Sezon Lato 2025
Relacje meczowe: 6 Liga
Dotychczas niepokonana ekipa Nagel podejmowała na boiskach AWF graczy FC Legion UA. No i Udowodnili, że nie bez powodu mają komplet punktów. Lider otworzył worek z bramkami za sprawą Maksimo Stesiuka. Chwilę później dołożył on kolejne trafienie, podwyższając prowadzenie swojej drużyny. Długo nie czekaliśmy na kolejnego gola - Oleksandr Teslenko przypieczętował przewagę faworytów. Gracze gości mimo nieciekawego początku nie zamierzali oddać punktów za darmo, co udowodnił Vlad Seniuk, wpisując się na listę strzelców. Druga połowa rozwiała jednak wszelkie wątpliwości co do tego, kto zakończy mecz z kompletem punktów. W żadnym etapie meczu wynik nie był zagrożony, liderzy kontrolowali to spotkanie, od pierwszego do końcowego gwizdka. Gospodarze byli lepsi, konkretniejsi w swoich poczynaniach, jak również mieli Maksymo Stesiuka. Ten Pan zagrał taki mecz, że czapki z głów! Wystarczy spojrzeć na statystyki - 5 goli (na 8 całego zespołu), ponadto swoim niesamowitym dryblingiem regularnie wymykał się swoim rywalom i był po prostu nieuchwytny. Tym samym Nagel wciąż jest niepokonany i ma na ten moment 12 punktów, zaś ekipa FC Legion UA notuje trzecią porażkę z rzędu.
W spotkaniu 6 ligi spotkały się dwie niepokonane dotąd ekipy - Sokil podejmował FC Patriot. Mecz już od pierwszych minut wskazywał, że będzie to bardzo wyrównane i zacięte widowisko. W pierwszej odsłonie widać było wiele taktycznej gry oraz pojedynków w obronie zarówno pod jedną, jak i pod drugą bramką. Niestety zabrakło tego najważniejszego na co czekają kibice, czyli bramek. Wynik 0-0 zapowiadał wiele emocji i dramaturgii, ponieważ żadna z ekip nie chciała zremisować tego spotkania. W drugiej połowie strzelanie rozpoczął Zakharii Mor, który płaskim strzałem pokonał bezradnego bramkarza. Gospodarze poszli za ciosem i chwilę potem było już 2-0. Drugą bramkę w tym meczu ponownie zdobył Mor, pewnie wykorzystując rzut karny. Te okoliczności wstrząsnęły FC Patriot, ale pozytywnie. Goście zaczęli grać bardziej odważnie i częściej zagrażali bramce gospodarzy. Wydawało się, że bramka jest kwestią czasu. Nasze przewidywania faktycznie się sprawdziły, bo już po kilku minutach na tablicy wyników mieliśmy 2-1. Zdobyta bramka jeszcze bardziej uskrzydliła gości, bo w 41 minucie Volodymyr Pedosiuk doprowadził do remisu. Spotkanie rozpoczynało się na nowo i z każdą kolejną minutą nabierało coraz więcej rumieńców. Przewagę w tej fazie mieli goście, którzy udokumentowali to bramką na 2-3. Spotkanie zbliżało się do końca a przegrywający coraz mocniej ryzykowali, otwierali się i z każdą kolejną akcją wolniej wracali do obrony. Ofensywne zapędy ekipy Sokil przyniosły pozytywne efekty. Najpierw wyrównanie, a po chwili gospodarze wyszli na prowadzenie 4-3. Kiedy do końca spotkania zostały już tylko sekundy FC Patriot przeprowadził rozpaczliwą akcję, w której uczestniczyła niemal cała drużyna. W konsekwencji czego podanie Anatolija Ursu wykorzystał Maksim Abramau i doprowadził do wyrównania 4-4. Chwilę później sędzia zakończył pojedynek i trzeba przyznać, że szczególnie druga trzymała w napięciu do ostatnich sekund. Spotkanie mogło się podobać wszystkim kibicom zgromadzonym na arenie AWF. Końcowy rezultat nikogo jednak nie zadowalał, zwłaszcza że obydwa zespoły mają mistrzowskie aspiracje. Szansa na podreperowanie zdobyczy punktowej już w najbliższy weekend.
Czy przypadkiem ktoś nie pomylił się, wstawiając wynik? Pewnie taka była pierwsza myśl co po niektórych, gdy weryfikowali rezultat meczu 6.ligi. Ale nie – to nie pomyłka, Warsaw Pistons naprawdę wygrali z Elekcyjna FC 13:3! I od razu też napiszmy, że to nie jest tak, że rywale przyjechali w zdziesiątkowanym składzie. Owszem, mieli kilka braków, nie było np. nominalnego bramkarza, ale mimo wszystko absolutnie nic nie wskazywało na to, że to może się tutaj tak zakończyć. Co więcej – nawet gdy na początku spotkania podopieczni Gustawa Kowalskiego zdobyli kilka bramek, to wydawało nam się, że zaraz wszystko się posypie. Nie przyjmowaliśmy bowiem do wiadomości, że zespół, który do tego momentu dostawał tak solidne lania, może zagrać dobrze na dystansie całego spotkania. Ale mecz trwał, a na placu gry wciąż dominowali Pistonsi. Po pierwszej połowie prowadzili już 6:0 i chyba wtedy zaczynało do nas docierać, że na come back ze strony teoretycznych faworytów nie ma co liczyć. Elekcyjna też w to nie wierzyła. Chłopaki popełniali mnóstwo prostych błędów, niewiele im wychodziło i w pewnym momencie przegrywali nawet 1:10. Trzeba tutaj jednak wspomnieć, że Warsaw Pistons mieli w tym meczu bramkarza z prawdziwego zdarzenia, bo debiutujący w ich barwach Kacper Romanowski „robił robotę” i przyczynił się do tego, że napastnicy przeciwnika często się frustrowali. Należy jednak pochwalić absolutnie wszystkich graczy zwycięskiej ekipy, która jak się okazało – potrafi grać w piłkę. Mamy nadzieję, że to nie był „wypadek przy pracy” i teraz w takiej dyspozycji będziemy ich widzieli w każdym kolejnym meczu. Bo tak grając mogą jeszcze pokrzyżować szyki niejednemu przeciwnikowi. Co do Elekcyjnej, to o tym spotkaniu trzeba jak najszybciej zapomnieć. Nic się tutaj nie zgadzało, ale Adrian Kanigowski nawet nie miał siły być zły na swoich kolegów. Jakby uznał, że widocznie taki mecz też się musi przydarzyć. Chociaż kto by pomyślał, że trafi się on właśnie z Warsaw Pistons…







)
)
)
)
)
)
)
)