Sezon 2024/2025
Relacje meczowe: 7 Liga
W niedzielny poranek na arenie Picassa byliśmy świadkami niezwykle ciekawego starcia pomiędzy ekipą SGSu a zawodnikami lidera siódmej ligi drużyna Laga Warszawa. Zawodnicy gospodarzy dołączyli do ligi w drugiej rundzie i liczymy, że mocno zamieszają w tabeli zabierając punkty zespołom walczącym o medale. Lagersi to bardzo ułożona i walcząca do samego końca drużyna, która w tym sezonie nie zaznała jeszcze goryczy porażki. Pierwsza połowa meczu była bardzo wyrównana. Obie ekipy nie forsowały tempa, grały dość zachowawczo, z dużym respektem wobec siebie. Pierwsi z gola cieszyli się goście, których na prowadzenie wyprowadził Wojciech Buraś. Na odpowiedź goście nie musieliśmy długo czekać, po pięknej akcji całego zespołu akcję wykończył Krzysztof Grywiński. Po strzeleniu wyrównującej bramki SGS sukcesywnie zwiększała przewagę, by w końcowych minutach pierwszej połowy wyjść na prowadzenie 2:1. Taki obrót sprawy zmusił gości do szybkiego odrabiania strat. Zawodnicy Lagi Warszawa rzucili się do odrabiania strat co doprowadziło, że z minuty na minutę zaczęli grać coraz odważniej, a ich ataki były coraz groźniejsze. Po jednym z nich, Jerzy Żółtowski zdobywa bramkę i wyrównuje wynik spotkania. Obraz gry w drugiej połowie wyglądał podobnie jak przed przerwą, gra toczyła się głównie w środku pola, a obie ekipy rywalizowały o każdy centymetr boiska. Lepiej tą cześć spotkania rozpoczęli gospodarze i to oni pierwsi cieszyli się ze zdobytej bramki. Na odpowiedź gości nie musieliśmy długo czekać, dokładnie podanie Jana Bajka świetnie wykorzystał Wojciech Buraś i ponownie mieliśmy remis 3:3. Po chwili to Lagersi wyszli na prowadzenie, duet Bajek - Dmitruk wyprowadził gości na jednobramkowe prowadzenie. W samej końcówce meczu po nieodpowiedzialnym faulu przed polem karnym gości sędzia dyktuje rzut wolny. Do piłki podszedł Damian Jakubik i mocnym, precyzyjnym strzałem ponownie wyrównuje wynik spotkania na 4:4. Gdy już wszyscy myśleli, że mecz zakończy się podziałem punktów Wojciech Buraś zadał decydujący cios przesądzający o zwycięstwie swojego zespołu 4:5 i dał zwycięstwo niepokonanej w tym sezonie ekipie Lagi Warszawa.
Czternaście spotkań oraz ponad osiem miesięcy gry, dokładnie tyle potrzebował włochowski Partyzant, aby po raz kolejny odnieść zwycięstwo na boiskach Ligi Fanów. - Z fenomenu Ligi letniej zdaje się pozostał tylko cień – takim sformułowaniem można podsumować tegoroczne zmagania gości. Gospodarze natomiast mają się całkiem nieźle, ponieważ okupowana przez nich piąta lokata, biorąc pod uwagę obecny potencjał kadrowy, to wynik absolutnie właściwy. Minionej niedzieli, w ramach czternastej kolejki siódmej ligi, drużyna Kubanów podejmowała w roli gospodarza, Partyzanta Włochy. Mimo słabego początku rywalizacji dla biało-czarnych, bardzo szybko do odrabiania strat rzucili się Marciniak, Sobieraj i spółka. Po kwadransie gry mieliśmy już wynik 1:4, na korzyść gości. Mimo tego nie udało im się dowieźć tego rezultatu do przerwy, schodząc na nią przy remisie 5:5. Druga odsłona tego widowiska obfitowała w podobne emocje. Wymiana ciosów trwała w najlepsze, ale to w finalnym rozrachunku, dzięki trafieniu Bartka Marciniaka, po asyście Piotra Sobieraja, to właśnie Partyzant wygrał to spotkanie. W naszym odczuciu remis byłby wynikiem sprawiedliwym. Niestety w piłce nożnej odczucia grają drugorzędną rolę, przez co to właśnie czerwona latarnia ligi może zasłużenie świętować ten sukces. Przed nimi natomiast kolejny trudny mecz. W nadchodzącej kolejce zmierzą się z FC Polska Górom o być, albo nie być w walce o utrzymanie.
Niesamowicie interesujące spotkanie szykowało się w pojedynku dwóch zespołów, zajmujących miejsca na podium. FFK OldBoys, aby utrzymać bezpieczną przewagę do czwartej w tabeli ekipy potrzebowało kompletu punktów, jednak pokonanie będących wiceliderem FC Dzików z Lasu na pewno nie zapowiadało się na łatwy wyczyn. Goście bardzo szybko pokazali, że interesuje ich tylko komplet punktów. Zaczęli od wysokiego tempa, pressingu i nawałnicy na bramkę strzeżoną przez Piotrka Domańskiego. Już w pierwszych pięciu minutach wypracowali sobie dwubramkową przewagę, kiedy to najpierw Konrad Adamczyk otworzył wynik spotkania po dobitce, a chwilę później, w bardzo podobnej sytuacji, piłkę w siatce umieścił Marek Dąbrowski. Szybki wstrząs, chwila na zebranie szyków i FFK wracają do gry. Przez kilkanaście minut oba zespoły grały naprawdę bardzo solidnie w obronie. Nie było odstawiania nóg, a walki fizycznej było momentami chyba nawet aż nadto, przez co całe spotkanie odbywało się w gorącej atmosferze. O ile początek należał do Dzików, o tyle końcówka pierwszej połowy to dwa ciosy ekipy FFK. W ciągu dwóch ostatnich minut doprowadzili do stanu 2:2! Najpierw, po podaniu Kamila Kurka piłkę „rogalem” posłał do bramki Vitalii Yakovenko, a następnie wynik tej części spotkania ustalił autor asysty z poprzedniej akcji, czyli Kamil Kurek, który potężnym uderzeniem z rzutu wolnego trafił w poprzeczkę, ale piłka odbiła się na tyle dla niego fortunnie, że otarła się o plecy golkipera rywali i wpadła do bramki. Po zmianie stron swój koncert zaczął Vitalii Yakovenko. Atletyczny, potężnie zbudowany napastnik OldBoys świetnie się zastawiał i walczył o każdą piłkę, ale też dość często nękał silnymi strzałami bramkarza Dzików. Efekt? Najpierw po podaniu Andrzeja Kryszanowskiego gol na 3:2, a następnie powiększenie przewagi na 4:2, po asyście od Kamila Kurka. Dziki jednak nie zamierzały odpuszczać ani trochę. Po błędzie graczy gospodarzy świetną kontrę wyprowadził Konrad Adamczyk, a dzieła dokończył Tymek Kuruczko. Kontra była również elementem rozpoczynającym akcję na 5:3, kiedy to po podaniu Vitalija Yakovenki piłkę w bramce umieścił Andrzej Kryszanowski. Gdy najaktywniejszy tego dnia gracz Dzików – Konrad Adamczyk – wpisał się na listę strzelców dobijając strzał kolegi na 5:4, zrobiło się bardzo ciekawie i wszystkie wydarzenia na placu gry wskazywały, że Dziki z Lasu dogonią wynik, bo praktycznie nie schodzili z połowy rywali. Wtedy jednak stały fragment gry w postaci rzutu rożnego świetnie wykonał Kamil Kurek, a pewnym strzałem wynik spotkania na 6:4 ustalił Andrzej Kryszanowski. Mecz pełen emocji, nie tylko piłkarskich, gdyż nie zabrakło uszczypliwości z obu stron, ale na szczęście aspekt piłkarski wziął górę. Komplet punktów dla FFK!
Dążąca do opuszczenia strefy spadkowej drużyna Żoliball gościła ekipę Więcej Sprzętu Niż Talentu I, która chcąc atakować podium musiała wygrać ten mecz. Wszystkie statystyki przemawiały za gośćmi, lecz dobrze pamiętamy, że w Naszej Lidze to, co na papierze nie zawsze sprawdzało się na boiskach. Samo wydarzenie piłkarskie, jakie mogliśmy oglądać w wykonaniu tych dwóch zespołów lepiej zaczęło się dla gospodarzy, kiedy to w drugiej minucie gol samobójczy dał prowadzenie Żoliballom. Ich radość była krótka. Niespełna minutę później Krystian Zawadzki wyrównał wynik spotkania. Od tej chwili gospodarze jak by nie mogli się odnaleźć na boisku a systematycznie powiększane prowadzenie przez graczy WSNT zwiastowało jednostronne widowisko. Dopiero pod koniec pierwszej połowy udana akcja Kamila Jaroszka obudziła zespół gospodarzy i popchnęła do odrabiania strat, czego efektem była bardzo wyrównana gra i zmniejszenie prowadzenia gości do jednej bramki. Dalsza część meczu przebiegała już po myśli chłopców z Warszawskiego Żoliborza. Szybko zdobyta bramka dająca remis zaskoczyła gości. Dzięki takim wydarzeniom na boisku oglądaliśmy otwartą grę obu zespołów, która przynosiła lepsze korzyści włodarzom meczu, którzy sześciokrotnie pokonali bramkarza WSNT, tracąc tylko jedną bramkę. Spotkanie zakończyło się wynikiem 9:5 dla gospodarzy przybliżając ich do opuszczenia strefy spadkowej, lecz przed nimi jeszcze trudna droga, aby tego dokonać. Pomimo porażki goście cały czas mają szansę na „pudło”, ale ich starania o ten wyczyn nie będą łatwe. Obydwóm drużynom życzymy powodzenia w dążeniu do celu.
Walkower w ostatniej kolejce zespołu FC Polska Górom sprawił, że zrównali się oni punktowo w tabeli z dzisiejszym przeciwnikiem - zespołem Wiecznie Drudzy. Zespół ten poniósł trzy porażki z rzędu i znacznie przybliżył się do strefy spadkowej. Mecz o sześć punktów bardzo dobrze rozpoczęli goście, którzy już w pierwszej akcji spotkania otworzyli wynik. Kilka minut później mieliśmy już dwubramkowe prowadzenie gospodarzy, którzy aż trzykrotnie w ciągu dwóch minut pokonali bramkarza rywali. Bardzo szybko na te trafienia odpowiedzieli Wiecznie Drudzy, zdobywając bramkę kontaktową. W minucie 12 mieliśmy już remis i spotkanie rozpoczęło się od nowa. Końcówka pierwszej części meczu to dominacja zespołu gospodarzy, która okraszona była dwoma zdobytymi bramkami. Doskonałą szansę na zmianę wyniku mieli goście, ale piłka po ich strzale wylądowała na poprzeczce. Wynik 5-3 do przerwy dla zespołu FC Polska Górom gwarantował nam sporo emocji w drugiej części meczu. Niestety dla widowiska bardzo szybko goście stracili kolejną bramkę i żeby myśleć chociaż o remisie musieli zdobyć aż trzy bramki. Kilka minut później ich sytuacja skomplikowała się jeszcze bardziej, ponieważ kolejne trafienie zaliczył Kacper Kowalski. W ostatnich dwóch minutach obydwie drużyny postawiły wszystko na jedną kartę, dzięki czemu byliśmy świadkami jeszcze czterech bramek - po dwóch dla każdej drużyny. Ostatecznie spotkanie zakończyło się wynikiem 9-5 dla zespołu FC Polska Górom, dzięki czemu ekipa ta szybka zmazała plamę po oddanym walkowerze w poprzedniej kolejce. Na uwagę też zasługuje doskonała dyspozycja Kacpra Kowalskiego - autora pięciu bramek. Drużyna Wiecznie Drugich poniosła kolejną już porażkę w rundzie rewanżowej, po której ma już tylko trzy punkty przewagi nad strefą spadkową.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)