Sezon 2025/2026
Relacje meczowe: 6 Liga
Zespół Perły WWA zmierza po awans, ale nie stawia wyników sportowych ponad zasady fair-play. W niedzielny poranek zaczęli mecz w osłabieniu, czekając na kilku kolegów. Nie prosili jednak, by ich rywale wyrównali liczbę zawodników, mimo, że ci byli skłonni tak postąpić. Szczęśliwie szybko obie drużyny mogły już wystawić po sześciu graczy na boisku i zaczęła się prawdziwa rywalizacja. Wyrównały się składy i wyrównana była gra. Najpierw w poprzeczkę uderzyli gospodarze, a chwilę później słupek obił FC Łazarski. Bezbramkowy remis utrzymywał się do 17 minuty, gdy do rzutu wolnego podszedł Oliwier Tetkowski, reprezentujący Perłę. Zawodnik warszawskiej ekipy posłał płaski strzał tuż przy słupku i otworzył wynik spotkania. Tym samym rozwiązał worek z bramkami, bo już 7 minut później było 3:1 dla gospodarzy. W ostatniej akcji przed przerwą Perła zdobyła również czwartą bramkę, a strzelcem okazał się Mateusz Socha. Co to był za gol! Jeden z kolegów z zespołu podciął piłkę, a Mateusz uderzył piętą z powietrza! W nowych butach strzelić takiego gola? Niesamowite! Do śmiechu nie było gościom, którzy w drugiej połowie próbowali odrobić straty. W 27 minucie zawodnik FC Łazarski strzelił równie efektownego gola, asystując samemu sobie. Kochonen uderzył w poprzeczkę, a zanim piłka spadła z powrotem na boisko, dobił ją do bramki. Nie spodobało się to gospodarzom, którzy definitywnie przejęli inicjatywę w dalszej części meczu. Pozostałe gole padały już tylko spod nóg piłkarzy Perły WWA, a spotkanie zakończyło się wynikiem 7:2.
Pierwszy mecz w sezonie zespołu A.D.S. Scorpion's napawał optymizmem, jednak w następnych kolejkach drużyna ta nie była w stanie ponownie zdobyć kompletu punktów. Ich przeciwnik, zespół Saskiej Kępy tylko raz schodził z boiska jako drużyna pokonana i dzięki temu plasuje się w tabeli tuż za podium. Dodatkowo ich rywal pojawił się tylko w sześcioosobowym składzie, co mogło być kluczowe dla losów spotkania. Początek zdecydowanie należał do napastnika gospodarzy - Bartka Filipka, który w pierwszych pięciu minutach dwukrotnie pokonał bramkarza rywali. Od tego momentu inicjatywę przejęli goście, którzy chwilę później zdobyli bramkę kontaktową. Szansę na podwyższenie prowadzenia mieli zawodnicy gospodarzy, jednak piłka po ich strzale trafiła w poprzeczkę. I jak się później okazało - był to ostatni pozytywny akcent w ich wykonaniu w tym spotkaniu. Od tego momentu na boisku istniała tylko drużyna rywali, która w ostatnich fragmentach pierwszej części meczu dwukrotnie pokonała golkipera przeciwników. Do przerwy mieliśmy zatem w protokole meczowym wynik 2:3. Początek drugiej części spotkania to sporadyczne ataki z obydwóch stron, jednak wynik pozostawał bez zmian. Kolejną bramkę zobaczyliśmy w 34 minucie i była autorstwa napastnika drużyny Saskiej Kępy - Damiana Ostrowskiego, który pięć minut później ponownie pokonał bramkarza Skorpionów. W ostatnich fragmentach meczu piłka jeszcze dwa razy trafiła do bramki drużyny gospodarzy i ostatecznie spotkanie zakończyło się wynikiem 7:2 dla Saskiej Kępy. Na uwagę zasługuje doskonała forma strzelecka wspomnianego wcześniej Damiana, który w tym spotkaniu zdobył cztery bramki. Drużyna A.D.S. Scorpion's grająca bez zmian nie była w stanie się przeciwstawić dobrze grającym rywalom i jej porażki nie stanowi wielkiego zaskoczenia.
Slavic Warszawa w starciu z FC Radler Świętokrzyski mimo przewagi na papierze, po dwóch ostatnich porażkach wcale nie mógł być pewny swego w starciu z rywalem. Jak było na boisku? Od pierwszych minut zacięty mecz z obydwu stron, sporo piłek kierowanych przez środek pola, często niepotrzebnie, ponieważ w tumulcie zawodników w tej strefie widzieliśmy straty. Pierwsze napór Slavic to trzy strzały w krótkim odstępie czasu. Dobrze w mecz wszedł bramkarz będący graczem z pola - Paweł Urban, który ładnie wybronił, a po chwili uratował go słupek. Radler mimo pojedynczych prób był zamknięty, kiedy to Juszczyński w połowie pierwszej odsłony strzelił premierową bramkę. Przed przerwą ciężar oddania strzału z rzutu wolnego na swoje barki przyjął Jacek Wojtala, zrywając pajęczynę i trafiając pięknym strzałem w okienko. Do przerwy remis 1-1. Po zmianie stron gospodarze ruszyli na zabój. Nie kalkulowali, szybko kreowali sobie wolne miejsce i celnymi podaniami rozbijali zasieki rywali. Już na początku mieli trzy 100 % sytuacje, ale bramka była jak zaczarowana. Kolejne minuty to istny popis duetu Wojtala - Beręsewicz, który znalazł receptę i grał w dziadka z obrońcami Radlera, którzy dwoili się i troili, ale wyraźnie mieli problemy w ustawieniu. Finalnie dwójka, którą wymieniliśmy miała bezpośredni wpływ na strzelenie aż sześciu bramek, które pozbawiły złudzeń, kto zakończy mecz zwycięstwem i zanotowanie kompletu punktów. Ostatecznie Slavic był o klasę lepszą drużyną przynajmniej w tym meczu i pewnie zwyciężył swoich rywali 7:1. Życzylibyśmy sobie, żeby tyle atrakcyjnych akcji było w każdym meczu naszych rozgrywek.
Popalone Styki desperacko potrzebowały punktów, aby móc myśleć o zakończeniu rundy poza strefą spadkową, jednak w starciu z ADP Wolską Ferajną nie mogli liczyć na łatwy łup, tym bardziej, że na to starcie ekipa Damiana Dobrowolskiego stawiła się tylko z jednym zmiennikiem. Na początku spotkania oglądaliśmy sporo odważnych ataków z obu stron i świetne interwencje, zarówno Kamila Jagiełło jak i Krzysztofa Grabowskiego, przez co wynik dość długo był 0:0. Po jednej z akcji ADP doszło to bardzo groźnej kontuzji, w której Daniel Guba został przypadkowo zahaczony przez obrońcę „Styków”, a na jego nodze pojawiło się bardzo duże i głębokie rozcięcie, w związku z czym było konieczne udzielenie pomocy medycznej, a jak się w konsekwencji okazało, wezwanie karetki. W tym miejscu musimy przekazać informację, iż po tym zdarzeniu popularny „Dida” podjął decyzję o zakończeniu piłkarskiej kariery i skupieniu się na zdrowiu oraz sztukach walki. Daniel w 88 spotkaniach w barwach ADP Wolskiej Ferajny zdobył aż 177 branek, zatem na pewno będzie go brakowało graczom z Woli. Życzymy szybkiego powrotu do zdrowia! Przełomowym punktem w kontekście wyniku okazała się jednak żółta karta dla bramkarza gospodarzy. Grający w przewadze goście wykorzystali ten fakt, a wynik, po pięknym strzale piętą, otworzył Mateusz Nejman. Gospodarze pozbierali się jednak jeszcze w pierwszej połowie, kiedy to po podaniu Damiana Dobrowolskiego piłkę do siatki skierował Antek Zieliński. Zmiana stron wyraźnie dała wiatr w żagle graczom Kamila Jagiełły, a szczególnie dobrze prezentował się Oskar Nieskórski. To on był autorem przechwytu, a także sprawnie przeprowadzonej indywidualnie kontry, po której goście wyszli na prowadzenie 1:2. Również Oskar wpisywał się na listę strzelców przy bramce na 1:3, kiedy to dobrym podaniem i wypuszczeniem do kontrataku popisał się Kamil Snopek. Była to bramka ustalająca wynik spotkania, a cenne trzy punkty były kluczowe dla ADP Wolskiej Ferajny, gdyż dzięki temu utrzymują kontakt ze ścisłą czołówką.
Rywalizacja FC Dzików z Lasu z Tornado Squad była ostatnim meczem rozgrywanym tego dnia na arenie AWF. Mimo późnej pory i niskiej temperatury na boisku aż wrzało od emocji, na szczęście tylko piłkarskich. Był to typowy mecz walki i nikt tutaj nogi nie odstawiał, ale po żółty kartonik sędzia sięgnął tylko raz. Dziki zaatakowały bardzo szybko i już w 2 minucie na prowadzenie wyprowadził swój zespół Szymon Bednarski. Po chwili było już 2:0, a przed utratą kolejnego gola gości uchronił słupek. W 14 minucie zrobiło się jeszcze ciekawiej, bo gola zanotował Bartek Stokowiec, a dwie minuty później Tornado dostało prezent w postaci rzutu karnego. Tym razem górą był golkiper Dzików Maciej Biliński. Sytuacja ta była pierwszym punktem zwrotnym w tym spotkaniu – gdyby goście wyrównali, spotkanie mogło się potoczyć w zupełnie innych warunkach. A tak w 18 minucie Szymon Bednarski wyskoczył do piłki razem z bramkarzem Tornado Sebastianem Szajkowskim i doszło do groźnego zderzenia, jednak wcześniej Szymon miał kontakt z piłką, która wtoczyła się do bramki. Sędzia nie dopatrzył się w tym zagraniu przewinienia i na tablicy widniał wynik 3:1. Goście mieli spore szanse na odrobienie tej straty, ale żółta kartka, którą obejrzał Marcin Kusak okazała się być drugim punktem zwrotnym tego spotkania. Grę w przewadze liczebnej Dziki z Lasu wykorzystały z zabójczą skutecznością i momentalnie zrobiło się 6:1. Sytuacja Tornado Squad zrobiła się delikatnie mówiąc fatalna, ale w drugiej połowie team Michała Nawrockiego bardzo szybko pokazał, że nie podda się do ostatniego gwizdka. W krótkim odstępie czasu goście wyprowadzili dwie groźne akcje, ale w obu przypadkach rewelacyjną czujnością wykazał się golkiper gospodarzy. W końcu udało się wymęczyć defensywę gospodarzy i gola trafił Tomek Wiśniewski, a w 36 minucie piłkę do siatki zapakował Arek Sajnog. Comeback Tornado był jak najbardziej możliwy, ale Dziki widząc, że wynik zaczyna im nieco uciekać uszczelnili grę w obronie i zaczęli wywierać nieco więcej presji na przeciwnikach. W efekcie nie dali już sobie strzelić gola, a kropkę nad i w ostatniej minucie meczu postawił Tymek Kuroczko i kompletując hat-tricka ustalił wynik na 7:3.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)