Sezon Lato 2025
Relacje meczowe: 6 Liga
Jako jedne z pierwszych w niedzielne popołudnie na naszych boiskach zameldowały się drużyny FC Patriot i Warsaw Pistons. Oba zespoły stawiły się w szerokiej kadrze meczowej. Był to jedyny wspólny mianownik. Goście emanowali wesołym samopoczuciem i podejściem wspólnej zabawy. Gospodarze natomiast byli skupieni i poważni, co w efekcie przełożyło się na wydarzenia toczące się za linią zmian. FC Patriot od samego początku prezentował się lepiej i swoją drogę do zwycięstwa otworzył już w 4 minucie, a kolejne bramki padały dość regularnie. Kiedy na zegarze pokazała się 18 minuta meczu, a wynik był 4-0 Igor Borkowski odebrał piłkę w środkowej strefie boiska, aby w polu karnym podać ją do Roberta Góreckiego, który zdołał umieścić ją w siatce. Strata bramki jakby trochę pobudziła Patriotów, którzy z jeszcze większą aktywnością zaczęli dominować spotkanie. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 6-1 i nic nie zapowiadało, aby losy meczu mogły się odwrócić. Kiedy po chwili przerwy zawodnicy powrócili na boisko, a sędzia wznowił zawody gospodarze przystąpili do ostrzeliwania bramki Filipa Reńca, który starał się jak najrzadziej wyjmować piłkę z siatki. Goście mieli kilka sytuacji na zdobycie drugiego gola, lecz ich licznik zatrzymał się na bramce z pierwszej połowy i musieli uznać wyższość swojego rywala, przegrywając różnicą 13 bramek. Taki wynik sprawił, że drużyny znalazły się na przeciwnych biegunach tabeli z najwyższym i najniższym bilansem bramkowym.
Patrząc na wyniki z poprzedniej kolejki spodziewaliśmy się wyrównanej rywalizacji, szczególnie że FC Legion UA praktycznie zdeklasował Warsaw Pistons, jednak nasze przewidywania zostały bardzo szybko zweryfikowane. Już w 1 minucie meczu Sokil wyszedł na prowadzenie po golu Mykhailo Heivycha, a chwilę później mogło być nawet 2:0, ale rzut karny w wykonaniu Viacheslava Tkachuka skończył się obiciem słupka. Choć inicjatywę miała ekipa gospodarzy, to dwa potknięcia niemal odwróciły losy spotkania. W 9 minucie gola wyrównującego zdobył Valentyn Hordichuk, a minutę później swój zespół musiał ratować kapitan, który wybił piłkę praktycznie z linii bramkowej. Goście nie wykorzystali chwilowej przewagi i w końcówce pierwszej połowy srogo się to zemściło – w 21 minucie na 2:1 trafił Zakharii Mor, a w ostatniej akcji gola do szatni zapakował Valerii Koval i Sokil schodził na przerwę z bezpiecznym prowadzeniem 3:1. W drugiej połowie gra w wykonaniu obu ekip wyglądała bardzo chaotycznie i brakowało klarownych sytuacji strzeleckich, a walka skupiała się na środku boiska. Mając przewagę bramkową gospodarze praktycznie kontrolowali dalszy przebieg spotkania i dość spokojnie dowieźli wynik do ostatniego gwizdka. W samej końcówce kropkę nad i postawił Zakharii Mor i Sokil zgarnął trzy punkty wygrywając pewnie 4:1.
Jako jedne z ostatnich w 6 lidze mierzyły się zespoły Nagel i Vikersonn II. Po zeszłotygodniowym minimalnym zwycięstwie to gospodarze byli w lepszej sytuacji i zdawali się lekkim faworytem. Pierwsza połowa od pierwszych minut była bardzo wyrównana i każda z drużyn zasługiwała na zdobycie gola. Ten padł w 8 minucie po strzale z rzutu karnego a jego autorem był będący w dobrej formie Maksimo Stesiuk. Wyrównana gra toczyła się w najlepsze a piłka, co i rusz była pod przeciwną bramką. Pięć minut przed końcem pierwszej połowy po silnym strzale interweniujący obrońca Vikersonn umieścił piłkę w bramce, lecz na jego nieszczęście - własnej. Chwilę zwątpienia w szeregach gości wykorzystali zawodnicy Nagela, ustalając wynik do przerwy na 3:0. Taki wynik oraz styl gry, dawały mimo wszystko nadzieję na odmienienie losów tego meczu przez gości. Gospodarze jednak wyszli na drugą odsłonę zdeterminowani wolą zwycięstwa i zaczęli przeważać. Dwie szybko zdobyte bramki mocno osłabiło morale Vikersonn. Goście dopiero w 36 minucie po wielu staraniach zdobyli swojego pierwszego gola. Strata bramki rozsierdziła Nagel, który szybko odpowiedział kolejnymi trafieniami. Mecz zakończył się zwycięstwem 9:2 dla ekipy Radka Przybylskiego, którzy są jedną z trzech drużyn z pełną pulą punktów. Goście przez porażkę spadli na przedostatnią pozycję w lidze i jeżeli myślą o opuszczeniu strefy spadkowej, muszą popracować nad grą w obronie, aby nie tracić tylu bramek co w ostatnich tygodniach.
Dla Elekcyjnej i FC Pers Liga Letnia nie zaczęła się najlepiej, bo obydwie ekipy wystartowały od porażek. Bardziej bolesna była ta w wykonaniu Persów, bo mimo iż prowadzili do przerwy 3:0 z Nagelem, to przegrali 3:4. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że ich kolejny mecz będzie równie szalony jak poprzedni. W pierwszej połowie więcej z gry mieli właśnie podopieczni Matiego Musoeva, ale co z tego, skoro to rywale zdobywali gole, a konkretnie Eryk Gumowski. W końcu jednak przegrywający zaczęli trafiać do siatki i ze stanu 0:2, wyszli na 3:2. Końcówka premierowej odsłony należała jednak do Elekcyjnej. Najpierw pięknego gola na 3:3 zanotował Adrian Kanigowski, a następnie kontrę wyprowadzoną przez Michała Wierzchonia wykończył Eryk Gumowski. Wynik 4:3 nie do końca odzwierciedlał nam obraz gry, ale jeśli ktoś miał wątpliwości, dotyczące słuszności prowadzenia Elekcyjnej, to na początku drugiej połowy zostały one rozwiane. Prowadzący bardzo szybko podwyższyli stan posiadania i ich przewaga wynosiła nawet cztery gole! I kto wie, czy nie za szybko pomyśleli, że to starcie samo się dogra. Rywale zaczęli ich bowiem gonić i tak trochę niepostrzeżenie, zaczęło się tutaj robić ciekawie. W wielu sytuacjach Elekcyjni sami się jednak prosili o kłopoty, bo bardzo niechlujnie rozgrywali piłkę, tracili ją a rywale to wykorzystywali. W końcu do remisu 7:7 doprowadził Mati Musoev, ale to był tak naprawdę dopiero początek emocji. W końcu obudzili się bowiem gracze Adriana Kanigowskiego i postrzale w dalszy róg Eryka Gumowskiego odzyskali bramkowy bufor. Długo się jednak z tego nie cieszyli, bo swojego kolejnego gola dla FC Pers zanotował Sharifjon Obidov, a ponieważ było już blisko finałowego gwizdka, to myśleliśmy, że więcej bramek nie zobaczymy. Remis byłby zresztą sprawiedliwy. Elekcyjni mieli jednak inne plany. Bramkarz tej ekipy Rafał Szymański popisał się bardzo dalekim wykopem, a Michał Wierzchoń perfekcyjnie strącił piłkę głową i pokonał golkipera oponentów. 9:8! Persowie rzucili się w jeszcze jedną pogoń, mieli nawet słupek po strzale Sharifjona Obidova, ale w końcowym rozrachunku musieli się pogodzić z porażką. To drugi kolejny mecz, gdzie nie są słabsi, a jednak przegrywają różnicą jednego gola. To musi boleć. Z kolei Elekcyjna FC notuje pierwszą wygraną w sezonie i po tym co tutaj zaprezentowała jest nadzieja, że to nie będą jedyne punkty, jakie zgarnie w tej edycji.







)
)
)
)
)
)
)
)