Sezon 2025/2026
Relacje meczowe: 6 Liga
Saska Kępa po tym jak przed tygodniem minimalnie przegrała swoje spotkanie chciała jak najszybciej zdobyć punkty. Jak spojrzymy na ostatnie sezony to dawno ekipa Korneliusza Troszczyńskiego nie zdobyła kompletu punktów i właśnie w drugiej kolejce ta zła passa została przerwana. Rywalem była drużyna Radlera Świętokrzyskiego, która w pierwszej kolejce po dość wyrównanym spotkaniu uporała się z teamem Łazarskiego. Goście niestety mieli spore problemy ze składem, co nie zwiastowało łatwej przeprawy. Tym bardziej, że gospodarze mieli solidne zestawienie z liderami drużyny Damianem Ostrowskim i Sebastianem Sitkiem na czele. Od początku to właśnie ten duet wziął na siebie ciężar gry i po niespełna 10 minutach gry było 3:0 dla Saskiej Kępy. Radler starał się bronić i kontratakować. Jednak przynajmniej w pierwszej fazie meczu ich próby były nieudane. Pierwszą bramkę zdobyli po okresie gry w przewadze, gdzie po zagraniu ręką żółty kartonik obejrzał Marcin Jaśkowiec. Przy stanie 3:1 goście mieli jeszcze swoje szanse, ale kapitalnie bronił bramkarz rywali. Przed przerwą Saska Kępa podwyższyła wynik po dwóch indywidualnych akcjach - Damian Ostrowski ustalił wynik do przerwy na 5:1. Po zmianie stron gospodarze powiększali swoją przewagę. Swoje gole zaliczył również kapitan Korneliusz Troszczyński. Przy bezpiecznym wyniku wkradło się lekkie rozluźnienie w ekipie z Pragi co wykorzystali goście zmniejszając rozmiary porażki. Ostatecznie Saska Kępa wygrywa zasłużenie 12:6 i być może będzie to przełom nie tylko w grze tego zespołu, ale wynikach w tym sezonie. Radler musi zadbać o lepszą frekwencję bo gdyby miał swój optymalny skład, to śmiało mógłby powalczyć o punkty w tym spotkaniu.
Fc Popalone Styki (gospodarz) kontra Tornado Squad (goście), takie spotkanie mogliśmy oglądać na Arenie AWF o godzinie 15:00. Był to mecz walki, mecz na styku i mecz pełen pasji do futbolu. Od początku widać było że jedna i druga ekipa nie odda pola za bezcen. Raz atakowała jedna ekipa, by za chwilę mogła zaatakować druga. Zawodnik Styków Kamil Paszek nie zamierzał siedzieć bezczynnie w tym spotkaniu i w 8 minucie zdobył pierwszą ze swoich trzech bramek. Warto nadmienić, że po przechwycie spojrzał gdzie znajduje się bramkarz gości i niewiele myśląc pięknym, technicznymstrzałem ze środka boiska pokonał bramkarza przeciwników. Mieliśmy więc 1-0 dla gospodarzy. To trafienie jednak w żaden sposób nie załamało drużyny Tornada, która dwie minuty później zdobyła bramkę kontaktową i mieliśmy 1-1. Styki jeszcze nie popalone ale mocno podpalone zdobyły w 20 minucie drugą bramkę. Oczywiście nie kto inny tylko Pan Piłkarz Kamil Paszek znowu pokonał bramkarza gości i strzelił na 2-1. Szybka odpowiedż na trafienie kapitana Styków znalazł jednak Tomek Wiśniewski i kiwnąwszy dwóch graczy gospodarzy trafił na 2-2. Mecz na tzw. styku trwał dalej, ładne dwójkowe akcje z obydwu stron, pojedynki jeden na jeden, walka o każdy centymetr boiska, tak to właśnie wyglądało przez cały czas. Tornado na dwie minuty przed końcem pierwszej połowy zdobyło bramkę na 3-2 i do szatni schodzili z takim właśnie prowadzeniem. Druga odsłona to ponownie dobra walka na całym placu, wymiana strzałów obu ekip oraz próby zaskoczenia bramkarzy (strzały z 20 metrów). W 28 minucie Kamil Paszek zdobywa bramkę na 3-3. Kapitan gospodarzy wykorzystał piłkę "niczyją" i wpakował ją do siatki. Tornado nie pozostawało dłużne i też mocno nacierało, ale bez pożądanego efektu. Natomiast gospodarze cierpliwie czekali na swoje okazje. Doczekali się dosyć szybko, bo już w 31 minucie Krzysztof Kądzioła po podaniu Kamila Paszka zdobył bramkę na 4-3. Mecz trwał, zrobił się meczem mocnej walki, obie ekipy zobaczyły po jednej żółtej kartce i w 49 minucie nawet jedna czerwoną. Kartka ta dała nadzieję na remis drużynie gości, lecz bramkarz Styków wykazał się dobrym instynktem i sparował strzał na aut. Mecz zakończył się więc wynikiem 4-3 dla Styków, ale Tornado na pewno nie ma czego się wstydzić. Mimo dwóch żółtych i jednej czerwonej kartki mecz ten był meczem walki, sportowej agresji i pięknych, intensywnych akcji z obydwu stron.
To spotkanie oprócz niesamowitych bramek przyniosło nam wiele emocji, które powodowały, że ciężko było oderwać wzrok od wydarzeń na boisku. Od pierwszych minut oba zespoły chciały postawić sobie wysoko poprzeczkę i w jak najszybszym czasie otworzyć wynik. Wymiana kierunku akcji była bardzo dynamiczna, przez co bramkarze obu drużyn mieli ręce pełne roboty. Wynik pozostawał bezbramkowy, aż do 9 minuty, kiedy Bartek Filip z przewrotki zdobył fenomenalną bramkę. Radość z prowadzenia gości nie trwała jednak długo, gdyż po dwóch minutach Konrad Adamczyk wycofał piłkę do Michała Makowskiego, który z zimną krwią umieścił futbolówkę w siatce. Gra z minuty na minutę zaostrzała się coraz bardziej. Żaden z zawodników nie zamierzał odstawiać nogi. Momentem grozy było zderzenie bramkarza gości z napastnikiem gospodarzy. W efekcie golkiper Skorpionów po kilku minutach w wyniku zawirowania w głowie, po nieprzemyślanym zagraniu umieścił piłkę we własnej siatce. Na domiar złego skrzydłowy Gości tuż przed przerwą obejrzał żółty kartonik osłabiając drużynę od pierwszych minut drugiej połowy. Od momentu wznowieniu gry Dziki zepchnęły lekko Skorpionów na ich połowę. Gospodarzom udało się podwyższyć prowadzenie na 3:1 w 34 minucie spotkania po mocnym strzale Konrada Adamczyka. Wszystko układało się po myśli Dzików. Na dodatek do 47 minuty mieli zapewnioną grę w przewadze po drugiej żółtej kartce dla Adama Ignatowskiego. Nie wykorzystali jej jednak, a Goście pokazali wolę walki do końcowego gwizdka i pełną determinację do odwrócenia losów spotkania. W przeciągu dwóch minut udało się im doprowadzić do wyrównania, co było niewiarygodnym osiągnięciem. Ostatecznie obie ekipy musiały zadowolić się podziałem punktów.
Wyrównany mecz, przynajmniej przez pierwsze 10 minut, obserwowaliśmy w starciu ADP z Łazarskim. Dużo było walki, żadna z drużyn nie odpuszczała i wydawało się, że do końca wynik będzie na styku. W 9 minucie za wślizg w polu karnym został podyktowany rzut karny dla ADP. Do piłki podszedł Adrian Dąbrowski, ale przestrzelił i wciąż mieliśmy 0:0, choć taki stan nie trwał długo, bo już minutę później wynik otworzył Daniel Guba. Na kolejnego gola czekaliśmy ponad 10 minut, aż po raz kolejny w tym spotkaniu sędzia wskazał na wapno. Znów rzut karny został podyktowany dla ADP, ale tym razem został pewnie wykorzystany przez Oskara Nieskórskiego. Na dwie minuty przed końcem na 3:0 podwyższył Daniel Guba i na odpoczynek zespoły schodziły przy takim wyniku. W samej końcówce pierwszej połowy żółtą kartkę zobaczył Mateusz Nejman i drugą część ADP musiało rozpocząć jeszcze w osłabieniu. Po części wykorzystali to zawodnicy Łazarskiego, bo w 28 minucie gola zdobył Atahan Subutay, ale jak się potem okazało, było to jedyne trafienie gości w całym meczu. Jeszcze przy stanie 4:1 dla ADP Łazarski miał kilka świetnych okazji, ale ewidentnie tego dnia brakowało wykończenia. Nieco lepiej nastawione celowniki mieli zawodnicy Ferajny, którzy konsekwentnie punktowali swoich rywali zdobywając kolejne gole. W końcówce Łazarski zaczął też popełniać niepotrzebne błędy w obronie, które wykorzystywali rywale. Gdy między 35, a 37 minutą APD zdobyło 3 bramki i odjechało z wynikiem na 7:1 wiadomo było, że tego zwycięstwa już nie wypuszczą. Łazarski miał swoje sytuacje, ale dobrze bronił Kamil Jagiełło. Po kolejnych dwóch trafieniach w końcówce ostateczny wynik brzmiał 9:1. Łazarski nie zasłużył co prawda na tak wysoką porażkę, bo powinien wykorzystać więcej swoich okazji, ale zwycięstwo ADP nie podlegało tutaj dyskusji.
Sezon dla zawodników Slavic Warszawa nie rozpoczął się na pewno po ich myśli, ponieważ swoje spotkanie zakończyli bez zdobyczy punktowej. Zespół Perły WWA znacznie lepiej wspomina inauguracyjną kolejkę, albowiem bo bardzo zaciętym spotkaniu zainkasowali komplet punktów. Początek meczu obydwie drużyny zaczęły bardzo spokojnie, od badania siły rażenia swoich rywali. Świetnie w mecz weszli obydwaj golkiperzy, których interwencje były spokojne i skuteczne. Pomimo kilku dobrych sytuacji bramkowych pierwszy kwadrans nie przyniósł zmiany rezultatu. Końcowe fragmenty pierwszej połowy spotkania zdecydowanie należały do zawodników gości, którzy wykorzystali dwa błędy w obronie swoich rywali i objęli dwubramkowe prowadzenie. W ostatnich minutach drużyna gospodarzy starała się zmniejszyć rozmiar strat, ale pewne interwencje bramkarza Jakuba Czajki sprawiły, że do przerwy wynik nie uległ już zmianie. Druga połowa rozpoczęła się od mocnego uderzenia zawodników Slavic, którzy już w pierwszej akcji zdołali zdobyć bramkę kontaktową. Po kilku minutach w protokole meczowym widniał już wynik remisowy. Stracone prowadzenie wyraźnie podrażniło zespół gości - już po chwili skutecznie odpowiedzieli swoim rywalom. Kolejne minuty to akcje z obydwu stron, jednak wynik nie ulegał zmianie. W ostatnich minutach gospodarze postawili wszystko na jedną kartę. Niestety dla nich w ostatnich fragmentach spotkania rywale wyprowadzili skuteczną akcję, która ustaliła wynik spotkania na 2:4 dla zespołu gości. Drużyna Slavic Warszawa ponosi już drugą porażkę w tym sezonie i znajduje się w strefie spadkowej. Zespół Perły WWA zanotował drugie zwycięstwo i jako jedyna drużyna na tym poziomie rozgrywkowym nie stracił jeszcze żadnego punktu.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)