Sezon Lato 2024
Relacje meczowe: 6 Liga
Spotkanie Dzików z Lasu z Saską Kępą praktycznie mogło przesądzić o tym, która ekipa będzie bliżej drugiego miejsca na koniec sezonu. Gospodarze dość szybko wyszli na prowadzenie po dwóch trafieniach Konrada Adamczyka i Michała Janowicza. Saska Kępa starała się długo grać piłką i wykorzystywać w ataku Sebastiana Sitka. Po jednej z akcji to właśnie Sitek grą na jeden kontakt obsłużył podaniem Damiana Ostrowskiego i goście złapali kontakt z przeciwnikami. Przy wyniku 2:1 gospodarze mieli kilka okazji, ale dopiero po błędzie obrony i kontrze podwyższyli wynik meczu na 3:1. Saska Kępa nie rezygnowała i jeszcze przed przerwą udało się strzelić gola na 3:2. Ponownie Sebastian Sitek znalazł się na dogodnej pozycji i nie dał szans bramkarzowi rywali. Po zmianie stron ekipa Korneliusza Troszczyńskiego liczyła na odrobienie strat. Niestety błędy w wyprowadzaniu piłki kończyły się utratą kolejnych bramek i Dziki odskoczyły na trzy bramki. Przy stanie 5:2 nastąpiło chwilowe rozprężenie w szeregach gospodarzy, co skrzętnie wykorzystała Saska. Przy stanie 5:4 goście podjęli ryzyko i zdjęli bramkarza chcąc zrobić przewagę w ataku. Jednak totalnie nie mieli pomysłu na swoje ataki i dodatkowo gubili piłkę, co było wodą na młyn dla młodej ekipy Dzików. W końcówce wynik ustalili Konrad Adamczyk i strzałem przez całe boisko do pustej bramki Patryk Dąbrowski i mecz zakończył się wynikiem 8:5. Dziki z Lasu są już niemal pewni drugie miejsca, a Saska Kępa mimo porażki utrzymała przewagę punktową nad rywalami i wydaje się że sezon skończy na najniższym stopniu podium.
Przed tą kolejką ADP Wolska Ferajna zajmowała 4 miejsce w tabeli z 22 punktami. Tracili 6 oczek do miejsca premiowanego awansem i jednocześnie mieli 6 punktów więcej od swoich rywali czyli Tornado Squad, dla którego każda zdobycz jest na wagę złota w kontekście walki o utrzymanie. Gospodarze przystępowali do tego spotkania po dotkliwej porażce aż 0:15 z Dzikami z Lasu, natomiast ich przeciwnicy mogli mieć powody do optymizmu, bo tydzień wcześniej odprawili z kwitkiem FC Łazarski. Lepiej ten mecz rozpoczęli gracze Wolskiej Ferajny. Po dobrym podaniu od Nejmana pojedynek jeden na jeden z bramkarzem gości przegrał Wolski. I można powiedzieć, że to były miłe złego początki, bo od tego momentu coś popsuło się w grze gospodarzy. Zamiast skupić się na grze zaczęły się słowne przepychanki między sobą, co skrzętnie wykorzystali goście a konkretnie Stokowiec, który zachował się najlepiej w zamieszaniu w polu karnym. Z minuty na minutę przewaga Tornado Squad była coraz większa. W końcu przed końcem pierwszej połowy udokumentowali to kolejnymi dwoma trafieniami. Druga odsłona nie przyniosła zmian jeżeli chodzi o obraz gry jak i zachowania gospodarzy. Ci pierwsi cały czas skonfliktowani między sobą nie mogli złapać swojego rytmu, ci drudzy grając spokojnie dokładali kolejne gole. Trafił dwukrotnie Markiewicz, raz Sajnóg i w pewnym momencie pojedynku mieliśmy wynik 6:0. Bramkę na otarcie łez po dobrej indywidualnej akcji zdobył Nejman, ale na nic więcej nie było stać Wolskiej Ferajny, która ostatecznie znacząco uległa swoim rywalom w stosunku 1:6.
Pojedynek Dawida z Goliatem – tak można podsumować zmagania Perły WWa ze Slaviciem Warszawa. Chociaż obie drużyny dzieli niemal cała rozpiętość tabeli, to na boisku zdecydowanie lepiej prezentował się team Antka Nuszkiewicza. Gospodarze rozpoczęli spotkanie bez rezerwowych, co Slavic skrzętnie wykorzystał i narzucił swoje tempo już po pierwszym gwizdku. Efekt przyszedł błyskawicznie, bo w 3 minucie Krzysztof Blankiewicz przedarł się przez obronę zielonych i wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Cztery minut później ten sam zawodnik wykorzystał niezdecydowanie golkipera Perły i podwyższył na 0:2. Po tym golu ofensywa gospodarzy w końcu się obudziła i akcję Jarosława Sochy wykończył Filip Żukowski, ale Slavic odpowiedział golem Michała Zakrzewskiego. Gospodarze rozkręcali się i coraz częściej zagrażali bramce Mateusza Gołębiewskiego, choć brakowało skutecznego wykończenia. Pod koniec pierwszej połowy golkiper Perły Bartek Czajka zagrał daleką wrzutkę i piłka odbiła się od poprzeczki, ale nie przekroczyła linii bramkowej i do szatni obie ekipy udały się przy wyniku 1:3. W drugiej połowie Slavic szybko wyprowadził dwa zabójcze ciosy i po golach Arka Zarzyckiego i Jakuba Blankiewicza odskoczył z wynikiem na 1:5. Gospodarze, choć wyraźnie zszokowani przebiegiem spotkania, nie składali broni - w 32 minucie gola ustrzelił Bartosz Paśko, a pięć minut później Jarosław Socha strzelił w tłum z rzutu rożnego i piłka odbijając się od obrońcy wtoczyła się do bramki. Wydawało się, że Perła w końcu się przełamała, ale Slavic odpowiedział golem Jakuba Blankiewicza i pogoń za wynikiem rozpoczęła się od nowa. W 39 minucie Igor Bartkowski zdecydował się na strzał niemal z połowy boiska i piłka po rękach bramkarza wpadła do siatki. Chwilę później Jarosław Socha zdobył swoje drugie trafienie i gospodarze byli o krok od wyrównania, ale ostatkiem sił goście dowieźli wynik do końca i po tytanicznym wysiłku, jaki włożyli w to spotkanie mogli cieszyć się z arcyważnych, trzech punktów.
A.D.S. Scorpion's po serii porażek mocno zbliżył się do strefy spadkowej i ma tylko trzy punkty przewagi nad zespołami chcącymi się z tej strefy wydostać. Ekipa FC Radlera Świętokrzyskiego ostatnie dwa mecze również przegrała i praktycznie przekreśliła już swoje szanse na utrzymanie. W pierwszych minutach meczu gospodarze przejęli inicjatywę, ale mimo kilku sytuacji bramkowych wynik nie ulegał zmianie. Niespodziewanie strzelanie w tym spotkaniu rozpoczęli goście, którzy już jedną z pierwszych okazji zakończyli bramką. Kolejne minuty to ponowne ataki zespołu gospodarzy, które w końcu w 18 minucie przyniosły efekt w postaci wyrównującej bramki. Jednak riposta ich rywali była natychmiastowa i minutę później ponownie mieliśmy prowadzenie zespołu gości. W ostatnich fragmentach pierwszej części meczu zespół Skorpionów wyraźnie poprawił swoje celowniki i aż trzykrotnie pokonał golkipera rywali. To było wszystko warte do odnotowania w pierwszych 25 minutach i drużyny schodziły na przerwę z wynikiem 4:2 dla gospodarzy. Druga część meczu rozpoczęła się od podwyższenia prowadzenia, na które dwa razy odpowiedzieli goście, przez co ich strata wynosiła już tylko jedno trafienie. Kolejne minuty to ponownie przewaga Skorpionów, którzy za sprawą m.in. Bartka Filipa - strzelca czterech bramek ponownie odskoczyli rywalom na bezpieczną przewagę. Ostatecznie mecz zakończył się zwycięstwem A.D.S. Scorpion's 7:5 i zespół ten przerwał fatalną passę meczów bez zdobyczy punktowej. FC Radler Świętokrzyski rozegrał bardzo dobre spotkanie, ale niestety za walory estetyczne punktów nie dajemy i ponownie przyszło mu opuścić boisko w kiepskich humorach.
Spotkanie w ramach 15 kolejki szóstej ligi obfitowało w nie lada emocję. Naprzeciwko siebie stanęły ekipy Łazarskiego oraz Popalonych Styków. Tym samym mieliśmy przyjemność oglądać walczącą o utrzymanie „czerwoną latarnie”, z drużyną, która ma jeszcze realną szansę na awans. Tym samym spodziewaliśmy się zaciętego pojedynku. Nie było inaczej, a już w pierwszych minutach tego starcia, mogliśmy oglądać potwierdzenie naszej przedmeczowej predykcji. Do piłki, po podaniu Filipa Targowskiego dopadł Marcin Pniewski i precyzyjnym strzałem pokonał golkipera rywali. Piłkę z siatki, zaledwie chwilę po tym wydarzeniu, ponownie skierowali goście. Tym razem wynik na 0:2 podwyższył kapitalny tego dnia, Kamil Paszek. Drużyna ze Wschodu znalazła się w dość patowej sytuacji, co zdecydowanie nie skrępowało im nóg. Sygnał do odrabiania strat wystosował Atahan Subutay, który pokonał fenomenalnego i równie ekscentrycznego Krzysztofa Grabowskiego. Tym samym gracze obydwu ekip schodzili na przerwę z wynikiem 1:2. W drugiej odsłonie tego widowiska, jeszcze bardziej zaznaczyła się boiskowa dominacja Popalonych Styków. Kolejne trafienia zdecydowały o przebiegu spotkania. W tym okresie gry do głosu doszedł Antoni Zieliński, który dwukrotnie pokonał Suiemeza. Gospodarze co prawda próbowali jeszcze podjąć równorzędną walkę. Niestety jednak, przepiękne trafienie z rzutu wolnego, po strzale Khairullaev’a, spotkało się z natychmiastową odpowiedzią. Zaledwie sekundy przed końcowym gwizdkiem, wynik ustalił etatowy snajper Styków – Kamil Paszek, zamykając stan rywalizacji w stosunku 2:5.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)