Sezon 2024/2025
Relacje meczowe: 1 Liga
Zespół Green Lantern ostatnie dwa swoje spotkania przegrał, ale były to porażki z dwiema najlepszymi do tej pory drużynami w lidze. FC Otamany w ostatniej kolejce zdobyli w końcu upragnione trzy punkty i powoli zaczęli piąć się w górę w tabeli. Pierwsze minuty to typowe badanie przeciwnika, żadna z drużyn nie chciała popełnić błędu, który kosztowałby utratę bramki. Pierwszą groźną akcję przeprowadzili gospodarze, którzy w ósmej minucie objęli prowadzenie. Długo się z niego nie cieszyli, ponieważ dwie kolejne składne akcje zainicjowane przez gości zakończyły się celnymi trafieniami, które wysunęły zespół gości na prowadzenie. Kilka minut przed gwizdkiem oznaczającym przerwę ładnym strzałem z rzutu wolnego popisać się Oleksandr Gryb i ustalił wynik tej części meczu na 1:3. Druga połowa zaczęła się od mocnego akcentu gospodarzy i ładnego uderzenia z rzutu wolnego Mateusza Ilnickiego, który zdobył bramkę kontaktową. Kolejne minuty nie przyniosły zmiany rezultatu. Doskonałą okazje na to mieli goście, którzy przez trzy minuty grali z przewagą jednego zawodnika. Szansy tej nie wykorzystali, a na domiar dla nich złego, chwilę później stracili bramkę. Pomimo kilku sytuacji bramkowych oraz walki w środkowej część boiska wynik 3:3 utrzymał się do końca spotkania. Warto odnotować, że jest to pierwszy podział punktów na tym poziomie rozgrywkowym, ale zarówno zawodnicy Green Lantern jak i FC Otomanów do końca nie byli zadowoleni ze straty dwóch punktów.
Niesamowity przebieg miało spotkanie Alpanu z FC Almaz. Gospodarze w dotychczasowych meczach prezentowali się wyśmienicie i jako lider przyjeżdżali na Arenę Picassa jak po swoje. Tymczasem goście to ambitna drużyna, która w tym sezonie z całą pewnością walczy o podium i jak na razie udawało im się utrzymać tam pozycję. Almaz świetnie zaczął i goście wyszli na prowadzenie. To było chyba tylko preludium do tego, na jaki poziom wskoczył ten mecz. W rolach głównych oglądaliśmy Mateusza Marcinkiewicza i Artura Jaguszewskiego. Ten pierwszy stwierdził, że słynna reklama o tym, że Błaszczykowski sam meczu nie wygra, nie jest do końca prawdą, bo Marcinkiewicz da radę. Zaczął w pierwszej połowie i uzbierał w niej hat-tricka. Wszystko po to, by... w drugiej połowie uzbierać kolejnego! W konsekwencji, mając na uwadze fakt, że Mateusz dorzucił do tego występu, jeszcze asystę, naprawdę może być dumny ze swojego występu. Mecz nie miał jednak wcale jednostronnego przebiegu, bo przede wszystkim Almaz miał mnóstwo szans, ale ich nie umiał wykorzystać. Spora zasługa w tym Artura Jaguszewskiego, który najpierw skierował piłkę do własnej bramki, a później... odbił taką liczbę strzałów, że obserwatorzy przecierali oczy ze zdumienia. Almaz walczył ambitnie, ale od bramki kontaktowej strzelonej przez Ihara Bakuna, tak naprawdę na boisku istniał już tylko jeden zespół. Wynik 8:4 i gospodarze pozostają niepokonani w lidze.
Niski Press po serii porażek chciał w końcu przerwać tą złą passę i wygrać swój mecz w 1 lidze. Rywal do tego dobry, bo FC Freedom niestety w związku z problemami kadrowymi to już nie ta sama drużyna co rok temu. Co prawda gospodarze też nie stawili się licznie, bo nie mieli żadnej zmiany, ale powiedzmy sobie szczerze... niespecjalnie im to przeszkadzało. Zaczęło się od tego, że na boisku obejrzeliśmy świetną współpracę na linii Patryk Hull – Dawid Wichowski. Ten pierwszy jak zwykle zaliczył piękną asystę, a Dawid skierował piłkę do bramki. Freedom odpowiedział golem Serhii Yakouluka. Okazało się, że to było wszystko, co mogli zrobić goście w pierwszej połowie, a Niski Press tylko się rozpędzał. Duet Hull-Wichowski zapewnił 3 bramki i na przerwę schodziliśmy przy wyniku 4:1. W drugiej połowie obaj wspomniani gracze nadal udowadniali, że są świetni przygotowani kondycyjnie, bo wytrzymali pełne 50 minut na murawie. Wspomagani przez Roberta Dębskiego, cała trójka strzeliła po bramce i sprawiła, że na tablicy wyników po stronie Niskiego Pressu widniała liczba 7. Z kolei Freedom ambitnie walczył do końca, a Yakouluk trafił po raz drugi w tym spotkaniu. To było stanowczo za mało, by marzyć o jakichkolwiek punktach. Niski Press wraca do zwycięstw, a Freedomowi życzymy odbudowy, bo ten zespół stać na solidne punktowanie.
W spotkaniu Drunk Teamu z Cleopartner goście byli murowanym faworytem, ale Łukaszowi Walo w końcu udało się zebrać całkiem solidny skład, a jak wiemy Drunkersi posiadając nawet wąską ławkę rezerwowych potrafią być bardzo niewygodnym przeciwnikiem. Początek spotkania wieszczył niemałą niespodziankę, bo nie minęły nawet 2 minuty, a Łukasz wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Goście szybko otrząsnęli się z początkowego szoku i bramkę zdobył nowy nabytek Cleopartner, czyli Bohdan Leshchenko. Ukraińcy rozkręcali się z minuty na minutę. Maksim Salauyou trafił w słupek, a po chwili Stanisław Oseledchenko oddał nieco niespodziewany strzał z dystansu i wyprowadził Cleopartner na prowadzenie. Obie drużyny zaliczyły jeszcze po jednym trafieniu i sędzia odgwizdał przerwę przy stanie 2:3. Druga połowa rozpoczęła się od gola Sergeya Mikhno, a Drunk Team odpowiedział trafieniem Łukasza Walo. Gospodarze solidnie pracowali w ataku i dośrodkowania z rzutu rożnego na bramkę zamienił Piotr Zygiel. Ukraińcy podkręcili nieco tempo meczu i grając typowe dla siebie dynamiczne akcje na dwa kontakty szybko złapali przewagę bramkową. Dwa razy trafił Adrei Trukhan i jednego gola dołożył Ivan Shevtsov, a Drunk Teamowi powoli kończyły się pomysły na przełamanie obrony Cleopartner. Ostatnią bramkę wieczoru strzelił Łukasz Walo i mecz zakończył się wynikiem 5:7. Cleopartner obroniło pozycję wicelidera, a Drunk Team wciąż pozostaje bez punktu, choć mecz ten pokazał, że przy odpowiedniej frekwencji jest szansa na wydostanie się ze strefy spadkowej.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)