Sezon 2024/2025
Relacje meczowe: 4 Liga
Nie spodziewaliśmy się, że konfrontacja między FC Shadows a BJM Development okaże się jedną z najciekawszych, jakie odbyły się na Arenie Grenady w ostatnią niedzielę. Tak naprawdę, to sami nie wiedzieliśmy, jaki to może być mecz, a w pewnym momencie zaczęliśmy się zastanawiać, czy w ogóle do niego dojdzie, bo ekipa BJM dość wolno zbierała skład, ale ostatecznie udało się zebrać całkiem fajną kadrę. No i już w pierwszej połowie działo się naprawdę sporo. Drużyna BJM przegrywała początkowo 0:1, potem 1:2 i właśnie przy takim stanie Olivier Aleksander nie wykorzystał rzutu karnego dla Deweloperów (świetną paradą popisał się Yaroslav Smolin). Myśleliśmy, że to może w jakiś sposób podciąć skrzydła tej ekipie, ale nic z tych rzeczy – jeszcze przed przerwą BJM zdobywa dwa gole i wychodzi na prowadzenie. Druga połowa jest równie ciekawa. Nikt nie chce odpuścić, każda z drużyn ma swoje argumenty, aczkolwiek w ekipie Shadows coraz lepiej prezentuje się filigranowy Vladyslav Rakhmail, który wspólnie z Nikitą Ivanovem odpowiadał za wszystkie gole swojej drużyny. I to właśnie oni, gdy wynik brzmiał 4:4, wykorzystali troszkę słabszy okres gry przeciwników, zdobyli dwa gole z rzędu i Shadows prowadzili 6:4. Rywal się jednak nie poddał. Przegrywający grali do końca, udało im się nawet zaliczyć trafienie kontaktowe, ale na więcej nie starczyło czasu. Mimo wszystko brawa dla Deweloperów. Fajnie grał Maciek Flis, podobać mógł się Paweł Tamowski, a duże wrażenie zrobiła na nas gra Filipa Odolińskiego, którego znamy z roli bramkarza, a tutaj świetnie prezentował się jako defensor. Szkoda, że nie udało się tej dobrej gry spuentować choćby punktem. FC Shadows byli minimalnie lepsi, chociaż gdyby skończyło się tutaj remisem, to chyba o żadnej niesprawiedliwości nie byłoby mowy.
Zero zaskoczenia i zero emocji. W taki sposób – niestety – można podsumować spotkanie FC Dzików z Lasu z ekipą Popalonych Styków. Nie liczyliśmy tutaj na nie wiadomo jaki spektakl, bo jednak porównanie potencjału piłkarskiego jednych i drugich wypadało dużo korzystniej dla Dzików, natomiast tliła się w nas nadzieja, że Styki będą w stanie chociaż przez chwilę nawiązać równorzędną walkę z przeciwnikiem. Nic z tego. Dziki bardzo szybko przejęły niemal całkowitą kontrolę nad spotkaniem, objęły prowadzenie i chociaż rywalom udało się wyrównać, to nie było żadnych szans, by ta konfrontacja odbywała się w schemacie cios za cios. Faworyci zdobyli kolejnych pięć goli z rzędu i było pewne, kto dopisze sobie tutaj trzy punkty. Nawet Krzysiek Grabowski, który znany jest ze swojej ekspresji, nie był tak głośny jak zwykle, zdając sobie sprawę, że cokolwiek by nie zrobił, to i tak przeznaczenia nie oszuka. Sytuacja Popalonych była tym trudniejsza, że dwóch zawodników doznało szybkich kontuzji i w związku z tym ławka rezerwowych skróciła się do tylko jednego gracza. Ale nie oszukujmy się – nawet gdyby tutaj był najlepszy skład, to on niewiele by zdziałał. Końcowy wynik tego meczu bez historii to 13:4. Mimo wszystko brawa dla Styków, bo chłopaki walczyli do końca, co zaowocowało choćby pięknym golem Kornela Popowa, który był ozdobą spotkania. Dziki zrobiły z kolei swoje, ale nie sposób nie oprzeć się wrażeniu, że z takim składem ten zespół powinien grać przynajmniej dwie klasy wyżej. Zamiast tego – z całym szacunkiem dla wielu rywali – rozgrywa sobie sparingi, których jedyną niewiadomą jest różnica bramek.
Husaria po turbulencjach w pierwszych spotkaniach musiała po męsku porozmawiać w swoich szeregach, aby poprawić nie tyle grę, co atmosferę. Pantera ma trudną sytuację w tabeli i tylko nagły zwrot akcji i seryjnie zdobywane punkty mogłyby jeszcze dać nadzieję na utrzymanie. Początek spotkania to ataki ekipy Tomka Hubnera, lecz rywale wiedząc, że otwarta gra mogłaby się źle skończyć, cofnęli się do defensywy i czekali na swoje okazje do kontr. Husaria miała sporo sytuacji, ale Łukasz Kulesza potrafił wyczyniać cuda w bramce, stąd wynik długo utrzymywał się remisowy. Po nawałnicy jaka przetoczyła się pod bramką Pantery wyszło słońce i jeden z ataków dał niespodziewane prowadzenie. Daniel Sobotka zaskoczył defensywę gospodarzy i zrobiło się 0:1. Husaria grała nadal swoją piłkę i tuż przed przerwą co prawda nie z gry, ale z rzutu karnego Tomek Hubner wyrównał. Do przerwy mieliśmy wynik 1:1. Po zmianie stron obraz gry totalnie się zmienił. Goście którzy sporo sił stracili w pierwszej połowie nie wyglądali już tak dobrze fizycznie, co otworzyło szansę w ofensywie rywalom. Husaria rozwiązała worek z bramkami i totalnie zdominowała drugą połowę. Grający na luzie gospodarze strzelali kolejne bramki, jak choćby ta autorstwa Tomka Hubnera, która była ozdobą całego spotkania. Husaria Mokotów przełamała niemoc i zdobyła pierwsze punkty w rundzie rewanżowej. Pantera mimo ambicji i walki nadal pozostaje w strefie spadkowej czwartej ligi.
W meczu kończącym zmagania 4 ligi FC Kryształ Targówek II podejmował pierwszy zespół OldBoys Derby. Spotkaie zapowiadało się bardzo ciekawie, bo pomimo sporej różnicy w zgromadzonych punktach, obie ekipy prezentują naprawdę wysoki poziom piłkarski. Już od pierwszych minut byliśmy świadkami niezłego widowiska. Inicjatywę przejęli goście. OldBoys z wieloma bardzo dobrymi i doświadczonymi zawodnikami w swoim składzie starali się prowadzić grę, grając spokojnie i dokładnie rozgrywając piłkę. Kryształ Targówek liczył natomiast na swoich szybkich i wybieganych zawodników, którzy bardzo dobrze czuli się w grze jeden na jednego. Na pierwszą bramkę przyszło nam czekać do końcówki pierwszej połowy, gdy po podaniu Michała Kurowskiego bramkę zdobył Wojciech Nowak. Do końca pierwszej połowy wynik już się nie zmienił i na przerwę schodziliśmy przy wyniku 0-1. Druga odsłona stała na zdecydowanie wyższej intensywności. Obie ekipy wrzuciły trzeci i czwarty bieg, a akcje przenosiły od jednej, do drugiej strony boiska. Ciut lepiej prezentowali się zawodnicy gości, którzy udokumentowali swoją przewagę drugim trafieniem w tym meczu. Miłosz Suchta wypatrzył Jacka Pryjomskiego a ten z zimną krwią wykończył akcję i pokonał bezradnego bramkarza gospodarzy. Kilka minut później mieliśmy już 0-3. Tym razem jeden z najlepszych w tym spotkaniu Michał Kurowski do asysty dołożył też bramkę. Kiedy wydawało się, że wygraną gości powinna przyjść łatwo i przyjemnie, do pracy zabrali się młodzi zawodnicy z Targówka. W końcowych minutach na listę strzelców wpisał Jakub Zubkowicz i mamy 1-3, a chwilę później rezultat na tablicy wyników zmienił Mateusz Jasztal. Wyraźnie zmęczona ekipa OldBoys Derby czekała już na końcowy gwizdek. Gospodarze w końcówce próbowali zmienić rezultat spotkania, ale na więcej goli zabrakło czasu. Po bardzo interesującym pojedynku Kryształ Targówek II przegrywa z ekipą Marcina Wiktoruka i spółki 2-3. Dzięki wygranej OldBoysi tracą już tylko 3 punkty do strefy podium i z taką formą jaką obecnie prezentują, mogą liczyć wiosną na dobry wynik końcowy.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)