Sezon Lato 2024
Relacje meczowe: 8 Liga
W meczu lidera z drużyną znajdującą się nad strefą spadkową faworyt może być tylko jeden. Tak było w spotkaniu między Saską Kępą a Kozicami Warszawa. Gospodarze w ostatnim swoim meczu ponieśli wysoką porażkę, dlatego też na to spotkanie stawili się w zdecydowanie mocniejszym składzie. Początek rozpoczął się zgodnie z oczekiwaniami i dość szybko z gola cieszył się Mariusz Zgórzak. W dalszej części meczu grę prowadziła Saska, jednak nie potrafiła udokumentować tego kolejnymi bramkami. Z zimną krwią wykorzystali to goście, którzy po akcji Grzybowski – Fryniasz doprowadzili do wyrównania I mecz rozpoczął się na nowo. Gospodarze prowadzili grę i z minuty na minutę coraz bardziej atakowali bramkę Kozic, niestety wciąż zawodziła skuteczność. Ta nie przeszkadzała gościom, którzy dzielnie się bronili i wyprowadzaniem groźne kontry. I po dwóch takich akcjach najpierw Robert Afifi a potem Debal Bose wyprowadzają swój zespół na dwubramkowe prowadzenie. Do końca pierwszej połowy wynik już się nie zmienił I na przerwę schodziliśmy przy rezultacie 1-3. Po zmianie stron gospodarze przystąpili do odrabiania strat. Szybko narzucili swój styl gry i z każdą minutą powiększali swoją przewagę, którą udokumentowali najpierw bramką Sebastiana Sitka a chwilę później Marka Kwiatkowskiego. Remis nie zadawalał żadnej z ekip i obie starały się wygrać to spotkanie. Końcówka meczu to już wymiana ciosów raz z jednej, raz z drugiej strony i obustronna gra nerwów. Lepiej z tym wszystkim poradzili sobie goście. Najpierw Olek Ciężar zdobywa bramkę na 3-4, a chwilę później wynik podwyższa Robert Afifi i mamy 3-5. Saska próbowała jeszcze odwrócić wynik, udało jej się nawet zdobyć bramkę kontaktową, jednak na więcej zabrakło już czasu. Saska ostatecznie przegrywa drugi mecz z rzędu i jak się później okazało, traci również fotel lidera. Kozice dzięki wygranej uciekają strefie spadkowej i przy takiej grze mogą jeszcze powalczyć o zdecydowanie lepsze miejsce w ligowej tabeli.
Shot Dj po wygranej w zaległej kolejce grał przeciwko BRD Young Warriors. Oba zespoły na mecz przyszły bez swoich nominalnych bramkarzy i spodziewaliśmy się gradu goli. Byliśmy jednak pozytywnie zaskoczeni postawą w bramce Jeremiego Szymańskiego, oraz Mateusza Adamca, którzy udanie zastąpili swoich kolegów i w całym meczu - dzięki ich zasłudze - obejrzeliśmy tylko pięć goli. Gospodarze od pierwszych minut mieli nieznaczną przewagę na boisku, którą sformalizowali w 7minucie. Goście mający swoje okazje na oddanie strzałów w światło bramki byli szybko blokowani lub piłkę odbijał bramkarz i mimo starań nie byli wstanie zmienić wyniku. Oba zespoły preferowały zupełnie inny styl gry, lecz ich wola walki o zwycięstwo była na tak samym wysokim poziomie. Nim sędzia odgwizdał koniec pierwszej części meczu zobaczyliśmy dużo ładnej sportowej walki, lecz skromne prowadzenie gospodarzy pozostało do przerwy. Druga odsłona meczu rozpoczęła się od zmasowanej gry ofensywnej obu zespołów. Początkowo Shot Dj trafił w słupek, a chwilę później BRD w poprzeczkę. Osiem minut przed końcem spotkania Jan Jabłoński podwyższył prowadzenie gospodarzy, lecz mecz trwał w najlepsze i goście przyparci do muru wciąż wierzyli w odwrócenie losów spotkania. Sygnał do tego dał Marek Sanecki, który wykorzystał strzał z „wapna”, odrabiając część strat. Niestety dla BRD gospodarze w tej samej minucie powrócili na dwubramkowe prowadzenie, aby po niespełna trzech minutach ustalić wynik spotkania na 4:1. Dzięki wygranej Shot Dj traci do „pudła” tylko trzy oczka, pozostając na szóstej pozycji. BRD Young Warriors zaliczyło trzecie potknięcie z rzędu i ma już cztery punkty do odrobienia, aby opuścić strefę spadkową.
W niedzielne popołudnie ekipa Na2Nóżkę podejmowała znajdujący się w strefie spadkowej Hiszpański Galeon. Gospodarze plasują się na drugim miejscu i do lidera tracą już tylko 3 punkty, goście mają swoje problemy i z 7 punktami zajmują ostatnie miejsce. W pojedynku wicelidera z drużyną znajdującą się w strefie spadkowej faworyt mógł być tylko jeden. Spotkanie rozpoczęło się zgodnie z oczekiwaniami od ataków gospodarzy. Licznie zgromadzona na to spotkanie ekipa N2N prezentowała się świetnie, atakując i nie pozwalając rozwinąć skrzydeł oponentom. Gospodarze szybko udokumentowali swoją przewagę strzelając bramki. Znakomicie rozgrywali ataki, a Hiszpański Galeon miał niezmiernie ciężko przejąć inicjatywę na boisku. Szczególnie aktywni byli Wiktor Sląz oraz Mateusz Rusłanowski. Przy wyniku 3:0 przegrywającym udało się strzelić bramkę po indywidualnej akcji Mishy Lishtwana i na przerwę schodziliśmy przy wyniku 3-1. Po zmianie stron goście próbowali jeszcze nawiązać walkę, ale przy dobrze dysponowanym rywalu nie mieli za wiele możliwości do rozwinięcia skrzydeł. Ekipa N2N wiedząc, że ma mecz pod kontrolą spuściła trochę z tonu i przy wyniku 5-1 zatrzymała swoją strzelecką ofensywę. Wykorzystali to rywale, którzy co prawda strzelili dwie bramki, jednak na więcej zabrakło już czasu i to gospodarze zasłużenie wygrywają 5:3. Dzięki tej wygranej zgarniają 3 punkty, a dzięki korzystnym innym wynikom, udało im się awansować na pozycję lidera 8.ligi.
Mecz pomiędzy Mareckimi Wygami a Legionem to pojedynek drużyn, które swoje pierwsze tegoroczne spotkania zakończyły zwycięsko. Jednak ich sytuacja w tabeli jest zgoła odmienna – gospodarze celują w tym sezonie w miejsce gwarantujące awans o ligę wyżej, natomiast ich rywale znajdują się w strefie spadkowej. Spotkanie lepiej zaczęło się dla niżej notowanego zespołu, który w 7 minucie wyszedł na prowadzenie. W trakcie kolejnych fragmentów drużyny stworzyły sobie sporo dobrych sytuacji bramkowych, lecz tego dnia dobrze dysponowani byli golkiperzy obydwu drużyn. Zmiana wyniku nastąpiła dopiero pod koniec pierwszej połowy, kiedy swoje prowadzenie powiększyli goście. Potem obydwie drużyny jeszcze po razie pokonały obydwu golkiperów i na przerwę drużyny schodziły z wynikiem 3:1 dla drużyny z Ukrainy. Druga połowa rozpoczęła się od ataków przybyszów z Marek, ale na kolejne trafienie musieliśmy czekać aż do 36 minuty, kiedy częściowo straty odrobili gospodarze i na kwadrans przed zakończeniem spotkania mieli już tylko jedną bramkę straty. W ostatnich fragmentach meczu dopięli jednak swego i w końcu doprowadzili do wyrównania, ustalając wynik końcowy na 3:3. Po bardzo ciekawym i wyrównanym spotkaniu padł remis 3:3 i oba zespoły dopisały sobie do dorobku po jednym punkcie.
W niedzielny wieczór na Arenie AWFu przystąpiły do rywalizacji ekipy Polska Górom i Warsaw Gunners. Obie drużyny miały po 15 punktów i grając ostatni mecz w tej lidze miały świadomość, że wygrana może spowodować, iż wskoczą na trzecie miejsce w tabeli. Wszystko to w związku z remisem Mareckich Wyg, które straciły punkty z Legionem. Od początku dobrze się oglądało to spotkanie. Jedni i drudzy niezwykle aktywnie przystąpili do spotkania, chcąc szybko zdobyć bramkę. Strzelanie rozpoczęli gospodarze a konkretnie Aleksander Kuśnierz. Goście jednak potrafili szybko odpowiedzieć i mecz rozpoczął się na nowo. Z biegiem czasu nic na tablicy wynikowej się nie zmieniało, aż do momentu gdy przebudził się instynkt strzelecki Kacpra Kowalskiego. Gunnersi nie pozostali dłużni i także strzelili bramkę, która dała remis w połowie rywalizacji. Po zmianie stron sprawa punktów pozostawała otwarta. Stawka meczu potęgowała coraz większe emocje, które przełożyły się na jeszcze ostrzejszą grę. Po jednej z akcji zawodnikom trochę puściły nerwy, ale arbiter w porę zaprowadził spokój na boisku. Polska Górom starała się atakować, lecz kontry rywali były zabójcze. Goście wyszli na prowadzenie i skrzętnie punktowali błędy w defensywie oponentów. Mądra gra Gunnersów, którzy utrzymywali się przy piłce i grali często z wykorzystaniem bramkarza dała im cenne trzy punkty i trzecią pozycję w tabeli.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)