Sezon 2023/2024
Relacje meczowe: 2 Liga
W starciu Warsaw Hunters z Virtualnym Ń od pierwszego gwizdka to gospodarze wysoko pressowali na połowie rywala. Świetnie prezentował się bramkarz gości Cezary Kubalski, który pewnie czytał każdy oddany strzał z dystansu oddany przez WH. W 7 minucie spotkania Patryk Zych zagrał z szesnastu metrów górną piłkę w głąb pola karnego gospodarzy, po którym wynik spotkania otworzył Szymon Kolasa. Dwie minuty później przewagę zwiększył Michał Burakowski. Lada moment kontakt złapali gospodarze, po bramce debiutującego w barwach Warsaw Hunters Adriana Swatowskiego i podaniu Damiana Augustyniaka. Jednak po chwili dobre zagranie do Patryka Zycha zaliczył Mateusz Jochemski i na tablicy wyników gości widzieliśmy już wynik 3:1. Przed końcem pierwszej części spotkania drugą bramkę na swoje konto zapisał Swatowski. Po 25 minutach rywalizacji arbiter zaprosił obie drużyny na chwilę przerwy przy jednobramkowym prowadzeniu Virtualnych. Po przerwie inicjatywę w ataku przejęli gospodarze, lecz każdy strzał z dystansu pewnie parował bramkarz gości. W 10 minucie drugiej połowy drugą bramkę na swoim koncie zapisał Zych, ale po kilku sekundach stratę zmniejszył Filip Motyczyński po podaniu Swatowskiego z rzutu rożnego. W 41 minucie pięknym strzałem na remis z rzutu wolnego popisał się Jakub Sobczak, strzelając z dwudziestu metrów. Minutę później Sobczak wyprowadza WH na prowadzenie a w 45 minucie Kuba mógł się popisać hattrickiem, po celnej asyście Krzysztofa Kulibskiego. Dwie minuty przed końcem spotkania siódmą bramkę dla gospodarzy strzelił Filip Motyczyński, a wynik na 7-5 ustalił Dariusz Jochemski z Virtualnego Ń, po podaniu Szymona Kolasy. Zdobycie w tym starciu kompletu punktów przez gospodarzy daje im stratę tylko trzech oczek do fotela lidera. Będą się więc liczyli w walce o najwyższe cele.
Sytuacja w tabeli drugiej ligi jest bardzo wyrównana i po dwóch kolejkach tylko dwie drużyny nie miały na swoim koncie punktów. Spotkanie pomiędzy sąsiadującymi drużynami After Woli i ekipa Sante zapowiadało się bardzo ciekawie. Zarówno jedni jak i drudzy z dorobkiem trzech punktów zajmowali miejsca w środku ligowej stawki. Obie ekipy przystąpiły w bardzo solidnych składach, a to zapowiadało bardzo dobre widowisko. Od pierwszych minut w grze obu zespołów widzieliśmy dużo zaangażowania i walki o każdą piłkę. Na prowadzenie wyszli zawodnicy Sante - świetnie dysponowany tego dnia Jan Zapolski mocnym strzałem pokonał bramkarza rywali. Zawodnicy z Woli nie poddawali się i w dalszym ciągu grali swoją piłkę. Mecz był otwarty, widzieliśmy dużo pojedynków indywidualnych, które mogły podobać się postronnym kibicom. Na wyrównanie musieliśmy chwilę poczekać, a autorem gola wyrównującego był Patryk Kępka. Jeszcze przed przerwą gra ponownie się otworzyła a swoją drugą bramkę w tym meczu zdobył Zapolski. Pierwsza połowa zakończyła się remisem, ponieważ tuż przed przerwą jeden z zawodników drużyny After Wola został sfaulowany w „jedenastce” i sędzia bez wahania wskazał na wapno. Tym razem do karnego podszedł bramkarz gospodarzy Alek Grabowski i pewnym strzałem wyrównał wynik spotkania. Po zmianie stron obie ekipy postawiły na jeszcze bardziej otwartą grę. Ataki przenosiły się raz z jednej, raz z drugiej strony boiska. W tej fazie gry często brakowało wykończenia akcji, a gdy już zawodnicy dochodzili do strzału świetnie interweniowali bramkarze. W drugiej odsłonie każda z ekip ponownie zdobyła po dwie bramki, dzięki czemu mecz ostatecznie kończy się wynikiem 4-4. W tym spotkaniu widzieliśmy wszystko - piękne akcje, parady bramkarskie oraz wspaniałe gole. I trzeba przyznać, że z jego przebiegu wynik remisowy jest jak najbardziej sprawiedliwy.
Korsarze swój ostatni mecz z Warsaw Hunters wygrali tak wysoko, że mogli pomyśleć, iż w tej lidze nikt im nie podskoczy. A już zwłaszcza drużyna, która mimo iż nie grała z drugoligowymi tuzami, miała już na swoim koncie dwie porażki. Ale ekipy z Ukrainy mają to do siebie, że zawsze trzeba się z nimi liczyć. Zespół FC Patriot udowodnił to w 100%, bo sensacyjnie pokonał Korsarzy, zaliczając pierwsze zwycięstwo w tej edycji! A jak wyglądał sam mecz? Od samego początku pachniało tutaj sensacją, bo to Patrioci wyszli na prowadzenie. Wiedzieliśmy jednak, że konkurenci tak tego nie zostawią i im dłużej trwała pierwsza połowa, tym Damian Zalewski i spółki przejmowali inicjatywę. Tyle że nic im nie chciało wpaść. Okazji nie brakowało, lecz celownik napastników tej ekipy był bardzo słabo nastawiony i do przerwy żadna bramka już nie padła. Wydawało się, że gol wyrównujący jest mimo wszystko kwestią czasu, ale jak to często w piłce bywa – zamiast 1:1 zrobiło się 2:0. To był czerwony alarm dla Korsarzy, którzy musieli błyskawicznie wziąć się w garść. I zrobili to. Dosłownie w kilka minut odrobili straty i myśleliśmy, że to tylko kwestia czasu, gdy za chwilę będą o bramkę z przodu. Tak też się stało. Damian Zalewski ładnym strzałem po dalszym słupku pokonał golkipera Patriotów i chyba każdy myślał, że jest po meczu. Tutaj jednak nic nie było pewne. Zespół z Ukrainy po chwili wyrównał, ale gdy w kluczowym momencie spotkania żółtą kartkę zobaczył Yurii Buts, przed Korsarzami otworzyła się idealna okazja, by tę potyczkę przechylić na swoją korzyść. Faworyci rozgrywali jednak przewagę nieudolnie i zamiast zdobyć bramkę, stracili ją! To spowodowało, że musieli już zaryzykować, co spotkało się z kolejnym ciosem od oponentów i właśnie w ten sposób sensacja stała się faktem. Dla Patriotów to na pewno ważne zwycięstwo, które pozwoli im uwierzyć w siebie, co źle wróży ich kolejnym przeciwnikom. Z kolei Korsarze powinni mieć do siebie spore pretensje, bo tak doświadczona ekipa nie może przegrać meczu w takich okolicznościach…
Przed tym spotkaniem oba zespoły na swoim koncie miały po jednym zwycięstwie i jednej porażce. Ciężko było przewidzieć co może nas czekać w tym niezwykle ciekawie zapowiadającym się starciu na Arenie AWF. Pierwsze minuty jednak pokazały, że może to nie być łatwa przeprawa dla ekipy Młodzieżowców. Playboysi szybko przejęli inicjatywę i konstruowali akcje ofensywne szybką wymianą piłki. Wynik w 7 minucie otworzył Kacper Włodarczyk, który dobrze wykorzystał zamieszanie w polu karnym gospodarzy i umieścił futbolówkę w siatce. Dwie minuty później znów Włodarczyk zaliczył odbiór w środku pola i po świetnym indywidualnym rajdzie podwyższa prowadzenie do dwóch bramek. W 14 minucie meczu Playboys Warszawa wykonywali rzut rożny i pięknego gola w okienko bramki zdobył Igor Hawryluk, który nie miał jednak powodów do świętowania, ponieważ była to bramka samobójcza ustalająca wynik do przerwy na 0:3. W przerwie meczu Jakub Czajka broniący w pierwszej połowie bramki gości ściągnął rękawice i po zmianie stron spróbował sił na innej pozycji. Już w 29 minucie okazało się, że był to dobry ruch Playboysów, bo to właśnie ten zawodnik zdobył bramkę numer cztery. Młodzieżowcy mimo niekorzystnego wyniku nie poddawali się próbując zdobyć trafienie, która mogłoby dać impuls do odrobienia strat. W 33 minucie sędzia podyktował rzut karny dla gospodarzy za nieprzepisowy odbiór piłki wślizgiem. Przed ogromną szansą na zmianę wyniku stanął Kamil Mata, ale jego strzał nie trafił w bramkę. Sportowa złość i chęć zrehabilitowania się poskutkowała i chwilę później Mata po podaniu Krzyżańskiego zdobywa upragnioną bramkę. Niezwykle aktywny i skuteczny tego wieczoru Kacper Włodarczyk nie pozwolił gospodarzom rozwinąć skrzydeł, notując na swoim koncie kolejne dwa trafienia. Bardzo dobrze funkcjonujący kolektyw drużyny gości pewnie zmierzał do zwycięstwa. W ostatnich sekundach meczu do protokołu za sprawą zdobyczy bramkowej ponownie wpisał się duet Mata-Krzyżański, ustalając wynik na 2:6. Pełna jakości gra zawodników Playboys Warszawa nie pozwalała na wiele rywalom i można śmiało stwierdzić, że jeśli utrzymają swoją dyspozycję, mają szansę na najwyższe laury w 2.lidze sezonu letniego.
Wielkich złudzeń, co do zaciętości spotkania East Crew – KK Wataha Warszawa nie mieliśmy. Mówimy to bez ogródek, ale tak po prostu podpowiadał zdrowy rozsądek. Wydawało nam się, że zespół z Ukrainy dość szybko zapchnie do narożnika swojego oponenta i będzie go tam okładał, aż wreszcie rywal powie dość. To spotkanie okazało się jednak zupełnie inne niż nasze wyobrażenia. Przede wszystkim – Wataha nie dała się tutaj stłamsić. Co prawda miewała duże problemy, żeby nadążyć za szybkimi i ruchliwymi przeciwnikami, ale nie jest tak, że była tutaj tylko tłem. Owszem – posiadanie piłki należało do East Crew, jednak Wataha potrafiła się odgryzać, a dużo dobrej roboty w środku pola wykonywał Maciek Kiełpsz. To jednak nie wystarczyło, by tutaj powalczyć choćby o remis. Faworyci zawsze byli o przynajmniej jednego gola z przodu, a na początku drugiej połowy zbudowali sobie aż czterobramkową przewagę. To musiało wystarczyć do zwycięstwa, choć w końcówce Wataha trochę zmniejszyła dystans i przegrała różnicą dwóch trafień. To był sprawiedliwy rezultat, bo z przebiegu spotkania przeciwnik był lepszy, miał więcej okazji do zdobycia bramki i pokazał, dlaczego znajduje się tak wysoko w ligowej hierarchii. Wataha powinna być jednak ze swojej postawy zadowolona. Niczego tutaj nie oddała za darmo i według nas jej pozycja w tabeli nie odzwierciedla prawdziwego potencjału, który drzemie w tej ekipie. I gdy przyjdą mecze z ciut słabszymi rywalami, to powinna dość szybko odbić się ligowego dna.







)
)
)
)
)
)
)
)
)