Sezon 2014/2015
Relacje meczowe: 10 Liga
W ramach 13 kolejki WKS Bęgal podejmował FC Warsaw Wilanów. Mecz czwartej z trzecią ekipą 10 ligi był spotkaniem które miało dać nam odpowiedz, która drużyna będzie w pierwszej trójce tego szczebla rozgrywek. Tak naprawdę ciężko było wskazać faworyta. Od początku spotkania to ekipa z Wilanowa prowadziła grę i często gościła pod polem karnym rywali. Widać, że byli dobrze przygotowani do tego spotkania pod kątem fizycznym i taktycznym. Już w 8 minucie goście zdobyli swoje pierwsze z ośmiu trafień w tym meczu. Mocno rozpędzeni postarali się, aby bramkarz rywali musiał niejednokrotnie wyjmować piłkę z bramki. Natomiast jeśli chodzi o drużynę Bęgal, to mieli zdecydowanie mniej piłkarskich argumentów niż zespół gości. Ich gra była mocno przewidywalna. Nieraz zostawiali bardzo dużo wolnej przestrzeni w środku pola, co stwarzało kolejne szanse dla gości. Najbardziej wyróżniającym się graczem gości był Karol Kowalski ( 5 bramek i 1 asysta ), który swoją grą co chwilę straszył defensywę rywali oraz regularnie zmuszał ich golkipera do interwencji. Przez cały mecz ciągnął swoją drużynę i na takiego przeciwnika jakim byli Bęgale to było właśnie to o co chodziło gościom. Jedynie czego nie można odebrać gospodarzom to chęć do gry, która była ogromna. Wilanowiacy wbili rywalom 7 bramek, samemu nie tracąc żadnej! Dzięki temu zwycięstwu, umocnili się na trzeciej pozycji w 10 lidze. Z kolei Bęgal musi czekać na kolejne mecze, w których aby awansować musi zdobywać cenne punkty. Ogólnie końcowy wynik nie oddaje tego jak Bęgalczycy starali się walczyć o każdy centymetr boiska. Jednak tym razem się nie udało. Taka jest piłka nożna i ten mecz to już historia. Trzeba o nim zapomnieć i myśleć tylko o następnym rywalu.
Zarówno drużyna Piwa Po Meczu FC jak i rezerw Scorpion’ów nie może zaliczyć rozpoczęcia rundy wiosennej do udanej. Dotychczas oba zespoły przegrały wszystkie spotkania po wznowieniu rozgrywek. Mecz początkowo zaczął się dość wyrównanie. Zarówno jedni jak i drudzy starali się atakować rywala w sposób asekuracyjny, aby nie narazić się na kontratak. Z upływem kolejnych minut zaczęła klarować się przewaga gospodarzy, którzy coraz częściej gościli pod bramką rywala. W 3 minucie Piwo Po Meczu FC wyszło na prowadzenie po bramce Piotra Zakrzewskiego. Goście nie załamali się stratą gola i ruszyli do kontry. Drużynie trenera Kałuskiego brakowało jednak ostatniego podania. Scorpiony łatwo przedostawały się na połowę rywala, ale w dalszym etapie brakowało już dokładności oraz pomysłu na sfinalizowanie akcji. Gra ponownie stała się bardzo zacięta i wyrównana. Bardziej skuteczni okazali się w swoich działaniach gospodarze, którzy podwyższyli prowadzenie na 3:0. Przed gwizdkiem na przerwę chwilę nieuwagi rywala wykorzystał Patryk Szewczuk umieszczając piłkę w siatce na 3:1. Druga połowa rozgrywała się już pod dyktando fanów chmielowego trunku. Goście mogli liczyć jedynie na przebłyski Szewczuka. Dzięki bardzo dobrej dyspozycji Zakrzewskiego gospodarze odskoczyli rywalom na czterobramkową przewagę. Mogła ona być jeszcze większa, ale napastnik nie wykorzystał okazji z rzutu karnego. Na tablicy wyników było już 6:2, co zwiastowało triumf Piwa Po Meczu FC. W odstępie zaledwie niecałej minuty rezerwy Scorpion’ów zdobyły dwie bramki, co wlało nadzieję w zawodników na zmianę losu spotkania. Kilka minut później Michał Izydorczyk sprowadził jednak rywali na ziemię, umieszczając piłkę w siatce i ustalając wynik spotkania na 7:4. Szczególnym wydarzeniem wartym odnotowania w tym spotkaniu był debiut trenera gości – Artura Kałuskiego. Ostatecznie Piwo Po Meczu przełamało złą passę i odnotowało pierwsze zwycięstwo na wiosnę. Natomiast nad drużyną rezerw trenera Kałuskiego zbierają się czarne chmury, bo trudno będzie wydostać się ze strefy spadkowej.
Zdecydowanym faworytem spotkania pomiędzy drużynami FC Mokrywilly Cartel i Na2Nóżkę byli goście, którzy jako jedna z dwóch drużyn wyraźnie odskoczyła w tabeli od reszty stawki. Gospodarze natomiast pomimo porażki w ostatniej kolejce cały czas liczą się w walce o najniższy stopień podium. Obydwie drużyny spotkanie rozpoczęły bardzo spokojnie, przez co sytuacji bramkowych była jak na lekarstwo. Gra toczyła się głównie w środkowej części boiska i zawodnicy długimi fragmentami nie potrafili przedostać się w pole karne przeciwników. Pierwsza skuteczna akcja przeprowadzona została dopiero w 20 minucie przez Jana Danisiewicza. Popularny Turbo minął przy linii bocznej swojego rywala i sprytnym strzałem z ostrego kąta zdołał pokonać bramkarza rywali. Chwilę po straconej bramce żółtą kartką upomniany został zawodnik gospodarzy, ale gry w przewadze nie wykorzystali ich przeciwnicy i drużyny na przerwę schodziły przy wyniku 1:0. Druga połowa rozpoczęła się również bardzo spokojnie, ale tym razem pierwszą groźna akcję przeprowadzili goście. Niestety dla nich piłka po ich strzale wylądowała na słupku. Najwięcej emocji przyniosły nam ostatnie minuty spotkania. Najpierw żółtą kartkę otrzymał zawodnik gości a grę w przewadze wykorzystali rywale strzelając bramkę z rzutu karnego. Zdobyty gol wyraźnie pobudził ekipę Cartelu, ale niestety nie do gry, tylko do rozmawiania z sędzią. Efektem tych "rozmów" były dwie żółte kartki... Ten zespół dość długo dzielnie sobie radził z grą 5 na 3 w polu, jednak pod koniec kary stracił bramkę, która jak się okazało zdecydowała o losach tego pojedynku. Już po końcowym gwizdku sędziego za słowną obrazę arbitra czerwony kartonik ujrzał Adrian Rutkowski, który automatycznie przedłużył sobie weekend majowy o kolejnych kilka dni. Po bardzo wyrównanym spotkaniu, w którym główne role grała defensywa oraz żółte kartki komplet punktów zdobyła drużyna Na2Nózkę. FC MokryWilly Cartel długimi fragmentami toczył wyrównany bój z przeciwnikiem, ale przez liczne niepotrzebne dyskusje sam utrudnił sobie sprawę i ostatecznie zszedł z boiska jako przegrany.
Deluxe Barbershop pewnie idzie po mistrzostwo w 10-tej Lidze Fanów, podczas gdy Kozice Warszawa nadal eksperymentują z grą, chociaż z każdą kolejką widzimy, że ich gra coraz bardziej się klei. Niemniej, starcie z liderem nigdy nie należy do łatwych, o czym goście przekonali się bardzo szybko. Strzelanie ale azerskiej ekipy rozpoczął Khazar Narimanli, który po ładnej, dwójkowej akcji z Muradem Nabiyevem pokonał Krzyśka Wiśniewskiego. Ten sam duet, w takiej samej konfiguracji był z resztą odpowiedzialny za trafienie na 2:0, które gospodarzom dało pewność siebie i uspokoiło nerwy. Murad miał także udział przy bramce numer trzy w tym meczu, jednak po jego interwencji piłka wpadła do...własnej bramki. Morale ekipy Deluxe nieco opadło, a efektem tego była strata, po której Debal Rose pewnie pokonał dobrze spisującego się do tej pory Aziza Latifova. To trafienie ustaliło wynik pierwszej odsłony na 2:2 i z niecierpliwością wyczekiwaliśmy gwizdka rozpoczynającego drugą odsłonę. Ku naszemu zdziwieniu, ta część meczu została zupełnie zdominowana przez gospodarzy. Kozice próbowały zdobyć gola, jednak ilość słupków i poprzeczek, jakie zaliczyli w tym czasie, była wręcz niewiarygodna. Co gorsza, przy próbie wybicia piłki zmierzającej do bramki, do zagrania ręką posunął się Kamil Faryniarz. Przepisy w tej sytuacji są nieubłagane i za wybicie ręką piłki zmierzającej do bramki jest bezpośrednia czerwona kartka. Rzut karny, co prawda na raty, ale na bramkę dającą prowadzenie 3:2, zamienił Murda Naviyev. Dziesięć minut gry w osłabieniu zdecydowało, że reszta meczu odbywała się pod dyktando ekipy gospodarzy. Świetnie w takich warunkach czuł się Khazar Narimanli, który w okresie przewagi aż trzykrotnie wpisywał się na listę strzelców, będąc autorem także trafienia ustalającego wynik meczu na 7:2, przy którym asystował Veysov Alakbar. Azerowie wciąż niepokonani, a Kozice w środku tabeli.







)
)
)
)
)
)
)
)