reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
10:30
( 1 : 3 )
2 : 7
Raport

W spotkaniu pomiędzy drużynami KS Partyzant Włochy, a Więcej Sprzętu Niż Talentu od samego początku zwycięzca mógł być tylko jeden. Ekipa występująca w szarych strojach zdecydowanie zdeklasowała swojego niedzielnego rywala – wygrywając pewnie 7:2. Kluczową rolę w tym meczu odegrał bezapelacyjnie napastnik gości Łukasz Krysiak, który dzięki dwóm trafieniom i takiej samej liczbie asyst dołożył swoją cegiełkę, w kontekście finalnego rezultatu. Niemalże każda akcja przechodziła przez niego, przez co mógł wykazać się talentem i zmysłem kreatora gry. Dzięki tym trzem punktom jego drużyna może również cieszyć się z wejścia do strefy medalowej na ostatniej prostej przed końcem rundy. To właśnie porażka ich rywali w walce o tą lokatę zapewniła im przeskoczenie FFK Oldboys, a sytuacja w ligowej tabeli zaczyna robić się coraz bardziej ciekawa. Tego dnia ich włochowscy rywale nie mieli nawet prawa głosu i mimo prób podjęcia równorzędnej walki, rywalizacja ta była niewątpliwie jednostronna. Ekipa Michała Amanowicza i Piotra Arendta musi wziąć się za siebie i porządnie przepracować okres pomiędzy rozgrywkami, aby w rundzie rewanżowej nie powtórzyć fatalnych wyników. Drogą przypomnienia Partyzant znajduje się w strefie spadkowej z zaledwie czterema „oczkami", co biorąc pod uwagę całokształt ich wcześniejszych dokonań jest wynikiem wprost tragicznym.

2
11:30

KS Złoty Strzał ma ostatnio nieco problemów z zebraniem optymalnego składu. Tym razem, w starciu z ekipą Kubany mieli zaledwie jednego zmiennika. Ich rywale do ostatnich chwil nie byli pewni liczebności swoich graczy, jednak ostatecznie stawili się w bardzo przyzwoitym zestawieniu. Bardzo szybko zaowocowało to zdobyciem przewagi na boisku, gdyż już w pierwszych dziesięciu minutach aż czterokrotnie wbijali piłkę do bramki gospodarzy. Przy wszystkich trafieniach udział brał Roman Popadiuk, trzykrotnie trafiając i raz podając do dobrze ustawionego Konstantego Antoniuka i było 0:4. „Złoci" odpowiedzieli tylko jednym trafieniem w pierwszej połowie, a gola zdobył Tony Nguyen. Jednak ostatnie słowo w tej części gry należało do ... Romana Popadiuka i po gwizdku kończącym premierowe starcie było 1:5. Po zmianie stron oglądaliśmy trochę finezji w poczynaniach „Kubańczyków", między innymi próbę przewrotki zza pola karnego czy też popisowe podania. Jednym z nich, a konkretnie ładnym crossem do Konstantego Antoniuka, popisał się Marek Jasiński, a była to bramka na 1:6. Marek nie spoczął jednak na podawaniu i sam wpisał się też na listę strzelców, kiedy to w polu karnym piłka, po strzale kolegi, spadła pod jego nogi, a on skutecznie dobił na 1:7. Wynik na 1:8 ustalił w ostatniej minucie Konstanty Antoniuk, kompletując hat-tricka. Wynik oddawał wydarzenia z boiska. Kubany dużo lepsze, ale wąski skład Złotego Strzału na pewno miał na to spory wpływ.

3
13:30
( 6 : 3 )
10 : 5
Raport

Będąca w zwycięskiej formie Laga Warszawa podejmowała jednego z bezpośrednich rywali do walki o mistrzostwo 7 ligi FFK Oldboys, któremu ostatnio zdarzyły się potknięcia. Był to mecz w którym goście mogli zmniejszyć straty do będącej nie przerwanie na pierwszym miejscu od początku sezonu drużyny gospodarzy i pokazania że każdemu zdarzają się wypadki przy pracy. Pierwsza część spotkania zaczęła się po myśli „pomarańczowych", gdyż to właśnie oni wyszli na prowadzenie po strzale Vitalii Yakovenko. Dopiero po chwili „niebiescy" doprowadzili do wyrównania, dzięki czemu pierwsza połowa meczu nabrała piłkarskich rumieńców i oglądaliśmy wyrównaną grę, w której ciężko było dopatrywać się zwycięzcy tego pojedynku. Wynik do przerwy 6:3 był lekkim zaskoczeniem i nie mogliśmy się już doczekać na ciąg dalszy tego spotkania. Początek drugiej części meczu było to szybkie powiększenie przewagi Lagersów. Goście zawzięcie atakowali rywala w jego polu karnym, niestety nie skutecznie. Jak nie bramkarz to słupek nie pozwalał wtoczyć się piłce do siatki. Dopiero pod koniec spotkania strzelec pierwszej bramki w meczu, po faulu ustawił piłkę na „wapnie" i pewnym strzałem pokonał bramkarza Lagi. Był to ostatni gol dla „pomarańczowych" w tym meczu, na którego „niebiescy", a dokładniej Jerzy Żółtowski odpowiedział dwiema bramkami po samodzielnie przeprowadzonych akcjach i ustalił wynik 10:5 dzięki czemu powiększył prowadzenie swojej drużyny w tabeli.

4
18:30
( 5 : 1 )
7 : 2
Raport

Dziki on fire! Tydzień temu rozjechali Partyzanta, we wtorek zwyciężyli w mini-turnieju organizowanym przez SBM Label we współpracy z The Collective, by w niedzielę pewnie pokonać FC Polska Górom. To już ich szósty mecz z rzędu bez porażki, dzięki czemu przerwę zimową na pewno spędzą na drugim miejscu. W ósmej kolejce od samego początku pokazywali, że nie czują zmęczenia i są gotowi do kolejnych zwycięstw. Zaczęli strzelanie od dobitki, ale chwilę później Bednarski załadował dwie piękne bramki - najpierw, strzelając z daleka od słupka, a później po przejęciu, uderzając pod poprzeczkę. Po golu na 3:1 zawodnicy FCPG "poczuli krew" i również próbowali swoich sił w efektowych uderzeniach (obserwowaliśmy m.in. jednego z nich składającego się do przewrotki). Dziki, widząc to, szybko zareagowały. Najpierw Dąbrowski strzelił po podaniu z rzutu rożnego, a chwilę później uderzył na bramkę rywala, pozwalając Tymkowi Kuroczko na umiejętne strącenie piłki i pokonanie golkipera fanów reprezentacji Polski. Chwilę przed przerwą losy spotkania były już praktycznie przesądzone. Jeden z zawodników FCPG otrzymał drugą żółtą kartkę, pozostawiając swoich kolegów w osłabieniu. I choć Dziki nie najlepiej wykorzystały grę w przewadze w dalszej części meczu (stracili nawet bramkę po strzale z rzutu wolnego) to nie dały rywalom większych szans na odrobienie strat. Na golu bardzo zależało Konradowi Adamczykowi, który często dochodził do sytuacji strzeleckich, ale długo nie mógł się przełamać. W końcu udało mu się jednak trafić do siatki rywala, więc można było kończyć to spotkanie. Chwilę przed ostatnim gwizdkiem oglądaliśmy jeszcze piękne zachowanie kapitana gospodarzy, Szymona Bednarskiego, który walczy o miano najlepszego Kanadyjczyka, ale i tak zdecydował się oddać koledze rzut karny. Szymon Szpak pewnie wykonał "jedenastkę" i przy wyniku 7:2 obie drużyny opuściły boisko.

5
20:30
( 3 : 1 )
7 : 5
Raport

Na zakończenie długiego dnia na Arenie Picassa obejrzeliśmy pojedynek pomiędzy Wiecznie Drugimi i Żoliballami. Ciężko było przewidzieć, jak skończy się to spotkanie, bo w obu zespołach panowała ogromna mobilizacja, a składy były naprawdę szerokie. Strzelanie w meczu rozpoczął Łukasz Sypiański, który sam odebrał piłkę rywalom i strzelił bramkę. Odpowiedź Wiecznie Drugich była jednak zabójczo skuteczna, a mecz życia rozegrał Tomasz Chwaja. Reprezentant WD dwukrotnie umieszczał piłkę w siatce strzałami z rzutów wolnych, a później wykorzystał podanie od Szymona Małkowskiego. Gospodarze do przerwy prowadzili 3:1, a Chwaja skompletował hat-tricka. Po przerwie obejrzeliśmy niezłą remontadę, bo w kilka minut Żoliballe strzelili 3 razy do bramki Leonardo Gruczy i wyszli na prowadzenie 3:4. Na posterunku był jednak Chwaja, który wyrównał stan meczu. Wiecznie Drudzy ponownie wyszli na prowadzenie, ale wtedy miała miejsce mała scysja między zawodnikami obu drużyn i aż 3 graczy wyleciało z żółtymi kartkami z boiska. To spowodowało, że Wiecznie Drudzy musieli grać w 4, a Żoliballe w 5. Kilka minut później goście wyrównali i myśleliśmy, że obie ekipy do końca meczu będą sobie strzelały nawzajem bramki, a mecz zakończy się remisem! Nic bardziej mylnego, bo Wiecznie Drudzy udowodnili, że mają trochę więcej doświadczenia, strzelili 2 bramki i wygrali to spotkanie 7:5. Mimo późnej godziny, nikt nie spał na tym spotkaniu, a wynik zmieniał się jak w kalejdoskopie. Obu drużynom serdecznie gratulujemy.

Reklama