Sezon 2014/2015
Relacje meczowe: 7 Liga
Przed spotkaniem pomiędzy FC Polska Górom, a Ks Partyzant Włochy obstawialiśmy zwycięstwo ekipy Michała Amanowicza. Jednakże tak się nie stało i to gospodarze pod wodzą Olka Kuśmierza zdołali efektownie pokonać rywali 7:1. Jak doskonale wiemy w piłce nożnej nie przyznaje się noty za styl i pojęcie o piłce. Gracze w czerwonych strojach pewnie punktowali powiększając swoją pokaźną przewagę nad rywalem. Cała drużyna była niezwykle zorganizowana i poukładana zarówno w defensywie jak i w ofensywie. Pokaźny wachlarz zmian był również czynnikiem mającym wpływ na finalny rezultat. Jedyną – honorową bramkę dla Partyzanta Włochy zdobył wcześniej wymieniony kapitan, który po wymuszeniu faulu na swojej personie wykorzystał trafienie z rzutu karnego. Dzięki trzem punktom FC Polska Górom ucieka ze strefy spadkowej wyprzedzając przy tym niedzielnego rywala – tym samym zmniejszając straty do Więcej Sprzętu Niż Talentu, do zaledwie jednego „oczka". Kolejny tydzień będzie dla nich niezwykle istotny i decydujący w kontekście walki o pudło w pierwszej rundzie rozgrywek. Będą oni bowiem grali z Żoliballem będąc w tym spotkaniu faworytem. Ich los jest w ich rękach, wszystko z powodu meczu Dzików z Lasu z Więcej Sprzętu Niż Talentu. W tym pojedynku ktoś musi stracić punkty, przez co gracze gospodarzy mogą wskoczyć na czwarte miejsce z punktem straty do trzeciego.
Niepokonany zespół w trwających rozgrywkach - Laga Warszawa podejmował zespół, który gra w kratkę, czyli Więcej Sprzętu niż Talentu. Lagersi napędzeni poprzednimi sukcesami ligowymi od razu ruszyli do zmasowanych ataków, a prym wiódł w tym wszystkim Patryk Szeligowski, który najpierw asystował przy bramce Jerzego Zółtowskiego, a następnie sam wykończył dogranie z rzutu rożnego. Rzuty rożne w tym meczu to w ogóle był w tym spotkaniu szalenie groźny element gry. W pierwszej połowie oba zespoły zdobyły aż 4 bramki po różnie rozgrywanych kornerach, dawno nie widzieliśmy tylu bramek po rozegraniu stałych fragmentów gry w trakcie jednego meczu, a może odpowiednie ich przygotowanie przed spotkaniem pomoże w końcowym zwycięstwie. Wracając jednak do samego meczu, Lagersi pierwszą połowę wygrali 5:2 i w dobrych nastrojach schodzili na zasłużony odpoczynek. Początkowe fragmenty gry w drugiej połowy należały do gości, którzy jakby chcieli zaskoczyć rozluźnionych Lagersów. Udało się nawet zawodnikom Więcej Sprzętu Niż Talentu dojść do jednej bramki straty po bramkach Krysiaka i Wojtyczka. To jednak było wszystko na co było stać gości w tym spotkaniu, natomiast Laga Warszawa zdołała zdobyć jeszcze dwie bramki ostatecznie wygrywając całe spotkanie 7:4 tym samym umacniając się na pozycji lidera.
Wiecznie Drudzy po zejściu do 7 ligi mieli być głównym pretendentem do miejsc medalowych na koniec sezonu, Kubany tak samo jak ekipa Piotrka Kawki słabo rozpoczęli sezon, więc już w czwartej kolejce doszło do spotkania o tzw. 6 punktów. Mecz na początku był wyrównany, gra toczyła się głównie w środku pola. Pierwsi z groźniejszymi atakami wyszli Wiecznie Drudzy, którzy wydawali się trochę bardziej zmotywowani. Odważniejsze ataki przyniosły spodziewany efekt i Piotrek Kawka strzałem do pustej bramki wyprowadził swój zespół na prowadzenie, a kilka minut później Krzysztof Źmijewski po wspaniałej indywidualnej akcji podwyższył wynik meczu na 2:0. Kubany jak szybko straciły dwie bramki, tak szybko udało im się odrobić straty, a to wszystko dzięki najlepszemu w swoim zespole Bartkowi Rudnikowi, który najpierw zdobył bramkę, a następnie asystował przy zdobyczy Kuby Zygmunta. Pierwsza połowa więcej bramek już nie przyniosła, a więc do przerwy obie ekipy remisowały 2:2 co pozwalało wierzyć, że w drugiej połowie emocji nie zabraknie. Drugą połowę lepiej zaczął zespół gospodarzy, wychodząc pierwszy raz w tym spotkaniu na prowadzenie. Gdy Krzysztof Żmijewski doprowadził do wyrównania, byliśmy niemal przekonani, że ten mecz cały czas będzie oscylował koło remisu. Tak się jednak nie stało, bo Kubany wrzuciły wyższy bieg, odskoczyli na trzybramkowe prowadzenie którego już nie oddali do końca spotkania. W Ekipie WD robił co mógł Krzysztof Żmijewski, zdobył ostatecznie 3 bramki, ale to było za mało na w końcu dobrze dysponowany zespół gospodarzy.
W ostatnim meczu 4 kolejki w 7 lidze przeciwko sobie do rywalizacji stanęły drużyny Żoliball i Dziki z Lasu. Od pierwszego gwizdka do ofensywnej gry przystąpiła drużyna gości co zaowocowało kilkoma groźnymi akcjami, a po jednej z nich padła bramka. Golem otwierającym wynik spotkania popisał się Kuroczko, który będąc w polu karnym otrzymał podanie od Bednarskiego i z pierwszej piłki posłał piłkę do siatki. Po tym golu gra się wyrównała i niestety również zdecydowanie zaostrzyła, widać było że obydwu zespołom za wszelką cenę zależy na pozytywnym dla siebie wyniku. Przy jednym z fauli sędzia musiał pokazać zawodnikowi z Dzików żółtą kartkę. Grę z przewagą jednego zawodnika wykorzystali gracze Żoliball zdobywając wyrównującego gola. Zajączkowski dobrym podaniem wypatrzył Kuczkę, a ten mając piłkę pod nogą wiedział co z nią zrobić i znakomitym strzałem nie dał szans bramkarzowi. W pierwszej połowie wynik się już nie zmienił. W drugiej odsłonie tego spotkania tak jak i w pierwszej, dobrze rozpoczęli zawodnicy Dzików od razu przechodząc do wysokiego pressingu. I kolejny raz dzięki takiej taktyce bramkę zdobył Kuroczko. Jednak drużyna Gości długo nie nacieszyła się takim wynikiem i chwilę później wyrównał Zajączkowski. Punktem zwrotnym tego meczu była ładna bramka bezpośrednio z rzutu wolnego, której autorem został Adamczyk. Będący na fali tego trafienia piłkarze Dzików dorzucili jeszcze na swoje konto dwie bramki. Gdy do końca meczu zostało jeszcze 10 minut, stracili bramkę, ale tego zwycięstwa nie pozwoli już sobie odebrać. Mimo intensywnych prób pod koniec spotkania gospodarzy, zabrakło skuteczności. Widzieliśmy w tym meczu dużo składnych i ciekawie konstruowanych akcji. Mecz z pewnością mógł się podobać kibicom.







)
)
)
)
)
)
)
)
)