Sezon 2014/2015
Relacje meczowe: 6 Liga
Po letniej przerwie ruszyła Nasza Liga Fanów, a spotkanie otwierające siódmy poziom (6 liga) rozgrywek rozpoczęło się od meczu pomiędzy Saską Kępą, a FC Dzikami z Lasu. Pierwsza połowa rozpoczynająca się przy pierwszych blaskach słońca i dość śliskiej murawie była bardzo wyrównana. Żadna z drużyn nie była w stanie odskoczyć na więcej niż jednobramkową przewagę. Jako pierwsza na prowadzenie już w 6 minucie ładną grą zespołową wyszła ekipa gospodarzy. Młodsza drużyna gości nie odstępowała swojego rywala i parę minut później dzięki swojej szybkiej grze na przestrzeni całego boiska odpowiedziała z nawiązką zdobywając na przestrzeni trzech minut dwie bramki. Przeprowadzane naprzemiennie ataki pod bramką swojego rywala zespoły w ostatnich minutach dały pokaz swojej skuteczności, ustalając wynik do przerwy 4:4. Dalsza część spotkania okazała się jeszcze bardziej emocjonująca i bramkostrzelna. Doświadczenie Saskiej Kępy vs młodość Dzików z Lasu okazało się doskonale dobrane w swoich proporcjach. W tej części meczu to drużyna gości po przejęciu piłki w środkowej części boiska wykorzystała swoje walory i wyszła na prowadzenie. Cały czas do końcowego gwizdka sędziego oglądaliśmy bardzo wyrównaną grę, a stykowy wynik napinał nasze emocje do granic wytrzymałości. Szala zwycięstwa została przechylona w 50 minucie na korzyść Dzików, kiedy to najlepszy na boisku Konrad Adamczyk ustalił wynik na 7:8 i mógł świętować pierwszą wygraną na tym poziomie rozgrywek wraz z kolegami. Dziękujemy obydwu zespołom za waleczność i dostarczone emocje, oraz życzymy sukcesów w dalszej części sezonu.
Rewelacja zeszłorocznej rundy wiosennej, Tornado Squad, mimo stawienia się w dość skromnym zestawieniu zapowiadała, że do starcia z powracającą do Ligi Fanów ADP Wolską Ferajną będzie walczyła o komplet punktów. Młodzi gracze gospodarzy od pierwszych minut bardzo dobrze prezentowali się na boisku i zdecydowanie częściej zagrażali bramce strzeżonej przez Kamila Jagiełło. Efekt zobaczyliśmy po akcji dwójkowej Pawła Piebiaka oraz Marcina Kusaka, kiedy to piłka dograna przez pierwszego z wymienionych Panów została uderzona z półwoleja tak celnie, że jeszcze otarła się o słupek i wpadła do bramki. Również i przy bramce na 2:0 autorem asysty był Paweł Piebiak, tym razem zagrywając do dobrze ustawionego Michała Nawrockiego, który ładnym strzałem posłał piłkę tuż przy słupku, zapisując swoje nazwisko na liście strzelców. Wynikiem 2:0 zakończyła się pierwsza odsłona meczu, a po zmianie stron nadal inicjatywę mieli gracze Tornada. Udokumentowali to bramką na 3:0, kiedy to skutecznym wykończeniem akcji popisał się Bartek Stokowiec. Kiedy wydawało się, że losy tego spotkania są przesądzone, gracze ADP Wolskiej Ferajny wzięli się za odrabianie strat. Jako pierwszy do pogoni za wynikiem zabrał się Mateusz Nejman. Jeden z najskuteczniejszych napastników w historii ekipy w Woli minął efektownym dryblingiem dwóch rywali i potężnym strzałem nie dał szans Sebastianowi Szajkowskiemu. Zrobiło się naprawdę ciekawie, gdy po strzale jednego z zawodników ADP piłka wytoczyła się przed pole karne, gdzie na okazję czekał dobrze ustawiony Kamil Snopek. Napastnik gości zdecydował się na uderzenie i była to świetna decyzja, gdyż zaowocowała trafieniem na 3:2. Końcówka meczu była bardzo emocjonująca, a gracze ADP poczuli szansę na punkty. W końcówce spotkania doszło do dość ostrego, taktycznego zatrzymania kontry, po którym czerwoną kartkę obejrzał Konrad Ciesielczyk. Na szczęście zarówno po faulu, jak i po meczu przeprosił rywala, więc czego go jedynie zawieszenie na jeden mecz. Ostatecznie Tornado Squad mogło świętować komplet punktów, a gracze ADP Wolskiej Ferajny muszą jeszcze poczekać na pierwsze oczka w tabeli.
FC Łazarski po zdobyciu mistrzostwa w swoim pierwszym sezonie awansował o kilka lig, żeby móc się mierzyć z zespołami równymi z ich potencjałem. Takim zespołem bez wątpienia jest FC Radler Świętokrzyski. W tym meczu już od pierwszego gwizdka sędziego zapowiadał nam, że emocji na pewno nie zabraknie. Przed upływem 10 minuty faulowany w polu karnym gospodarzy był jeden z zawodników Radlera i sędzia bez najmniejszych wątpliwości wskazał na „wapno”. Do piłki podszedł Adrian Romańczyk i pewnym strzałem pokonał bramkarza Łazarskiego. Bramek w pierwszej połowie więcej już nie zobaczyliśmy, ale nie oznacza to, że sytuacji brakowało. Zarówno jedna jak i druga drużyna spokojnie mogła zdobyć po kilka bramek, ale dobrze spisywali się bramkarze. Druga odsłona spotkania przyniosła więcej bramek i jeszcze więcej emocji, niestety również tych pozasportowych. Goście wyszli na dwubramkowe prowadzenie, a drugą bramkę w meczu zdobył Adrian Romańczyk. Łazarski zdobył bramkę kontaktową, po której ruszył do jeszcze mocniejszych ataków. Radler Świętokrzyski wykorzystał fakt, że ich rywal się odsłonił i szybko zdobył dwie kolejne bramki. Trzybramkowe prowadzenie rozluźniło poczynania gości i Łazarski zdobył swoje kolejne dwa gole, niwelując wynik meczu do 3:4. W końcówce meczu przy wyniku na styku obydwu ekipom zaczęły doskwierać emocje. Na boisku doszło do przepychanek, niesportowych zachowań i innych brzydkich zajść o których pisaliśmy już w naszych Plusach i Minusach kolejki. Radler ostatecznie dowiózł jednobramkowe prowadzenie do końca i zdobył pierwsze 3 punkty w tym sezonie.
Mecz Slavicu Warszawa z ADS Scorpions rozpoczął się wyśmienicie dla gospodarzy. Już w 2 minucie Krzysztof Blankiewicz popędził jak dzik po lewym skrzydle i nie dał szans bramkarzowi Skorpionów. Szybko stracony gol podziałał na gości jak kubeł zimnej wody, bo od tego momentu mecz wyrównał się do tego stopnia, że rzadko oglądaliśmy klarowne sytuacje strzeleckie, a walka toczyła się głównie w środku boiska. W 17 minucie Krzysztof Blankiewicz wypracował sobie wyśmienitą okazję, ale ostatecznie nie trafił nawet w bramkę. Inicjatywa z minuty na minutę przechodziła na stronę Scorpions, aż w końcu w 20 minucie gola na remis strzelił Emil Traczyk. Drugą połowę można podsumować słowami – Slavic się starał, ale to Scorpions strzelali gole. W ciągu trzech minut team Artura Kałuskiego kompletnie rozmontował obronę gospodarzy. Zaczęło się już w 26 minucie, kiedy podanie Adama Ignatowskiego na gola zamienił Juri Łukjanec. Zawodnik ten wyraźnie ożywił się po tej bramce, bo po chwili asystował Pawłowi Poniatowskiemu, a minutę później wyłożył futbolówkę Bartkowi Filipowi i Scorpions momentalnie odskoczyli z wynikiem na 1:4. Slavic robił co mógł, ale świetnymi interwencjami popisywał się golkiper gości Piotr Arendt. W 32 minucie, wykorzystując zawahanie bramkarza Slavicu, gola na 1:5 strzelił Bartek Filip i było już praktycznie po meczu. Do końca spotkania został jeszcze kwadrans, a gola kontaktowego trafił Jacek Wojtala, ale było to ostatnie trafienie. Slavic atakował, ale Skorpiony mądrze ustawiły się w obronie i kontrolowały przebieg spotkania do ostatniego gwizdka i to drużyna Artura Kałuskiego wywiozła z tego meczu komplet punktów.
Spotkanie rozegrane o godzinie 17:00 przy Arenie AWF dostarczyło nam wielu piłkarskich emocji. Perła WWA w roli gospodarza podejmowała na swoim terenie FC Popalone Styki. Trzeba zaznaczyć na początku, że goście grali bez żadnej zmiany i naprawdę dawali rade "prawie" całe spotkanie. Mecz rozpoczął się od mocnego uderzenia gości. Już w 2 minucie zdobyli bramkę na 1-0, aby chwilę później podwyższyć na 2-0. Drużyna gospodarzy nie zamierzała jednak oddać pola bez walki i najlepsi tego dnia Oliwier Tetkowski oraz Mateusz Socha zaczęli robić naprawdę duże zamieszanie na boisku. W 8 minucie, po składnej akcji obu panów padła bramka kontaktowa na 1-2 i można było pomyśleć, że gospodarze "ruszyli". Jednak Kamil Paszek z drużyny Popalonych Styków nie zamierzał im tego ułatwiać. Zdobył bramkę na 3-1 i o dziwo to goście w sześć osób kontrolowali przebieg spotkania. Wspomniany wyżej Oliwier Tetkowski pod koniec pierwszej połowy ponownie zdobył bramkę kontaktową na 2-3 i tak zakończyła się premierowa odsłona. W drugiej połowie to goście ponownie rozpoczęli strzelanie bramek. Na 4-2 podwyższył będący nie do zatrzymania tego dnia Kamil Paszek a 4 minuty później goście podwyższyli wynik na 5-2 . Mogło się wydawać, że grając w sześć osób da się dowieźć taki wynik do końca. Nic bardziej mylnego. Drużyna gospodarzy po straconej piątej bramce wzięła się ostro do roboty. Nieustępliwość, wola walki i dostępność zmian spowodowały, że gospodarze zaczęli szybko odrabiać straty. Nie do zatrzymania tego dnia w szeregach gospodarzy byli panowie Oliwier Tetkowski i Mateusz Socha. Pierwszy zdobywał gola za golem z pięknych podań tego drugiego. Gonitwa oraz festiwal strzelonych bramek spowodowały, że spotkanie to zakończyło się zasłużonym zwycięstwem Perły. Wynik końcowy 7-5 oddaje w pełni obraz tego pojedynku.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)