Sezon Lato 2024
Relacje meczowe: Ekstraklasa
Spotkanie Narodowego Śródmieścia z Contrą czyli drużyn, które jeszcze nie zdobyły punktów w tym sezonie rozpoczęły zmagania w ekstraklasie w ramach piątej serii gier. Obie ekipy miały nadzieję na przełamanie i od początku spotkania widać było determinację w grze obu zespołów. Lepiej zaczęli goście i po niespełna pięciu minutach prowadzili dwoma bramkami. Dopiero wtedy gospodarze obudzili się i zaczęli lepiej organizować swoją grę. Po przechwycie piłki Marcin Banasiak atomowym strzałem nie dał szans Dominikowi Podlewskiemu i było 1:2. Ekipa Marka Szklennika po strzelonym golu ponownie starała się atakować, jednak sporo było niedokładności, i często brakowało ostatniego podania pod bramką przeciwników. Team w niebieskich trykotach pod koniec pierwszej połowy ponownie wykazał się skutecznością i kolejno Michał Raciborski i Maciej Kurpias podwyższyli wynik spotkania. Do przerwy był wynik 1:4. Po zmianie stron Narodowe Śródmieście szybko zdobyło drugą bramkę. Paweł Rolek wykończył akcję Oskara Kalickiego i było już tylko 2:4. Między 30 a 35 minutą padły trzy bramki. Po trafieniu Dawida Bieli gospodarze w przeciągu dwóch minut strzelili dwa gole i zrobiło się tylko 4:5 dla gości. Contra ma to do siebie w tym sezonie, że drugie połowy ma słabsze i w poprzednich meczach właśnie w drugich odsłonach marnowała przewagę z pierwszych 25 minut. Tym razem tak się nie stało i po skutecznej końcówce ostatecznie wygrała to spotkanie 5:10. Gospodarze nadal bez punktów i ich menedżer czeka na powrót swojego napastnika Damian Talarka. który był gwarantem bramek dla zespołu. Contra nareszcie z punktami i mamy nadzieję, że to nie ostatnie w tej rundzie.
Niezwykłe emocje towarzyszyły spotkaniu Anonimowych z Turem. Pisaliśmy w zapowiedziach, że ekipa Maćka Miękiny gra naprawdę bardzo dobrze w tym sezonie i to dawało nadzieję na powalczenie o punkty z aktualnym mistrzem. Goście, mimo, że nie zawsze przychodzą w najmocniejszym zestawieniu to mają na tyle solidnych zawodników, że w takich meczach powinni sobie bez problemu poradzić. Od początku meczu widać było ogromną chęć do gry Anonimowych. Determinacja i koncentracja dały efekty w pierwszych minutach spotkania. Solidna defensywa i znakomite akcje zespołowe dały prowadzenie 2:0. Tur jakby zaskoczony takim obrotem sprawy zaczął się rozkręcać i miał swoje okazje. Najlepszą z karnego miał Konrad Kowalski, ale jego słaby strzał odbił golkiper przeciwników. Sporo było emocji związanych z wapnem podyktowanym przez arbitra. Maciek Miękina uważał, że nie faulował jednak sędzia był stuprocentowo pewny swojej decyzji. Kapitan Tura po niewykorzystanej kapitalnej szansie szybko się zrehabilitował i strzałem z dystansu dał bramkę kontaktową. Gospodarze mądrze się bronili i jeszcze przed przerwą dwa razy zaskoczyli Tura. Do przerwy zatem wynik mocno zaskakujący 4:1 ale trzeba przyznać, że jak najbardziej zasłużony. Po zmianie stron wydawało się, że goście ruszą odrabiać straty. Mieli swoje okazje ale tego dnia praktycznie każdy zawodnik popełniał zbyt wiele błędów indywidualnych tracąc piłkę w prostych sytuacjach. To powodowało kontry, z których padały kolejne bramki dla Anonimowych. Nie pomogła gra z lotnym bramkarzem i widać było powoli, że wiara w odrobienie strat ucieka z drużyny aktualnych mistrzów. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 9:3 i w obozie gospodarzy wybuchł jak najbardziej zasłużony okrzyk radości. Tur zagrał chyba najgorszy mecz od kilku sezonów i dawno na Grenady nie widzieliśmy tak bezradnej ekipy z Ochoty.
Spotkanie Impulsu z Kebavitą dostarczyło tak jak się spodziewaliśmy sporo emocji. Od samego początku mecz stał na niezwykle wysokim poziomie. Gospodarze od początku nastawili się na defensywę i groźnie kontrowali. Goście starali się grać długo piłką, jednak nie mogli się przedrzeć przez dobrze zorganizowaną obronę rywali. Już na początku żółtą kartkę dostał Vladysłav Budz. Zawodnik sądził, że piłka jest poza boiskiem i zagrał piłkę ręką, za co otrzymał karę indywidualną. Okres gry w przewadze nie wykorzystała Kebavita i to po chwili się zemściło. Vladysłav Budz wykorzystał sytuację stworzoną przez kolegę i było 1:0. Kebavita atakowała, a po chwili kolejną bramkę zdobył Impuls. Tym razem Konstantin Didenko pokonał Marcina Osowskiego i ekipa z Ukrainy prowadziła już 2:0. Widać było, że ofensywni zawodnicy Buraka Cana nie mogli sobie poradzić z agresywnym odbiorem przeciwników i często gubili piłki. Do przerwy było 2:0 i goście w drugiej połowie musieli odrabiać straty. Początek drugich 25 minut obfitował w sporo fauli i obie ekipy grały w osłabieniu. Tego okresu żadna z ekip nie wykorzystała i dopiero gdy siły się wyrównały padła trzecia bramka. Ponownie w tym meczu Konstantin Didenko podwyższył wynik na 3:0 i wydawało się że Kebavita nie odwróci losów meczu. Końcówka jednak należała do ambitnie walczących gości. W przeciągu pięciu minut strzelili trzy bramki w tym jedną w okresie przewagi i doprowadzili w dramatycznych okolicznościach do remisu. Po kapitalnym meczu podział punktów. W obu sztabach pewien niedosyt, a szczególnie w obozie teamu z Ukrainy, który gdyby nie kary indywidualne pewnie miałby większe szanse na dowiezienie korzystnego wyniku.
Ten mecz zapowiadaliśmy jako wielki hit naszej ligi. Obie drużyny stawiły się w solidnych składach, choć w ekipie gości z całą pewnością brakowało Tomka Warszawskiego. Mimo to, na boisku od początku kipiało od emocji, ale na szczęście tych piłkarskich. Pierwsza połowa to bardzo spokojna gra In Plus & Pojemnej Haliny, która prowadziła grę. Posiadanie piłki wyglądało w tamtym momencie tak mniej więcej na poziomie 35%-65%, ale jak się okazało, to nie pomogło gościom. Pojemna Halina marnowała kolejne sytuacje, a Gorlicka postanowiła przeprowadzić kontrę i wyjść na prowadzenie. Robert Śmigielski podał, a Marcel Gorczyca zwiódł rywali i oddał mocny strzał, który ostatecznie zakończył się bramką. Do przerwy nic się nie zmieniło, więc wynik 1:0 był małą sensacją, bo patrząc na grę, prowadzenia nie tej drużyny się spodziewaliśmy. W przerwie obie ekipy mobilizowały się na drugą połową, a początek był bliźniaczo podobny do całej pierwszej połowy. Goście rozgrywali, a Gorlicka okazała się skuteczniejsza. Po raz kolejny swój talent potwierdził Marcel Gorczyca, który po przejęciu piłki pokonał bramkarza gości. Nie minęło więcej, niż 3 minuty, a było już 3:0. Do bramki trafił Mariusz Milewski i jasne już było, ze Gorlicka tego nie wypuści z rąk. Na 4:0 podwyższył Kamil Dankowski, a dopiero po tym zdarzeniu otworzył się worek z bramkami dla In Plus & Pojemna Halina. Dla gości trafił bezpośrednio z wolnego Bartosz Przyborek, a chwilę później wynik na 4:2 ustalił Patryk Szeliga po sprytnym strzale głową, po wrzutce z autu. Gorlicka potwierdziła, że czasem liczy się pomysł na grę, a nie posiadanie piłki. Tego dnia byliśmy świadkami ogromnej ilości pięknych akcji, często rozgrywanych na jeden kontakt, a tego typu mecze tylko potwierdzają, że Liga z roku na rok stoi na coraz wyższym poziomie i warto odwiedzać nasze boiska w weekendy.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)