Sezon 2025/2026
Relacje meczowe: 9 Liga
W przedmeczowych zapowiedziach pisaliśmy, że w tym meczu może paść wiele bramek i wszystko wskazywało na to, że w głównej roli wystąpią tu zawodnicy Varsovii. I tak też było, bo już w 2 minucie wynik otworzył Marcin Krzysztoń – dopadł on do „wyplutej” przez bramkarza piłki po strzale Karola Mroczkowskiego i Varsovia objęła prowadzenie. Wydawało się, że będzie to łatwy mecz dla lidera, tymczasem życie napisało zupełnie inny scenariusz. Do bramki wszedł spóźniony Yurii Trush i był to prawdziwy game changer tego spotkania. Już w pierwszej połowie pokazał, że ma spore umiejętności bramkarskie i kilkoma swoimi interwencjami ratował zespół przed utratą bramki. Do tego jego koledzy z pola nie próżnowali i najpierw w 17 minucie Arkadiusz Aderek doprowadził do wyrównania, a minutę później po składnej akcji mieliśmy już 2:1 dla Elitarnych. Takim wynikiem, co by nie mówić dość niespodziewanie, skończyła się pierwsza część. Varsovia nieco zaskoczona takim przebiegiem spotkania próbowała odzyskać kontrolę nad meczem i przynajmniej na początku drugiej części miała przewagę nad rywalem, co jednak nie przekuwało się na gole. Dopiero w okolicach 40 minuty do wyrównania doprowadził Karol Mroczkowski z rzutu wolnego, choć zanim piłka trafiła do siatki otarła się jeszcze o Krzysztofa Łuczywka. Wydawało się wtedy, że Varsovia pójdzie za ciosem, ale nic z tego – Elitarni niespełna dwie minuty później znów wyszli na prowadzenie, a po chwili mieliśmy już 4:2! Varsovia atakowała, tworzyła sobie sytuacje, ale bramka rywala była tego dnia jak zaczarowana. Pod koniec spotkania wynik podwyższył Łukasz Eljasiak, a rezultat ustalił Arkadiusz Aderek. Ta bramka na 6:2 była świetnym podsumowaniem tego meczu - Yurii Trush uruchomił dalekim wyrzutem Arkadiusza Aderka, a ten przyjął piłkę i przelobował Bartka Gebhardta. To właśnie ci dwaj zawodnicy Elitarnych byli głównymi architektami sukcesu – Yurii świetnie bronił dostępu do własnej bramki, a Arkadiusz tego dnia był niesamowicie skuteczny. Gospodarze zagrali bardzo dobre spotkanie, mocno pracowali w defensywie, by zneutralizować atuty Karola Mroczkowskiego i to w dużej mierze się udało. Varsovia zagrała gorzej niż w dotychczasowych meczach, zabrakło przede wszystkim lepszego wykończenia i skuteczności pod bramką rywala, przez co pierwsza porażka w sezonie stała się faktem.
Mecz Nagel z Mistrzami Chaosu przyniósł nam bardzo wiele wrażeń i emocji. Obie drużyny wystąpiły w licznych składach. Bardzo szybko ujrzeliśmy pierwszą bramkę Radosława Niziołka, który odebrał piłkę przeciwnikom w ich własnym polu karnym i sam wymierzył sprawiedliwość, dając prowadzenie Mistrzom Chaosu. Przeciwnik szybko wziął się za odrabianie strat i zrobił to z nawiązką, zdobywając trzy bramki. Potem mieliśmy dość długi okres, gdzie obydwaj bramkarze nie musieli schylać się po piłkę do siatki. Na koniec połowy nastąpiła jednak wymiana ciosów. Dla Nagel bramkę zdobył Symonczuk, a dla Mistrzów ponownie Niziołek strzelając sprzed pola karnego. Do przerwy wynik 4:2. Zdecydowanie w tej połowie lepiej wypadła drużyna gospodarzy. W drugiej odsłonie goście więcej atakowali, co przełożyło się również na wynik, bo pomimo straty bramki zaczęli odrabiać straty. W ostatnich trzech minutach zdobyli trzy gole. Gdyby wcześniej się obudzili, mogliby wpędzić w duże zakłopotanie drużynę Nagel. Spotkanie zakończyło się ostatecznie wynikiem 7:5 dla gospodarzy. Zawodnikami meczu zostali napastnicy Maksimo Stesiuk z Nagel (3 gole) oraz Radosław Niziołek z Mistrzów Chaosu, który tego dnia aż cztery raz znalazł sposób na golkipera oponentów.
W batalii między Hetmanem FC a Rodziną Soprano nie widzieliśmy zdecydowanego faworyta. W praktyce więcej punktów mieli na swoim koncie nominalni gospodarze, ale każdy kto zna potencjał Rodziny Soprano ten wie, że oni mogą odpalić w każdym momencie i trzech punktów straty do rywala nie można było traktować zbyt poważnie. Potwierdziło się to na boisku, gdzie oglądaliśmy niezwykłą wymianę ciosów, padło dużo bramek i długo nie było jasne, do kogo trafi komplet "oczek". Pierwsza połowa to typowy schemat „gol za gol”. Soprano cztery razy wychodzili na prowadzenie i czterokrotnie je tracili. Można to dość łatwo wytłumaczyć – o ile bowiem jedni i drudzy mieli dużą łatwość w kreowaniu sobie okazji, o tyle gra w defensywie pozostawiała mnóstwo do życzenia. Dopiero na początku drugiej połowy Krzysiek Kulibski i spółka uzyskali dwa gole przewagi, a jednocześnie wprowadzili trochę więcej dyscypliny w swoich szeregach obronnych. Rywale cały czas mieli z tym problem. Często bywało tak, że po swoim ataku dawali oponentom bardzo łatwą okazję do kontry, bo pojęcie „powrotu do obrony” funkcjonowało rzadko albo wcale. Mimo to udało się zmniejszyć straty na 5:6, jednak to był ostatni moment, gdy zespoły były siebie tak blisko. Potem gracze Rodziny Soprano zaczęli punktować swoich przeciwników, regularnie pokonując Daniela Starosielskiego. Hetman co prawda nie próżnował, ale w pewnym momencie zaciął się z przodu i nie potrafił znaleźć pomysłu na dobrze spisującego się Aleksandra Grabowskiego. Wynik więc puchł i ostatecznie zatrzymał się przy stanie 9:6 dla Rodziny. Być może trzy gole przewagi to trochę zbyt dużo, bo Hetman był absolutnie równorzędnym rywalem, ale widać było braki w defensywie, bo gdyby na mecz dojechał np. Marcin Banasiak, to wyglądałoby to zupełnie inaczej. Mówi się trudno, trzeba o tym meczu zapomnieć i szybko wrócić na zwycięską ścieżkę. Co do triumfatorów, to w tym momencie doszlusowali do środka tabeli i na pewno liczą, że ta jedna wygrana przerodzi się w coś dłuższego. Bo jeśli tak jak do tej pory, będą przeplatać zwycięstwa porażkami, to o nic więcej niż miejsca 5-6 nie będą w stanie powalczyć.
Niepokonana jeszcze w tym sezonie ekipa ADP Wolskiej Ferajny szukała kolejnych punktów w meczu z Force Fusion FC. Goście z Woli musieli rozpocząć ten mecz jednego zawodnika mniej, ze względu na spóźnienie jednego z zawodnikow. Taki stan rzeczy nie pomógł jednak gospodarzom, którzy nie potrafili wykorzystać gry w przewadze. Gdy obie ekipy były już w komplecie, to ADP zaczynało zyskiwać przewagę, którą udało się udokumentować bramką Przemka Fudały. Gospodarze nie pozostawali dłużni i już po kilku minutach udało im się doprowadzić do wyrównania. Mecz toczył się głównie w środku pola, a gdy jakieś akcje się zdarzały, to były głównie autorstwa ADP Wolskiej Ferajny. Jeden z nich w końcówce pierwszej połowy przyniósł upragnioną bramkę gościom, dzięki której na zasłużony odpoczynek schodzili z jednobramkową przewagą. Druga połowa była znacznie bardziej otwarta, ataki przenosiły się z jednej strony na drugą i bramkarze co chwilę musieli wyciągać piłkę z siatki. Lepiej z tej wymiany ciosów wyszli gracze z Woli, których gra defensywna była na wyższym poziomie i stracili o dwie bramki mniej niż Force Fusion FC. ADP po tym meczu znalazło się na pozycji wicelidera i może coraz śmielej myśleć o najwyższym stopniu podium na koniec sezonu.
W spotkaniu Łazarskiego z GLK oglądaliśmy dwie odmienne połowy. W pierwszej mimo że gospodarze się starali, to nie potrafili poważniej zagrozić bramce Łukasza Trzpioły. Goście od początku dobrze operowali piłką od tyłu i dwaj dobrze wyszkoleni zawodnicy jak Sebastian Dominiak i Damian Sawicki próbowali kreować sytuacje kolegom z drużyny. Dobrze też grał Patryk Dominiak, który kilka razy urwał się po linii końcowej i swoimi dośrodkowaniami potrafił robić sporo zamieszania w obozie przeciwników. Tak zresztą padła pierwsza bramka, przy której asystował otwierając wynik meczu. GLK nie zatrzymywało się i jeszcze przed przerwą podwyższyło wynik. Sławek Farion skorzystał z sytuacji jaką stworzyli koledzy i do przerwy było 0:3. Po zmianie stron wydawało się, że goście będą kontrolować spotkanie i nic tu nadzwyczajnego się nie wydarzy. Gdy padła bramka na 0:4 obawialiśmy się, że gospodarze nie będą w stanie nic więcej zrobić. Jednak od tego momentu GLK chyba uwierzyło, że ma na koncie trzy punkty i totalnie oddało pole rywalom. Ci strzelili najpierw gola na 1:4 i poczuli że mogą powalczyć o odwrócenie losu meczu. Po chwili było już 2:4 i w ekipie gości wkradła się niepewność oraz złość, że tak łatwo przeciwnicy dochodzą do czystych pozycji. W końcówce udało się jeszcze zmniejszyć rozmiary porażki, ale na więcej nie było niestety czasu. Ostatecznie GLK wygrywa 3:4 z Łazarskim, ale druga połowa to sygnał, że jeszcze sporo w tej ekipie jest do poprawy. Gospodarze pokazali tym meczem że mają potencjał do gry i na pewno w tym sezonie jeszcze niejednokrotnie pokażą, na co ich stać.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)