Sezon 2014/2015
Relacje meczowe: Ekstraklasa
Spotkanie Contry z Mixamatorem miało istotne znaczenie w kontekście walki o utrzymanie. Goście tuż przed pierwszym gwizdkiem mieli tylko czterech zawodników na placu, a reszta niestety pomyliła boiska i udała się na nasz drugi obiekt. Te okoliczności nie dawały nadziei na korzystny wynik teamowi Michała Fijołka. Od pierwszej minuty gospodarze atakowali, jednak nieskuteczność pod bramką Grzegorza Augustyniaka była porażająca. Dopiero w około dziesiątej minucie udało się strzelić pierwszego gola. Później padały kolejne bramki i przy wyniku 5:0 dojechali kolejni zawodnicy Mixamatora. Od tego momentu padły dwie bramki dla Miksów i do przerwy było 5:2. Po zmianie stron goście dążyli do odrobienia strat. Ich akcje były coraz groźniejsze, a rywale nie mogli jakoś złapać rytmu. Być może okoliczności z początku starcia i gra z dwoma zawodnikami więcej spowodowała, że nie mogli się odnaleźć na boisku. Przy stanie 6:3 w odstępie dosłownie pięciu minut Miksy zbliżyli się do rywali na jedno trafienie. Najpierw Patryk Kwiatkowski niefortunnie interweniował i piłka wtoczyła się do bramki Macieja Antczaka, a chwilę później Arsen Oleksiv po składnej akcji strzelił gola na 6:5. Ostatnie minuty były nerwowe po stronie teamu Michała Raciborskiego, ale ostatecznie udało się dowieźć korzystny wynik. Contra taką nerwówkę miała na własne życzenie, bo miała sporo sytuacji po kontrach w drugiej odsłonie, ale była bardzo nieskuteczna. Kto wie jak by wyglądał ten mecz gdyby Miksy od początku grały w pełnym składzie, ale tego niestety się już nie dowiemy.
W meczu na szczycie pomiędzy Gorlicką, a Turem oglądaliśmy od początku niezwykle wyrównane spotkanie. Tym razem gospodarze nie dysponowali optymalnym składem i brak chociażby takich graczy jak Mariusz Milewski, Eryk Murawski czy Maks Himel stawiało wyzwanie dla innych zawodników, którzy tego dnia stawili się na Grenady. Po stronie gości pełna mobilizacja i dawno tak szeroki skład nie pojawiał się na spotkaniach. Początek to zdecydowanie lepsza gra Tura, który od początku starał się narzucić swój styl gry. Szybko też padła pierwsza bramka autorstwa Rafała Polakowskiego. Gorlicka po pierwszych trudnych minutach zaczęła lepiej funkcjonować, a za rozgrywanie wziął się Marcel Gorczyca, który sprawiał sporo problemów defensywie Tura. W ósmej minucie gola wyrównującego strzelił jednak jego brat Jędrzej kapitalnie wykorzystując podanie Mateusza Leleno. Goście jednak szybko odpowiedzieli. Po zamieszaniu w polu karnym Kamil Dankowski faulował napastnika rywali i sędzia wskazał na wapno. Niestety była mała kontrowersja w tej sytuacji, bo ułamek sekundy wcześniej był faul w przeciwną stronę, którego jednak sędzia nie dostrzegł. Karnego wykorzystał Bartek Osoliński i ponownie Tur prowadził. Gorlicka jednak tego dnia mimo wielu absencji zagrała mądrze i znakomicie się broniła. W ataku umiała dzięki rotacji pozycji na boisku gubić krycie przeciwników i to dało efekty. Najpierw Tur strzelił samobója by po chwili już przegrywać 3:2. Szybko jednak Konrad Kowalski potrafił odpowiedzieć i na pięć minut przed przerwą było 3:3. Końcówka pierwszej połowy to dwa ciosy gospodarzy. Kamil Dankowski i Jędrzej Gorczyca dali prowadzenie 5:3. W przerwie Tur mobilizował się do walki w drugiej połowie i wierzył w odwrócenie wyniku. Gdy Konrad Wojtkielewicz zdobył bramkę na 5:4 wydawało się, że ekipa z Ochoty wraca do gry. Jednak mimo kilku klarownych sytuacji nie udało się doprowadzić do remisu, a Gorlicka po kontrze ponownie wyszła na prowadzenie dwubramkowe. Gdy Kamil Dankowski strzelił bramkę na 7:4 sytuacja teamu Konrada Kowalskiego była arcytrudna. Zdjęcie bramkarza i gra z lotnym Robertem Hankiewiczem przez ostatnie dziesięć minut nie przyniosła efektu. Gorlicka perfekcyjnie broniła przesuwając całą linię obrony tak, że Tur nie miał praktycznie ani jednej klarownej akcji w końcówce spotkania. Po niezłym spotkaniu zasłużenie wygrywa Gorlicka i umacnia się w fotelu lidera. Tur nadal ma szanse na podium i w kolejnych meczach musi po prostu wygrywać by nie zostać bez medali w tym sezonie.
Mecze ekstraklasy niemal zawsze stoją na wysokim poziomie i dostarczają bardzo wielu emocji. Nie inaczej było w starciu Narodowe Śródmieście- AnonyMMous! Gospodarze okupują ostatnie miejsce w ligowej tabeli i mają iluzoryczne szanse na pozostanie w najwyższej klasie rozgrywkowej. Swoje ostatnie i jedyne ligowe punkty zdobyli jeszcze w ubiegłym roku kiedy to pokonali Mixamator. Ich rywale natomiast cały czas są w grze o zajęcie 5 miejsca na koniec sezonu, które będzie ich premiowało uczestnictwem w Pucharze Ligi Fanów. Samo spotkanie od początku toczone było w bardzo szybkim tempie. Jedna jak i druga ekipa chciała szybko otworzyć wynik tego pojedynku. Niespodziewanie udało się to „outsiderowi” a konkretnie Tomaszowi Terpiłowskiemu, który zdobył gola po strzale bezpośrednio z rzutu wolnego. Narodowe Śródmieście było bardzo bliskie zdobycia drugiego gola, ale na posterunku był Maciej Miękina. Podrażnione ambicje „anonimowych” nie pozwoliły długo cieszyć się z prowadzenia ich rywalom, bo po podaniu Stocha Głębocki wyrównał stan tej rywalizacji. Całą pierwszą połowę mogliśmy obserwować dużo płynnej i ładnej dla oka gry obydwu zespołów. W 22 minucie Głębocki trafił po raz drugi w tym meczu i do przerwy faworyt prowadził 2:1. Drugą część spotkania od bardzo mocnego uderzenia rozpoczęli gospodarze. W 27 minucie Miękinę pokonał Arkadiusz Kibler a minutę później po raz drugi w tej potyczce Tomasz Terpiłowski i niespodzianka zaczęła nam wisieć w powietrzu. W 36 minucie meczu najaktywniejszy w zespole gości Stoch zainicjował akcję, którą na bramkę zamienił Robert Dębski. Kilka minut później powyższy duet w identycznej konfiguracji dał prowadzenie swojemu zespołowi, którego nie oddali już do samego końca i po bardzo wyrównanym pojydynku pokonali Narodowe Śródmieście 4:3.
Kebavita po ostatniej porażce z Turem podejmowała zawsze niewygodny zespół Impuls. Ekipa Buraka Cana liczyła na stratę punktów ekipy z Ochoty i East Windu by w razie wygranej zbliżyć się do tych zespołów w tabeli. Od początku spotkania gospodarze dominowali czego efektem były szybko strzelone bramki . Przy stanie 2:0 Impuls zaczął wyglądać lepiej na boisku, ale to Kebavita ponownie za sprawą Barisa Kazkondu podwyższyła prowadzenie. Dopiero przed przerwą dobrze znany Kebavicie Vladysłav Budz strzelił bramkę dającą nadzieję na lepszą grę i osiągnięcie korzystnego wyniku. Goście jak zawsze grali nieźle, ale brakowało wykończenia pod bramką rywali. Do przerwy mieliśmy wynik 3:1. Po zmianie stron oglądaliśmy znakomite 25 minut gry gdzie emocji nie brakowało. Impuls jakby odrodził się i nie przypominał zespołu z pierwszej połowy. Ich gra zaczęła się zazębiać i efektem tego były dwie bramki. Najpierw Vladysłav Budz, a chwilę później Bohdan Iwaniuk trafił do siatki i mieliśmy remis. Gospodarze jakby zaskoczeni takim obrotem sytuacji starali się ponownie wyjść na prowadzenie. Po faulu w polu karnym mieliśmy rzut karny. Niestety Christian Namani przestrzelił i na tablicy wyników nadal był remis. Dosłownie kilka sekund po tej sytuacji świetną akcję przeprowadził Impuls. Kostiantyn Didenko kapitalnie uderzył nie dając szans Michałowi Dryńskiemu. Kebavita jednak szybko odpowiedziała i wynik 4:4 zwiastował fantastyczną końcówkę. Wtedy ponownie świetny rajd przeprowadził Kostiantyn Didenko, który efektownie utrzymał się przy piłce i wyłożył futbolówkę do pustej bramki Maksymowi Kushnirukowi. Gospodarze mieli jeszcze trzy minuty gry, ale zamiast skupić się na odrabianiu strat tracili nerwy na komentowaniu zachowań rywali i rozpamiętywali podejmowane przez sędziego decyzje z przed kilkunastu minut. Mecz zakończył się wynikiem 4:5. Dla Kebavity jak się okazało stracona szansa na dogonienie w tabeli rywali. Impuls zaś zdobył cenne punkty w kontekście utrzymania w lidze.
W spotkaniu East Windu z In Plus Pojemną Haliną liczyliśmy na sporą dawkę emocji. Jednak dość szybko okazało się, że goście zamierzają szybko ustawić sobie wynik i kontrolować spotkanie. Sygnał do ataku dał golkiper Tomek Warszawski. To on rozpoczął strzelanie w swoim stylu, mocno huknął z dystansu i Pojemna Halina po niespełna trzech minutach już prowadziła. Po chwili z rzutu wolnego Bartosz Przyborek podwyższył wynik. Gospodarze starali się odgryzać, ale nie przypominali zespołu z poprzednich kolejek gdzie dominowali nad rywalami. Wręcz przeciwnie przyjęli warunki jakie postawiła Pojemna Halina. Brakowało precyzji w podaniach nie mówiąc już o strzałach gdzie albo Tomek Warszawski kapitalnie interweniował albo piłka lądowała daleko od światła bramki. Niemoc strzelecką w zamieszaniu pod bramką gości przełamał Mateusz Olszak, ale był to tylko chwilowy przebłysk. Zatem wynik 2:5 z perspektywy całej pierwszej połowy można było uważać za względnie dobry. W przerwie widać było jeszcze mobilizację w szeregach teamu Sebastiana Dąbrowskiego. Jednak szybko strzelone bramki na początku drugiej odsłony przez gości kompletnie podcięły skrzydła East Windowi. Ci praktycznie w drugiej połowie nie mieli pomysłu na grę, a nawet gdy już udało się stworzyć okazje to brakowało wykończenia. W końcówce gdy było już wiadomo, że nic ciekawego w tym spotkaniu się nie wydarzy oglądaliśmy już raczej futbol z humorem, a nie twardy i zacięty mecz. Ostatecznie In Plus Pojemna Halina wygrała zasłużenie 3:10 i nadal czyha w tabeli za plecami Gorlickiej. East Wind trochę zawiódł i nie chodzi o wynik, ale o samą grę i musi szybko zapomnieć o tym meczu, bo nadal ma szanse na medale w tym sezonie.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)