Sezon Lato 2024
Relacje meczowe: 6 Liga
W niedzielny poranek na boiskach warszawskiego AWF-u spotkały się dwie ekipy ze środka tabeli 6 ligi. Gospodarze Tornado Squad podejmowali zawsze groźną i doświadczoną ekipę Saskiej Kępy. Od początku spotkania w grze obu zespołów widzieliśmy sporo niedokładności, mało składnych akcji oraz grę głównie w środku pola. Jedni i drudzy nie mogli pokonać dobrze funkcjonującej obrony przeciwnika. Na bramki musieliśmy poczekać do końca pierwszej połowy, kiedy to dwójka Sebastian Sitek & Damian Ostrowski w niespełna minutę dwukrotnie rozpracowała obronę gospodarzy. Na przerwę obie drużyny schodziły przy wyniku 0-2. Po zmianie stron do pracy zabrała się drużyna Tornado Squad. Już po dwóch minutach drugiej części, składną akcję przeprowadzili Bartek Stokowiec oraz Michał Nawrocki, którzy wymieniając kilka podań „rozklepali” obronę Saskiej Kępy. Po zdobytej bramce ataki gospodarzy nie ustawały, dążyli oni do zdobycia bramki wyrównującej. Ta sztuka udała im się w 31 minucie, kiedy to podanie Bartosza Stokowca na bramkę zamienił Piotr Markiewicz i mieliśmy 2:2. Taki rezultat nie urządzał żadnej z drużyn i mecz zdecydowanie bardziej się otworzył. Widzieliśmy już więcej składnych akcji, obie drużyny zdecydowanie wrzuciły drugi bieg. Kilka minut później goście - a dokładnie Marcin Branowski - wykorzystują fatalny błąd obrońcy, który zbyt lekko podał piłkę do bramkarza. Napastnik Saskiej Kępy przejął piłkę i sprytnym strzałem umieścił piłkę w bramce. W kolejnych minutach spotkania dominowała już tylko doświadczona ekipa Korneliusza Troszczyńskiego. Goście za sprawą niezawodnego Sebastiana Sitka dołożyli dwie kolejne bramki i prowadzili już 2:5. W ostatniej minucie meczu Tornado dokłada jeszcze jedną bramkę, ale na więcej zabrakło już czasu. Ostatecznie Saska Kępa zasłużenie wygrywa to spotkanie 3:5 i powoli pnie się do góry w ligowej tabeli.
Łazarski po trzech porażkach w pierwszych kolejkach, przed tygodniem w końcu wygrał i na pewno w starciu z A.D.S Scorpion's też chciał zdobyć komplet punktów. Skorpionsi są jednak niewygodnym rywalem i z 4 punktami przed tym meczem też mieli chrapkę na zwiększenie swojego skromnego dorobku punktowego. Mecz lepiej rozpoczęli gospodarze, którzy w jednej z pierwszych akcji wyszli na prowadzenie, z którego nie cieszyli się zbyt długo, bo A.D.S szybko doprowadził do wyrównania. Zresztą zwrot "szybko odpowiedzieli na bramkę rywala" mógłby być hasłem wiodącym tej relacji. O ile w pierwszej połowie, która zakończyła się remisem 2:2 takich sytuacji siłą rzeczy nie było aż tak dużo, to już w drugich 25 minutach zdecydowanie częściej. Żadna z drużyn przez długie fragmenty meczu nie mogła odskoczyć na więcej niż jedną bramkę prowadzenia, a braki koncentracji po zdobytym golu muszą dawać do myślenia zarówno jednym, jak i drugim. W końcu Łazarski wyszedł na dwubramkowe prowadzenie, ale i taką przewagę udało się zmarnować. Trener Skorpionów rzucił wszystko co najlepsze w swojej drużynie na boisko i w końcowych minutach goście znów doprowadzili do wyrównania. W końcówce Łazarski mógł przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść, ale powracający do bramki gości Piotr Arendt udowodnił swój kunszt bramkarski i powstrzymał groźną akcję rywali. Podział punktów sprawił, że obie ekipy dalej są w okolicach miejsc spadkowych, ale z taką grą jak w minioną niedzielę regularne punktowanie powinno być kwestią czasu.
Właściwie od początku meczu więcej argumentów przemawiało za zwycięstwem Popalonych Styków. Radler co prawda miał jedną dogodną okazję na otwarcie wyniku, kiedy to zawodnik gospodarzy próbował przelobować bramkarza, ale więcej z gry mieli goście. Przewagę przekuli na bramki, ale na pierwsze trafienie musieliśmy czekać do 9 minuty. Wtedy to Damian Dobrowolski wywalczył piłkę w środku pola, zagrał szybką klepkę z Kamilem Paszkiem, po czym skierował futbolówkę do pustej bramki. Chwilę później znów stratę na własnej połowie zaliczył Radler, za co ponownie został skarcony stratą gola. Gracze w żółtych strojach próbowali zdobyć bramkę kontaktową, ale ich strzały były zbyt lekkie, by zaskoczyć golkipera Styków. Na kolejnego gola musieliśmy czekać do 21 minuty i znów było to trafienie po prezencie od gospodarzy – obrońca Radlera za słabo podał do kolegi z zespołu, a do wyłożonej jak na tacy piłki przed polem karnym dopadł Damian Dobrowolski i zaliczył swoje drugie trafienie w tym spotkaniu. Radler dopiero przed przerwą zdobył swojego premierowego gola, po dobrze rozegranym rzucie rożnym. Do przerwy mieliśmy 1:3. W drugą część z większą werwą weszli zawodnicy Popalonych Styków, którzy szukali swoich szans na podwyższenie wyniku. Udało się w 32 minucie, kiedy to kapitalnym przyjęciem tyłem do bramki Kamil Paszek zgubił obrońcę i technicznym, precyzyjnym strzałem podwyższył na 1:4. Na to trafienie szybko odpowiedzieli rywale, którzy znów zmniejszyli straty do dwóch goli. Niestety dla nich, to był najmniejszy dystans na jaki udało się im dojść rywala. Mecz właściwie zakończył Kamil Paszek który w 42 i 47 minucie zaliczył dwa trafienia, po których było już wiadomo, że Styki dopiszą sobie całą pulę. Kropkę nad i postawił Damian Dobrowolski trafiając na 2:7 i pieczętując swój skądinąd bardzo dobry występ hat-trickiem. Popalone Styki wygrały zasłużenie, Radler zaś, po dobrym początku musiał po raz czwarty z rzędu zejść z boiska bez chociażby punktu.
Z zapowiedziach pisaliśmy, że ten mecz może mieć tylko jednego faworyta. Perła WWA znakomicie rozpoczęła sezon i nic nie wskazywało, żeby ADP Wolska Ferajna osłabiona nieobecnością Daniela Guby mogła marzyć o jakiejkolwiek zdobyczy punktowej. Mamy wrażenie, że nasze przewidywania z jednej strony uśpiły czujność Perły, z drugiej natomiast wyniosły na wyżyny poziom mobilizacji zespołu z warszawskiej Woli. Pierwsze dwie bramki co prawda były autorstwa gospodarzy tego meczu, ale od początku było widać, że goście w niczym im nie ustępują i bramki dla nich są jedynie kwestią czasu. Tak też się stało, a nawet z nawiązką. Mateusz Nejman rozochocony zeszłotygodniowym tytułem MVP kolejki starał się udowodnić, że takie osiągniecie było w pełni zasłużone. Był aktywny na całej długości i szerokości boiska przez co sprawiał ogromne problemy obrońcom Perły. Gościom udało się szybko odrobić straty a nawet wyjść na dwubramkowe prowadzenie. W pierwszej połowie Perła zdołała zbliżyć się na jedną bramkę i wynik 3-4 zapowiadał nam nie lada emocje do końca meczu. Emocji co prawda nie brakowało, ale ADP chyba nawet przez minutę w drugiej części nie czuł się zagrożony w kontekście zwycięstwa. Triumf zawodników z Woli pozwoliło zbliżyć się do podium, natomiast Perła poniosła pierwszą porażkę w sezonie i po przerwie świątecznej na pewno zrobi wszystko, żeby wrócić na zwycięski szlak.
To był mecz o wyjście ze strefy spadkowej i o awans na fotel lidera. W 5. kolejce sezonu 2022/23 w szóstej lidze spotkały się drużyny o zupełnie odmiennych ambicjach. Nie musiało to jednak zwiastować zupełnie jednostronnego spotkania. Początek jednak był zgodny z naszymi prognozami, które zakładały zwycięstwo FC Dzików z Lasu. Wynik meczu otworzył Konrad Adamczyk, dzięki swojej szybkości i umiejętności pracy w pressingu. Po przejęciu piłki posłał ją w długi róg bramki i zdobył gola. Niecały kwadrans później podwyższył prowadzenie Dzików, gdy uderzył z rzutu wolnego. Początkowo mogło się wydawać, że technicznie strzelać będzie Michał Makowski, ale na siłowe uderzenie zdecydował się właśnie Adamczyk. Później na pewien czas opuścił boisko, a Slavic odrobił straty i wyszedł na prowadzenie! Autorem dwóch goli okazał się Staszewski, który wyrównał golem od razu po starcie drugiej połowy, a dziesięć minut później uderzył z dystansu i trafił od słupka. Rozwiązanie tego problemu znalazł menedżer Dzików z Lasu, ponownie wprowadzając Adamczyka na boisko. I co? I po kilku minutach znów był remis, a później rosnąca przewaga szósto-ligowego beniaminka. Czwarta bramka gości to zasługa Tymka Kuroczko, który sprytnie odnalazł się w polu karnym i wcisnął piłkę przy słupku. To zmusiło gospodarzy do odważniejszych ataków, co okazało się wodą na młyn dla nowego lidera. Dwubramkowe prowadzenie zdobyli po dwójkowej akcji Patryka Dąbrowskiego i Michała Makowskiego. FC Dziki z Lasu “zamknęły mecz”, gdy Makowski do trzech asyst dołożył bramkę po pięknym dograniu Szymona Bednarskiego. Siłą nowego lidera jest gra zespołowa i doskonały rozkład sił w drużynie, w której trudno wskazać jeden niezastąpiony element.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)