Sezon 2023/2024
Relacje meczowe: 2 Liga
Będąca tuż nad strefą spadkową drużyna FC Patriot podejmowała Warsaw Hunters, którzy plasują się w środkowej strefie tabeli. Niżej lokowani gospodarze mający przewagę zmian w ten upalny wieczór, szybko zdołali wyjść na dwubramkowe prowadzenie. Goście za sprawą dobrze dysponowanego tego dnia Filipa Motyczyńskiego, nie zamierzali jednak odpuszczać i dzięki dobrej grze swojego lidera który zdołali zdobyć gola kontaktowego. Zawodnicy Fc Patriot mimo przewagi i zdobytej jeszcze jednej bramki zaczęli gubić się w swoich poczynaniach, co goście skrupulatnie wykorzystywali i to oni w pewnym momencie mieli dwa gole zapasu. Upływający czas i wciąż wysoka temperatura miały jednak niebagatelny wpływ na dalszą postawę Warsaw Hunters, którzy nie zdołali dociągnąć prowadzenia do końca pierwszej połowy, bo ta zakończyła się remisem 5:5. Druga część meczu to już zdecydowana dominacja gospodarzy, którzy zdobyli aż sześć goli tracąc tylko dwa. Na wyróżnienie zasługuje druga bramka w tej części spotkania zdobyta przez zawodnika gospodarzy Dmitro Oleinikova, który mocny strzałem zza połowy zdjął pajęczynę z bramki strzeżonej przez Dominika Kędzierskiego. Dzięki wygranej 11:7 FC Patriot co prawda pozostało na swojej pozycji w tabeli, lecz ma już zarówno czteropunktową przewagę nad strefą spadkową i taką samą stratę do podium. Goście natomiast spadli tuż nad gospodarzy i jeżeli chcą powalczyć o coś więcej, to muszą przychodzić na swoje mecze w większej obsadzie.
W tym sezonie co tydzień mamy kilka szlagierów w lidze letniej, a w tej kolejce sporo emocji i piłki na najwyższym poziomie spodziewaliśmy się w spotkaniu pomiędzy Playboys Warszawa a drużyną East Crew. Od początku rysował się scenariusz jakiego się spodziewaliśmy. Goście cofnęli się na swoją połowę, a gospodarze długo operowali piłką starając się wykorzystywać każdy błąd rywala. Już pierwszy stały fragment przyniósł nam bramkę, piłkę z rzutu rożnego podawał Sadowski a bramkę zdobył Kacper Włodarczyk. Kilka minut później na tablicy wyników było już 1-1. Po pięknej przewrotce piłkę w bramce umieścił Valerii Handiak. Od tego momentu gospodarze zaczęli panować na całym boisku. W obronie grali twardo, ale przede wszystkim skutecznie a w ataku cierpliwie i dokładnie rozgrywali piłkę. Wyśmienicie w tej części spotkania grał Mikołaj Kosieradzki, który jeszcze przed przerwą skompletował klasycznego hat-tricka. Wynik w samej końcówce wynik podwyższył Kacper Włodarczyk i na pauzę schodziliśmy przy wyniku 5-1. Druga odsłona spotkania miała podobny przebieg co pierwsze 25 min meczu. Ponownie gospodarze kontrolowali wynik spotkania, a gdy tylko rywal zdobywał bramkę gospodarze szybko starali odpowiadać i zamknąć wynik meczu. W drugiej połowie obie ekipy zdobyły po 3 bramki i spotkanie ostatecznie kończy się wynikiem 8-4. W meczu lidera z wiceliderem górą byli ci drudzy i tym samym to Playboys Warszawa wskakują na pierwsze miejsce w ligowej tabeli. Do końca rozgrywek jest jeszcze kilka kolejek, ale dzięki takiemu rozstrzygnięciu jak mawiał klasyk „liga będzie ciekawsza”.
Tylko jedna bramka dzieliła przed tygodniem drużynę KK Watahy, by urwać punkty Playboysom. To sugerowało, że w starciu z jednym z ligowych outsiderów, a więc Virtualnym Ń jest szansa, by wreszcie otworzyć swój dorobek punktowy. Tym bardziej, że Virtualni to w tym sezonie jedna z najsłabszych defensyw w całych rozgrywkach, co niestety potwierdziło się we wtorek. Dawno nie widzieliśmy drużyny, która z taką łatwością traci gole, co w ich przypadku mocno przekładało się też na stan psychiczny, bo ciężko się gra, gdy masz świadomość, że praktycznie każda akcja rywali kończy się bramką – a tak to trochę wyglądało. Ogólnie aż do początkowych minut drugiej połowy oglądaliśmy dość wyrównany mecz, gdzie forma zespołów falowała – raz lepiej wyglądała Wataha, raz lepszy moment mieli Virtualni, co skutkowało tym, że w okolicach 35 minuty wynik był remisowy. I niewykluczone, że to był kluczowy akcent tego spotkania, bo okoliczności straty bramki na 7:7 przez Virtualnych były kuriozalne – prosty błąd Filipa Giełczewskiego pozwolił rywalom na łatwe trafienie i od tej chwili to Wataha przejęła inicjatywę, notując aż siedem trafień z rzędu! Kilka z nich też można zapisać na konto bramkarza Virtualnych, który wyraźnie nie czuł się dobrze między słupkami, ale nie wolno zapominać, że nominalnie jest to zawodnik z pola. To jednak pokazuje, jak ważne jest mieć solidnego bramkarza, bo nie chcąc znęcać się nad awaryjnym golkiperem Virtualnych, to ktoś kto zna się na tej robocie, na pewno miałby tutaj większość skuteczność. Inna sprawa, że defensywa przegranych grała kiepsko, brakowało jej też sił, co skrzętnie wykorzystywali będący na fali konkurenci. Tutaj warto pochwalić nie tylko Macieja Lulka, który w swoim debiucie zanotował aż sześć asyst, ale też Wojtka Wolnego, który pracował na całej długości i szerokości boiska. Nie było więc żadnego przypadku w zwycięstwie ekipy Przemka Kacperskiego i jedyne czego kapitan tego zespołu może żałować, to że nie widział tego na własne oczy. A może właśnie to było jedną z przyczyn sukcesu Watahy? ;)
Zajmująca czwartą lokatę w ligowej tabeli ze stratą jednego punktu do podium drużyna Korsarzy grała przeciwko After Wola, która okupowała pierwsze miejsce w strefie spadkowej. Gospodarze na mecz stawili się w okrojonym składzie bez choćby jednej zmiany i nominalnego bramkarza. Goście posiadający dwóch rezerwowych, mimo różnicy dzielącej oba zespoły w ligowej tabeli starali się wykorzystać tę przewagę. Pierwsze pięć minut należało do zawodników After Wola, którzy po upływie tego czasu mieli już trzybramkową zaliczkę i wydawało się, że bez problemu wygrają to spotkanie. Gospodarze dzięki swojej determinacji i coraz lepszemu zrozumieniu na boisku zdołali zdobyć gola, który natchnął ich do kolejnych ataków. I mniej więcej właśnie od tego momentu mecz zrobił się bardzo wyrównany, a w dążeniu do lepszego wyniku lepsi okazali się Korsarze, którzy zdołali doprowadzić do wyrównania i na przerwę oba zespoły schodziły przy wyniku 3:3. Druga połowa mimo coraz większego zmęczenia gospodarzy była dość wyrównana. Kluczowe okazało się jej ostatnie dziesięć minut. Pierwszy gol w tej części padł w 34 minucie dla Korsarzy, a pięć minut później grający na pozycji bramkarza Beniamin Chrapowicki zamienił rzut karny na dwubramkowe prowadzenie. Gospodarze chwilę po zdobytej bramce zostali ukarani żółtą kartką, lecz goście nie potrafili wykorzystać tej przewagi. Na domiar złego dla zawodników After Wola parę minut później ich bramkarz również został ukarany napomnieniem, co gospodarze wykorzystali, dopisując dwa kolejne gole do swojego konta. Rozsądna gra i dawkowanie sił nie pozwoliło gościom doskoczyć rywala, którego tylko raz w tej połowie zdołali skarcić stratą bramki. Końcowa wygrana 7:4 Korsarzy pozwoliła wskoczyć im na najniższy stopień podium. Natomiast After Wola ma już cztery oczka straty do opuszczenia strefy spadkowej.







)
)
)
)
)
)
)
)
)