Sezon 2023/2024
Relacje meczowe: 7 Liga
Zespoły FC Polska Górom i KS Iglica Warszawa jak na razie nie mogą zaliczyć tej rundy do udanej. Obie ekipy zajmują dwa ostatnie miejsca w ligowej tabeli, a gospodarze nie mają na swoim koncie choćby punktu. Mecz rozpoczął się bardzo dobrze dla gospodarzy, którzy w cztery pierwsze minuty wyszli na dwu-bramkowe prowadzenie. Tak błyskawiczna strata zmusiła gości do odważniejszej gry, dzięki czemu oglądaliśmy szybką grę w wykonaniu obu zespołów. Zawodnicy Iglicy zdołali odrobić straty, a mająca jedną zmianę ekipa Polska Górom pod koniec pierwszej połowy zaczęła bardziej szanować piłkę, dzięki czemu ta część meczu zakończyła się remisem. Dalsza odsłona spotkania przyniosła łącznie siedem zdobytych bramek, a rozpoczął to wyróżniający się na boisku Kacper Kowalski z Polska Górom, który zdobył łącznie pięć bramek i jedną asystę. Goście i tym razem zdołali odrobić straty, a dziesięć minut przed końcowym gwizdkiem po raz pierwszy wyszli na prowadzenie. Coraz bardziej zmęczona ekipa gospodarzy odnalazła w swoich nogach ukryte pokłady energii, aby w przeciągu ostatnich pięciu minut zdobyć cztery bramki dające pierwsze zwycięstwo w tej rundzie. Wynik meczu nie wpłynął na układ w tabeli a niewielkie straty do siódmego miejsca mogą jeszcze zostać zniwelowane przed końcem rundy i obie drużyny mają szansę na opuszczenie „czerwonej strefy”.
Przed meczem oba zespoły dzielił zaledwie jeden punkt, spodziewaliśmy się więc wyrównanego spotkania. Tymczasem do pierwszych minut więcej do powiedzenia miał zespół Elitarnych. W 5 minucie wynik otworzył Marcin Brzozowski, a minutę później mieliśmy już 0:2 po dobrze rozegranym rzucie rożnym. Gdy na 0:3 podwyższył Hou Jiuyang wydawało się, że gospodarze nic już w tym spotkaniu nie ugrają. Tymczasem właśnie od tego momentu jakby w końcu się obudzili i ruszyli do odrabiania strat. Duży w tym udział miał Oleksiv Stefanovich, który w dwie minuty doprowadził do stanu 2:3. Szybka riposta Elitarnych znów wyprowadziła gości na dwubramkowe prowadzenie i tak właśnie upłynęła nam dalsza część pierwszej połowy. Alliance zdobywał bramkę kontaktową, a następnie ekipa z Gocławia po chwili znów odskakiwała na dwa trafienia. Tuż przed przerwą wynik 4:6 po 25 minutach ustalił Wojciech Sekulak. W przerwie w zespole Elitarnych doszło do zmiany bramkarza, po tym jak Marcin Głębocki poczuł ból, który uniemożliwił mu dalszą grę. Po zmianie stron lepiej w mecz weszli goście, którzy po rzucie wolnym zdobyli gola na 4:7. Mądra i nieustępliwa gra obronna oraz skutecznie ataki były kluczem do zwycięstwa gości. Rywale nie byli w stanie dojść do dogodnych sytuacji, przez co w drugiej części zdobyli zaledwie jednego gola i to ustalającego wynik spotkania na 5:10. Z kolei goście zagrali bardzo dobre zawody, wykorzystując w pełni błędy rywala. Właściwie każdy zawodnik z pola zaliczył w tym spotkaniu bramkę lub asystę, co wskazuje na to, że atutem tego zespołu jest przede wszystkim kolektyw. Po pierwszej części spodziewaliśmy się bardziej wyrównanego spotkania, ale goście w drugiej połowie zupełnie nie dali rozwinąć skrzydeł oponentom.
Pierwsze minuty tego pojedynku były dość wyrównane. Okazje z jednej i drugiej strony, jednak brakowało precyzji i lepszego wykończenia, by otworzyć wynik spotkania. Pierwszą groźną akcję przeprowadzili gospodarze, ale świetnym refleksem popisał się golkiper MitoTito. W odpowiedzi goście obili poprzeczkę bramki rywali, co spotkało się z ripostą w postaci trafienia w słupek przez zawodnika Na Wariackich Papierach. I tak pozostawaliśmy bez gola do około 16 minuty, kiedy to pierwsze trafienie w tym meczu zaliczył Adam Rembowski. Było to potwierdzenie przewagi, jaką z biegiem czasu osiągało MitoTito. Goście bardzo dobrze operowali piłką, mieli pomysł na grę i konsekwentnie realizowali założoną przed meczem taktykę. Ta bramka wręcz wisiała w powietrzu, a parę minut później mieliśmy już 0:2, po golu Kamila Kolasy. Na Wariackich Papierach ruszyli do odrabiania start, mieli swoje okazje, ale bardzo dobrze między słupkami interweniował golkiper rywali. Co gorsza dla gospodarzy, stracili oni jeszcze jedną bramkę tuż przed przerwą. Typowy gol do szatni chyba podciął skrzydła podopiecznym Adriana Pegasa, bo w drugiej części przewaga MitoTito nie podlegała żadnej dyskusji. Nie pomogła gospodarzom nawet gra w przewadze, po żółtej kartce dla rywala. Goście przeważali i strzelali kolejne bramki, a we znaki obrońcom dał się przede wszystkim duet Adam Rembowski – Kamil Kolasa. Dopiero przy stanie 0:7 zobaczyliśmy dwie bramki gospodarzy, ale to chyba zbyt duże rozluźnienie wkradło się w szeregi MitoTito. Potem do siatki trafiali już tylko piłkarze Michała Czarnowskiego, zasłużenie wygrywając całe spotkanie aż 12:2. Kapitan MitoTito może być zadowolony z postawy swoich zawodników, którzy zagrali niemal perfekcyjnie. Na Wariackich Papierach nie będą najlepiej wspominać tego spotkania, ale mamy nadzieję, że to był po prostu słabszy dzień tej drużyny i w kolejnych meczach zaprezentują się znacznie lepiej i przełamią kiepską passę meczów bez zwycięstwa.
Drużyna Georgian Team idzie jak burza w tym sezonie i gdyby nie zachowanie jednego z zawodników, które zakończyło się walkowerem na ich niekorzyść, z kompletem punktów przystępowała by do tego pojedynku. Zespół Tornado Warszawa wszystkie swoje wcześniejsze spotkania kończyli różnicą maksymalnie dwóch bramek i zapowiadało się na naprawdę interesujące widowisko. Pierwsza bramka w tym meczu padła w 8 minucie, kiedy to zawodnik gospodarzy ładnym strzałem z rzutu wolnego otworzył wynik spotkania. Trzy minuty później drugą bramkę zdobyli gospodarze, ale szybka riposta Lashy Gabrichidze zmniejszyła rozmiary prowadzenia. Niestety dla gości była to ostatnia składna akcja w ich wykonaniu w tej połowie. Na domiar złego chwilę po strzelonej bramce stracili kolejne dwie i ich sytuacja robiła się coraz trudniejsza. Dodatkowo po otrzymaniu żółtej kartki przez ich zawodnika w osłabieniu stracili kolejne trzy bramki i losy spotkania były już praktycznie przesądzone. W ostatniej akcji pierwszej połowy trafienie samobójcze zawodnika gości ustaliło wynik pierwszej połowy na 8:1. Druga połowa to pełna kontrola przebiegu meczu w wykonaniu gospodarzy, którzy nadal byli bardzo skuteczni w ofensywie, ale pozwalali na coraz więcej zespołowi z Gruzji. Efektem tego było sporo strzelonych bramek z obydwu stron, które dały nam wynik końcowy 14:4. Na uwagę zasługuje świetna forma strzelecka duetu Kutyła-Król, którzy strzelili w sumie aż 11 bramek i dzięki tym trafieniom zespół Tornado Warszawa odnosi bardzo cenne zwycięstwo. Zawodnicy Georgian Team zagrali swój najsłabszy mecz i byli tylko tłem na tle bardzo dobrze dysponowanych rywali.
W niedzielny wieczór spotkały się drużyny Kubany oraz Więcej Sprzętu Niż talentu. Bardzo spłaszczona tabela sprawiła, że jeden mecz może decydować o tym czy drużyna będzie walczyła o górne rejony tabeli czy raczej uciekała ze strefy spadkowej. Lepiej spotkanie rozpoczęła niżej notowana drużyna gospodarzy, która już w drugiej minucie wyszła na prowadzenie. Chwilę później zawodnik Kubanów otrzymał żółty kartonik, co doskonale wykorzystał rywal i doprowadził do wyrównania. Stracona w osłabieniu bramka wyraźnie podrażniła zespół gospodarzy, którzy bardzo szybko ponownie objęli prowadzenie. Po strzelonej bramce zespół ten bardzo mądrze cofnął się na swoją połowę i kontrolował przebieg rywalizacji. Dodatkowo minutę przed zakończeniem pierwszej połowy jeszcze raz pokonali bramkarza rywali i odskoczyli przeciwnikom na dwie bramki. Tej przewagi nie utrzymali do przerwy, ponieważ chwilę przed ostatnim gwizdkiem sędziego częściowo straty odrobił Łukasz Krysiak i drużyny schodziły na przerwę z wynikiem 3:2 dla gospodarzy. Od początku drugiej połowy był już zupełnie inny obraz gry. Drużyna gości strzelając bramkę w ostatnich sekundach pierwszej części meczu wyraźnie nabrała wiatru w żagle, co przełożyło się na ilość stwarzanych sytuacji bramkowych. W ciągu dziecięciu minut aż czterokrotnie pokonali golkipera gospodarzy i dzięki temu wyszli na trzybramkowe prowadzenie. Pod koniec meczu jeszcze raz piłka wpadła do bramki gości i było to samobójcze trafienie, które ustaliło wynik spotkania na 4:7 dla zespołu Więcej Sprzętu Niż Talentu. Drużyna ta większość spotkania goniła wynik, ale zrobiła to bardzo skutecznie i inkasuje kolejne trzy punkty. Zawodnicy Kubanów mimo tego, że pierwszą część zagrali niemal koncertowo z boiska schodzą bez jakiejkolwiek zdobyczy.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)