Sezon 2023/2024
Relacje meczowe: 8 Liga
Zarówno zespół Decco Team jak i Junak nie straciły w tej rundzie ani jednego punktu i są na dobrej drodze do zajęcia miejsca na podium w końcowej klasyfikacji. Nie będzie to łatwe, ponieważ aż połowa zespołów ma na to realne szanse i każda strata punktów może mieć duże znaczenie. Stawka spotkania sprawiła, że obydwie drużyny mecz rozpoczęły z dużym respektem. W siódmej minucie wynik otworzył bramkarz gości Andrzej Groszkowski, który strzałem z własnego pola karnego pokonał golkipera przeciwników. Po stracie bramki za robotę wzięli się zawodnicy Decco, którzy najpierw trafili piłką w słupek, a chwilę później doprowadzili do wyrównania. Kilka minut później ponownie na prowadzenie wyszli zawodnicy Junaka i po raz kolejny bardzo krótko cieszyli się tym faktem. Błyskawicznie na straconą bramkę odpowiedzieli gospodarze i doprowadzając do remisu ustalili wynik pierwszej połowy meczu. Początek drugiej połowy przyniósł nam pierwsze prowadzenie zespołu Decco i tym razem ich radość nie trwała długo, ponieważ 4 minuty później stracili bramkę na 3:3. W kolejnych minutach zawodnicy gospodarzy dwukrotnie grali w osłabieniu, ale ich rywal tego faktu nie wykorzystał. Decydująca bramka padła w ostatnich minutach spotkania i była ona autorstwa napastnika gospodarzy Maćka Kucy, dla którego było to już drugie trafienie. Po bardzo ciekawym i zaciętym spotkaniu cenne trzy punkty zdobywają zawodnicy Decco Team i meldują się na najniższym stopniu podium. Zespół Junaka dzięki sprzyjającym wynikom w lidze pomimo porażki utrzymał pozycję lidera.
W starciu Elitarnych Gocław z A.D.S. Scorpion"s inicjatywa utrzymywała się po stronie gości już od pierwszego gwizdka. Postraszyli kilkoma groźnymi akcjami, aż w 7 minucie Jarosław Marek oddał strzał niemal z połowy boiska, a piłka odbiła się od nóg obrońców, zmyliła bramkarza Elitarnych i Scorpions wyszli na prowadzenie. Gospodarze grali trochę bez pomysłu w ataku. Zbyt czytelne zagrania rozbijały się o ciasno ustawioną defensywę gości, brakowało celnych strzałów z dystansu, a próby szybkiej gry z kontrataku nie miały szansy na powodzenie, bo ekipa Artura Kałuskiego wracała się do obrony niemalże całym zespołem. W 12 minucie Paweł Poniatowski celnie podał do Bartka Filipa, a ten nie dał szans Marcinowi Głębockiemu. Przed przerwą padła jeszcze jedna bramka dla Scorpionsów i pierwsza połowa skończyła się wyraźnym prowadzeniem 0:3. W drugiej części boiska Scorpions kontynuowali marsz ku zwycięstwu – w 31 minucie bramkę ustrzelił Mateusz Łuczak, a minutę później kontuzji doznał bramkarz Elitarnych Marcin Głębocki i niestety nie był w stanie dokończyć meczu. W bramce stanął Mariusz Głębocki...i już po chwili musiał wyciągać piłkę z siatki po przejęciu piłki przez Adama Wierzbickiego. Przy stanie 0:5 było już praktycznie po meczu, ale Elitarni nie składali broni i gola kontaktowego strzelił Grzegorz Bednorz. Skorpiony błyskawicznie odpowiedziały drugim golem Jarosława Marka. Los Elitarnych przypieczętowała czerwona kartka dla Mariusza Głębockiego, który jako bramkarz zagrał ręką poza polem karnym. W samej końcówce Łukasz Eljasiak w końcu przełamał się i zdobył gola na 2:6 i takim wynikiem skończyło się to spotkanie. Był to zdecydowanie najsłabszy występ ekipy z Gocławia, jaki widzieliśmy w ostatnim czasie i zabrakło w nim charakteru, który ekipa ta pokazywała do tej pory. Z drugiej strony Scorpions zaliczyło bardzo solidny mecz i z taką formą może śmiało wdzierać się do topu 8 ligi.
Borykający się od dłuższego czasu z problemami kadrowymi gracze NAF Genduś znów stawili się w bardzo skromnym składzie, a przy pogodzie, jaką mieliśmy w zeszłą niedzielę mogło to być bardzo ważnym aspektem, zwłaszcza, że Borowiki przybyły w bardzo bogatym zestawieniu. Początek zdecydowanie dla gości, którzy kontrolowali przebieg wydarzeń na boisku i co chwila tworzyli sobie groźne akcje w ataku. Po jednym z nich, a konkretnie po podaniu Bartka Piepióry, piłkę do bramki skierował Adam Kolanowski. Wyrównanie przyszło dość szybko, a już na pewno efektownie, gdyż pięknym strzałem w długi róg popisał się Karol Klimaszewski, doprowadzając do stanu 1:1. Duet, który otwierał wynik spotkania, brał także udział przy bramce na 1:2, kiedy to Adam Kolanowski zrewanżował się Bartkowi Piepiórze celnym podaniem, a ten skutecznie wykończył akcję. Kiedy po bramce Kacpra Wielechowskiego zrobiło się 1:3 wszystko wskazywało na to, że mecz będzie się toczył do końca pod dyktando „Grzybków". Wtedy jednak skrzydła gości zostało mocno podcięte, gdyż piłkę do własnej bramki skierował Bartek Lechowicz, ustalając wynik premierowej odsłony na 2:3. Zmiana stron przyniosła ożywienie w szeregach „Gendusiów". Po raz kolejny świetnym zmysłem strzeleckim popisał się Karol Klimaszewski, posyłając piłkę „rogalem" niemal w okienko bramki strzeżonej przez Przemka Jażdżyka. Dość nieoczekiwanie zrobiło się wyrównane spotkanie, a stan 3:3 utrzymywał się przez dobrych kilka minut. Niestety dla widowiska, do końca meczu strzelali już tylko gracze Borowików. Świetną passę zaliczył Dawid Bilski, który najpierw po akcji dwójkowej wyprowadził swój zespół na prowadzenie 3:4, a następnie pięknym strzałem z półwoleja podwyższył na 3:5. Gracze NAF, którzy nie mieli nikogo na ławce rezerwowych, wyraźnie opadli z sił, ale szczerze mówiąc, przy bezchmurnym niebie i lejących się promieniach słońca było to do przewidzenia. Przysłowiową kropkę nad „i" postawił Ariel Paklepa, który po dobrym dograniu od Aleksandra Anishcheknkova ustalił wynik spotkania na 3:6. Dzięki temu zwycięstwu Borowiki przedłużyły swoje szanse na utrzymanie w 8-mej Lidze Fanów. NAF Genduś niestety nadal bez zwycięstwa w tym sezonie.
Drużyna Sportowych Zakapiorów chciała się szybko zrehabilitować po porażce w poprzedniej kolejce, ale naprzeciwko nich stawał bardzo trudny przeciwnik FC Po Nalewce. Ekipa ta w trzech ostatnich spotkaniach zdobyła komplet punktów i to ona była faworytem tego spotkania. Po pierwszych spokojnych minutach pierwszą groźną akcję przeprowadzili goście, a właściwie wykorzystali wyjście z bramki golkipera gospodarzy i strzałem z własnej połowy otworzyli wynik spotkania. Kolejna bramka padła w piętnastej minucie i była niewątpliwie trafieniem "stadiony świata". Z rzutu wolnego wykonywanego przez Tomka Łokietka piłka trafiła w samo okienko bramki przeciwnika. Dwie minuty później ten sam zawodnik bezpośrednio z rzutu rożnego zaskoczył rywali i wyprowadził swój zespół na prowadzenie. To była ostatnia bramka w tej części spotkania i drużyny schodziły na przerwę z wynikiem 2:1 dla gospodarzy. Na początku drugiej połowy szybko do wyrównania doprowadzili goście i mecz rozpoczął się od początku. W kolejnych minutach obydwie drużyny dążyły do objęcia prowadzenia, ale ich ataki nie przynosiły żadnego efektu. Ważnym momentem spotkania był faul zawodnika gospodarzy, który nie dość że osłabił swój zespół na trzy minuty, to jeszcze po strzale z rzutu wolnego goście wyszli na prowadzenie. W ostatnich fragmentach spotkania mieliśmy do czynienia z dużą ilością fauli, co skutkowało obustronnymi karami w postaci żółtych kartek. Więcej miejsca na boisku lepiej wykorzystali gospodarze, którzy rzutem na taśmę zdobyli dwie bramki. Trafienia te ostatecznie dały trzy punkty zespołowi Sportowych Zakapiorów, którzy w tym meczu zaprezentowali się bardzo solidnie. Po porażce drużyna FC Po Nalewce spadła na czwarte miejsce, ale ich strata do podium wynosi tylko punkt.
W minioną niedziele rozegrano trzynastą serię spotkań w ramach 8 Ligi. Na arenie Picassa, o godzinie 18:30, mierzyły się ze sobą ekipy Orłów Białych Auuu oraz Tsubasy Ozora. Obydwa zespoły przystępowały do tego spotkania po serii czterech porażek z rzędu. Mimo tego faktu to właśnie goście stawiani byli w roli faworyta. Szesnaście punktów w opozycji do trzech zdobytych przez gospodarzy, zdecydowanie nie mogły napawać ich optymizmem przed tym starciem. Brak bramkarza, Radka Laszuka potęgował ponadto swoisty handicap. Niestety, nasze przedmeczowe spekulacje potwierdziły się w obrazie pierwszej połowy. Bramka dająca prowadzenie, w wykonaniu Jakuba Mitoraja, po podaniu Mateusza Wodnickiego spotkała się co prawda z odpowiedzią najlepszego strzelca rywali, Daniela Trzaskomy, ale niestety w kontekście trzech kolejnych w wykonaniu gości była tylko „na otarcie łez". Druga odsłona tej rywalizacji przebiegała natomiast o wiele spokojniej. Obydwie drużyny spuściły z tonu, uspokajając grę. Indywidualne próby spotykały się natomiast ze skoncentrowaną obroną, co przeważnie skutkowało przechwytami. Dopiero bramka zawodnika oznaczonego numerem „14", po asyście Dominika Kowalika rozruszała na nowo to widowisko. W odpowiedzi, Tsubasa Ozora, a dokładniej jej nowy nabytek, Tomasz Bil, po zespołowej akcji podał do Adama Szpakowskiego, który nie pomylił się przed bramką strzeżoną przez Jana Pilczyńskiego. Wynik tej rywalizacji to 2:5.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)