Sezon Lato 2023
Relacje meczowe: Ekstraklasa
Jako pierwsze na poziomie ekstraklasy na boisku w rundzie rewanżowej zameldowały się ekipy Narodowego Śródmieścia i Contry. Obie drużyny przed startem zajmowały miejsce w strefie spadkowej, więc bezpośredni pojedynek miał spore znaczenie w kontekście walki o pozostanie w najwyższej klasie rozgrywkowej. Gospodarze w zapowiedziach menedżera Marka Szklennika mieli się odbudować i pokazać dużo lepszą grę niż na jesieni. Goście natomiast przeszli małą przebudowę i na placu zobaczyliśmy kilku nowych graczy, którzy mają pomóc w walce o utrzymanie. W teamie Michała Raciborskiego brakowało kilku zawodników i wiemy, że przynajmniej dwóch z nich z powodu kontuzji nie zagra już w tym sezonie. Strata Macieja Kurpiasa czy Rafała Osińskiego to na pewno spory problem, ale kapitan Contry postarał się by te luki załatać. Początek spotkania należał do zespołu w czarnych trykotach. Świetnie prezentował się Tomasz Zagórski. Jego kreowanie gry dało szybko pierwsze trafienie. Po chwili on sam podwyższył wynik i po niespełna dziesięciu minutach było już 0:2 dla gości. Gospodarze starali się stwarzać okazje, ale pod bramką rywali ich akcje się kończyły. Sporo było niedokładności i widać było, że brakuje w tym spotkaniu szczególnie napastnika który by potrafił wykończyć stwarzane sytuacje. Contra w końcówce pierwszej połowy poszła za ciosem i dołożyła kolejne trafienia. Po 25 minutach rywalizacji było 0:5 i próżno było szukać znaczącej zmiany wyniku w drugiej odsłonie. Tym bardziej, że team Michała Raciborskiego grał mądrze i konsekwentnie. Jakaś iskierka nadziei dla Narodowego Śródmieścia była jeszcze po trafieniu Pawła Rolka lecz jak się później okazało było to jedno z dwóch trafień honorowych gospodarzy. Ostatecznie Contra wygrywa mecz pewnie 2:7 i zgarnia niezwykle cenne punkty.
W pierwszej rundzie niespodziewanie Anonimowi pokonali Tura i teraz ekipa Konrada Kowalskiego chciała się zrewanżować i przede wszystkim zdobyć komplet punktów, by nadal liczyć się w walce o medale. Początek spotkania jednak nie wskazywał wyraźnej przewagi którejś z drużyn i tak naprawdę oba zespoły miały okazje by strzelić bramkę. Z jednej strony często strzałów z dystansu próbował Rafała Krzywicki. Z drugiej Michał Bruździak oddał kilka uderzeń, ale piłka mijała bramkę albo świetnie interweniowali bramkarze. W piętnastej minucie wynik się otworzył. Po akcji znakomicie grającego Michała Bruździaka Konrad Kowalski pokonał Maćka Miękinę i było 0:1. AnonyMMous starali się odpowiedzieć, ale świetnie tym razem dysponowany był Paweł Wysocki, który nie popełnił żadnego błędu i był pewnym punktem swojej drużyny. Gdy wydawało się, że Tur ze skromnym prowadzeniem zejdzie na przerwę ponownie znakomicie uderzał popularny „Mały”. Kompletnie zaskoczony bramkarz gospodarzy nie miał szans na obronę i po 25 minutach rywalizacji było 0:2. Po zmianie stron długo utrzymywał się wynik z pierwszej odsłony. Dopiero po kontrze Tomek Kotus zagrał do Rafała Iwanickiego i ten podwyższył wynik na 0:3. Odpowiedź Anonimowych była natychmiastowa. Michał Głębocki zaraz po wznowieniu przechwycił futbolówkę i zdobył gola na 1:3. W końcówce mieliśmy małą kontrowersję. W polu karnym wślizgiem ratował się obrońca AnonyMMous i sędzia powinien wskazać na wapno. Puścił grę i dopiero po meczu uznał że popełnił akurat w tej sytuacji błąd. Dobrze, że nie wpłynęło to na wynik meczu bo gracze z Ochoty zdołali jeszcze podwyższyć wynik na 1:4 i pewnie wygrali z teamem Maćka Miękiny. Akcja nagrała się, więc warto obejrzeć skrót meczu, bo piłka chodziła jak po sznurku i defensywa gospodarzy była w tej sytuacji po prostu bezradna.
Pamiętamy mecz East Windu z Kebavitą z poprzedniej rundy gdzie po kapitalnym meczu padł remis. Teraz patrząc na ostatnie sukcesy gości wydawało się, że mogą w tym spotkaniu zgarnąć komplet punktów tym bardziej, że na ostatnich turniejach pokazywali wysoką formę. Niestety kontuzje i absencje kilku zawodników, a także nie w pełni dyspozycyjność takich zawodników jak Azamat Qutpiddinov czy Baris Kazkondu powodowała, że team Buraka Cana czekała ciężka przeprawa. Gospodarze wiedzieli, że tylko wygrana spowoduje, że wrócą do walki o medale. Początek to wyrównana gra gdzie oba zespoły miały kilka dogodnych okazji. Pierwsi na prowadzenie wyszli podopieczni Sebastiana Dąbrowskiego. Po znakomitym dograniu Mateusza Olszaka, Damian Patoka spokojnie wykończył akcję. Kebavita dążyła do wyrównania i po pięciu minutach od straty gola wyrównała. Kamil Majorek po znakomitej kombinacji z Fiemi Amietovem rozmontował szczelną jak dotąd defensywę gospodarzy. Jeszcze przed przerwą East Wind ponownie wyszedł na prowadzenie. Niezawodny tego dnia Damian Patoka w swoim stylu wykończył akcję całej drużyny. Po 25 minutach było 2:1 i druga odsłona zapowiadała się jeszcze bardziej interesująco. Gdy chwilę po wznowieniu gry Mateusz Olszak podwyższył prowadzenie East Windu wydawało się, że gospodarze zaczną kontrolować spotkanie. Jednak chwilę później dał o sobie znać Christian Nnamani , który strzelił gola kontaktowego. Trzeba nadmienić, że ten zawodnik w pierwszej połowie doznał kontuzji i nie był w pełni dysponowany, a mimo to pozostał na boisku do końca meczu. Przy stanie 3:2 ponownie dał o sobie znać Damian Patoka. Dwie kolejne bramki dały wynik 5:2 i spokój tym bardziej, że do końca spotkania zostały zaledwie cztery minuty. Ostatecznie rozluźniona obrona gospodarzy dała się zaskoczyć dwa razy po golach Kamila Majorka i Macieja Banaska. Adrian Gomoła w międzyczasie również trafił do siatki i mecz ostatecznie zakończył się wynikiem 6:4.
Mecz drużyn, które są na dwóch przeciwległych biegunach w ligowej tabeli. In Plus & Pojemna Halina co ważne dla przebiegu meczu dotarła na spotkanie w mocnym składzie z powracającym na boiska ligi fanów Rafałem Barzycem oraz Tomkiem Warszawskim, który tego samego dnia wrócił ze zgrupowania reprezentacji Polski w futsalu. Pierwszy z wymienionych przeze mnie zawodników zdobył gola na 1:0, drugi natomiast na 2:1, wcześniej dla rywali trafił Kamil Kamiński. W 21 minucie kapitalnym uderzeniem w samo „okienko” popisał się Bartek Przyborek, bramkarz rywali był bez szans, a wicelider ekstraklasy odskoczył na 2-bramkową przewagę. Chwilę później błąd w szeregach obronnych przeciwników wykorzystał Przemysław Kępiński i do przerwy mieliśmy rezultat 4:1. Między 28, a 33 minutą widzieliśmy 2 gole dla Mixamatora, ale Pojemna Halina w międzyczasie również zaliczyła trafienie co oznaczało, że w 33 minucie widniał wynik 5:3. Od tego momentu coś zablokowało się w grze przedostatniej drużyny ekstraklasy. Przez kolejny kwadrans bramki zdobywali tylko zwycięzcy Warsaw BOS Cup z tego roku, a Jakub Nahorny zdołał skompletować hat tricka. Ostatniego gola w tym spotkaniu strzelili gracze pokonanej drużyny, konkretnie Mikołaj Prybiński, ale na odrabianie strat było zdecydowanie za późno. Finalnie In Plus pewnie zwycięża i dopisuje kolejne 3 punkty zaznaczając, że cały czas będzie się liczył w walce o tytuł depcząc Gorlickiej po piętach.
Spotkanie lidera tabeli ekstraklasy z ekipą, która do ostatnich kolejek będzie musiała mocno walczyć o ligowy byt, od początku przebiegało pod dyktando drużyny prowadzonej przez Daniela Gello. Dla przypomnienia Impuls (UA) jest jedynym zespołem, z którym aktualni wicemistrzowie Polski stracili punkty w rundzie jesiennej, dlatego nie dziwi fakt, że mieli zaostrzone apetyty aby „wziąć na ruszt” przeciwników. Wiemy, że w obu zespołach brakowało kilku graczy. W Gorlickiej zwłaszcza Mariusza Milewskiego, Roberta Śmigielskiego i Mateusza Łysika u rywali natomiast przede wszystkim Artema Solonikova, leczącego kontuzję, której nabawił się w charytatywnym spotkaniu Polska-Ukraina. Pierwsze minuty meczu to zdecydowana przewaga Gorlickiej, która miała wiele szans do zdobycia gola. Jedną z nich wykorzystała już w 5 minucie. Dobrą akcję całego zespołu wykończył Przemysław Ostrowski. Po kilku chwilach mieliśmy już 1:1 i konsternację w szeregach faworyta, któremu na pewno zaczął przypominać się mecz z rundy jesiennej. Lider szybko jednak uspokoił sytuację, dorzucił 4 gole jeszcze w pierwszej części gry i zszedł na przerwę z 4-bramkowym prowadzeniem 6:2. Zaraz po gwizdku rozpoczynającym drugą połowę trafienie dla Impuls (UA) zanotował Vasyl Ivaniuk, ale to byłoby na tyle jeśli chodzi o emocje w tym spotkaniu, bo chwilę później cios wyprowadził Himel. Jego koledzy jeszcze trzy razy zaskakiwali bramkarza drużyny przeciwnej, jednego gola zdobyli też rywale i mecz zakończył się zasłużonym zwycięstwem Gorlickiej 10:4.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)