Sezon Lato 2024
Relacje meczowe: 4 Liga
Spotkanie Bad Boys z Boca Seniors zapowiadało się na jedno z bardziej wyrównanych starć tej kolejki. Delikatnym faworytem wydawali się gospodarze - nawet kursy lekko wskazywały na Bad Boysów - ale przed pierwszym gwizdkiem trudno było jednoznacznie przewidzieć zwycięzcę. Szybko postanowił odpowiedzieć na te wszystkie przedmeczowe rozważania Andrzej Łukomski. Napastnik gości od początku wyglądał świetnie i już w pierwszej połowie skompletował hat-tricka, praktycznie w pojedynkę napędzając ofensywę swojej drużyny.
Co prawda gospodarze próbowali odpowiadać. Pierwszą bramkę dla Bad Boys zdobył Matynia po bardzo dobrej, wypracowanej akcji Karola Kalickiego, który najpierw wygrał walkę o piłkę. Jeszcze przed przerwą kontaktowe trafienie dorzucił również Stępień i wynik 2:3 pozostawiał sprawę otwartą. Tyle że sam rezultat trochę mylił obraz meczu. Bad Boys miało duże problemy z przedzieraniem się przez dobrze ustawioną defensywę rywali. Brakowało pomysłu, dokładności i płynności w grze. Było widać, że tego dnia wiele rzeczy po prostu nie funkcjonowało tak, jak powinno.
Druga połowa okazała się już zdecydowanie bardziej jednostronna. Zespół Bartka Podobasa nie zdołał zdobyć ani jednej bramki po przerwie, a rywale konsekwentnie wykorzystywali kolejne okazje. Im bardziej gospodarze musieli się otwierać i szukać kontaktu, tym więcej miejsca zostawiali z tyłu. Boca Seniors bezlitośnie to wykorzystywało - raz po raz wyprowadzając groźne kontry i dokładając kolejne trafienia.
Finalnie mecz zakończył się wynikiem 2:8. Wynik może wydawać się wysoki, ale patrząc na przebieg drugiej połowy, zwycięstwo Boca Seniors było w pełni zasłużone. A Bad Boys? Na pewno to spotkanie będzie dla nich materiałem do wyciągnięcia wniosków, bo ambicji i walki nie można im odmówić.
Hetman FC przystępował do meczu ze Sportowymi Zakapiorami w roli zdecydowanego faworyta. Lider czwartej ligi od początku sezonu imponuje regularnością i ofensywą, a początek tego spotkania tylko to potwierdził. Już w pierwszej połowie dwa razy do siatki trafił Damian Kucharczyk i wydawało się, że wszystko idzie zgodnie z planem Hetmana.
Mimo wyniku nie był to jednak łatwy mecz dla lidera. Zakapiory od początku potrafiły momentami postawić trudne warunki, choć długo brakowało im konkretów pod bramką rywali. Zmieniło się to pod koniec pierwszej połowy. Najpierw kontakt złapał Łukasz Widelski, a chwilę później wyrównał Lasota. Nagle spotkanie kompletnie się otworzyło, a faworyt zaczął mieć realne problemy.
Po przerwie ponownie błysnął Kucharczyk, który skompletował hat-tricka i jeszcze raz wyprowadził Hetman na prowadzenie. Tyle że sam przebieg gry wyglądał już zupełnie inaczej niż na początku meczu. To Zakapiory częściej dochodziły do sytuacji, grały odważniej i wyglądały na zespół bardziej nakręcony. W końcu udało im się odwrócić wynik i po raz pierwszy objąć prowadzenie. Przez długi moment wszystko wskazywało na to, że sensacja stanie się faktem. Na ławce Zakapiorów było mnóstwo energii i wiary, a drużyna bardzo mocno walczyła o utrzymanie wyniku. Problem w tym, że w szóstkach nawet chwila dekoncentracji potrafi zmienić wszystko.
Na dwie minuty przed końcem ponownie uderzył Damian Kucharczyk, zdobywając swoją czwartą bramkę w meczu i doprowadzając do remisu. Chwilę później decydujący cios zadał Arkadiusz Kibler, przechylając szalę zwycięstwa na stronę Hetmana.
Finalnie Hetman FC wygrał 5:4, choć jeszcze kilka minut wcześniej wydawało się, że trzy punkty są już po stronie Zakapiorów. Ten mecz po raz kolejny pokazał, że w szóstkach nic nie jest rozstrzygnięte aż do ostatniego gwizdka. Ten wynik spowodował, że Hetman został mistrzem 4. ligi na cztery kolejni przed końcem. WOW! Gratulacje!
Mecz 14. kolejki 4. ligi pomiędzy Team Ivulin a BM Development przyniósł mnóstwo emocji i aż 19 bramek. Zdecydowanym faworytem byli goście, walczący o fotel wicelidera. Gospodarze, zamykający tabelę z dorobkiem 9 punktów, postawili jednak w pierwszej połowie niezwykle twarde warunki.
Początek spotkania był wyrównany, lecz z czasem to Team Ivulin zaczęło przeważać. Wynik otworzył Anton Łahviniec, a chwilę później, wykorzystując grę w przewadze, gospodarze podwyższyli na 2:0. BM Development potrzebowało czasu na złapanie właściwego rytmu. Sygnał do odrabiania strat dał Bogdan Leshchenko, który w 16. minucie zdobył bramkę kontaktową, a zaraz potem doprowadził do wyrównania. Przed przerwą oba zespoły zdobyły jeszcze po jednej bramce i przy spokojnym tempie pierwsza odsłona zakończyła się remisem 3:3.
Po zmianie stron kibice oglądali już zupełnie inne widowisko. Początkowo gra była zacięta, a na tablicy widniał rezultat 4:5. Kolejne fragmenty to jednak bezwzględna dominacja gości. W zaledwie trzy minuty BM Development strzeliło cztery bramki, całkowicie podłamując rywali. Kluczowe okazało się zmęczenie Team Ivulin - palące słońce i tylko jedna zmiana na ławce rezerwowych odebrały gospodarzom siły. W końcówce goście boleśnie punktowali rywali, kończąc mecz efektownym zwycięstwem 6:13.
W zespole zwycięzców błyszczał duet Bogdan Leshchenko i Heorhii Parnitski, który swoimi akcjami demolował defensywę przeciwników. Dzięki wygranej BM Development wciąż liczy się w walce o drugie miejsce. Aby jednak realnie myśleć o sukcesach, drużyna musi poprawić grę w obronie, która szczególnie w pierwszej połowie popełniała zbyt wiele błędów.
Team Ivulin ma już tylko matematyczne szanse na utrzymanie, a wykonanie tego zadania wydaje się niezwykle trudne...
Na boiskach Grenady doszło do jednej z większych niespodzianek kolejki w 4. lidze. Walczące o podium Furduncio Brasil mierzyło się z trzecią od końca Warszawską Ferajną i przed pierwszym gwizdkiem niewielu spodziewało się, że gospodarze aż tak mocno postawią się wyżej notowanemu rywalowi.
Już przed meczem można było jednak zauważyć pewien problem po stronie Brazylijczyków - przyjechali w bardzo wąskim składzie, co przy intensywności ligowych spotkań mogło odegrać ogromną rolę. Z kolei Ferajna podeszła do tego starcia niezwykle zmobilizowana. Dla gości był to idealny moment, by urwać punkty drużynie z czołówki i złapać trochę tlenu w walce o utrzymanie.
Pierwsza połowa była bardzo szarpana. Dużo walki, kontaktowej gry i fauli sprawiało, że obu zespołom trudno było złapać odpowiednią płynność. Sytuacji bramkowych nie brakowało, ale przez długi czas brakowało konkretów pod obiema bramkami. Dopiero tuż przed przerwą impas przełamała Warszawska Ferajna. Po sprytnie rozegranym rzucie rożnym zza pola karnego huknął Franciszek Pogłód, a jego mocny i precyzyjny strzał kompletnie zaskoczył De Camposa, który nie zdążył skutecznie zareagować.
Po zmianie stron obraz gry długo się nie zmieniał. Mecz nadal był wyrównany, obie drużyny miały swoje okazje, a bramkarze popisywali się efektownymi interwencjami. W końcu do wyrównania doprowadził Bruno Martins, który zachował zimną krew i pewnie pokonał Wojciechowskiego. Wydawało się wtedy, że Furduncio wrzuci wyższy bieg, ale właśnie w tym momencie zaczęły wychodzić problemy kadrowe gości. Brak zmian i narastające zmęczenie stawały się coraz bardziej widoczne, a Ferajna tylko czekała, by to wykorzystać.
Końcówka należała już całkowicie do ekipy Kacpra Domańskiego. Warszawska Ferajna wykorzystała opadające siły rywali i zdobyła aż cztery kolejne bramki, całkowicie zamykając mecz. Największy udział miał w tym Patryk Gregorczuk, który zanotował dwa gole i asystę, regularnie rozrywając defensywę Furduncio.
Ostatecznie Ferajna wygrała aż 5:1, sprawiając sporą niespodziankę i mocno spłaszczając tabelę. Różnica między obiema drużynami wynosi już tylko pięć punktów - w tej lidze naprawdę wszystko jest jeszcze możliwe.
W meczu 14. kolejki 4. Ligi Fanów FC Bulls zmierzyli się z SO4 FC. Spotkanie zapowiadało się niezwykle interesująco, ponieważ gospodarze należą do ścisłej czołówki tabeli i walczą o najwyższe cele, natomiast goście po dołączeniu do rozgrywek w przerwie zimowej imponowali formą, zdobywając komplet 12 punktów w czterech wiosennych kolejkach.
Od pierwszych minut tempo meczu było bardzo wysokie. Obie drużyny grały ofensywnie i regularnie stwarzały zagrożenie pod bramką rywali. Mimo wielu okazji kibice na pierwszego gola musieli czekać do 13. minuty, kiedy wynik otworzył Serhieiev. Radość gospodarzy nie trwała długo, bo chwilę później wyrównał Zuchora. Serhieiev szybko ponownie dał jednak prowadzenie Bullsom, a swoje trzy grosze dorzucił również lider gospodarzy Churiukanov. W 18. minucie FC Bulls prowadziło już 3:1.
Goście nie zamierzali się poddawać. Bardzo aktywny Zinko zdobył kontaktową bramkę, ale końcówka pierwszej połowy należała do gospodarzy. Tuż przed przerwą Serhieiev skompletował hat-tricka i FC Bulls schodziło do szatni z prowadzeniem 4:2.
Kilka minut po wznowieniu gry Churiukanov podwyższył wynik na 5:2 i wydawało się, że gospodarze pewnie zmierzają po komplet punktów. Wtedy jednak obraz gry całkowicie się zmienił. Goście przejęli inicjatywę i zaczęli odrabiać straty. W 30. minucie gola na 5:3 zdobył Zinko, a w 39. minucie kontaktową bramkę strzelił Rudenko. Ostatnie dziesięć minut dostarczyło ogromnych emocji. W 47. minucie do wyrównania doprowadził Stanios, a chwilę później, już w ostatniej minucie regulaminowego czasu gry, Zuchora wyprowadził SO4 FC na prowadzenie 6:5. Kiedy wydawało się, że goście zgarną komplet punktów i podtrzymają swoją perfekcyjną serię, gospodarze zadali ostatni cios. W ostatnich sekundach spotkania Grunchak zdobył gola na wagę remisu i uratował punkt dla FC Bulls.
Po kapitalnym, pełnym zwrotów akcji widowisku FC Bulls zremisowali z SO4 FC 6:6.







)
)
)
)
)
)
)
)
)