Sezon Lato 2024
Relacje meczowe: 7 Liga
Na szlagier 7 ligi, czyli mecz Georgian Team z FC Alliance czekaliśmy z niecierpliwością. Spodziewaliśmy się dobrego widowiska i obie drużyny dostarczyły prawdziwej piłkarskiej uczty. Już w 1 minucie padła bramka otwierająca wynik – podaniem przez pole karne obrońców Alliance przechwycił Nika Tsertsvadze i nie dał szans golkiperowi gości. Ukraińcy wyprowadzili dwa bardzo groźne ataki, ale świetnymi interwencjami wykazał się Tornike Zhgenti. W 9 minucie było już 2:0, kiedy Gruzini wyprowadzili dwójkową akcję z kontry, zakończoną trafieniem Lashy Gabrichidze. Alliance miał szansę na trafienie z rzutu wolnego, ale piłka obiła słupek. W 14 minucie zamieszanie pod bramką gości wykorzystał Lasha, a w następnej akcji goście… znów trafili słupek. Pierwsza połowa zdecydowania należała do gospodarzy, których akcje ofensywne były groźniejsze, a gra w środku pola bardziej przekonująca. Aliantom brakło zarówno szczęścia, jak i błyskotliwego pomysłu na przełamanie obrony GT, ale jeszcze przed przerwą udało się Oleksivovi Sfefanovichowi strzelić gola kontaktowego. Druga połowa rozpoczęła się od petardy ze strony gospodarzy, a swoje drugie trafienie zanotował Nika Tsertsvadze. Gruzini na moment zamknęli Alliance na ich połowie i nie dawali zaatakować nawet z kontry, a do tego urządzili istne oblężenie bramki Oleha Babiaka. Co ciekawe nie udało się im pokonać golkipera gości, a w 31 minucie Ukraińcy zdobyli gola na 4:2. W 36 minucie rajd prawym skrzydłem urządził sobie Aleksandre Takidze, a jego dośrodkowanie trafiło do niekrytego Ucha Chubinidze, który nie dał szans golkiperowi przeciwnika i było 5:3. Alliance błyskawicznie odpowiedziało akcją Myhailo Puliaieu, który mądrze wyciągnął bramkarza Gruzinów, a następnie oddał piłkę Oleksandrowi Saltowskiemu, który zapakował piłkę do pustej bramki. Spotkanie nabierało coraz więcej kolorów, ale oglądaliśmy bardzo sportowy mecz i mimo fauli z jednej i drugiej strony zawodnicy obu drużyn okazywali sobie wzajemny szacunek, przez co sędzia nie musiał chwytać za żółty kartonik. W 42 minucie rzut karny na gola zamienił Volodymyr Pits, a dwie minuty później był już remis, kiedy samotny rajd strzałem przy słupku wykończył Oleksiv Stefanovich. Inicjatywa była zdecydowanie po stronie gości, ale kiedy trzeba było, swój talent ujawnił Lasha Gabrichidze – najpierw zdobył bardzo ważnego gola na 6:5, który nieco podciął skrzydła FC Alliance, a następnie w samej końcówce dobił Ukraińców dwoma golami ustalając wynik na 8:5. Za to widowisko brawa należą się obu ekipom. Takich meczów chcemy oglądać jak najwięcej!
W 7 lidze naprzeciwko siebie stanęły drużyny FC Mitotito oraz Kubany. Faworytem tego spotkania byli gospodarze, którzy prowadzą w tabeli. Mecz zaczął się bardzo spokojnie, obie ekipy starały się skupić przede wszystkim na obronie własnej bramki, licząc przy tym na szybkie kontrataki. Wraz z upływem czasu rysowała się przewaga gospodarzy, to oni prowadzili grę i byli stroną dominującą. Zawodnicy Kubanów mądrze się bronili i często wyprowadzali groźne kontrataki. Na pierwszą bramkę musieliśmy czekać aż do 14 minuty meczu. Wtedy to Marcin Dołoszyński zdecydował się na mocny i precyzyjny strzał z połowy boiska, po którym piłka wpadła w same okienko bramki gości i na tablicy wyników mieliśmy 1-0. Po stracie gola, obraz gry Kubanów się nie zmienił, nie panikowali i dalej grali swoją piłkę często odgryzając się rywalom. Tuż przed końcem pierwszej połowy zabójczą kontrę wyprowadzają goście i po podaniu Tomasza Kowalczyka, Dymitr Kuczyński wyrównuje rezultat meczu. Po chwili wybrzmiał końcowy gwizdek sędziego i na przerwę schodziliśmy przy wyniku 1-1. W drugiej odsłonie obraz gry zupełnie się nie zmienił, dalej stroną przeważającą byli zawodnicy Mitotito i to oni z minuty na minutę coraz mocniej naciskali na bramkę gości. W 35 minucie dość niespodziewanie to Kubany strzelają bramkę i wychodzą na prowadzenie, po rozegranym rzucie z autu i gapiostwie obrony gospodarzy bramkę zdobywa Tomasz Kowalczyk. Taki wynik utrzymywał się tylko przez chwilę, bo w 37 minucie meczu gospodarze doprowadzają do remisu. Po szybko wykonanym rzucie rożnym piłkę do własnej bramki skierował jeden z obrońców drużyny Kubanów i ponownie mieliśmy remis. W kolejnych minutach przewaga gospodarzy urosła, częste zmiany, duża intensywność akcji sprawiały, że Kubany coraz rozpaczliwej broniły się przed stratą kolejnych bramek. W końcowych minutach gospodarzom udaje się wyjść na prowadzenie. Bramkę zdobywa Bartosz Lipianoga i wyprowadza swój zespół na 3-2. Jeszcze przed końcem meczu goście próbowali odwrócić losy spotkania, niestety brakowało już sił i pomysłu jak pokonać dobrze dysponowaną tego dnia obronę zawodników gospodarzy. Drużyna FC Mitotito w końcówce dokłada jeszcze dwie bramki i ostatecznie dość pewnie pokonuje Kubany 5-2.
Spotkanie 7 ligi, rozegrane pomiędzy 6 drużyną w tabeli Elitarnymi Gocław a 9 ekipą KS Iglica Warszawa był niestety dość mocno jednostronnym widowiskiem. Panowie z Gocławia bardzo chcieli przedłużyć passę 3 wygranych spotkań, natomiast Iglica planowała zdobyć 3 punkty i wyjść ze strefy spadkowej. Jednak życie i mecz szybko zweryfikowały nadzieję ekipy gości. Już w 3 minucie pomocnik drużyny gospodarzy Wojciech Sekulak otrzymał ładne podanie od Łukasza Eljasiaka i bez problemu pokonał bramkarza gości. Mieliśmy wiec szybkie 1-0 dla Elitarnych, którzy coraz mocniej dzielili i rządzili na boisku. Goście nie chcieli się jednak poddać bez walki, w 4 minucie wykonywali rzut wolny ale golkiper z Gocławia Marcin Głębocki był w tym meczu przeszkodą nie do przejścia i bez problemu obronił mocny strzał Iglicy. Notabene bramkarz gospodarzy zagrał w tym spotkaniu jak profesor. Nieposiadający jakichś ponadprzeciętnych warunków fizycznych golkiper odbijał większość strzałów i był królem przedpola. Koordynator prowadzący to spotkanie naliczył 12 obronionych strzałów przez tego zawodnika. Wróćmy jednak do meczu. Elitarni mocno naciskali a Iglica próbowała kontratakować. Trwała walka o środek pola, którą widocznie wygrali zawodnicy gospodarzy. Dało im to dużą przewagę i naprawdę niezliczoną ilość okazji do zdobycia bramki. Warto wspomnieć, że bramkarz Iglicy również dobrze wykonywał swoją robotę i bardzo często ładnie bronił atomowe strzały gospodarzy. Elitarni jednak dopięli swego i w pierwszej połowie zdobyli jeszcze jedną bramkę. Bardzo aktywny pomocnik ekipy z Gocławia Hou Jiuhang sprytnym podaniem wypuścił w uliczkę Grzegorza Bednorza i ten drugi nie zmarnował "setki". Pierwsza odsłona zakończyła się wynikiem 2-0 dla ekipy gospodarzy. Druga to ponownie szybko zdobyta bramka ekipy z Gocławia i na tablicy wyników było już 3-0. Gospodarze trochę się cofnęli i zaczynało ich to coraz więcej kosztować. Iglica skontrowała już w 30 minucie zdobywając bramkę na 3-1, lecz nie wyprowadziło to z równowagi w żaden sposób ekipy gospodarzy. Wzięli się szybko do roboty i hurtowo zaczęli zdobywać bramki. Szybkie dwa trafienia dały nam wynik 5-1. W 46 minucie gospodarze dołożyli następne trafienie po wykorzystanym rzucie karnym i spokojnie kontrolowali to spotkanie. Co prawda Iglica odgryzła się bramką na 6-2, ale było to wszystko na co pozwolili im w tym meczu gospodarze. Natomiast Elitarni nie zamierzali się zatrzymywać. To momentami jednostronne spotkanie zakończyło się ostatecznie wynikiem 8-2 dla Elitarnych i na spokojnie panowie mogą włączyć się jeszcze do walki o awans do wyższej ligi. Natomiast Iglica Warszawa musi zacząć wygrywać aby wydostać się ze strefy spadkowej i nie zaliczyć awansu w "drugą" stronę.
Spotkanie pomiędzy drużynami Więcej Sprzętu Niż Talentu z ekipą Na Wariackich Papierach to pojedynek sąsiadów z tabeli. O punkt więcej miał w dorobku zespół gospodarzy i dodatkowym dla nich handicapem było zwycięstwo odniesione w ostatniej kolejce. Goście natomiast po bardzo dobrym początku sezonu ostatnie trzy mecze zakończyli z zerowym dorobkiem punktowym. Obydwie drużyny bardzo spokojnie rozpoczęły to spotkanie, broniąc przede wszystkim dostępu do własnej świątyni. Pierwszą skuteczną akcję przeprowadzili gospodarze i w 9 minucie wyszli na prowadzenie. Dwie minuty później to samo uczynili przeciwnicy i ponownie w protokole meczowym widniał wynik remisowy. Pod koniec pierwszej połowy bramkę zdobyli gospodarze i jak się później okazało - był to gol ustalający wynik tej części spotkania na 2:1. Druga połowa nie była już tak bardzo wyrównana i inicjatywę od początku przejęli gospodarze, którzy w pierwszych kilku minutach dwukrotnie pokonali golkipera rywali. Chwilę później z rzutu karnego wynik podwyższył Eryk Wyszyński i już w tym momencie losy meczu były przesądzone. Stracone bramki podłamały gości, którzy w ostatnich minutach nie byli w stanie zagrozić bramce strzeżonej przez Pawła Prycińskiego. Dodatkowo w ostatnich fragmentach jeszcze dwukrotnie zmuszeni byli wyjmować piłkę z siatki swojej bramki i finalnie spotkanie zakończyło się wynikiem 7:1 dla gospodarzy. Zespół Więcej Sprzętu Niż Talentu pewnie pokonuje swoich rywali, dzięki czemu do swojego dorobku dopisuje kolejne trzy punkty. Ekipa Na Wariackich Papierach tylko w pierwszej połowie dotrzymywała kroku swoim przeciwnikom, a to było zdecydowanie za mało, by cokolwiek tutaj ugrać.
Dla FC Polska Górom mecz z Tornado Warszawa był kolejnym z gatunku „na przełamanie”. Alek Kuśmierz i spółka z nadzieją wypatrują spotkania, które będzie stanowiło punkt zwrotny w obecnym sezonie. Ich ostatnie mecze były coraz lepsze, co powodowało, że tliła się nadzieja, że przeciwko Tornado Warszawa, to wreszcie oni będą przyjmować gratulacje, a nie znowu gratulować rywalom. I zaczęło się fantastycznie, bo od pięknego gola z dystansu samego kapitana, ale błyskawicznie odpowiedział równie ładnym trafieniem Sebastian Król. I można powiedzieć, że to jak wyglądały premierowe minuty spotkania, było symboliczne dla całej potyczki. Gdy jedni strzelali, to drudzy natychmiast odpowiadali i żadnej z drużyn nie udało się zbudować odpowiedniej zaliczki. Prowadzenie przechodziło z rąk jednych do drugich, ale na przerwę to Tornado schodziło z jednym golem więcej, chociaż gdyby było odwrotnie, to nie można byłoby mówić o jakiejkolwiek niesprawiedliwości. Druga połowa zaczęła się od kilku dobrych akcji Tornado, lecz między słupkami kapitalnie uwijał się Kamil Nowak. Jego dobra postawa, w połączeniu ze zdobytą bramką na 5:5, sugerowała że to Polska Górom będzie uprzywilejowana w dalszej części spotkania. Ale nic z tego. Tornado wraca na dobre tory, zdobywa dwa szybkie gole na przestrzeni zaledwie 60 sekund i wtedy nikt jeszcze nie wiedział, że to będzie kluczowe zdarzenia dla losów spotkania. Przegrywający próbowali wrócić do meczu, podejmowali coraz większe ryzyko, lecz tak jak przez większość czasu o wyniku decydowała ofensywa, tak w końcówce trzeba pochwalić defensywę późniejszych triumfatorów. Przedstawiciele Polska Górom nie byli w stanie zdobyć trafienia kontaktowego i tym samym musieli się pogodzić z szóstą z rzędu porażką. Jednak my widzimy sporo pozytywów w ich grze. Przede wszystkim dobrze zaprezentowały się nowe twarze w tej drużynie a więc Mikołaj Jaguszewski Michał Grądz. Gdyby oni dojeżdżali regularnie, to ten zespół już dawno miałby na swoim koncie punkty. Być może z trochę słabszym przeciwnikiem, to i tak by wystarczyło, ale Tornado zagrało na niezłym poziomie i nie pozwoliło wyszarpać sobie całej puli. Tutaj oprócz Sebastiana Króla, warto pochwalić Kamila Kutyłę, a więc człowieka od zadań wszelakich. W pierwszej połowie świetnie grał na bramce, a potem równie dobrze w polu. Gdy dodamy do tego, że oprócz tej dwójki jeszcze czterech graczy zapisało na swoje konto bramkę lub asystę, to mamy wyczerpującą odpowiedź dlaczego trzy punkty zabrali w drogę powrotną zawodnicy Tornado.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)