Sezon Lato 2025
Relacje meczowe: 7 Liga
Spotkanie rozegrane pomiędzy ekipami KS Iglica Warszawa a FC Alliance było bardzo ciekawym meczem pod kątem sportowym, jednak nie zabrakło też dwóch czerwonych kartek. Obie ekipy przystąpiły do tego meczu bardzo mocno zmobilizowane, chociaż trzecia ekipa 7 ligi FC Alliance grała w tym meczu bez zmian. Pierwsi na prowadzenie wyszli zawodnicy gospodarzy. W 7 minucie Krystian Szydłowski bez problemu wykończył ładne podanie Macieja Dąbrowskiego i mieliśmy na zegarze 1-0. 5 minut później Iglica ponownie zdobyła bramkę i prowadziła już 2-0. Gospodarze będąc w tym momencie ekipą która przeważa, niestety zarobili też czerwoną kartkę. Zostali więc na placu gry w 5 i goście bardzo chcieli to wykorzystać. Atakowali, kombinowali i tak mocno chcieli osiągnąć swój cel, że również obejrzeli asa kier. Sytuacja wyglądała więc tak, że obie ekipy grały 5 na 5 i to drużyna Alliance wyszła na tym lepiej. Najpierw po samotnym rajdzie Davron Saydimakhmudov bez problemu pokonał bramkarza gospodarzy a chwilę później tego samego dokonał Volodymyr Pits. Goście mocno rozpędzeni zaczęli fizycznie naciskać przeciwnika, za co zostali ukarani żółtą kartką i pierwszą połowę kończyli w czterech. Nie zmieniło to jednak wyniku tej odsłony, która zakończyła się ona remisem 2-2. W drugiej połowie gospodarze zmienili bramkarza, na którego miejsce wszedł zawodnik z pola. MVP swojej drużyny Michał Wszeborowski bardzo ładnie bronił na linii jak i na przedpolu. Niesieni na fali dobrych parad bramkarskich swojego golkipera, zawodnicy gospodarzy zdobyli dwie bramki i bez problemu prowadzili 4-2. Chcąc zapewne uspokoić już grę, powoli konstruowali swoje akcje, jednak Alliance to drużyna doświadczona i mająca w swoich szeregach naprawdę dobrych piłkarzy. Zastosowany pressing na ekipie gospodarzy szybko zaczął przynosić wymierny efekt w postaci zdobywanych bramek. Najpierw w 45 minucie Volodymyr Pits pewnie pokonał bramkarza Iglicy. Ładnym, plasowanym strzałem zdobył bramkę kontaktowa na 3-4. Obie ekipy grały twardo i fizycznie, czas nieubłagalnie płynął i arbiter miał za chwilę kończyć to spotkanie. Jednak goście cisnęli do końca i w 49 minucie zdobyli bramkę dającą im remis w tym meczu. Danylo Saltowskyi przechwycił piłkę na środku boiska, kiwnął dwóch rywali i zdobył bramkę na 4-4. Chwilę później sędzia oznajmił koniec tej potyczki. Szkoda tych dwóch czerwonych kartek, no ale jak się walczy fizycznie to takie sytuacje niestety mają miejsce. Dobrze ze żadnemu z zawodników nie stała się większa krzywda, ale dbajmy proszę Panie i Panowie o swoje zdrowie, bo to jest najważniejsze Piłka nożna to tylko dodatek.
Spotkanie dwóch niezwykle mocnych drużyn w 7. Lidze. Lider czyli Georgian Team, posiadający po 4 kolejkach komplet punktów, mierzył się z FC Mitotito, który w tym sezonie przegrało tylko z Tornado Warszawa. Strzelanina rozpoczęła się tuż po gwizdku, w pierwszej minucie dla gospodarzy trafił Michał Czarnowski. Jednak na celebrację nie było czasu, gdyż minutę później wyrównał Nika Tsertsvadze. Tuż przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę na prowadzenie Georgian Team wyprowadził Lasha Gabrichidze i to oni w tym niezwykle zaciętym spotkaniu schodzili na przerwę w minimalnie lepszych nastrojach. Do przerwy wynik wynosił 1:2 dla Georgian Team. Po rozpoczęciu drugiej połowy wynik meczu szybko wyrównał Czarnowski, jednak nie pomogło to na długo, gdyż zaraz swoją drugą i trzecią bramkę kompletując hat-tricka strzelił Lasha Gabrichidze. Więcej bramek w tym przedwcześnie zakończonym spotkaniu nie zobaczyliśmy, gdyż sędzia był zmuszony zakończyć zawody, po tym jak Giorgi Gabrichidze bardzo emocjonalnie zareagował na żółtą kartkę. Pisaliśmy już o tym w minusach kolejki, natomiast warto jeszcze raz podkreślić, że w naszej lidze nie ma miejsca na agresję. Giorgi najpierw kopnął z nienawiścią butelkę wody, a potem rzucił bluzą w sędziego. Zawodnik dostał kolejną żółtą kartkę, a w konsekwencji czerwoną. Będzie on pauzował do końca rundy. Gruzini grali bardzo dynamicznie, byli niezwykle szybcy i ich podania były celne. FC MitoTiTo nie odstępowało ich na krok i również pokazali się ze świetnej strony. Mecz, ze względu na przedwczesny koniec, zakończył się wynikiem 3:0 i obecnie obie drużyny posiadają po 12 punktów.
Po pięciu seriach gier tylko pięć bramek decyduje o tym, że zespół Więcej Sprzętu niż Talentu znajduje się w tabeli wyżej niż Tornado Warszawa. Oba zespoły prezentują równą formę, a to zwiastowało ciekawe i zacięte starcie. Dokładnie tak to wyglądało w minioną niedzielę na Arenie AWF, choć początek spotkania wcale tego nie zapowiadał. Goście doskonale weszli w mecz, dominując w pierwszych minutach. Swoją przewagę udokumentowali również bramkami, które są przecież kluczowe. Dwa pierwsze gole strzelił Kamil Kutyła, a dwie pierwsze asysty zaliczył Wojciech Kłosiński. Trzecie trafienie należało do Mariusza Mironiuka, który wykorzystał błąd bramkarza gospodarzy i podwyższył prowadzenie Tornado. Wygląda jednak na to, że selekcjoner Czesław Michniewicz musi rozwinąć swoją myśl i na najbliższej konferencji stwierdzić, że to 3:0 jest niebezpiecznym wynikiem. Przewaga TW topniała z każdą minutą, a ubrani w szare koszulki gospodarze nie zamierzali się poddawać. Jeszcze przed przerwą Piwowarski skorzystał z podania Krysiaka i piętą posłał piłkę do bramki strzeżonej przez Sebastiana Króla. “Do szatni” mogli schodzić z jednym golem straty, gdyby tylko wykorzystali stuprocentową sytuację. Nic jednak straconego, bo na początku drugiej części meczu Krzysztof Pałka posłał długie podanie za plecy obrońców gości, które bez problemów wykorzystał Krysiak. Napastnik Więcej Sprzętu niż Talentu miał także okazję, by wyrównać, gdy przyjął piłkę na klatkę, ale uderzył nad poprzeczką. Tym razem niewykorzystana okazja zemściła się na gospodarzach, a Kutyła skompletował hat-tricka po sytuacji “sam na sam”. Czy to miało podłamać gospodarzy? Być może, ale na pewno nie podziałało na Sebastiana Izotowa! Pomocnik WSnT najpierw wystawił piłkę Majewskiemu, który minął bramkarza rywali zwodem upowszechnionym przez duńską legendę, Laudrupa, (później praktykowanym przez Iniestę i Messiego) czyli “la croquetą”. Izotow zaliczył też asystę przy golu wyrównującym, a ostatecznie sam trafił do siatki, ustalając wynik na 5:4. Imponująca “remontada” gospodarzy stała się faktem, dzięki czemu wskoczyli oni na czwartą pozycję w tabeli.
Mecz pomiędzy drużynami z dolnej części tabeli nie miał zdecydowanego faworyta. Kubany, które niedzielę wcześniej odniosły swoje pierwsze zwycięstwo w tym sezonie podejmowały dobrze sobie znaną ekipę FC Polska Górom, z którą jeszcze nigdy nie wygrały. Nieposiadający jeszcze na swoim koncie choćby punktu goście w pierwszej części spotkania dość regularnie odwiedzali pole karne swojego rywala, lecz nie byli wstanie umieścić piłki w siatce, a rozkręcający się gospodarze zdołali wyjść jako pierwsi na prowadzenie w trzynastej minucie. Goście tylko raz w pierwszej połowie zdołali pokonać bramkarza gospodarzy, którzy jeszcze w tej części meczu dołożyli trzy trafienia. Dalsza część meczu była dużo bardziej wyrównana. Gra toczyła się głównie w środkowej części boiska i była przeplatana szybkimi kontratakami po obydwu stronach. Pierwszy gol w tej odsłonie padł dopiero na sześć minut przed końcem spotkania i był jednocześnie jego ozdobą. Piękny klasyczny wolej z podania najlepszego tego dnia na boisku siódmej ligi Tomasza Kowalczyka padł łupem Marka Jasińskiego, który bez pardonu umieścił piłkę w siatce. Do końca spotkania obejrzeliśmy jeszcze po jednym trafieniu z każdej ze stron, a druga wygrana i zarazem pierwsza nad FC Polska Górom przez zespół Kubany stała się faktem. Gospodarze dzięki zwycięstwu przybliżyli się do opuszczenia „czerwonej” strefy, a goście zostali zmuszeni do dopisania sobie piątej porażki z rzędu. Obydwu zespołom dziękujemy za dostarczone emocje i życzymy powodzenia w nadchodzących meczach.
Mecz pomiędzy drużynami ze środkowej części tabeli zapowiadał się niezwykle interesująco. Zajmująca szóstą pozycję drużyna Elitarnych Gocław podejmowała piątą ekipę Na Wariacki Papierach, która wyprzedzała ich o dwa punkty. Pierwsza połowa jak i cały mecz była bardzo wyrównana, o czym może świadczyć tylko jedna zdobyta bramka na rzecz gospodarzy. Skuteczna gra obydwu bramkarzy nie pozwoliła żadnej ze stron na zdobycie wysokiej przewagi, a większość gry toczyła się w środkowej strefie boiska i była przeplatana szybkimi, groźnymi kontratakami. Szybkie tempo zdawało się nie wpływać na zmęczenie a chęć zdobycia gola podkręcała Nasze emocje. Po krótkiej przerwie cieszyliśmy się z powrotu zawodników na boisko, a stykowy wynik zwiastował coraz większe emocje. Gospodarze zaczęli drugą połowę od zdobycia gola w dwudziestej ósmej minucie i gra przeniosła się głównie środek boiska. Goście wytrwale dążyli do zmniejszenia strat i dokonali tego na dziesięć minut przed końcem, kiedy to z rzutu karnego silnym strzałem Krystian Plichta umieścił piłkę w siatce. Tempo gry znowu nam wzrosło a dwie ostatnie minuty to prawdziwy rollercoaster. Na początku Elitarni zdołali zdobyć swoją trzecią bramkę, na którą w tej samej minucie odpowiedziała drużyna gości. Może gdyby mecz trwał jeszcze parę chwil Na Wariackich Papierach dogoniłoby chłopaków z Gocławia, lecz nie było już czasu. Zwycięsko z tego wyrównanego pojedynku wyszła drużyna gospodarzy, wygrywając jedną bramką, pozostając na szóstej pozycji i mając tylko cztery punkty straty do „pudła”. Goście spadli na siódmą lokatę i są tuż nad strefą spadkową. Teraz przed zespołami dłuższa chwila na odpoczynek i regenerację. Mamy nadzieję, że w nadchodzących spotkaniach oba zespoły dostarczą mam kolejną dawkę pozytywnych sportowych emocji, gdyż czekają na nich kolejni rywale.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)