Sezon 2023/2024
Relacje meczowe: 1 Liga
Starcie FC Otomany z Energią można nazwać derbami drużyn z Ukrainy. Od samego początku to gospodarze dominowali grę, co poskutkowało otwarciem wyniku już w 2 minucie za sprawą Konstantina Didenko, który świetnie strzelił głową po rzucie z autu Dmytro Arterchuka. Lada chwila wynik próbował wyrównać bramkarz gości, lecz każdy oddany przez niego strzał z połowy boiska kończył się nad bramką. W 8 minucie meczu Otamany wykorzystały źle wykonany rzut rożny rywali i dzięki wyprowadzeniu kontrataku podwyższyły wynik do dwóch bramek dzięki Leonidowi Shcherbinie. Gospodarze nie pozwalali rywalom na zbyt wiele, a ich głównym rozgrywającym był bramkarz Oleg Bortnyk. Pięć minut przed końcem pierwszej części trzecią bramkę dla czarnych trykotów zdobył ponownie Didenko po dobrym podaniu Shcherbyny. Dwie minuty po tym kontakt złapała Energia, gdzie po celnym podaniu Igora Petlyaka, pierwszą bramkę strzelił Heorhii Parnitskii. W ostatniej akcji pierwszej części meczu czwartą bramkę dla gospodarzy strzelił Vitalii Yakovenko. Po wznowieniu pojedynku, to dalej Otamany były drużyną dominującą na placu. W t30 minucie Vadym Butenko popisał się dobrym podaniem do Kirilla Tsvirko, który pewnie pokonał bramkarza. Minutę później przewagę powiększył Shcherbyna. Od 37 minuty kiedy na tablicy widniał wynik 7-2, goście wykorzystali niski poziom tlenu w organizmie rywali i wzięli się za nadrabianie strat. W pięć minut doprowadzili do zmniejszenia dystansu dzięki trafieniom Bohdana Ivaniuka, Yakovenko i Heorhia Parnitskiego. To jednak niewiele zmieniło w ostatecznym rozrachunku, a decydujący cios w ostatniej akcji meczu jak i wynik 9-5 ustalił Konstantin Didenko. To zwycięstwo zapewniło FC Otamany pozostaje dzięki temu na pozycji vicelidera pierwszej ligi.
Konfrontacja Kebavity z Ogniem Bielany miała być piłkarskim świętem w 1.lidze Ligi Letniej. Ale już przed pierwszym gwizdkiem okazało się, że być może będziemy musieli obejść się smakiem, bo obie drużyny zjawiły się na Arenie AWF w bardzo okrojonych składach. Co więcej – jedni i drudzy nie mieli zawodników na zmianę, lista nieobecnych była wyjątkowo długa, a graczem którego najbardziej brakowało był Kacper Cetlin, absolutna gwiazda premierowych kolejek. Ale mimo, że lider Ognia nie dojechał na spotkanie, to jego ekipa długo radziła sobie bardzo dobrze. Co więcej – do przerwy prowadziła 2:0, wykorzystując swoje okazje, a jednocześnie indolencję rywala, który mimo wielu okazji po prostu nie mógł wstrzelić się w bramkę. Druga połowa miała już inny przebieg. Kebavita dopieściła swój atak pozycyjny, no i przede wszystkim zaczęła zdobywać bramki. Zaczęło się od trafienia na 1:2 i chociaż rywale dość szybko odpowiedzieli, to potem gole zdobywali już tylko podopieczni Buraka Cana. Bardzo dobrze grał Moatasem Aziz, przełamał się Vladyslav Budz i to powodowało, że zmęczeni gracze Ognia nie byli w stanie odsunąć zagrożenia od własnego pola karnego. Za chwilę mieliśmy już remis, potem Kebavita dołożyła jeszcze dwie bramki i mecz, który początkowo przechylał się na stronę zespołu z Bielan, ostatecznie padł łupem doświadczonej Kebavity. Czy zasłużenie? Możemy oczywiście gdybać, jakby ten mecz wyglądał w pełnych składach. Jednego natomiast triumfatorom nie można odmówić – wiary, że uda się odwrócić losy spotkania. I chociaż była to trochę droga przez mękę, to najważniejsze, że zrobili swoje. O okolicznościach nikt na koniec sezonu i tak pamiętał nie będzie.
Po tym, jak swój mecz przegrał Ogień Bielany, w czołówce 1.ligi zrobiło się ciekawie. Czołówka bardzo się spłaszczyła, a mogła jeszcze bardziej, gdyby Contra ograła w niedzielę FC Prykarpattię. Wyzwanie z niezwykle wysokiej półki, bo zespół z Ukrainy był do tego momentu nietykalny, a dodatkowym problemem Contry był brak podstawowego bramkarza Damiana Zalewskiego. Początek tego spotkania był bardzo intensywny, obydwie ekipy zaliczyły po strzale w słupek, ale im dłużej mecz trwał, tym lepiej prezentowała się Contra. No i przede wszystkim – ten zespół w przeciwieństwie do rywali zdobywał bramki. Podopieczni Michała Raciborskiego objęli prowadzenie różnicą trzech goli, jednak wiedzieliśmy, że to absolutnie nie może nas uśpić i że to nie będzie mecz do jednej bramki. Reprezentanci Ukrainy w końcu się obudzili, zainkasowali trafienie na 1:3, a potem zmarnowali wyborną okazję, by zmniejszyć straty, bo nie wykorzystali błędu w defensywie oponentów i plan zniwelowania strat musieli odłożyć na drugą połowę. Tyle że ta też zaczęła się dla nich źle, gdyż Contra znów wypracowała sobie trzy gole zapasu. Myśleliśmy, że to ostatecznie złamie kręgosłup graczom Prykarpatii, ale ci pokazali niesamowity charakter i powoli, acz skutecznie zaczęli gonić. 2:4, 3:4 i za chwilę doprowadzili do remisu! Przy stanie 4:4 dostali jednak zupełnie niepotrzebną karę. Grając o jednego zawodnika mniej nie udało im się utrzymać wyniku i stracili gola na 4:5, który okazał się ostatnim trafieniem w tej potyczce. Pod koniec spotkania zrobiło się już trochę mniej przyjemnie, sędzia pokazał sporo kartek, a szkoda bo sam mecz był naprawdę bardzo dobry i niepotrzebne napomnienia trochę popsuły ogólny obraz spotkania. Mieliśmy tutaj bowiem wszystko – dobre tempo, intensywność, dramaturgię, ale Contra mimo wszystko zasłużyła na sukces, chociaż na własne życzenie zadbała o niego dopiero z pomocą przeciwnika. To jednak nie ma większego znaczenia. Ważne że są trzy punkty i to, że w 1.lidze nie ma już żadnej, niepokonanej ekipy. A to powoduje, że końcówka sezonu w tej klasie rozgrywkowej zapowiada się pasjonująco!







)
)
)
)
)
)