Sezon 2023/2024
Relacje meczowe: 11 Liga
Sytuacja w tabeli 11. ligi zdaje się być jasna. Borowiki pewnie okupują fotel lidera, notując trzy zwycięstwa z rzędu. Nieco więcej wątpliwości dotyczy dolnej połowy tabeli, w której znaleźli się NieDzielni. Zespół ten znajduje się co prawda nad kreską, ale zawdzięcza to jedynie bilansowi bramkowemu. Po dziesięciu spotkaniach uzbierali bowiem sześć punktów, czyli tyle samo, co przedostatni Pogromcy Poprzeczek. Wbrew nazwie klubu, NieDzielni dość odważnie rozpoczęli spotkanie z liderem, otwierając wynik jeszcze na początku spotkania. Autorem pierwszego trafienia został Michał Drosio, który przeprowadził indywidualny rajd, kończąc go efektowną podcinką. W kolejnych minutach zmotywowany zespół gospodarzy kontynuował zmasowany atak, dochodząc do wielu doskonałych sytuacji. Po zmarnowaniu paru “setek” przyszła druga bramka, którą zdobył Jaszczak, uderzając płasko przy dalszym słupku. To trafienie ostatecznie rozbudziło gości, którzy wykorzystali zamieszanie pod bramką NieDzielnych i strzelili gola kontaktowego. Borowiki szli za ciosem - Bilski wykorzystał sytuację z ostrego kąta, a po samobóju Wójcika zanotowaliśmy wynik 2:3. Pechowy strzelec trzeciej bramki dla gości szybko się zrehabilitował, wywalczając karnego, a następnie bezbłędnie go wykonując. Na tym zakończyły się jednak trafienia gospodarzy, a inicjatywę przejął zespół lidera. Prowadzenie zyskali dzięki Marcinowi Stachaczowi, który zamarkowanym strzałem “przełożył” bramkarza gospodarzy i umieścił piłkę w siatce. Pod koniec trafiali także Wrona (z powietrza) i Shevchenko, który z łatwością wykorzystał podanie Jankowskiego. Asystent zdołał uprzedzić bramkarza rywali i potwierdził zwycięstwo swojego zespołu. Obie drużyny mają powody do zadowolenia, bo NieDzielni dzielnie postawili się liderowi i przez długi czas pozostali w grze. Borowiki natomiast przedłużyły zwycięską serię.
Przed tym spotkaniem mogliśmy śmiało wybrać faworyta patrząc jedyne na pozycje, na których znajdują się te zespoły. Pogromcy to czerwona latarnia tabeli, a Red Rebels mają niewielką stratę do podium. Jednak przebieg meczu był nie lada gratką dla osób oglądających tę potyczkę z boku boiska. To był naprawdę ciekawy i wyrównany pojedynek. Pierwszą bramkę strzelił Cem Ozak po asyście Cengaya Kormaza. Nie padła jednak ona szybko, bo goście mieli problemy przejść solidną obronę Pogromców. Tuż po chwili wyrównały Poprzeczki po golu Norberta Plaka, któremu dogrywał Mateusz Niewiadomy. Pierwsza połowa zakończyła się 1:3, ale była to walka jak równy z równym. W kolejnej części meczu Czerwoni zaczęli dominować. Akcje gości z minuty na minutę były zdecydowanie spójniejsze, lepiej przemyślane, a komunikacja wchodziła na lepszy poziom. Co ciekawe jednak, wiele akcji Red Rebels nie kończyło się golem. Jest to zasługa Michała, Andrzeja i przede wszystkim bramkarza Adama, który zanotował w tym spotkaniu kilka świetnych interwencji. Warto również wspomnieć o Mateuszu i Norbercie czyli duecie doskonałym tej niedzieli. U rywali na wyróżnienie zasługuje Rahim Kulyev, który skompletował hat-tricka grając cały mecz na wysokiej intensywności, kreując przy tym wiele dogodnych sytuacji. Finalnie mecz zakończył się wynikiem 3:7. Red Rebels zagrało świetne zawody, a Pogromcy musieli obejść się smakiem, pomimo rozegrania dobrego spotkania.
Minionej niedzieli, na obiektach przy warszawskim AWF-ie mierzyły się ze sobą ekipy Old Boys Derby III i KTA Wszedło. Gospodarze podchodzili do tego spotkania z nadzieją, na przełamanie swojej sportowej niemocy. Na ostatnie sześć spotkań przegrali aż pięciokrotnie, tylko raz remisując w spotkaniu przeciwko Green Teamowi. Goście natomiast znajdowali się w zgoła odmiennym położeniu. Ich starania zostały nagrodzone w postaci pięciu zwycięstw w sześciu meczach. Już na etapie samej przedmeczowej analizy malował się nam więc istny dysonans, mimo tego nigdy nie wolno jest skreślać kogokolwiek na starcie. Niestety dla ekipy Przemysława Białego, dywagacje meczowe sprawdziły się i relatywnie prędko można było zauważyć kto będzie „grał pierwsze skrzypce”, podczas trwania pięćdziesięciu najbliższych minut. KTA z dużą dojrzałością podeszło do tego spotkania, kontrolując niemalże każdy jego moment. Obraz ten był w szczególności widoczny w drugiej odsłonie pojedynku, kiedy to goście strzelili osiem bramek, tracąc przy tym zaledwie jedną. Mimo pokaźnego wyniku końcowego (1:11), Old Boys’i nie ustępowali, zostawiając przy tym ogrom zaangażowania na boisku. Właśnie taką postawą cechował się występ ich kapitana, Przemysława Białego. Bramkarz dwoił się i troił, niejednokrotnie ratując swój zespół, dzięki czemu bezapelacyjnie zasłużył na tytuł „zawodnika meczu”. Niestety dla niego oraz kolegów z drużyny, okazało się to niewystarczające.
Trudny początek 2023 roku dla zespołu Szeregu Homogenizowanego. Niedawny lider 11. ligi w ostatnich tygodniach nie zaznał jeszcze smaku zwycięstwa. W zeszłym tygodniu niespodziewanie ulegli ekipie Gentelman Warsaw Team (pierwsze zwycięstwo GWT od dawna), a tym razem podzielili się punktami z Green Teamem. Dla Zielonych był to pierwszy punkt na przestrzeni czterech ostatnich spotkań, a punktowa różnica pomiędzy czołówką i drugą połową tabeli jest znacząca. Tym bardziej zaskakiwać może zniżkowa forma Szeregu, który zaczął 11. kolejkę od prowadzenia (Moczulski zmieścił piłkę przy słupku), aby chwilę później stracić trzy gole. Do wyrównania doprowadził Szeleszczuk, a następnie dubletem popisał się Daniel Kurowski. Szczególnie efektowna okazała się jego pierwsza bramka, ponieważ uderzył pięknie z dużego dystansu. Lekko stremowany zespół Green Teamu przed przerwą pomógł rywalom w zdobyciu gola kontaktowego, gdy do własnej siatki trafił Zawistowski. Przy wyniku 2:3 zakończyliśmy pierwszą połowę, ale niedługo po rozpoczęciu drugiej części spotkania gospodarze zdołali wyrównać. Na to rozwiązanie znalazł Kurowski, który oddał strzał z pierwszej piłki, umieszczając piłkę w samym okienku. Historia zatoczyła koło, bo o wyrównaniu ponownie zadecydował Mitrowski, a o prowadzeniu Green Teamu, strzelając swojego czwartego gola (tym razem mniej efektownego, bo z rzutu karnego), Daniel Kurowski. Goście być może poczuli się zbyt pewnie, bo drugi raz do własnej bramki trafił Zawistowski, a w samej końcówce gola na 6:6 strzelił Filip Ptaszek. I nawet teraz trudno powiedzieć, czy którakolwiek z drużyn może być zadowolona z takiego rozstrzygnięcia, biorąc pod uwagę przebieg tego spotkania.







)
)
)
)
)
)
)
)