wyrównania. Taka postawa otworzyła jednak przestrzeń dla gospodarzy, którzy bezlitośnie to wykorzystali. Końcówka należała już zdecydowanie do Elekcyjnej, która zachowała więcej zimnej krwi i skuteczności, ostatecznie zamykając mecz wynikiem 7:3.

Na szczególne wyróżnienie w zespole triumfatorów zasługują Bartek Brulikis oraz Jakub Mydłowiecki - obaj zdobyli po trzy bramki, a Mydłowiecki dorzucił do tego jeszcze asystę, będąc niezwykle aktywnym i wszechstronnym ogniwem ofensywy. Ich skuteczność i współpraca w ataku były kluczowe dla końcowego sukcesu.

W drużynie Kanarków najjaśniejszą postacią był Jakub Kowalski, który zanotował dwa trafienia i asystę, napędzając ofensywne akcje swojego zespołu i do samego końca próbując odmienić losy spotkania.

5
20:00

W poprzedniej rundzie starcie tych zespołów zakończyło się zdecydowanym zwycięstwem Santiago i tym razem wiele wskazywało na podobny scenariusz. Nie tylko ze względu na różnicę w tabeli, ale też sam początek meczu.

Goście weszli w spotkanie znacznie lepiej – po 20 minutach prowadzili już trzema bramkami i wyglądali na drużynę bardziej skupioną oraz poukładaną. Gospodarze próbowali odpowiadać, ale długo brakowało konkretów. W ich grze było widać sporo luzu i minęło trochę czasu, zanim złapali właściwy rytm. Wyjątkiem był Kacper Romanowski – od początku najbardziej aktywny, zmotywowany i szukający rozwiązań. To właśnie on próbował pociągnąć zespół do przodu mimo niekorzystnego wyniku. Pierwszy impuls przyszedł tuż przed przerwą. Po jego strzale z dystansu, który bramkarz zdołał odbić, do piłki dopadł Albert Mikulski i zdobył bramkę na 1:3.

Po przerwie mecz się odwrócił. Santiago wyraźnie spuściło z tonu, a Pistons zaczęli grać z dużo większą energią. No i zaczęło się „Romano-show”. Kacper wziął odpowiedzialność na siebie i raz za razem trafiał do siatki, kompletując hat-tricka i odwracając wynik meczu. Swoje zrobił też Filip Reniec, który w drugiej połowie zachował czyste konto i dał zespołowi spokój z tyłu. Efekt? Od 0:3 do 4:3 i bardzo ważne trzy punkty dla Warsaw Pistons. Dzięki temu zwycięstwu wciąż mają realne szanse na wydostanie się ze strefy spadkowej.

Reklama