Sezon 2014/2015
Relacje meczowe: 7 Liga
Niezwykle interesująco zapowiadał się mecz pomiędzy zespołami FC MiToTito oraz Więcej Sprzętu niż Talentu. Gospodarze z jedną porażką byli liderem tego poziomu rozgrywkowego. natomiast goście to drużyna środka z tabeli, ale z realnymi szansami na walkę o podium. Niespodziewanie mecz lepiej rozpoczęli goście, którzy już w szóstej minucie wyszli na prowadzenie. Napędzeni strzeloną bramkę raz po raz atakowali bramkę rywali i po kilku minutach powiększyli swoje prowadzenie. W tej części spotkania drużyna gospodarzy nie miała pomysłu na pokonanie świetnie grającej defensywie przeciwników i pojedyncze ich akcje zazwyczaj kończyły się na golkiperze gości. Dodatkowo bardzo mądrze grający zespół Więcej Sprzętu niż Talentu stwarzał kolejne groźne akcje i w ostatnich minutach tej części spotkania jeszcze trzy razy zdołał pokonać golkipera FC MiToTito. Na przerwę drużyny schodziły z zaskakująco wysokim prowadzeniem gości aż 5: 0. W przerwie spotkania zawodnicy aktualnego lidera rozgrywek próbowali pobudzić się do bardziej skutecznej gry, jednak już w pierwszych minutach stracili kolejną bramkę. Od tego momentu spotkanie się wyrównało - wysokie prowadzenie zespołu gości na chwilę rozluźniły szyki w bloku defensywnym, czego efektem była strzelona bramka przez gospodarzy. Jak się później okazało, było to tylko trafienie honorowe i mecz zakończył się wysokim zwycięstwem zawodników Więcej Sprzętu niż Talentu w stosunku 6:1. Warto zauważyć, że każda bramka był autorstwa innego zawodnika i właśnie ten kolektyw był kluczem do końcowego zwycięstwa. Drużyna FC MiToTito poniosła dopiero drugą porażkę w tym sezonie, ale strata punktowa sprawiła, że zrównali się w tabeli z bezpośrednim przeciwnikiem w walce o mistrzostwo 7 ligi.
Patrząc na ligową tabelę zdecydowanym faworytem pomiędzy zespołami Polska Górom a Georgian Team powinni być goście, którzy mają bardzo realne szanse na wygranie tego poziomu rozgrywkowego. Gospodarze natomiast w rundzie jesiennej grali poniżej swoich oczekiwań i zajmowali ostatnią pozycję w tabeli. Jednak zawsze pierwsze spotkanie po dłuższej przerwie jest dużą niewiadomą, co pokazały pierwsze minuty tego spotkania. Obydwie drużyny bardzo spokojnie weszły w mecz i dopiero w siódmej minucie padła pierwsza bramka. Warto dodać, że była ona niewątpliwej urody, ponieważ padła bezpośrednio z rzutu rożnego. Chwilę później było już 2:0 i od tej pory goście nabrali dużego luzu, raz po raz atakując bramkę rywali. Efektem tych ataków była trzecia bramka, która ustaliła wynik pierwszej połowy. Początek drugiej części spotkania to bardzo duża przewaga zespołu z Gruzji, udokumentowana kolejnymi trzema trafieniami. Zaraz po strzelonej bramce nastąpiła zmiana bramkarza w zespole gości, jednak nie był to najlepszy pomysł, ponieważ już w przy pierwszym kontakcie z piłką nastąpiła strata, którą wykorzystał zawodnik gospodarzy strzelając premierową bramkę dla swojego zespołu. Nie zmienia to faktu, że goście kontrolowali całe spotkanie, a głównym motorem napędowym ich akcji był Lasha Gabrichidze, który tego dnia miał udział przy 7 bramkach swojej drużyny. Ostatecznie zawodnicy Georgia Team odnieśli pewne zwycięstwo 8:2 i zrównali się punktami z drużyną liderującą w tych rozgrywkach. Zawodnicy FC Polska Górom nie byli w stanie się przeciwstawić mocnym rywalom i szansę na powiększenie swojego dorobku punktowego będą mieli dopiero w następnej kolejce.
Po ostatnich siedmiu porażkach z rzędu Na Wariackich Papierach liczyli na wiosenne przełamanie. Kolejne punkty byłyby dla nich jak pierwsze promienie słońca po szarej zimie – dające nadzieję i optymizm. Natomiast Elitarni Gocław, żeby walczyć o medale również wiedzieli, że muszą zmobilizować się jeszcze bardziej, bo przeciwnicy, których mają w lidze to nie lada wyzwanie. W tym spotkaniu długo czekaliśmy na pierwszą bramkę, a to pokazuje jak po zimowym zastoju obie drużyny musiały poczuć klimat boisk przy AWF zanim na dobre weszły w rytm meczowy. Wynik otworzył Łukasz Dawid po asyście Łukasza Eljasiaka. Świetne zgranie tego duetu zaowocowało nieszablonową akcją gości, która zakończyła się bramką. Następne trafienie padło łupem Matuesza Głębockiego po świetnym strzale z okolic linii bocznej boiska. Do przerwy Na Wariackich Papierach ulegało rywalom 1:2, a kontaktową bramkę zdobył Adrian Pagas po przechwycie piłki i samodzielnym rajdzie przez całe boisko. W drugiej połowie na wyróżnienie zasługuje postawa Hou Jiuyanga, który strzelił aż dwie bramki. Jako typowa „dziewiątka” znajdował się w odpowiednim miejscu i czasie. Do końca meczu NWP strzeliło jeszcze jedną bramkę, ale nie wystarczyło to na zdobycie trzech punktów w tym meczu. Pozycje drużyn w tabeli po tym spotkaniu nie uległy zmianie, za to komplet punktów pozwolił Elitarnym nieco bardziej zbliżyć się do czołówki tabeli.
Start rundy rewanżowej stanowi niezwykle emocjonujący moment dla wszystkich uczestników rozgrywek. W siódmej lidze nie było inaczej. W pojedynku pomiędzy Kubanami, a Tornado Warszawa - drużyny cechowały odmienne aspiracje – cel pozostawał jednak taki sam, czyli zdobycie trzech punktów i dobre wejście w sezon. Spotkanie przepełniał niezwykle wyrównany poziom, czego efektem był bezbramkowy remis utrzymujący się przez około kwadrans. Nie znaczy to jednak, że gra usypiała. Wręcz przeciwnie - gracze Tornado od samego początku rzucili się do zmasowanych ataków na bramkę strzeżoną przez golkipera rywali. Doświadczony bramkarz z uporem maniaka bronił dostępu do niej przez cały mecz (co później zaowocowało nagrodą „zawodnika spotkania”). To dzięki jego solidnej postawie, uskrzydleni koledzy z Kubanów zdołali otworzyć wynik spotkania. W ujęciu pierwszych dwudziestu pięciu minut, taktyka ta relatywnie zdała egzamin, w starciu z wyżej usytuowanym w ligowej tabeli rywalem. Wynik 3:4 na korzyść gości, otwierał tym samym pole do wszelkich dywagacji, związanych z ewentualnym nadrobieniem strat lub wyjściem na prowadzenie. Mimo zaledwie jednobramkowej straty do przerwy, gracze Jakuba Zygmunta nie wytrzymali jednak naporów zawodników Tornado, finalnie przegrywając 5:7. Rażący brak dokładności był tego dnia aż nazbyt widoczny, co w zestawieniu z precyzją duetu Kamil Jan – Sebastian Król zadecydowało o finalnym rozrachunku tego widowiska.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)