Sezon 2014/2015
Relacje meczowe: 1 Liga
W spotkaniu Cleopartnera z Tylko Zwycięstwo zdecydowanym faworytem wydawała się ekipa z Ukrainy. Gospodarze mimo braku kilku zawodników mają w swoich szeregach graczy, którzy mają spore umiejętności i od początku spotkania starali się pokazać kto jest lepszy na boisku. Goście jak zawsze prezentowali swój plan taktyczny z mocną defensywą wyczekując na okazje do kontr i liczyli na skuteczność Andrzeja Morawskiego. Pierwsza bramka w tym starciu padła po rzucie wolnym. Dmytro Zhdanov sprytnie uderzył obok muru i zmieścił piłkę przy słupku bramki Tylko Zwycięstwo. Ekipa braci Jałkowskich starała się odrobić straty ale była nieskuteczna. Cleopartner natomiast spokojnie powiększał przewagę. Po dwóch błędach w końcówce pierwszej połowy na tablicy wyników mieliśmy wynik 3:0 i taki wynik utrzymał się do przerwy. Po zmianie stron po golu na 4:0 wydawało się, że jest już po meczu. Jednak gol Andrzeja Morawskiego dał nadzieję, że jeszcze nie wszystko stracone. Ekipa z Ukrainy starała się utrzymywać długo przy piłce, ale popełniała coraz więcej prostych błędów w obronie. To spowodowało, że przy stanie 5:2 zrobiło się nerwowo ponieważ Tylko Zwycięstwo miało coraz więcej okazji bramkowych. Ostatnie pięć minut to szalona pogoń za wynikiem. Po kontratakach Andrzej Morawski strzelił dwie bramki i gdy wydawało się, że zabraknie czasu na wyrównanie to na minutę przed końcem Mateusz Górski dał gola na 5:5. Niesamowita złość kapitana Cleopartnera na rozwój sytuacji i stratę punktów. Tylko Zwycięstwo natomiast pokazało charakter i to z czego ta ekipa słynie, czyli walkę niezależnie od wyniku do samego końca.
Ukraińskie drużyny powoli przyzwyczajają nas do tego, że bezpośrednie starcia między tymi ekipami zawsze dostarczają potężnych emocji i należą do wyjątkowo zaciętych. I nawet mimo, że FC Almaz i FC Freedom dzieli niemalże cała wysokość tabeli, oglądaliśmy szalenie wyrównane spotkanie i futbol na naprawdę wysokim poziomie. W pierwszej połowie meczu nie padła ani jedna bramka, ale jeśli komuś wydaje się, że w meczu tym wiało nudą, jest w grubym błędzie. Gra w zawrotnym tempie przenosiła się od bramki do bramki i zarówno broniący bramki Almazu Leonid Isayenia, jak i jego odpowiednik w drużynie Freedomu Artem Bohatikov mieli ręce pełne roboty. Nie zabrakło również walki w środku pola i jeszcze przed zakończeniem pierwszej części meczu można było stwierdzić, że tak wyrównane spotkania to rzadkość. Tuż po rozpoczęciu drugiej połowy brak koncentracji w defensywie gości wykorzystali napastnicy Almazu – Oleg Lazovik pognał skrzydłem i wyłożył piłkę Romanowi Chukhachowi, a ten nie dał szans bramkarzowi Freedomu. Na kolejnego gola musieliśmy czekać aż 10 minut, ale mecz nabrał kolorów, bo wyrównał Vitaliy Kram. Freedom długo nie nacieszył się z tego gola, bo nie minęła minuta, a Vladyslav Andriutsa wykorzystał rzut wolny i precyzyjnym strzałem umieścił piłkę w siatce. Dało się odczuć, że inicjatywa jest po stronie Almazu, ale ekipa Ruslana Kobyliatskiego nie mogła wyprowadzić ostatecznego ciosu, który pogrzebałby Freedom. Okazja taka przydarzyła się w samej końcówce meczu, kiedy żółtym kartonikiem został ukarany Oleksandr Didkivskiy. Wydawało się, że Almaz ma zwycięstwo w garści, ale stało się coś, czego raczej nikt się nie spodziewał. Gospodarze stracili piłkę na połowie przeciwnika, a kontratak Freedomu wykończył Maksym Oliinyk i grając w osłabieniu FC Freedom zdobył gola wyrównującego! Almazowi, który grał w przewadze do samego końca meczu zwyczajnie nie starczyło czasu i spotkanie skończyło się remisem 2:2. Cieniem na tym meczu położyła się sytuacja, którą opisywaliśmy w minusach kolejki, ale poza nią, było to jedno z najciekawszych spotkań, jakie oglądaliśmy w tej rundzie i czujemy, że obie ekipy jeszcze nie raz pokażą nam świetny futbol.
Na zakończenie zmagań w pierwszej lidze byliśmy świadkami starcia ekip, które zajmują dwa ostatnie miejsca w ligowej tabeli i prezentują się zdecydowanie poniżej swoich oczekiwań. Mowa tu o ekipie Drunk Teamu oraz Otomanów. Spotkanie zdecydowanie lepiej rozpoczęła ekipa Otomanów, która to od początku spotkania przystąpiła do zdecydowanych ataków. Goście przeważali i grali bardzo widowiskowo. Na boisku widać było, że każdy z zawodników prezentował nienaganną technikę oraz wysoki poziom rozumienia gry w piłkę nożną. Drunk Team natomiast miał spore problem w konstruowaniu akcji, a wysoki pressing przeciwnika często powodował niepotrzebne straty w środku pola. Na bramki w tym meczu nie musieliśmy długo czekać, a nakręcona maszyna Otomanów do końca pierwszej połowy zaaplikowała rywalom aż cztery trafienia. Gospodarzom nie pomogła nawet gra w przewadze, kiedy to za dyskusje z sędzią żółtą kartką został ukarany Oleksandr Gryb. Na przerwę schodziliśmy przy wyniku 0:4. Druga połowa to już prawdziwa deklasacja gospodarzy, napór gości stawał się coraz większy. Widząc słabą dyspozycję rywala ekipa Otomanów raz po raz przeprowadzała groźne ataki na bramkę Drunk Teamu, a brylował w nich wspomniany już Oleksandr Gryb. To głównie dzięki jego siedmiu asystom oraz trzem bramkom goście dokładają osiem trafień w drugiej części spotkania. Kiedy sędzia miał już kończyć to widowisko, na rozpaczliwy atak zdecydował się Kamil Wróbel i kąśliwym strzałem uratował honor Drunk Teamu. Spotkanie ostatecznie kończy się wynikiem 1:12, co w pełni odzwierciedla obraz całego meczu.
Mecz Deportivo La Chickeno kontra Green Lantern było to widowisko na miarę pierwszej ligi! Od pierwszych minut meczu spotkanie mogło się podobać, gracze postawili wszystko na jedną kartę i dało się zauważyć, że żadna drużyna nie chce być przegraną w tym meczu, walka o piłkę była widoczna na każdym polu. Kilka ciekawych i kombinacyjnych akcji po obu stronach dało w końcu efekt w postaci bramki, a pierwszy w tym meczu wpisał się do protokołu zawodnik gości Mikołaj Wysocki, który zajął odpowiednie miejsce w polu karnym i dobił piłkę, która wcześniej została skutecznie obroniona przez bramkarza. Chwilę później odpowiedzieli gospodarze. Piękną akcję skonstruowali Agnyziak i Grabowicz, a piłka po strzale pierwszego gracza odbiła się od słupka i wpadła prosto do bramki. W kolejnych minutach meczu widzieliśmy ładne akcje, jednak brakowało skuteczności przy wykańczaniu akcji lub popis swoich umiejętności dawali bramkarze obu drużyn. W pierwszej części spotkania obejrzeliśmy jeszcze dwie bramki, a wynik po 30 minutach był wciąż remisowy czyli 2:2. Kolejną część meczu lepiej rozpoczęła drużyna Gospodarzy i wykorzystali rozproszenie krótką przerwą u piłkarzy Green Lantern zdobywając 3 bramki w 3 minuty. Gdy wydawało się, że wynik meczu jest już przesadzony, ponownie swoje siły zebrała drużyna Gości i po 18 minutach drugiej odsłony gry doprowadzili do wyrównania, a minutę później wyszli nawet znowu na prowadzenie. To oznaczało, że końcówka będzie bardzo emocjonująca i tak też było. Dwójkową akcją popisali się gracze Deportivo i przyniosła ona pozytywne zakończenie dla nich. Po podaniu Kwarczeliszwiliego swoją 4 w tym spotkaniu bramkę zdobył Rudnicki. Chwilę później po podaniu tego samego zawodnika, który wcześniej zaliczył również asystę, decydującą i dającą komplet punktów w tym meczu drużynie gospodarzy bramkę zdobył Patryk Zych. Przyczynił się on jeszcze w jeden sposób do zachowania takiego wyniku na sam koniec gry - powstrzymując, ale przy tym też faulując zawodnika gości wychodzącego sam na sam z bramkarzem w sposób, za który otrzymał czerwoną kartkę w ostatniej minucie. Kto oglądał to spotkanie z perspektywy kibica na pewno po nim mógł odczuwać zadowolenie oglądając piłkarskie widowisko na najwyższym poziomie.
Strzelanie sylwestrowe rozpoczęte miesiąc wcześniej, a przyczyniły się do tego drużyny Deportivo La Chickeno, którzy rozgrywali zaległy mecz z drużyną Drunk Team. Na początku spotkania nikt z nas nie przypuszczałby, że dostaniemy w tym meczu taki grad goli. Lepiej w mecz udało się wejść drużynie gospodarzy, którzy rozgrywali ten mecz chwilę po skończeniu poprzedniego. Na pewno o odpowiednią rozgrzewkę mimo mrozu nie musieli się martwić, a 3 szybko zdobyte bramki dały im wiarę, że ten mecz może być dla nich wygrany. Jednak jeżeli tak pomyśleli w tamtym momencie, to musieli się z tym chwilę wstrzymać, ponieważ zaraz później gracze gości odpowiedzieli 2 zdobytymi golami i mecz przez chwilę zrobił się stykowy. Pod koniec 1 połowy jednak gospodarze zdołali zdobyć jeszcze 2 bramki i na gwizdek sędziego zapraszający na przerwę wynik mieliśmy 5:2. Druga połowa to istne szaleństwo jeżeli chodzi o zdobywanie bramek, padały one praktycznie po każdej akcji i z przeróżnych sektorów boiska. Po akcjach 1 na 1, główką, wolejem, z wolnego. Obie drużyny nastrzelały ich łącznie 30, a wynik końcowy to 20:10. Jest to zdecydowanie ilość goli świadcząca o tym, że skuteczność zawodników była na najwyższym poziomie, bramkarze mieli w tym meczu dużo interwencji. I co by nie napisać, spora ilość z nich była jednak skuteczna. Ten mecz zapamiętamy na pewno na długo.
Byliśmy pewni, że spotkanie Alpanu z Niskim Pressem będzie bardzo zacięte i ciekawe. Oba zespoły prezentują wysoki poziom piłkarski i rzadko spotykaną kulturę gry. Nie było mowy o chamstwie czy złośliwościach – jedni i drudzy byli skupieni tylko i wyłącznie na walce o punkty. W bardzo dobrej dyspozycji tego dnia był Rafał Radomski i to właśnie on zdobył bramkę otwierającą wynik starcia, a dokładnym podaniem w tej akcji popisał się Daniel Kania. Wynik na 2:0 podwyższył Kamil Melcher, który nie zmarnował okazji wykreowanej przez Mateusza Marcinkiewicza. Niski Press nie dawał za wygraną, chociaż trzeba przyznać, że w pierwszej połowie byli nieco zmuszeni grać pod dyktando ALPAN-u. Niemniej, po akcji Dawida Wichowskiego i podaniu do Kacpra Wójcikowskiego, piłkę w siatce umieścił drugi z wymienionych Panów i mieliśmy 2:1. O swojej świetnej dyspozycji, pod raz drugi tego wieczoru, przypomniał Rafał Radomski, ustalając wynik pierwszej odsłony na 3:1. Zmiana stron przyniosła nieco inny obraz gry. Gracze gości przejęli inicjatywę w rozgrywaniu, a przez dobry kwadrans gracze gospodarzy kreowali sobie okazję tylko w postaci kontrataków, co przy stylu gry ALPAN-u było dość zaskakujące. Bramka na 4:1 padła po przerwaniu ataku pozycyjnego Nieskiego Pressu oraz wyprowadzeniu pięknego crossa przez bramkarza gospodarzy, Błażeja Kaima. Świetnej sytuacji nie zmarnował Daniel Kania i jego nazwisko trafiło na listę strzelców. Goście jednak wciąż byli więcej przy piłce, a ich odpowiedzialne rozgrywanie przyniosło efekt na pięć minut przed końcem, kiedy po podaniu Patryka Hulla gola na 4:2 zdobył Patryk Kowalczyk. Ostatnie słowo należało jednak do gospodarzy, kiedy to po podaniu Daniela Kanii do piłki dopadł jeden z najszybszych graczy grających w Lidze Fanów – Mateusz Marcinkiewicz – i ustalił wynik spotkania na 5:2. ALPAN z kompletem punktów kończy jesień na pierwszej pozycji, natomiast Niski Press ostatecznie plasuje się dokładnie w środku tabeli, mając jednak tylko 4 punkty straty do podium. Wiosna będzie ciekawa !







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)