Sezon 2024/2025
Relacje meczowe: 2 Liga
To miał być hit kolejki - nie tylko drugiej dywizji, ale całej Ligi Fanów – i był. Zoria na spotkanie z niemal nieomylnym liderem przyprowadziła całą armię ludzi, a Ternovitsia? Ternovitsia to klasa sama w sobie. Jeśli w tak silnej drugiej dywizji robisz 33 na 36 punktów, to chyba nie ma tu pola do dyskusji. Swoją drogą - znamy to! Przecież rok temu inny ukraiński zespół zachwycał nas w ten sam sposób. Sirius, bo o nim mowa, sezon 2024/25 w 2. lidze zakończył z dorobkiem 51 na 54 możliwe punkty. Terno próbuje iść ich śladem, a jeśli będą grali tak, jak w drugiej odsłonie meczu z Zorią, to wcale nie jest to niemożliwe do spełnienia.
Zoria zaliczyła potężny falstart na początku kampanii 2025/26, ale im dalej w las, tym ich gra wyglądała coraz lepiej. Ostatnie mecze w ich wykonaniu były pokazem prawdziwej deklasacji i siły, jaką emanowali. Jeśli ktoś mógł zatrzymać ten rajd, to kto, jak nie lider? Pierwsza odsłona zwiastowała jednak coś innego. Mecz był piekielnie wyrównany, a od 12. do 31. minuty nie padła ani jedna bramka, co tylko potwierdza tę tezę. Do przerwy 1:2 dla Zorii (gole dla gości w 4. i 12. minucie, dla gospodarzy w 5.), a potem piłkarska partia szachów. Czuć było, że spotkało się dwóch równorzędnych przeciwników.
Z minuty na minutę gra coraz bardziej się otwierała, a na efekty nie trzeba było długo czekać. 33. minuta - 3:3, 36. minuta - 4:3, w końcu na prowadzenie wyszli żółto-niebiescy. Nie cieszyli się nim jednak długo, bo już minutę później Kuzmin doprowadził do remisu 4:4. I wtedy wszystko się posypało. Zoria się rozsypała, a Terno pokazało mistrzowski kunszt, zdobywając cztery bramki w ciągu 10 minut i wygrywając finalnie aż 8:4. Kapitalne widowisko, a obie ekipy potwierdziły, że są topowymi zespołami, których przyszłość jest zdecydowanie w pierwszej dywizji.
Goście byli tutaj typowani jako murowany faworyt i trzeba przyznać, że wywiązali się z tej roli wzorowo. Mecz nie zdążył się jeszcze dobrze rozpocząć, a Manitas prowadziło już 0:4 po golach Kacpra Siudaka, Kuby Jóźwiaka i Bartka Grzybowskiego. Dziki odpowiedziały golem… bramkarza tej ekipy, czyli Kamila Wiktorowicza, który uderzył z dystansu, a zasłonięty Paweł Tamowski nie zdążył zareagować. Nie oszukujmy się jednak, że trafienie to poderwało gospodarzy do walki. Był to raczej wypadek przy pracy, a w niecały kwadrans MKP wbiło aż osiem bramek i ze spokojem kontrolowało przebieg spotkania.
Kuba Jóźwiak urządził sobie istne polowanie, ostatecznie kończąc mecz z aż ośmioma trafieniami na koncie. Świetnie zaprezentował się również nowy nabytek, czyli Marcin Bawolik, ale zasadniczo każdy dołożył swoją cegiełkę do zwycięstwa i tylko dwóch zawodników MKP nie zapisało się tego dnia w protokole.
Była to, jak widać, okazja do wyśrubowania statystyk, a całe spotkanie nie przypominało wyrównanej rywalizacji, lecz raczej sparing drużyn z różnych poziomów ligowych. Ostateczny wynik 5:18 mówi wiele, a przecież nie wszystkie gwiazdy MKP były tego dnia obecne! To pokazuje, że Manitas jest ekipą z ogromnym potencjałem i może namieszać w tabeli 2. ligi, a także poradzić sobie na wyższym poziomie rozgrywek.
Na papierze faworyt był jeden - Cyrkulatka, drużyna z Lubelszczyzny, która w tym sezonie prezentuje wysoką i równą formę. Bandziors to jednak zespół, który potrafi grać w piłkę i niejednemu rywalowi napsuł już krwi. I choć ostatecznie wynik wskazuje na wyraźną przewagę gospodarzy, sam przebieg spotkania był znacznie bardziej złożony.
Mecz rozpoczął się zgodnie z przewidywaniami. jJuż w 3. minucie prowadzenie dla Cyrkulatki zdobył Marcin Wieliczuk, który jak zwykle odnalazł się w odpowiednim miejscu i czasie. Gospodarze od początku starali się kontrolować tempo i narzucać swój styl gry, a po około dziesięciu minutach było już 2:0 - tym razem na listę strzelców wpisał się Pokrywka, który rozegrał bardzo dobre spotkanie zarówno w defensywie, jak i ofensywie. Mimo tego Bandziors wcale nie wyglądało na przytłoczone. Goście grali odważnie, próbowali skracać pole gry i szukać swoich okazji. Jeszcze przed przerwą udało im się złapać kontakt, gdy Maciek Cichocki wykorzystał sytuację po asyście… swojego ojca, co było jednym z ciekawszych momentów pierwszej połowy.
Po zmianie stron Bandziorsi poszli za ciosem. Akcja braci Kiełpiszów przyniosła wyrównanie na 2:2 i przez chwilę wydawało się, że mecz może skręcić w stronę niespodzianki. Goście pokazali charakter, ale ta pogoń kosztowała ich bardzo dużo sił. Od tego momentu Cyrkulatka wrzuciła wyższy bieg. Gospodarze znów zaczęli dominować, przyspieszyli grę i coraz częściej dochodzili do sytuacji strzeleckich. Swoją klasę potwierdzili Wieliczuk i Pokrywka, którzy nie tylko zdobywali kolejne bramki, ale też pracowali na całej długości boiska, nadając drużynie odpowiedni rytm. W końcówce przewaga Cyrkulatki była już wyraźna, a kolejne trafienia ustaliły wynik na 7:3.
Faworyt zrobił swoje, ale Bandziorsi po takim meczu mogą patrzeć w przyszłość z optymizmem. Takie spotkania budują rytm na tle wyżej notowanych rywali, a to może zaprocentować w walce o utrzymanie i sprawianiu niespodzianek ekipom ze środka tabeli.
W ramach 11. kolejki na poziomie 2. ligi naprzeciwko siebie stanęły drużyny Husarii Mokotów III i Agape Team. Od pierwszego gwizdka było jasne, że żadna z ekip nie zamierza się cofnąć. Obie drużyny grały odważnie, stwarzając sobie groźne sytuacje podbramkowe, a otwarcie wyniku było tylko kwestią czasu. Jako pierwsi cios zadali gospodarze, kiedy to Kamil Kapica skutecznie wykończył jedną z akcji, dając Husarii prowadzenie.
Radość miejscowych nie trwała jednak długo. Jeszcze przed przerwą inicjatywę przejęli zawodnicy Agape Team, którzy całkowicie odwrócili losy tej części spotkania. Dwukrotnie do siatki trafił Patryk Gmurczyk, a jedno trafienie dołożył Kacper Gmurczyk. Dzięki temu to goście schodzili na przerwę z prowadzeniem 3:1.
Druga połowa zapowiadała się niezwykle ciekawie i nie zawiodła oczekiwań. Szybko po wznowieniu gry prowadzenie Agape podwyższył Patryk Kociński, jednak odpowiedź Husarii była imponująca. Gospodarze ruszyli do odrabiania strat i w krótkim czasie zadali trzy celne ciosy, doprowadzając do wyrównania 4:4. Gdy wydawało się, że wydarzenia na boisku układają się po stronie Husarii, Agape ponownie wyszło na prowadzenie. Na kilka minut przed końcem spotkania bramkę zdobył Patryk Żuber, stawiając gospodarzy w bardzo trudnej sytuacji.
Końcówka należała jednak do Husarii. Determinacja i walka do ostatniego gwizdka przyniosły efekt. Najpierw do siatki trafił Wiktor Kruczyński, a chwilę później decydujący cios zadał Kamil Apoczkin. Tym samym gospodarze odwrócili losy meczu i sięgnęli po zwycięstwo. Ostatecznie Husaria Mokotów III pokonała Agape Team różnicą jednego gola.







)
)
)
)
)
)
)
)
)