Sezon Lato 2024
Relacje meczowe: 4 Liga
Spotkanie pomiędzy Sportowymi Zakapiorami a Hetmanem FC przyniosło kibicom prawdziwy festiwal bramek. Pierwsza połowa rozpoczęła się niezwykle intensywnie – gospodarze wyszli na prowadzenie dzięki trafieniu Pawła Groszkowskiego. Wymiana bramek zwiastowała nam ciekawe spotkanie. Wynik w pierwszej połowie zmieniał się w obie strony – po stronie Zakapiorów bramki zdobywali jeszcze Krzysztof Westenholz i Aleksy Sałajczyk. Ich dynamiczne akcje dawały nadzieję, że Zakapiory są w stanie narzucić własny styl gry i kontrolować wydarzenia na boisku. Hetman jednak szybko udowodnił, że nie zamierza się tylko bronić. Damian Kucharczyk i Kacper Urban wykorzystali swoje okazje, a do przerwy na tablicy wyników widniał rezultat 3:3, zapowiadający zaciętą drugą część meczu.
Po zmianie stron na boisku istniała już tylko jedna drużyna. Hetman podkręcił tempo i praktycznie w każdym ataku stwarzał zagrożenie pod bramką rywala. Damian Kucharczyk był nie do zatrzymania – raz po raz rozrywał defensywę Zakapiorów i finalizował akcje swojej drużyny. Łącznie zdobył aż pięć bramek, zasłużenie zostając bohaterem spotkania. Swoją cegiełkę dołożyli także Kacper Urban, Oskar Kalicki oraz Paweł Rolek, którzy skutecznie wykorzystywali dogodne sytuacje stwarzane przez kolegów z drużyny. Zakapiory próbowały odpowiadać kontrami, jednak z każdą minutą ich defensywa wyglądała coraz bardziej bezradnie wobec ofensywnej fali rywala. Hetman grał szybko, dokładnie i bezlitośnie wykorzystywał błędy przeciwnika. Ostatecznie mecz zakończył się wysokim zwycięstwem Hetmana 11:3, które jasno pokazuje różnicę w formie obu zespołów tego dnia.
Hetman FC udowodnił, że będzie groźnym kandydatem do czołówki ligi, natomiast Sportowe Zakapiory muszą jak najszybciej wyciągnąć wnioski z tej porażki, szczególnie w kwestii organizacji gry w obronie.
Mieszanka rutyny i młodzieńczej fantazji – Bad Boysi przystępowali do nowej kampanii z dużymi nadziejami, bo połączenie wieloletniego doświadczenia ekipy Bartka Podobasa z ogromnym talentem Kuby Soleckiego miało być przepisem na sukces. Już wiosną Źli Chłopcy prezentowali się bardzo dobrze, teraz musieli tylko podtrzymać korzystny trend. Ich rywale, Boca Seniors, debiutowali co prawda w Lidze Fanów, ale nie byli nowicjuszami – z powodzeniem występowali w innych rozgrywkach. I było to widać na boisku – niemal od pierwszych minut goście narzucili swój styl gry i umiejętnie neutralizowali atuty przeciwnika. Przede wszystkim odcięty od gry został wspomniany wcześniej Kuba Solecki – był często podwajany, miał bardzo mało przestrzeni, a rywale w ostateczności, gdy nie mogli sobie z nim poradzić, uciekali się do fauli.
Nie było jednak tak, że gracze Boca Seniors tylko przeszkadzali. Gdy przejmowali piłkę, potrafili zawiązać ciekawe akcje, a mocnymi strzałami z dystansu straszył Łukasz Pruszyński. Dało to wymierny efekt – po pierwszej połowie goście prowadzili 0:3. W drugiej odsłonie, przy stanie 0:4, Bad Boysi zdecydowali się na dobrze znany manewr – między słupkami stanął Bartek Podobas, aby stworzyć przewagę w rozegraniu piłki. Tym razem jednak plan spalił na panewce i gospodarze dość szybko wrócili do pierwotnego ustawienia, ale wtedy było już po meczu.
Wiadome było, że Boca Seniors nie wypuści zwycięstwa z rąk – Źli Chłopcy nie mieli ani argumentów, ani pomysłów, jak sforsować defensywę przeciwnika. A przecież Boca grało bez nominalnego bramkarza i aż prosiło się, by przetestować występującego tam zawodnika z pola. Problem w tym, że tych prób było jak na lekarstwo i ostatecznie skończyło się wysoką porażką 0:11. Goście zagrali świetne zawody, a niemal każdy zawodnik zapisał na swoim koncie bramkę lub asystę. Z taką grą Boca Seniors wyrasta na jednego z głównych kandydatów do awansu.
Już pierwsza kolejka pokazała, że starcia w tej lidze będą niezwykle wyrównane i emocjonujące. Team Ivulin oraz BJM Development stworzyli widowisko, które trzymało w napięciu przez pełne 50 minut gry. Spotkanie zakończyło się zwycięstwem BJM 4:3, ale równie dobrze mogło paść na remis – tak blisko siebie byli rywale przez całe spotkanie.
Od początku widać było ogromną determinację obu ekip. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 2:2 i dokładnie oddawała przebieg gry – żadna drużyna nie potrafiła odskoczyć na więcej niż jedną bramkę, a walka toczyła się głównie w środku pola. Ivulin imponował ambicją, a ich ataki napędzał Arsieni Vanicki, który popisał się dwiema asystami i był jednym z najaktywniejszych zawodników na boisku. Cały zespół grał równo i nikt nie odstawał, co potwierdziło, że mimo problemów z poprzednich sezonów drużyna wciąż ma spory potencjał.
Po zmianie stron górę zaczęło brać doświadczenie zawodników BJM Development. Spokój i umiejętne kontrolowanie gry pozwoliły im dowieźć minimalną przewagę do końca. Kluczową postacią był Marcin Skowroński – autor dwóch bramek i asysty – prawdziwy lider ofensywy, który w decydujących momentach znajdował drogę do siatki. Bardzo dobrze zaprezentował się również Oliwier Aleksander, który swoją pracą i aktywnością mocno wspierał kolegów, a w defensywie brylował Filip Odoliński, wielokrotnie zatrzymując groźne akcje rywali.
Ostatecznie to BJM Development cieszyło się z kompletu punktów, wygrywając 4:3. Team Ivulin może jednak patrzeć z optymizmem na kolejne kolejki – pokazali solidną, wyrównaną grę i z pewnością nie zamierzają tanio sprzedawać skóry. Mocny początek sezonu dla obu drużyn zapowiada ciekawe tygodnie w 4. lidze.
Inauguracja Ligi Fanów przyniosła nie tylko piękną pogodę, ale też mecz dwóch zespołów zza naszej wschodniej granicy w 4. lidze. FC Bulls podejmowało Ukraine United. Początek spotkania należał do gości, którzy narzucili wysokie tempo i raz po raz atakowali bramkę strzeżoną przez Zhukova. Kwintesencją tej optycznej przewagi był strzał w poprzeczkę najaktywniejszego w pierwszych minutach Pradosha. Na tym jednak skończyły się pozytywne akcenty ekipy przyjezdnej w pierwszej połowie.
Później do głosu doszli gospodarze, którzy systematycznie stwarzali zagrożenie pod bramką rywala. W 7. minucie gola po dobrze rozegranym rzucie rożnym zdobył Grunchak. Chwilę później prowadzenie podwyższył Churiukanov, a w 14. minucie, po bramce Kozenki, było już 3:0. Nie minęło kilkadziesiąt sekund a ponownie trafił Churiukanov, a zaraz po nim Hololobov. Przy stanie 5:0 gracze Ukraine United mieli swoje szanse, ale albo świetnie bronił Zhukov, albo piłka odbijała się od słupka. Gdy wydawało się, że w pierwszej odsłonie nic już się nie wydarzy, ponownie do siatki trafił Kozenko, ustalając wynik do przerwy na 6:0.
Druga część meczu początkowo wyglądała podobnie do pierwszej – znów to goście rozpoczęli od ataków. Tym razem udało im się je udokumentować golem Pustovita. Ukraine United mieli kolejne okazje, lecz bramki zdobywali gospodarze. Najpierw składną akcję zespołu sfinalizował Hololobov, a następnie dwukrotnie trafił Vesolovskyi, do którego dołączył Seliverstov. Już całkowicie opadnięci z sił goście stracili jeszcze jednego gola – w ostatniej minucie hat-tricka skompletował Churiukanov, ustalając wynik spotkania na 12:1 dla FC Bulls.
W niedzielne popołudnie na Arenie Grenady, Furduncio Brasil F.C. podejmowało zespół Warszawskiej Ferajny.
Początek spotkania zapowiadał wyrównaną walkę – obie drużyny wykazywały sporo inicjatywy, tworząc dogodne sytuacje podbramkowe, choć lekką przewagę od samego startu zaznaczyli zawodnicy Furduncio. To właśnie oni jako pierwsi otworzyli wynik meczu: Rafael Andrade skutecznie wykończył akcję swojego zespołu i zdobył bramkę na 1:0. Gospodarze poszli za ciosem – kolejne trafienia dołożyli Bruno Martins oraz Jeremi Szymański, wyprowadzając drużynę na komfortowe prowadzenie 3:0.
Warszawska Ferajna nie zamierzała jednak składać broni. Strzałem z dystansu popisał się Kuba Żmijewski, dając gościom sygnał do walki. Jeszcze przed przerwą Furduncio odpowiedziało w spektakularny sposób – Luciano Sant’ana wykorzystał wyjście bramkarza i posłał piłkę do pustej siatki. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 4:1.
Po zmianie stron ponownie z dobrej strony pokazał się Żmijewski, zdobywając swoją drugą bramkę i dając gościom nadzieję na odwrócenie losów spotkania. Przez dłuższy czas utrzymywał się wynik 4:2, a Ferajna kontynuowała natarcia, które przyniosły efekt w postaci kolejnego gola i zmniejszenia straty do jednej bramki. Na odpowiedź Canarinhos nie trzeba było długo czekać – Bruno Martins po raz drugi wpisał się na listę strzelców, pięknym uderzeniem pieczętując zwycięstwo Furduncio Brasil F.C. i ustalając wynik meczu na 5:3.
Spotkanie zdecydowanie mogło się podobać. Choć Warszawska Ferajna walczyła do samego końca, komplet punktów zasłużenie pozostał przy gospodarzach.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)