Sezon 2014/2015
Relacje meczowe: 6 Liga
Saska Kępa, trzecia drużyna 6 ligi podejmowała na swoim terenie piątą ekipę ADS Scorpions. Jedni i drudzy mają jeszcze szansę na awans do wyższej klasy rozgrywkowej, więc zapowiadała się nam walka na całego. I chociaż pierwsza połowa to duża przewaga ekipy gospodarzy, to goście również " nie ziewali" i zdobyli swoje bramki. Do 18 minuty mieliśmy już 5-0 dla Saskich i kibice mogli pomyśleć, że to koniec emocji. ADS chcąc wygrać to spotkanie musieli wziąć się ostro za robotę i tak też uczynili. Udało się chłopakom zdobyć dwa trafienia i pierwsza polowa zakończyła się wynikiem 5-2. Druga odsłona to ponownie duży napór gospodarzy i zdobyte dwie bramki. Jednak "Skorpiony" to nie drużyna debiutantów i zaczęli się mocno odgryzać. Efektem tego było zdobycie 4 kolejnych trafień i z wyniku 7-2 zrobiło się momentalnie 7-6! Mieliśmy więc mecz na styku. Gospodarze może trochę przestraszeni a na pewno mocno zdzwieni takim obrotem spraw nie chcieli tego meczu wypuścić z rąk, z kolei goście niesieni sportową adrenaliną liczyli, że kolejne gole są tylko kwestią czasu. Rozpędzona ekipa "Skorpionów" bardzo mocno atakowała i mogła to spotkanie wygrać, lecz w tym momencie duży kunszt bramkarski pokazał golkiper gospodarzy Leszek Gallewicz. Wybornie obronił kilka sytuacji sam na sam i dał swojej drużynie pozytywnego "kopa". Efektem tego były strzelone 3 bramki przez jego kolegów pod koniec spotkania. 48, 49 i 50 minuta - właśnie wtedy zawodnicy z Saskiej Kępy nacisnęli mocniej i było po meczu. Spotkanie zakończyło się wynikiem 9-7 dla gospodarzy, którzy coraz śmielej pukają do drzwi wyższej ligi. Scorpions będąc w środku tabeli też mają szansę na awans, chociaż ich sytuacja nie jest tak komfortowa jak Saskiej. Jeśli będą jednak grali z takim zacięciem jak tutaj, to wszystko będzie jeszcze możliwe.
FC Łazarski w tej rundzie mimo iż zaliczył dwie porażki, to obydwie w minimalnym stosunku – różnicą jednej, lub dwóch bramek. Ta drużyna gra zdecydowanie lepiej niż jesienią i to dawało nadzieję, że przeciwko Wolskiej Ferajnie nie tylko nie dojdzie do powtórki wyniku sprzed kilku miesięcy (gdzie przegrali 1:9), ale może nawet jest szansa na niespodziankę. Tym bardziej, że ich rywale to drużyna bardzo chimeryczna, która jak skupia się na grze, to może pokonać każdego, ale często jej największym przeciwnikiem jest ona sama. I w tym meczu też mieliśmy tego przykład. Miejscowi grali bowiem zrywami i mieli momenty fajne, gdzie zamykali oponenta w jego polu karnym, a były też takie, gdzie nic im się nie układało, co tylko potęgowało ich frustrację. Mimo to wydawało się, że to oni powinni wyjść tutaj na prowadzenie, tymczasem zaskakujący strzał z rzutu wolnego Anassa El Ansariego spowodował, że to rywal schodził na przerwę przy wyniku 1:0. Chyba wszyscy zdawali sobie jednak sprawę, że to co najtrudniejsze, dopiero czeka na czerwoną latarnię 6.ligi. I gdy Wolska Ferajna wyrównała, to zapowiadało się, że to tylko początek jej kolejnych trafień. Wtedy dał o sobie znać debiutujący w Łazarskim Wiktor Rychlik, który świetnym strzałem z lewej nogi przywrócił prowadzenie swojej ekipie. Emocje sięgnęły zenitu. Drużyna Kamila Jagiełło napierała, ale im bardziej chciała, tym częściej nic jej nie wychodziło. Rywale emanowali natomiast spokojem, jednak zabrakło im trochę doświadczenia. Końcówka należała do zdeterminowanych przeciwników, którzy głównie dzięki Oskarowi Nieskórskiemu, odwrócili wynik meczu na 3:2! Stoimy jednak na stanowisku, że tutaj najbardziej sprawiedliwy byłby remis, bo Łazarski naprawdę zasłużył swoją postawą na ten jeden punkt. O wszystkim przesądziły jednak indywidualności, których w ADP było po prostu więcej, dzięki czemu trzy punkty zostały na Woli.
Gdy zobaczyliśmy w terminarzu parę FC Radler Świętokrzyski kontra Slavic Warszawa, to wiedzieliśmy, że czeka nas bardzo fajne, czyste spotkanie. Może za daleko idącym stwierdzeniem byłoby, że obyłoby się tu nawet bez sędziego, no ale sposób w jaki te drużyny widzą futbol i w jaki grają predestynował nas to stwierdzenia, że zdecydowanie więcej będzie goli niż fauli. I nie myliliśmy się. Obejrzeliśmy bardzo wyrównane spotkanie, które nie zachwycało może tempem, natomiast okazji podbramkowych nie brakowało. Ten mecz dość długo toczył się w rytmie „cios za cios” i gdy jedni strzelali, to rywale dość szybko odpowiadali. Przy stanie 2:2 ostatnie słowo w pierwszej połowie należało do Radlera, który wyszedł na prowadzenie 3:2 i zamierzał zrobić wszystko, by ten rezultat przynajmniej utrzymać. Ostatecznie ugrał nawet więcej, bo wygrał 4:2, chociaż rywale mają czego żałować, bo pamiętamy sytuacje, gdy po ich strzałach piłka obijała słupek i poprzeczkę. To, czego trochę nam zabrakło w Slaviku, to typowa „dziewiątka”. Pod nieobecność Arka Zarzyckiego, tak naprawdę tylko dwóch zawodników sprawiało zagrożenie pod świątynią rywala – byli to Przemek Harciarek i Maciek Beręsewicz. Gdyby ta siła ofensywna była większa, to dziś być może pisalibyśmy ten opis w zupełnie innym tonie. To jednak tylko gdybanie i brawo dla Radlera, który z przebiegu spotkaniu na pewno zasłużył na komplet punktów. A ponieważ to już jego drugi w tej rundzie, to wydaje się, że chłopaki na dobre uwierzyli, że w kwestii utrzymania w lidze wszystko mają tylko i wyłącznie w swoich nogach.
Jeżeli ktoś myślał, że mecz będących w środku tabeli Popalonych Styków z vice liderem Dzikami z Lasu będzie nudny, to bardzo się pomylił. Akurat te dwie drużyny potrafią stworzyć widowisko i ci co oglądali to spotkanie, mogą to śmiało potwierdzić. Faworytem byli goście, lecz gospodarze nie zamierzali oddawać łatwo punktów. Od początku mecz toczony był w szybkim tempie i oglądaliśmy sporo walki i sytuacji bramkowych z obu stron. Wynik otworzył niezawodny w drużynie Dzików Konrad Adamczyk. Jednak strzelona bramka nie podłamała Popalonych Styków i dążyli oni do wyrównania. Ta sztuka udała się przed przerwą i po 25 minutach rywalizacji było 1:1. Druga połowa zapowiadała się jeszcze ciekawiej. Długo wynik remisowy widniał na tablicy wyników, ale wtedy Dziki włączyły drugi bieg. Konrad Adamczyk i Michał Janowicz coraz mocniej zagrażali bramce Krzysztofa Grabowskiego i w końcu dopięli swego. Dwie bramki przewagi uspokoiły poczynania gości, którzy od tego momentu starali się czekać na ataki rywali kontrując, a że mają szybkich i wybieganych zawodników to golkiper rywali miał sporo pracy w drugiej odsłonie. Właśnie bramkarz Popalonych Styków najbardziej wierzył w to, że jego ekipa jest w stanie odwrócić losy meczu. Na boisku sporo się działo, a trochę nerwowości po stronie zawodników arbiter spotkania szybko ucinał w zarodku. Dziki podwyższyły prowadzenie na 1:4 i wręcz zamknęły drogę przeciwnikom do szansy na punkty w tym starciu. W końcówce bramka na 2:4 ustaliła wynik tego meczu. Goście zasłużenie wygrywają zdobywając komplet punktów. Gospodarze mimo porażki pokazali, że z taką grą spadek do niższej ligi raczej im nie grozi.
Walczące o utrzymanie Tornado Squad szukało swoich pierwszych punktów po wznowieniu rozgrywek w meczu ze znajdującą się na drugim biegunie drużyną Perła WWA. Goście mają zapas kilku punktów nad resztą stawki i pewnie kroczą po mistrzowski tytuł. Już w jednej z pierwszych akcji meczu Oliwier Tetkowski wyprowadził swój zespół na prowadzenie, zamieniając na bramkę dokładne dogranie Igora Bartkowskiego. Ta bramka jednak nie ustawiła reszty meczu pod dyktando Perły. Tornado nie oddało całkowicie pola gry, walcząc o bramkę dającą remis. Tak też się stało, gdy kapitalną akcją indywidualną popisał się Michał Nawrocki, który najpierw zagraniem piłki między nogami minął rywala, a następnie silnym strzałem nie dał szans bramkarzowi rywali. Niestety dla gospodarzy to był ich jedyny taki akcent w pierwszej połowie spotkania. Trzy kolejne bramki były autorstwa gości, którzy dynamiką swoich akcji dawali raz za razem do zrozumienia, że to oni są tu faworytem. Nie można zarzucić gospodarzom braku zaangażowania, woli walki czy umiejętności czysto piłkarskich i zwłaszcza w drugiej połowie meczu grali niemal jak równy z równym. Tornado zbliżyło się nawet na jedną bramkę do Perły, ale w końcówce chyba już zabrakło sił, a Oliwier Tetkowski w końcówce podwyższył prowadzenie faworytów na 5:3 i takim rezultatem zakończył się ten mecz, który przyniósł sporo emocji oraz ładnych bramek. I jeśli Tornado będzie grać w dalszej części sezonu tak jak w tym meczu, to utrzymanie powinno być formalnością.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)