reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
08:00

Dla obu zespołów było to istotne spotkanie, bo te drużyny jeszcze nie przegrały, a w dodatku na początku sezonu prezentowały się bardzo dobrze. Pierwsze minuty były mocno wyrównane, nikt nie rzucił się do ataku, bardziej chcąc wybadać na co tak naprawdę stać przeciwnika. Z minuty na minutę coraz śmielej zaczęli sobie poczynać gospodarze, oddając coraz chętniej strzały na bramkę. Najpierw próbowali z dystansu, ale otwarcie wyniku przyszło po zespołowej akcji. Na tę pierwszą bramkę musieliśmy czekać do 11 minuty. Sebastian Dominiak świetnym przerzutem uruchomił Damiana Sawickiego, a ten wyłożył piłkę Maciejowi Wiśniewskiemu i mieliśmy 1:0 dla GLK. Druga bramka? Niemal identyczna akcja. Damian Sawicki wygrał pojedynek na lewym skrzydle, zagrał do środka do Sławka Fariona i ten niemal z tego samego miejsca, co chwilę wcześniej kolega z zespołu, trafił do siatki. Dwie minuty później mieliśmy już 3:0 – tym razem Damian Sawicki skompletował hat-trick asyst podaniem niemal przez pół boiska do Macieja Wiśniewskiego, który świetnie urwał się obrońcy. Czy to oznaczało, że jest już po meczu i zaraz zobaczymy prawdziwą kanonadę GLK? Nic bardziej mylnego, bo te trzy bramki były niczym kubeł zimnej wody dla gości. W 17 minucie zatrzymali groźną kontrę rywala, mocno popracował z przodu Radosław Przybylski wygrywając walkę o piłkę z rywalem i wyłożył futbolówkę jak na tacy Dominikowi Węgrzynowiczowi. Natomiast na parę minut przed przerwą Tomasz Rębiewski kapitalnym strzałem z dystansu zdobył bramkę kontaktową. Jeszcze w pierwszej części niepotrzebną żółtą kartkę za wślizg poza polem karnym zarobił bramkarz Nagela, ale gościom udało się wytrwać w osłabieniu bez straty gola. Zamiast więc spokojnego prowadzenia przez gospodarzy, mecz zaczął się na nowo. W drugiej części obie ekipy szukały drogi do bramki rywala, ale długo bezowocnie – choć powinniśmy obejrzeć kilka goli, jednak albo brakowało nieco precyzji, albo bramkarzy ratowały słupki czy poprzeczki. W końcu na około 13 minut przed końcem do wyrównania doprowadził Maksimo Stesiuk, lecz dwie minuty później znów na prowadzenie (4:3) wyszli zawodnicy GLK, po golu Damiana Sawickiego. Do końcowego gwizdka wynik się nie zmienił i komplet punktów wylądował u gospodarzy. Trzeba jednak oddać, że Nagel był do tej pory najtrudniejszym rywalem GLK i z całą pewnością goście jeszcze niejeden mecz w tej rundzie zapiszą na swoje konto.

2
09:00
( 3 : 0 )
5 : 3
Raport

Force Fusion FC nieposiadające choćby jednego punktu grało przeciwko Rodzinie Soprano, która tydzień temu wygrała swoje ligowe spotkanie. Pierwsza połowa rozpoczęła się od przewagi gości, którzy lepiej spisywali się na boisku i częściej kreowali akcje ofensywne. Ich wysiłki skutecznie zatrzymywał jednak Volodymyr Antoshka, nie pozwalając znaleźć drogi do strzeżonej przez niego świątyni. Mimo przewagi gospodarzy to zawodnicy Force Fusion jako pierwsi w 6 minucie wyszli na prowadzenie, wykorzystując błąd w szeregach swojego boiskowego rywala. Dwie minuty później sytuacja się powtórzyła i gospodarze byli zmuszeni do jeszcze aktywniejszej gry w obronie, aby nie stracić ciężko zdobytego prowadzenia. Kiedy do końca pierwszej części meczu pozostało pięć minut, samobójcze trafienie zawodnika gości ustaliło wynik do przerwy. Druga część odsłony tego spotkania była już bardziej wyrówna. Oba zespoły naprzemiennie wymieniały się możliwością zdobycia gola. Rodzina Soprano dopiero w tej części meczu znalazła metodę na skierowanie piłki za plecy drugiego bramkarza Force Fusion – Petro Dmytryshyna, którego pokonali łącznie trzy razy. Okazało się to niewystarczające do sięgnięcia po zwycięstwo, gdyż w międzyczasie rywale dwukrotnie pokonywali Aleksandra Grabowskiego. Dzięki pierwszej wygranej w tej rundzie Force Fusion opuścił strefę spadkową i dzięki bezpośredniemu wynikowi wyprzedza z taką samą liczbą punktów Rodzinę Soprano.

3
10:00

Hetman to ekipa, która ma w składzie zawodników posiadających spore doświadczenie w grze w Lidze Fanów. To z pewnością stawia ich w gronie faworytów do końcowego sukcesu w tym sezonie. Mistrzowie Chaosu jak na razie nie zdobyli jeszcze punktu, ale z nadziejami na walkę i dobry wynik podeszli do niedzielnego pojedynku. Początek jednak szybko pokazał kto ma więcej piłkarskich argumentów. Gospodarze po kilku minutach prowadzili już 2:0 i nie mieli zamiaru się zatrzymywać. Goście po pierwszych nerwowych minutach, gdzie mieli problemy z wyjściem spod własnej bramki zaczęli lepiej funkcjonować i stworzyli sobie kilka sytuacji. Niestety nieskuteczność powodowała, że wynik nadal był niekorzystny. Hetman podwyższył prowadzenie po strzale Grzegorza Himkowskiego w samo okienko bramki przeciwników i mieliśmy już 3:0. Taki rezultat widniał na tablicy wyników po 25 minutach rywalizacji. Po zmianie stron goście nadal starali się wrócić do meczu. Po jednej z akcji i faulu w środku pola sędzia podyktował rzut wolny dla Mistrzów Chaosu. Piotr Wójtowicz huknął jak z armaty i bramkarz gospodarzy był bez szans. Hetman szybko odpowiedział i przy stanie 4:1 poczuł chyba zbyt duży komfort. Rywale tymczasem od tego momentu strzelili dwa gole i zrobiło się 4:3. Jednak końcówka nie pozostawiła złudzeń. Gospodarze podkręcili tempo i wykorzystali wszystkie błędy w obronie rywali. Szczególnie Arkadiusz Kibler robił sporo zamieszania i po jego asystach koledzy strzelali bramki. Mecz zakończył się wynikiem 8:4. Hetman widać że jest w formie i będzie walczyć o medale w tym sezonie. Mistrzowie Chaosu zagrali ambitnie i w naszej ocenie jeszcze nie raz w tej rundzie zdobędą ligowe punkty.

4
11:00

Minionej niedzieli na obiektach warszawskiego AWF-u mieliśmy okazję obserwować spotkanie pomiędzy liderującą Varsovią a czerwoną latarnią ligi, FC Łazarskim. Dysproporcje w poziomie i organizacji gry, na papierze wydawały się być zatrważające. Na szczęście początek spotkania, które zapowiadało się być jednostronne, zaskoczył obserwatorów. Jokhongir Khairullaev już w pierwszych minutach posłał piłkę do siatki rywali z ogromną siłą, wprost z rzutu wolnego. Sztuka pokonania bramkarza rywali, Bartka Gebhardta udała mu się ponownie, kiedy to po kapitalnym podaniu Zhasulana Khamantaia, wyprowadził swój zespół na dwubramkowe prowadzenie. Od tego momentu rozpoczęła się istna dominacja polskiej drużyny. Czołowymi postaciami w tej fantastycznej remontadzie byli Karol Mroczkowski oraz Kamil Łukasik. Ten pierwszy zdobył pięć bramek notując przy tym dwie asysty. Drugi z wcześniej wymienionych graczy pokonał golkipera rywali dwukrotnie, zdobywając taką samą liczbę asyst. Dzięki tak fenomenalnej postawie Varsovia zwyciężyła w finalnym rozrachunku 11:5, zachowując tym samym pozycję lidera dziewiątej ligi. Przed nimi starcie z Elitarnymi Gocław, w którym po raz kolejny wystąpią w roli wyraźnych faworytów. Goście natomiast podejmą drugie GLK. W tym starciu, niestety dla Łazarskiego, kolejny przeciwnik będzie w uprzywilejowanej pozycji. Jednakże, jak powszechnie wiadomo, nadzieja umiera ostatnia, a reprezentantów prywatnej uczelni zdecydowanie stać na to, by podjąć rękawicę i odbić się od ligowego dna.

5
12:00

ADP Wolska Ferajna wróciła w 3.kolejce do domu. Dwa pierwsze spotkania ekipa Kamila Jagiełło rozegrała na AWFie i przywiozła stamtąd 4 punkty na 6 możliwych. Teraz, w niemal domowym starciu z Elitarnymi Gocław była minimalnym faworytem i zamierzała przedłużyć swoją serię meczów bez porażki. Czy Elitarnych stać było na to, by im zagrozić? Biorąc pod uwagę aspekt czysto piłkarski, to tutaj przewaga było po stronie ADP. To jednak żadne zaskoczenie, biorąc pod uwagę chociażby różnicę wieku, gdzie po stronie Elitarnych mamy dużo doświadczonych graczy, a po drugiej stronie boiska młodych, wybieganych chłopaków. Ale długimi fragmentami tej różnicy wcale nie było widać. Początek należał co prawda do Wolskiej Ferajny, która objęła prowadzenie, ale Elitarni już wtedy potrafili groźnie się odgryzać i było jasne, że są w stanie pokrzyżować szyki oponentom. Tym bardziej, że zapał rywali zaczął gasnąć. Nominalni gospodarze zgubili swój rytm, co skutecznie wykorzystali przeciwnicy, najpierw doprowadzając do wyrównania, a potem zdobywając kolejne gole. Po 25 minutach gry mieliśmy 3:1 dla przybyszów z Gocławia, a gdy na samym starcie finałowej odsłony zrobiło się 4:1, to zaczęliśmy się zastanawiać, czy aby przypadkiem nie jesteśmy świadkami premierowej porażki ADP w sezonie. Jednak w piłce 6-osobowej sytuacja potrafi zmienić się diametralnie w każdej chwili. Tak było również w tym przypadku. Faworyci wreszcie zaczęli grać tak, jak powinni od samego początku, zaczęli naciskać na swoich rywali i błyskawicznie przyszły tego efekty. Dosłownie w 3-4 minuty gracze ADP zainkasowali cztery trafienia z rzędu i z prowadzenia Elitarnych nic nie zostało. Bracia Głęboccy i spółka byli w szoku, trudno im było zrozumieć co się stało, a na domiar złego nie wykorzystali 100% okazji na 5:5, gdy po podaniu Dariusza Gutkowskiego do pustej bramki nie trafił Yuriy Trush. To się zemściło, bo lada moment zrobiło się 6:4, a reszta to już historia. Wolska Ferajna zaczęła regularnie pokonywać Grzegorza Bednorza (zmienił w trakcie drugiej połowy Marcina Głębockiego) a końcowy wynik to 10:4. I chyba nikogo nie zdziwimy stwierdzeniem, że takiego finału się tutaj nie spodziewaliśmy – zwłaszcza, gdybyśmy mieli go przewidzieć na początku drugiej połowy. Brawa dla triumfatorów, że potrafili wziąć się w garść. Jeszcze kilka miesięcy temu taki mecz pewnie by przegrali, szukając wokół siebie winnych. Ale tutaj było inaczej, a dobrym przykładem tego była postawa Mateusza Nejmana. Często pierwszego, który dał się ponosić emocjom, jednak tutaj „Nejmi” był skoncentrowany na grze, co przełożyło się na kolejny tytuł MVP od kapitana rywali. I to się ceni. Co zaś tyczy się Elitarnych, to kolokwialnie mówiąc „zabiły” ich bramki, jakie stracili przy stanie 4:1. Nastąpiła pewna blokada, która trzymała ich praktycznie do końca spotkania, aczkolwiek z przebiegu meczu na tak wysoką porażkę na pewno nie zasłużyli. W kontekście punktów nie ma to jednak żadnego znaczenia.

Reklama