Sezon Lato 2025
Relacje meczowe: 6 Liga
Slavic Warszawa przed tygodniem zdobył swoje pierwsze punkty w lidze, czego nie można było przed meczem powiedzieć o FC Łazarskim. W drużynie gości od początku spotkania było widać, że zrobią co w ich mocy, żeby w końcu zacząć punktować, bo ligowi rywali zaczęli odjeżdżać. Łazarski ruszył więc do szaleńczych ataków i już w jednej z pierwszych akcji najlepszy strzelec drużyny czyli Atahan Subutay zdobył swoją pierwszą bramkę dla gości. Slavic Warszawa zdążył się otrząsnąć i samemu zaczął swoje ataki na bramkę gości, co po kilku minutach pozwoliło doprowadzić do wyrównania, a dosłownie w następnej akcji po szybko wznowionym rzucie z autu Maciej Beręsewicz wyprowadził swój zespół na prowadzenie. W pierwszej połowie oglądaliśmy jeszcze jedną bramkę, Iwan Kirianow po ładnie rozegranym rzucie wolnym doprowadził do wyrównania. Drugą połowę lepiej rozpoczęli gospodarze. Swoją drugą bramkę zdobył Maciej Beręsewicz, jednak tak jak w pierwszej połowie tak i teraz po bramce dla Slavica dającej prowadzenie Łazarski szybko doprowadził do wyrównania. Po obu ekipach było widać naprawdę dużo zaangażowania w walce o zwycięstwo, akcje jednych i drugich oglądało się z dużym zaciekawieniem, a to co najlepsze w tym meczu dopiero było przed nami. Slavic po raz kolejny wyszedł na prowadzenie, niestety gospodarzom znów zabrakło koncentracji chwilę po zdobytej bramce i Łazarski ponownie wyrównał stan rywalizacji. 7 minut przed zakończeniem spotkania goście drugi raz tego dnia wyszli na prowadzenie. Minutę przed ostatnim gwizdkiem sędziego Slavic miał wyborną okazję do doprowadzenia do remisu, bo sędzia podyktował rzut karny, którego Jackowi Wojtali nie udało się zamienić na bramkę. Łazarski okazał się być górą w tym szalenie wyrównanym spotkaniu, ale zwycięstwo nie przyszło łatwo a Slavic może żałować, że w końcówce nie udało się doprowadzić do wyrównania.
Przed tym spotkaniem Perła WWA była niepokonana i ostrzyła sobie zęby na kolejny komplet punktów. W tym miały im przeszkodzić Skorpiony trenera Kałuskiego, które dotychczas prezentowały się całkiem nieźle, ale przed tygodniem poniosły porażkę z Popalonymi Stykami. Obie drużyny stawiły się w niezłym zestawieniu osobowym, więc spodziewaliśmy się, że będzie to bardzo ciekawe widowisko. Świetnie to spotkanie rozpoczęła Perła, ponieważ była dużo skuteczniejsza, a ich ataki były przeprowadzane składnie i z pomysłem. Nie sposób jednak pominąć rolę Filipa Żukowskiego. Ten zawodnik z bujnie rozwianymi na wietrze blond włosami, brał udział przy wszystkich trafieniach Perły w pierwszej połowie. W ciągu 25 minut skompletował hat-tricka i miał 2 asysty, a Perła schodziła na przerwę przy prowadzeniu 5:3. W przerwie kilka męskich słów powiedzieli sobie gracze A.D.S. Scorpion’s i widać było, że mają ogromną ochotę na odrobienie strat. Niestety, okazało się, że tego dnia fenomenalna forma Bartłomieja Filipa nie wystarczy do pokonania Perły. Zawodnicy drużyny gości zaczęli tworzyć sytuacje, ale to Perła trafiła dwukrotnie po przerwie i wyszła na prowadzenie 7:3. Mimo to, wspomniany Bartek Filip się nie poddawał i skompletował hat-tricka, a następnie dobił nawet do 4 bramek w jednym meczu. W tym samym czasie, ponownie trafił Żukowski, a ta niesamowita strzelanina zakończyła się wynikiem 10:6 dla Perły WWA. Perłowi nadal mają komplet punktów w 6 lidze i pewnie zmierzają po tytuł mistrza jesieni, a Skorpiony muszą się skupić na kolejnych wyzwaniach, bo o utrzymanie, może wcale nie być tak łatwo.
Mecz pomiędzy drużynami ADP Wolska Ferajna a FC Dziki z Lasu to pojedynek drużyn, które bardzo dobrze rozpoczęły ten sezon i plasują się w górnych rejonach tabeli. Dodatkowo należy wspomnieć, że większość zakończonych do tej pory spotkań tych drużyn było na tzw. styku i aż do ostatnich sekund losy spotkań nie były przesądzone. Pierwszą skuteczną akcję przeprowadzili goście, którzy w drugiej minucie wyszli na prowadzenie. Chwilę później był już remis i mecz rozpoczął się od nowa. Pod koniec pierwszego kwadransa po raz drugi goście wyszli na prowadzenie, jednak kolejny raz nie zdążyli się z niego pocieszyć za długo, ponieważ dwie minuty później przeciwnicy odpowiedzieli bramką. Ostatnie słowo w pierwszej części meczu należało do zawodników drużyny gości, którzy strzelając bramkę ustalili wynik pierwszej połowy na 2:3. Druga połowa to był już jednostronny pojedynek. Patrząc z boku wydawało się, że chłopaki z Wolskiej Ferajny całe swoje siły włożyli w pierwsze 25 minut i na więcej nie było ich już stać. Ich rywal z biegiem czasu systematycznie powiększał swoje prowadzenie aplikując rywalom sześć bramek. Z drugiej strony boiska bramkarz przeciwników był bezrobotny i mecz ostatecznie zakończył się wynikiem 9:2 dla zawodników FC Dziki z Lasu. Na uwagę zasługuje bardzo wysoka forma Konrada Adamczuka, który w tym spotkaniu dwa razy pokonał bramkarza rywali i cztery razy obsłużył swoich kolegów finalnym podaniem. Drużyna ADP Wolskiej Ferajny w pierwszej połowie grała jak równy z równym, jednak w drugiej części spotkania była już tylko tłem w porównaniu z dobrze grającym rywalem i w efekcie końcowym zespół ten poniósł wysoką porażkę.
Ze zmiennym szczęściem zakończyły rywalizację w 3 kolejce zespoły Saskiej Kępy oraz FC Popalonych Styków. Pierwsi z nich przegrali swoje spotkanie, jednak gdyby nie głupio zainkasowana czerwona kartka przez ich zawodnika ten mecz potoczyłby się znacznie lepiej. Drudzy natomiast odnieśli cenne zwycięstwo, które pozwoliło im pojawić się na pozycji medalowej w ligowej tabeli. Lepiej w spotkanie weszli gospodarze, którzy w 8 minucie objęli prowadzenie. Kolejne minuty to typowy mecz walki i piłka w większości znajdowała się w środkowej części boiska. Zmiana wyniku nastąpiła w ostatnich minutach pierwszej połowy, kiedy to z rzutu karnego wyrównał Krzysztof Kądzioła. Ostatnie fragmenty tej części spotkania to gra w przewadze zespołu gości, jednak nie przyniosła ona żadnych bramkowych efektów i drużyny na przerwę schodziły z wynikiem remisowym. Drugą część lepiej rozpoczęli goście, którzy już jedną z pierwszych akcji zakończyli bramką. W kolejnych minutach drużyna Korneliusza Troszczyńskiego starała się dogonić rywali i to im się udało w 34 minucie. Chwilę później wyszli na prowadzenie, które zdołali utrzymać tylko 60 sekund. Na domiar złego w kolejnej akcji to przeciwnicy byli o bramkę z przodu i na dziesięć minut przed końcem ponownie trzeba było gonić wynik. Sztuka ta ponownie się udała, ale znaczny udział miał przy tym świetnie broniący w tym meczu Darek Pocztowski, który wyprowadzając piłkę od swojej bramki dał sobie ją zabrać Damianowi Ostrowskiego, który pięknym lobem doprowadził do wyrównania. Mecz się zakończył wynikiem 4:4, ale zarówno dla drużyny Saskiej Kępy jak i FC Popalonych Styków należą się wielkie brawa za stworzenie bardzo ciekawego widowiska.
Przewidywaliśmy, że rywalizacja Tornado Squad z Radlerem Świętokrzyskim będzie walką do upadłego, ale nie spodziewaliśmy aż takich emocji. Mimo bardzo późnej pory obie ekipy stawiły się w solidnych składach i przystąpiły do spotkania z wielkim zaangażowaniem. Przez cały mecz utrzymywało się zawrotne tempo i nikt nie odstawiał nogi, ale sędzia nie musiał ani razu sięgać po żółty kartonik i w efekcie oglądaliśmy świetne piłkarskie widowisko, będące zwieńczeniem czwartej kolejki. Wynik otworzyli goście – w 4 minucie Wiktor Budzyński wrzucił piłkę w pole karne, a pięknym strzałem głową popisał się Szymon Fałowski. Na wyrównanie nie musieliśmy długo czekać, bo minutę później Piotr Markiewicz zdecydował się na strzał z dystansu i piłka zatrzepotała w siatce Radlera. Gra przenosiła się od bramki do bramki, ale na kolejnego gola musieliśmy czekać do 16 minuty – Artur Łukaszewicz wypatrzył uciekającego na prawym skrzydle Macieja Juszczyńskiego, a ten nie dał szans bramkarzowi i goście znów objęli prowadzenie. Radler miał szanse na podwyższenie po kontrze, ale ostatecznie Damian Łaguna nie trafił w bramkę. Tornado również miało wyśmienitą okazję, ale strzał Michała Nawrockiego odbił się od słupka. Pierwsza połowa skończyła się więc skromnym prowadzeniem gości 1:2. Druga część spotkania rozpoczęła się od ofensywy Radlera, która skończyła się…żółtą kartką. Za faul na bramkarzu ukarany został Bartek Jastrzębski. Początkowo Tornado miało spore problemy z wykorzystaniem przewagi liczebnej, bo goście grając w osłabieniu nie przestawali atakować bramki Sebastiana Szajkowskiego, ale w końcu udało się gospodarzom przełamać obronę przeciwnika - Maciek Zamachowski huknął z dystansu na długi słupek i Tornado wyrównało. Szala zwycięstwa przechylała się raz to na jedną, raz na drugą stronę. Oglądaliśmy mnóstwo boiskowej walki, a ostateczne rozstrzygnięcie przyszło dopiero w 41 minucie. Akcja Radlera została zatrzymana przez golkipera Tornado Sebastiana Szajkowskiego, który posłał dalekie podanie do Tomka Wiśniewskiego, a ten zdobył gola na 3:2. Choć kwestia wyniku pozostawała wciąż otwarta, gospodarze byli w natarciu i w 46 minucie gola na 4:2 zdobył Michał Nawrocki. Gospodarze zamurowali dostęp do swojej bramki, a podopiecznym Pawła Urbana trochę zabrakło sił i motywacji i Tornado Squad cieszyło się ze swojego drugiego zwycięstwa w tym sezonie.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)