Sezon 2024/2025
Relacje meczowe: Ekstraklasa
Contra w ostatnich dwóch kolejkach nie ma łatwo, bo w poprzedniej serii gier mierzyła się z In Plus Pojemną Haliną, a teraz przyszło rywalizować z Gorlicką. Gospodarze od czasu gdy stracili punkty z Kebavitą, maksymalnie skoncentrowani podchodzą do swoich meczy i boleśnie przekonał się o tym Mixamator, który przegrał wysoko z teamem Daniela Gello. Od początku spotkania oglądaliśmy atak pozycyjny gospodarzy, którzy długo operowali piłką i nie wróżyło to niczego pozytywnego dla ferajny Michała Raciborskiego. W szóstej minucie wynik otworzył Krystian Grzywacz. Gdy wydawało się, że gospodarze pójdą za ciosem do głosu zaczęli dochodzić goście. Mieli znakomite okazje, ale raz słupek, a w drugim przypadku poprzeczka uratowała Mateusza Kota przed stratą bramki. Kto wie czy właśnie te zmarnowane okazje nie miały wpływu na dalszy przebieg spotkania. Tuż przed przerwą Gorlicka strzeliła w odstępie ośmiu minut trzy bramki i z całkiem wyrównanej połowy mieliśmy wynik 4:0 , który kompletnie nie oddawał tego co działo się w pierwszych 25 minutach. Po zmianie stron liczyliśmy, że Contra się podniesie. Jednak było zupełnie inaczej i szybko stracone kolejne bramki zaraz na początku drugiej odsłony dały do zrozumienia, że nic się tutaj nadzwyczajnego nie wydarzy. Goście ambitnie walczyli o trafienia honorowe i takie przy wysokim wyniku udało się ustrzelić. Dwa razy na listę strzelców wpisał się Wojtek Osobiński i raz Krystian Koniarczyk. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 13:3 co pokazuje jaką przewagę, szczególnie w drugiej połowie, miała Gorlicka. Contra jednak porażkę miała pewnie wliczoną w swoje plany i teraz musi się skoncentrować na spotkaniach z drużynami, z którymi ekipa Michała Raciborskiego będzie bezpośrednio walczyć o utrzymanie. Gorlicka daje sygnał że jest mocna, a to tylko dobrze wróży przed spotkaniem z Turem w następnej kolejce.
Dla ekipy z Ukrainy jak pisaliśmy w zapowiedziach spotkanie z Narodowym Śródmieściem było niezwykle istotne w kontekście walki o utrzymanie. Strata punktów mogłaby bardzo skomplikować sytuację, która i tak nie jest tak dobra, jakby tego chcieli zawodnicy Bohdana Ivaniuka. Team Marka Szklennika po cichu liczył na korzystny wynik sądząc, że akurat Impuls wydawał się w zasięgu jego zespołu. Od początku spotkania obie ekipy zabrały się do gry chcąc szybko narzucić swój styl. Narodowe Śródmieście z dwoma najlepszymi zawodnikami w defensywie starali się czekać na ataki gości. Impuls z kolei starał się wykorzystywać szybkość swoich zawodników stwarzając przewagę pod bramką przeciwników. Gracze z Ukrainy dopięli swego i od dziesiątej minuty prowadzili. Gospodarze jeszcze nie otrząsnęli się z pierwszej bramki i Stefan Necula musiał ponownie wyjmować piłkę z siatki. Świetną akcję kombinacyjną wykończył Vladysłav Budz. Gdy padła trzecia bramka dla gości wydawało się, że Narodowe Śródmieście jak zawsze nie będzie w stanie nawiązać walki z rywalami. Jednak po rzucie karnym strzelonym przez Pawła Rolka nadzieje odżyły. Jednak jeszcze przed przerwą tym razem Kostiantin Didenko podwyższył wynik i na przerwę drużyny schodziły z wynikiem 1:4. Po zmianie stron ekipa z Ukrainy nadal przeważała. Miała zapewne w pamięci spotkanie z Turem, w którym mimo prowadzenia ostatecznie zremisowała. Ponownie za strzelanie bramek wzięli się Vladysłav Budz i Kostiantin Didenko i to pozwoliło osiągnąć wydawałoby się bezpieczną przewagę. Narodowe Śródmieście walczyło do końca i w końcówce zmniejszyło rozmiary porażki. Marcin Banasiak najpierw dobił piłkę do pustej bramki, a potem po rzucie z autu wykończył akcję. FC Impuls UA wygrywa ważny mecz i robi krok w kierunku utrzymania. Narodowe Śródmieście gra już tylko o pozostawienie dobrego wrażenia i ma czas by budować zespół na kolejny sezon.
Spotkanie Fc Kebavity z Turem Ochota było hitem tej serii gier w ekstraklasie. Rzeczywiście, mimo że składy nie były optymalne, to zobaczyliśmy piłkarski mecz gdzie praktycznie w każdej minucie sporo działo się na boisku. Patrząc na poprzednie spotkania to lepsze wrażenie robili jak dotąd gospodarze i choć w tym spotkaniu brakowało Kamila Majorka i Macieja Banaska, to Burak Can miał pomysł jak załatać te straty. Od początku spotkanie było prowadzone w szybkim tempie i akcje przenosiły się z bramki pod bramkę. Po jednej z nich Adrian Bartkiewicz zagrał do rogu do Rafała Polakowskiego, a ten z ostrego konta zaskoczył golkipera Kebavity. Ta dążyła do wyrównania i dość szybko osiągnęła swój cel. Christian Namani przejął piłkę i mocnym strzałem nie dał szans Pawłowi Wysockiemu. Pod koniec pierwszej połowy Tur ponownie objął prowadzenie. Piotr Leśniewicz przejął piłkę i lobem przez całe boisko zaskoczył rywali. Gospodarze ponownie szybko odpowiedzieli. Tomek Mikołajczyk najlepiej znalazł się w polu karnych ekipy z Ochoty i dał ponownie remis swojej drużynie. Do przerwy było 2:2 i czekało nas fascynujące drugie 25 minut. Po zmianie stron Tur grał mądrze na swojej połowie wiedząc, że otwarta gra może się źle skończyć. Gospodarze atakowali, a goście po kontrach wyszli na prowadzenie. Najpierw Robert Hankiewicz wykończył kapitalne dogranie Adriana Bartkiewicza, a chwilę później Rafał Polakowski podwyższył na 2:4. Kebavita ruszyła by odrabiać straty. Kilka razy Paweł Wysocki odbił piłkę instynktownie i to napędzało team z Ochoty do wykrzesania resztki sił. Bramka Barisa Kazkondu dodała jeszcze bardziej emocji w końcowych trzech minutach. Przy stanie 3:4 gospodarze nie mieli nic do stracenia i zaatakowali z pełnym ryzykiem. Nie udało się wyrównać, a wraz z końcowym gwizdkiem wynik ustalił najlepszy na boisku Adrian Bartkiewicz. Po kapitalnym widowisku Tur pokonał Kebavitę i zrobił pierwszy krok w stronę podium w tym sezonie.
In Plus Pojemna Halina podejmowała walczących o utrzymanie Anonimowych. Gospodarze mieli problemy kadrowe przed tym spotkaniem i to dawało szanse teamowi Maćka Miękiny na punkty w tym pojedynku. Goście od początku ustawili się w obronie czekając na ataki rywali. Ekipa Patryka Galla próbowała często strzałów z dystansu, ale na posterunku praktycznie zawsze był golkiper AnonyMMous . Z drugiej strony goście mieli sporo okazji na strzelenie bramki po kontrach, ale jak to ostatnio bywa mieli olbrzymie problemy ze skutecznością. Dawno na poziomie ekstraklasy nie czekaliśmy tak długo na pierwszego gola w tym spotkaniu. Dopiero praktycznie w ostatnich sekundach pierwszej połowy Michał Głębocki otworzył wynik i do przerwy było niespodziewanie 0:1. Trzeba nadmienić, że bramkarz gospodarzy kilka razy w końcówce pierwszej odsłony wybronił w niemal stuprocentowych okazjach co doprowadzało do szewskiej pasji menedżera Anonimowych. Po zmianie stron do ataku ruszył In Plus Pojemna Halina. Biła jednak długo głową w mur i wydawało się, że goście mają szanse nawet zgarnąć pełną pulę. Jednak jeden jedyny poważny błąd w kryciu Eryka Stocha dał akcję na remis. Obie ekipy od tego momentu starały się przeważyć szalę na swoją korzyść jednak albo bramkarze bronili, albo strzały minimalnie mijały bramkę. Ostatecznie mecz zakończył się remisem 1:1 i patrząc na przebieg meczu był to wynik jak najbardziej sprawiedliwy. Chyba bardziej z tego punktu mogą być zadowoleni Anonimowi, bo pewnie przed meczem taki rezultat braliby w ciemno.
W starciu z Mixamatorem wygrana była potrzebna ekipie East Wind jak tlen do przeżycia, jeżeli mówimy o realnej szansie pozostania w gronie zespołów, które walczą o medale. Gospodarze z kolei mają już raczej niewielkie szanse na utrzymanie w Ekstraklasie, jednak Michał Fijołek słynie z silnej motywacji i walki do końca, a zatem zawodnicy jego ekipy na pewno będą robili co w ich mocy, do samego końca sezonu. Niestety dla gospodarzy, na boisku dość szybko inicjatywę przejęli gracze East Windu. Worek z bramkami otworzył, strzałem w długi róg, Kamil Jurga. Równie piękne trafienie, tym razem po strzale „rogalem" Mateusza Olszaka, oglądaliśmy przy bramce na 0:2. Swoje „trzy grosze" dorzucił także, występujący w niecodziennej dla siebie roli bramkarza, Sebastian Dąbrowski. Oprócz świetnych interwencji, którymi szokował chyba nawet kolegów z zespołu, zapisał na swoim koncie asystę, przy bramce na 0:3 autorstwa Patryka Kępki. Gracze Mixamatora odpowiedzieli w pierwszej połowie tylko raz, kiedy to po akcji kombinacyjnej Damian Starosta dobrze dograł do Kamila Kamińskiego, zmniejszając straty do 1:3. Do końca pierwszej odsłony trafiali jednak już tylko goście, a konkretnie: Mateusz Olszak oraz Damian Patoka, który w tym czasie zanotował klasycznego hat-tricka. Do przerwy mieliśmy zatem wynik 1:7 i ciężko było się spodziewać, że ten mecz może jeszcze przynieść emocje. Początek drugiej połowy to również dominacja East Windu, którzy po dwóch golach Mateusza Olszaka oraz bramce Adriana Gomoły podwyższyli na 1:10. Od tego momentu zaczął się tzw. „happy football", gdyż obie strony były skupione przede wszystkim na grze ofensywnej, zapominając nieco o obronie. Efekt był taki, że gospodarze urządzili sobie strzelanie, trafiając do bramki strzeżonej przez kapitana gości pięciokrotnie, a autorami trafień byli: Mikołaj Prybińskio (2 gole) oraz Victor Yaremii, Damian Starosta i Kamil Kamiński. Nie wpłynęło to jednak znacząco na losy meczu, który ostatecznie zakończył się zwycięstwem gości 6:13. Najlepszym graczem spotkania został wybrany Mateusz Olszak, Autor pięciu trafień oraz dwóch asyst. East Wind pozostaje w walce o mistrza !







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)